Tak naprawdę jest tyle rzeczy które chciałabym opowiedzieć, że nawet nie wiem od czego zacząć...
Mam 29 lat, dwoje wspaniałych dzieci i siedmioletni staż małżeński. Gdy poznałam męża miał on już dziecko z poprzedniego związku, które ja po ślubie przysposobiłam (adoptowałam). Zaraz po ślubie mój mąż coraz częściej myślał tylko o sobie, szybko zaszłam w ciążę, urodziłam dziecko a on coraz częsciej oglądał się za innymi. Wiele lat walczyłam z tym żeby w koncu przestał pisać i spotykać z innymi panienkami.
Walczyłam o niego przez te wszystkie lata, prosiłam, błagałam żeby się zmienił. Nadmienię że nigdy nie mogłam liczyć na najmniejszą pomoc z jego strony. Pracuje, zajmuję się domem, dziećmi, zakupami i wszystkimi innymi rzeczami, on- chodzi tylko do pracy. Wiecznie nie było go w domu i tak naprawdę nie wiem gdzie był i z kim.
Mószę się przyznać sama przed sobą że to wszystko jest moja wina. Pozwoliłam sobie żeby traktowal mnie bez szacunku. Zawsze za wszystko go przepraszalam, nawet jak wina była jego, zeby tylko się nie obrażał.
Chodziłam za nim, prosiłam o rozmowy i w ten sposób poniżałam samą siebie.
A on...nigdy nie miał dla mnie czasu i nie miał ochoty rozmawiać, bo jak twierdził nie miał o czym.
Zaczęłam się już nawet zastanawiać i myśleć że to moja wina.
Jak próbowałam z nim porozmawiać, że potrzebuję pomocy, że nie daję sobie rady, słysze że nie ma ochoty ze mną rozmawiać bo nie będę mu robiła pretensji i się obrażą.
Rok temu odeszlam z dziećmi. Nie wytrzymałam tego wszystkiego, i tego że w miedzyczasie spotykał się z inną kobieta, mężatką mającą również dwójkę dzieci.
Błagał, prosił, przepraszał i wszystko co możliwe. Uległam. Wróciłam do niego. Trzy miesiące było ok. Starał się, pomagał ale niestety czar prysł.
Wprawdzie nie ma od tego czasu innych kobiet, ale za to on stal sie dwa razy wredniejszy.
Niejednokrotnie od początku roku usłyszałam że on nie wie czy jeszcze mnie kocha, nie wie co dalej będzie, źle się czuje w naszym domu, pracy itd. Najgorsze jest to że nie powiedział mi wprost że już nie chce ze mną być. Powiedział z kolei że lepiej byłoby gdybym to ja podjęła jakąś decyzję.
Przed innymi udaje kochającego męża, ja nie potrafię udawać, trafia mnie szlag. Ja już nawet nie mam sił rozmawiać bo on po prostu nie ma o czym. Muszę żebrać o uczucie, przytulenie tak naprawdę o wszystko , a mimo to on i tak mi da to wtedy kiedy będzie chciał, ale niestety takich chwil jest coraz mniej....:(
To cholernie boli, ale czuję że on nie chce ze mną być ale próbuje wymusić na mnie żebym to ja odeszła. Wtedy nikt nie będzie mial do niego pretensji.
Wiem że będąc z nim krzywdzę samą siebie, że dzieci to widzą i też cierpią....nie wiem jak to się dzieje że ja pomimo tego wszystkiego nadal go kocham...Czy ze mną jest coś nie tak?
Proszę pomóżcie, bo ja już nie wiem co mam robić...:(