netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

kryzys w związku- czy wspólna praca->zabija? :(

12 odpowiedzi4 362 wyświetleniazałożony przez karina_3, 23.04.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » kryzys w związku- czy wspólna praca->zabija? :(

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

1

Temat: kryzys w związku- czy wspólna praca->zabija? :(

Witajcie, jestem tu nowa, potrzebuję pomocy sad nie mam nikogo z kim mogłabym szczerze porozmawiać...chodzi o mnie i mojego faceta, jesteśmy razem od 3 lat, od roku pracujemy razem i przebywamy 12 h dziennie ponieważ prowadzimy własny biznes. I w tym momencie pojawia sie mój problem- wypalenie? rutyna? brak czasu? sama nie wiem jak to nazwać- ale czuję że oddalamy się do siebie, nie mamy wogóle czasu dla siebie nasze życie wypełnia praca praca i jeszcze raz praca.... prywatnie nie mieszkamy razem (jesteśmy z tego samego miasta, ale mieszkamy osobno z rodzicami) więc po całym dniu wracamy każde do swojego domu, rano wstajemy i zbieramy sie do pracy i tak od 8-22 codziennie...gdy zdarzy się wolny dzień to wtedy jest mase rzeczy do załatwienia itp sad często z tego powodu kłócimy się nie mamy kompletnie na nic czasu po całym dniu mam ochote tylko na prysznic...na dzień dzisiejszy nie możemy sobie pozwolić sobie na pracownika ponieważ dopiero startujemy... rodzice starają się pomagać ale wiadomo każdy też ma swoje obowiązki. Widzę że z dnia na dzień jesteśmy coraz dalej od siebie, zaczęłam traktować swojego faceta jak kolegę z pracy, widzę że on też zmienił swoje zachowanie co do mnie nie czuję jego bliskości...miłości choć on zapewnią że nadal mnie kocha, że mu zależy itp Nie stać nas na wynajęcie czegoś bo wszystko co zarobimy upłynnia się na potrzeby naszej firmy sad Jesteśmy już tak zmęczeni tą sytuacją.... czuję że jeszcze chwilę i całkowicie zapomnimy o sobie- śmieszne ale tak właśnie się zaczyna dziać. Spędzamy ze sobą czas a jednocześnie wogóle go nie mamy dla siebie! w ciągu dnia mamy tyle zajęć że pod koniec poprostu padamy na ryjak....:( i tak co dziennie.
Najśmieszniejsze jest to że wcześniej mieszkaliśmy razem9 pracowaliśmy za granicą) 2 lata żeby stanąć na nogi i stworzyć cos swojego, żeby wreszcie mieszkać w polsce (jesteśmy obydwoje po studiach) a nie ciągle szukać pracy (w naszym regionie jest ciężko z pracą) I zapracowaliśmy chyba wspólnie na nasz koniec sad

2

Odp: kryzys w związku- czy wspólna praca->zabija? :(

Z moim Panem Zdradzającym mnie było tak samo. Dopóki nie pracowaliśmy razem, było w porządku - w miarę. Potem spędzaliśmy ze sobą prawie cały dzień ucząc się tylko kontaktu na stopie - współpracownik-współpracownik. Skończyło się na tym, że tematem przewodnim była - praca!
Nie wiem, wydaje mi się, że to zależy od osób i zaangażowania. Z drugiej strony znam mnóstwo par i małżeństw, które pracują ze sobą i ich uczucie nie gaśnie smile
Może to tylko tymczasowy kryzys, ale trzeba pamiętać, że to obie osoby muszą walczyć o to, żeby wszystko wróciło do normy. W pojedynkę, to tylko walka z wiatrakami sad

3 Ostatnio edytowany przez karina_3 (2011-04-24 13:53:07)

Odp: kryzys w związku- czy wspólna praca->zabija? :(

Rozmawialiśmy dzisiaj...on zarzuca mi że akurat w świeta wygrzebuję takie sprawy... ale kiedy mamy czas porozmawiać jak na codzień brakuje nam dnia?! kiedy jak codzień jest masę spraw do załatwienia, klienci, telefony.... Oj dziewczyny ja się chyba tak bardzo pomyliłam...czuję się zawiedziona czuję że ten facet w którym się zakochałam z kt uwielbiałam spędzać każdą wolną chwilę staje mi się z dnia na dzień coraz bardziej obcy. Czy ja dla niego jeszcze wogóle istnieję? skoro on mnie praktycznie nie zauważa... staram się dbać o siebie, jestem podobno atrakcyjna...mówię podobno bo przy nim się tak nie czuję... często słyszę komplementy od klientów a on stoi obok i nic... udaje że nie słyszy? ma to daleko? sama nie wiem... nie dostrzega jak ładnie się ubiorę, ułożę włosy.... A wczoraj mi powiedział że on mi ufa bezgranicznie a zresztą i tak nie mam czasu ani okazji żeby zrobić jakiś krok w bok choć bym chciała....  Nie chodzi mi o sceny zazdrości itp czy jakiekolwiek ograniczanie, przecież jesteśmy dorośli, mamy swoje zasady, znamy się itp ale na litość boską jak można wogóle nie interesować się swoją dziewczyna! Mam wrażenie że on jest zbyt pewnien swego, że jest bardzo wygodnym facetem- bo po co się starać jak i tak jestem z  nim razem przebywamy więc po co??? a jesteśmy razem dopiero 3 lata...boję się pomysleć co bedzie później?! sad Jak gdzieś wychodzimy, co zdarza się niezwykle rzadko to jakbyście nas zobaczyły nie powiedziałybyście że jesteśmy parą... on pędzi zajęty swoimi myślami, sprawami? a ja z boku... jak patrzę na inne pary to serce mi sciska i łzy płyną do oczu....czuję się przy nim wypalona, jakbyśmy mieli za sobą 20-letni staż... zauważyłam że on dla mnie też staje się coraz bardziej obcy, niewidzialny, męczy mnie jego obecność taka przezroczysta...jestem bo jestem- bo się przyzwyczaił - on twierdzi że mnie kocha tylko nie ma siły ani czasu aby to okazać...szok sad nie wiedzialam że do tego potrzeba aż TAKIEGO wysiłku o jakim on mówi. I co z tego że włozyliśmy w ta firmę tyle czasu, pieniędzy, zaangażowaliśmy rodziców- pomagają nam jak mogą jak my ciągniemy się w dół. Nadchodzi sezon, co za tym idzie więcej pracy, obowiązków, więcej klientów, dłuższe godziny pracy- powiem szczerze kiepsko to widzę mi już brakuje sił na to wszystko sad
Dziewczyny kochane, co ja mam robić? jak postąpic? mam w głowie taki mętlik  hmm doradzcie mi coś proszę, bo jestem załamana tą sytuacja.............

4

Odp: kryzys w związku- czy wspólna praca->zabija? :(

Wbrew temu co by się mogło wydawać - wspólna firma to wcale nie taki łatwy kawałek chleba. Szczególnie gdy większość dnia spędza się praktycznie w jednym pomieszczeniu.
Potrzeba dużego samozaparcia ale i zaufania. Nie takiego że facet nie zdradzi, ale takiego że "wcześniej" mówił prawdę; że kocha, że ufa, że chce spędzić z Tobą resztę życia.

Moim zdaniem Twój facet jest przygnieciony odpowiedzialnością. Tzn sam się nią przygniata. Czuje się odpowiedzialny za calokształt.
Bądźmy szczerzy - na pewno myśli o powiększeniu rodziny - a przecież on rodzić dzieci nie będzie. W związku z tym priorytetem staje się takie "rozbujanie" interesu aby można było realnie polegać na zyskach.

Skąd się domyślam?
Mamy z mężem firmę od 5 lat. Tylko we dwoje. Jasny podzial obowiązków wypracowany przez ten czas, plus obowiązki dodatkowe związane z kredytami, remontami dwójką małych dzieci - trzecie urodzi się we wrześniu.
Wierz mi - nie jest łatwo, ale wszystko opiera się właśnie na umiejętności wychodzenia z dołka, a raczej z seryjnych dołków.

Też był czas - a czasem i jest teraz, kiedy muszę domagać się uwagi, ochów i achów etc, plus sprawiedliwie zmuszać tatusia aby znalazł czas dla naszych szkodników. Są awantury, pyskowania, moje płacze, potem wraca do normy - oczywiście nie samo - trzeba się przyłożyć.

Mój mąż na przykład jest jednozadaniowy. Kiedy robi jedną rzecz - powiedzmy obmyśla strategię oferty dla klienta - obecny jest tylko ciałem. Reszta skupiona na sprawie. Przypomina wtedy zombie, ciężko do niego trafić, nawet nie odpowiada na zaczepki czy kąśliwe uwagi. Nieraz dostawalam szału na taką strategię, ale wytłumaczyłam sobie że po prostu taki jest.
Co prawda przy oświadczynach nie uprzedzał o tym fakcie, ale nikt nie ma szklanej kuli.

Co jakiś czas pomagają wspólne wyjścia lub wyjazdy. Chociaż na jeden dzień. Mimo że najczęściej i tak wisi wtedy na telefonie, a najlepiej jak wyjazd jest połączony chociaż z miniinteresem. Wtedy mamy przyjemne z pożytecznym. Doprowadza mnie to do pasji iście szewskiej - kłócę się o to nieustannie - a i tak jest to walka z wiatrakami. I wiesz co? Po kolejnej aferze doszłam do wniosku - cóż jeśli to ma być "cena" to ja ją zapłacę. Kij tam. Całokształt generalnie mi bardzo odpowiada.

Znam również kilka par które zdecydowały się na rozdzielenie pod względem zawodowym - tzn. mąż pozostal przy własnej firmie, a żona znalazła inną pracę. Uratowało to ich związki - inna jest relacja - szef/podwładny, a inna mąż/żona. Czasami ciężko to pogodzić.

Moim zdaniem musisz zrobić bilans zysków i strat. W sumie to nie grzech że facet odpowiedzialnie podchodzi do życia. Może zaproś go na dwudniową randkę i nie weźcie komórek ze sobą? Odetchniecie, parę drinków, rozmowa o duperelach, etc.

5

Odp: kryzys w związku- czy wspólna praca->zabija? :(

,,Moim zdaniem Twój facet jest przygnieciony odpowiedzialnością. Tzn sam się nią przygniata. Czuje się odpowiedzialny za calokształt.
Bądźmy szczerzy - na pewno myśli o powiększeniu rodziny - a przecież on rodzić dzieci nie będzie. W związku z tym priorytetem staje się takie "rozbujanie" interesu aby można było realnie polegać na zyskach,,


Tak to prawda jest odpowiedzialny i staje na głowie zeby wszystko było dopięte na ostatni guzik....
Nie, nie myśli o powiekszeniu rodziny ani o ślubie, nie myśli gdzie i jak będziemy kiedyś żyć i mieszkać- pewnie do końca życia z rodzicami osobno, bo na nic się nie zanosi. Zresztą nie zdecydowałabym się na ślub z takim gościem jak on- jak patrzę na to co się dzieje to mam ochotę wziąć nogi za pas i uciec! jestem wsciekła tak bardzo że wychodzę z siebie-dosłownie! Nie planujemy mieć dzieci bo nie czujemy na razie takiej potrzeby zresztą jak widać po danej syt byłby to istny kocioł my firma i dziecko i pewnie chodzilibyśmy z powiekami opartymi na zapałkach a najlepiej to zamieszkalibyśmy w firmie, a może tak trzeba zrobić...koszmar nie widzę dla nas przyszłości na dzień dzisiejszy hmm

6

Odp: kryzys w związku- czy wspólna praca->zabija? :(

No to faktycznie pora na poważne rozmowy - z tego co piszesz wnioskuję, że Ty i owszem, chciałabyś rodzinkę ale on jeszcze nie za bardzo. Takie podejście plus meksyk w firmie daje zupełnie inny obraz.
Bez dyskusji na te tematy się nie obejdzie.
Powodzenia.

7

Odp: kryzys w związku- czy wspólna praca->zabija? :(

tak czy inaczej autorko wątku rozmowa musi się odbyć. Rozmowa zawsze jest kluczem do sukcesu, ale biorąc pod uwagę jego oddanie się kwestii zawodowej może być ciężko. Z tego co piszesz to człowiek, który cechuje się najstarszym na świecie instynktem przetrwania - to widocznie dla niego bardzo ważne. Owszem to ważne dla każdego z Nas niemniej są jednostki u których intensywniej to zauważamy czy też odczuwamy. Masz tego świadomość i w związku z tym możesz przygotować się do negocjacji. Dlaczego pisze o negocjacjach.... konflikt Wasz wynika z tego, że macie różne potrzeby.... nie wiem jak wygląda całokształt waszych relacji, ale skupmy się na tym co powoduje konflikt. Postaraj się spowodować sytuację w której Twój partner postara się poświecić czas na dyskusje. Porozmawiajcie o swoich potrzebach - jeśli są różne i nikt z Was nie jest w stanie pójść na kompromis bez zranienia drugiej osoby to  napewno już sama wiesz co z tym zrobić

8

Odp: kryzys w związku- czy wspólna praca->zabija? :(

Przyznam szczerze że sam myślałem o założeniu takiego wątku. Rok i 5 miesięcy pracuję razem z moją żoną...niestety jestem jej przełożonym. Było i jest mnóstwo takich sytuacji, kiedy ona coś tam mi zarzuca, było mnóstwo kłótni i nieporozumień. Na szczęście powolutku sytuacja zaczyna się prostować. Kiedyś nawet byłem tak rozdrażniony i zdesperowany, że po prostu zamieniłem się z żoną obowiązkami...pomogło smile Bardzo szybko przyszła do mnie i powiedziała że to jednak nie był najlepszy pomysł i że ona już nie chce tych wszystkich obciążeń i problemów wynikających z bycia "na górze". Od tamtego czasu zaczęła mnie rozumieć. W naszej firmie oprócz mojej żony i mnie pracuje 8 innych osób...nie jest łatwo zarządzać taką grupą; zawsze ktoś powie że faworyzuję swoją żonę, albo ona powie że stawiam innych ponad nią. Wierzcie mi że nieraz staję na głowie żeby tak nie było. Fakt jest faktem że moja żona ma nieco większe przywileje niż pozostali, ale staram się to ukrywać...jak na razie z powodzeniem. Ważne jest też wyznaczenie pewnych granic; dom to dom, a praca to praca...to dość mocno ułatwia życie. Początkowo sam myślałem żeby zmienić pracę, albo poszukać czegoś innego dla żony, teraz wszystko jest na dobrej drodze do absolutnego porozumienia.

Karina3...Twoja sytuacja jest nieco skomplikowana, ale nie jest tragiczna. Myślę że Twój facet dość mocno skoncentrował się na pracy (ja też tak mam), ale to nie znaczy że nie jesteś dla niego ważna. Znajdź odpowiedni moment i pogadajcie o tym, wyznaczcie jakieś granice. I najważniejsze; czas wolny....zero pracy i zero o  niej rozmów! Tylko Wy i nic poza tym. Do tego jakieś wakacje, urlopy itd....można żyć z pracy, ale nie można żyć pracą

9

Odp: kryzys w związku- czy wspólna praca->zabija? :(

Prawda, praca to praca i muszą być wyznaczone reguły. Mam ogromne doświadczenie  w tym temacie, gdyż od zawsze pracuję z moim mężem. Zaczęliśmy pracę jako nauczyciele w jednej szkole . Ja pierwsza zrezygnowałam i założyłam swój biznes. Szło super , więc pociągnęłam za sobą mojego męża. Tak jest do dzisiaj. Brakowało doby ciągle mnóstwo pracy , nigdy nie było czasu na wypoczynek i nigdy nie było pieniędzy , bo wszystko szło w biznes. Dzisiaj mamy dom jakąś stabilność materialną i nadal brak czasu. Mój mąż najlepiej czas spędza z pilotem na kanapie. Brak rozmów ...nie chce się . Dziewczyno , wyznacz reguły pracy , czas i wypoczynek! Dopiero zaczynacie , 3 lata to początek , nie macie dzieci ...teraz czas na reguły , bo jeszcze trochę i będzie za późno !!! Jak kochasz to działaj , póki On też jeszcze Ciebie kocha !!!

10

Odp: kryzys w związku- czy wspólna praca->zabija? :(

Rozmawialiśmy wczoraj, dosyć długo - rozmowa nie przyniosła większego sensu, teraz dopiero widzę jak bardzo jesteśmy obcy dla siebie i jak ciężko jest nam dojść do jakiegokolwiek porozumienia. On twierdzi że to TYLKO zmęczenie i nic wielkiego się nie dzieje, że nadal mnie kocha, podobam mu się itp ble, ble ble.... w kółko to samo, tylko jak to się dzieje że ja tego nie czuję z jego strony. Sfiksowałam? jestem ślepa? eh... za parę godzin znów zaczynamy pracę aż boję się jak przetrwamy ten wieczór, a zapowiada się kocioł i mnóstwo roboty.
Dziękuje za Wasze zainteresowanie wszystkie odp przeczytałam uważnie po kilka razy widzę że nie jestem sama... Tak, własna firma to ciężki kawałek chleba- dostrzegłam to jak sama przekonałam się o tym na własnej skórze... często spotykam się z  takim stwierdzeniem od znajomych- a wam to dobrze macie swój biznes nie martwicie się o nic...;/ Myślę sobie wtedy w duchu- jak bardzo się mylicie...
Proza życia... gonimy za sukcesem, pieniędzmi, dobrobytem zapominając o najważniejszym- o ludziach dla których życie ma prawdziwy sens, potem często pukamy się w głowę jak stanie się coś nieodwracalnego ale wtedy jest już za późno pozostaje żyć w żalu z wyrzutami sumienia....tak jak mi radzicie- chciałabym zwolnić, odpocząć pojechać choć na jeden dzień tylko we dwoje zostawić te wszystkie sprawy na boku... ale pytanie kiedy? praca na okrągło- jeden dzień wolny w tygodniu gdzie nie wiadomo w co ręce włożyć... a często bywa tak że jesteśmy tak padnięci że i ten jeden wieczór spędzamy osobno hmm

Powiedziałam mu że się wypalam... on mówi że to przez zmęczenie, że przesadzam. Powiedziałam że chcę czasu... bo nie wiem czy jest sens ciągnąć dalej nasz związek- no nie wierzy że tak czuję mówi ze mi się wydaje żebym mu tak nie mówiła bo on się załamie...:/ bo jest przecież dla mnie dobry, więc czego ja oczekuję?
Jest ciężko nikt nie mówił że będzie z górki choć wcześniej zupełnie inaczej myśleliśmy o tym wszystkim, a tu okazuje się że przygniata nas ta ,,piękna,, perspektywa prowadzenia swojej firmy, zmienia się ona w okrutną pozbawioną czasu dla najbliższej osoby rzeczywistość i pogoń za nie wiadomo czym...z dala od siebie jedynie w interesie firmy...
Fakt ustalenie reguł i zasad być może zmieniło by coś ale boję się że jest już za późno by cokolwiek zmieniać, zaczynam się bić z myślami czy chcę dalej takiego życia u boku tego faceta? oj pogubiłam się dopiero teraz zaczynam widzieć jak bardzo hmm

11

Odp: kryzys w związku- czy wspólna praca->zabija? :(
karina_3 napisał/a:

...tak jak mi radzicie- chciałabym zwolnić, odpocząć pojechać choć na jeden dzień tylko we dwoje zostawić te wszystkie sprawy na boku... ale pytanie kiedy? praca na okrągło- jeden dzień wolny w tygodniu gdzie nie wiadomo w co ręce włożyć... a często bywa tak że jesteśmy tak padnięci że i ten jeden wieczór spędzamy osobno hmm

Nie pytaj kiedy...postanów sama kiedy (jak najprędzej) i wyjedźcie gdzieś chociaż na weekend...to pozwoli Wam odetchnąć nieco i skupić się tylko na tej drugiej osobie.

12

Odp: kryzys w związku- czy wspólna praca->zabija? :(

Hej Młoda jak dla mnie ten związek nie ma szans bo przyzwyczajiliście sie juz do wszysttkiego ty robisz to a ja to no i tak musi byc.:(niestety musisz jeśli oczywiscie chcesz pomóc sobie i swojemu partnerowi  musisz byc konsekwentna,powiedz mu że tez bys chciała żeby cie zauważał jako kobiete swojego życia a nie tylko jako prawa ręke w pracy , powiedz mi o czym wy wogule rozmawiacie w domu skoro tyle sie widzicie i spedzacie ze soba prawie cały dzien nie nudzi ci sie to???
Fajnie jest sie spodkac czasem po 3 dniach pogadac bo jest przecież o czym rozmawiac,
a tak w kółko to samo rozumiem cie doskonale ale sama widzisz jak wasz płomyk miłości gaśnie,
Pamieaj również ze praca to nie dom!!
pozdróweczki

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » kryzys w związku- czy wspólna praca->zabija? :(

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026