Hmm... Nie wiem od czego zacząć... Postaram się dosyć krótko opisać moją historię, może któraś z Was mnie oświeci bo ja już się zgubiłam.
W sierpniu 2009 roku poznałam chłopaka. Była to miłość od pierwszego wejrzenia, z Jego strony też. Przez pierwszy rok było nam razem cudownie! Naprawdę! W sierpniu 2010 zamieszkaliśmy ze sobą. Chyba mieliśmy za dużo czasu dla siebie bo wtedy zaczęły się problemy. Głównie z mojej przyczyny, ale nie tylko. On ma "przyjaciółkę", jest to kobieta starsza, ma prawie 50 lat. On traktuję ją jak matkę, nawet w telefonie ma ją zapisaną "mamusia". Nie miałam nic przeciwko niej, mimo że T. latal do niej na zawołanie, mył jej samochody, wozi ją na zakupy do stolicy i czeka pod sklepem. Rozumiałam to, bo ona kiedyś mu bardzo pomogła, dzięki niej nie rozpadło się małżeństwo jego rodziców. Zawsze mówił, że robi to z wdzięczności. Ale ja zaczęłam się robić o nią zazdrosna, bo widziałam że kręci. Od razu mówię, że nie ma tu mowy o żadnej zdradzie. Zaczęłam sprawdzać mu telefon, okazywało się, że okłamywał mnie w takich głupich sprawach, jak to że mówił mi, że się z nią nie widział, a widział.... Były ciągłe kłótnie, przez około pół roku. On jest bardzo porywczy, od razu mnie zostawiał i w ogóle, ale zawsze wracał. Dodatkowo wszystkie winy zwalał na mnie, u siebie nie widząc wad. W marcu zrobił mi awanturę, także o zazdrość, tylko dużo sobie dopowiedział. Jak się potem okazało chciał się zemścić.... Wiem jak to brzmi.... Wtedy się wyprowadził, ale wróciliśmy do siebie. Jeszze wtedy pisał do tej swojej przyjaciółeczki, że między nami jest źle, a mi mówił, że jest cudownie. Po tej kłótni objął taktykę, że będzie udawał, że mu nie zależy, żebym się opanowała. (dowiedziałam, się, że to był taki plan niedawno). Ja miałam wrażenie, że jestem mu całkowicie obojętna, nie wiedziałam że to taki jego plan. Dodatkowo on ma zwyczaj wtrącania się we wszystkie związki obok, tzn chce je ratować, a w swoim nie robi nic. Nie wytrzymałam. Napisałam do jego brata, że T. z jego żoną go szpiegują, chcą sprawdzać mu maila itp. Zrobiłam to ponieważ po wspólnym weekendzie znowu zaczął mi dokuczać. Przez to się rozstaliśmy. Padły mocne słowa. Może głupio zrobiłam, ale on też nie może się nigdy opanować. Najgorsze, że on tego nie widzi u siebie. Powiedział, żebym dała mu spokój i więcej do niego nie pisała (zawsze to ja robiłam pierwszy krok). To było we wtorek, w środe całą nie gadaliśmy. Nie wytrzymał (chyba) i w czwartek napisał, że w piątek chce przyjechać po reszte rzeczy. Zgodziłam się, przebiegło to bardzo szybko, tylko widać było, że nie chciał z tego domu wychodzić.... Potem to on pierwszy do mnie pisał, cały weekend się wyzywaliśmy, powiedzieliśmy sobie wszystko co myślimy i nie myślimy. Ulżyło nam obojgu. Dwa tygodnie się nie widzieliśmy. Potem były moje urodziny. Przyjechał z prezentem, było cudownie, jak na początku! Sam się przytulił, pocałował mnie, mówił, że chciałby wrócić, ale się boi. To było w piątek, dzisiaj znów się widzimy (sam chce przyjechać). Tylko mój problem polega na tym, że jak się widzimy to jest cudownie, widać że mu zależy. A potem przez telefon jest zupełnie inny, raz pisze, że chce się zaangażować, a za chwile żebym sobie kogoś innego znalazła. Jest zupełnie innym człowiekiem.
Kocham Go, On mnie też.... Gdyby nie było tych wszystkich kłótni to planowaliśmy zaręczyny za około miesiąc... ;/
Nie wiem co mam robić. Przyznaję jestem może czasami troche nachalna, ale staram się tego nie robić. Jak zaczyna mi pisać, żebym znalazła kogoś innego to kiedyś przyznałam mu rację i zaczęłiśmy pisać jaki ten nowy powinien być. Widać było, że się wkurza. Teraz odpisuje mi jak mu się chce, trochę mnie olewa, a za chwilę mówi, że chce wrócić. Wczoraj mi napisał, że nie wie czy chce ze mną być, ale nie wie też czy chce mnie stracić.
Dziewczyny..Poradźcie co mam robić? Chciałam sobie od nowa życie układać (nie z kimś nowym, tylko po prostu wyjść do ludzi), ale w piątek wszystko się zmnieło. Ucieszyło mnie, że to on zrobił pierwszy krok. Zaufanie przecież można odbudować. Tylko nie wiem czy warto....