Bylam z kims lata, dokladnie4-5, oczywiscie rozstalismy sie, powody pietrzyly sie z kazdym dniem, wieczne sprzeczki.Problem alkohol,zaczal pic, praca nowi koledzy i tak sie wszystko potoczylo ze juz wiecej nie wytrzymalam i koniec. Zaczynamy nowe zycie.Decyzje podjelismy wspolnie, widzac co sie dzieje.Od czasu rozstania minelo juz oki 2 lat, nadal utrzymujemy kontakt, wiem ze na Niego moge zawsze liczyc, zawsze mi pomoze, ja tez mu pomagam jak moge.Ale co sie z nim dzieje, jest to w coraz glebszym uzaleznieniu, nie radzi sobei z tym wszystkim, pod wplywem alkoholu jest agresywny i szuka zaczepki.Kwestia czasu zanim trafi do wiezienia, w sumie wyczuwam ze rozmowa nawet mnie przygotowuje do takiego czasu, smiejac sie ze zapewne bedzie grypsowal i w ogole.Jest takiej budowy ze wszyscy sie go boja a gdyby kogos uderzył to wiadomo mogloby byc roznie.Ech nie wiem jak mu pomoc, rozmawia ze mna i jest swiadomy ze jest problem, powazny problem, bo wszystko niszczy.Wine zwala na swojego ojca, ktory pil, i go oposcil jak byl dzieckiem.Ogolnie nie mial za wesolo w domu.Jakies osrodki wycjhowawcze itp.Ale jak go poznalam byl najcudowniejszym chlopakiem pod sloncem, nie pil, wszystko robil, myl okna, sprzatal, gotowal, ideal,bylo jak w bajce ale do czasu. Majac 25 lat nastapil jak to ja okreslilam wiek zbuntowania i widzicie co sie dzieje.Tak nagle wszystko wybuchlo.A był taki spokojny, a teraz paradoks.Jak mu pomoc?Bo przeciez nie mozna tak obojetnie tego zostawic,ja widze co sie dzieje.Wczoraj z nim rozmawialam i wiem ze go to wszystko przerasta, jescze troche a nastapil by placz, ale byl tzw. smiech przez lzy.
Zakładanym tematom nadawaj tytuły adekwatne do ich treści.
Moderatorka-apoteoza