Witam
Jestem szczęśliwy jednak gryzie mnie niepewność. Rozstałem się z kobietą z którą przeżyłem lekko ponad 2 wspaniałe lata, mieliśmy się zaręczyć, niestety zaczęło się psuć, po paru tygodniach totalnej wojny odeszła choć dawała nam jeszcze nadzieje niestety nie wykorzystałem jej, spieprzyłem, po 2 tygodniach samotności zrozumiałem że życie bez niej nie ma sensu, wyciągnąłem ją do typowej pizzerii, wiedziała co ją czeka, moje słodkie gadanie i próba przekupstwa do powrotu, nie wiedziałem czego się spodziewać, na początku dawałem sobie powiedzmy 40% na sukces, w trakcie rozmowy niestety mój wewnętrzny licznik drastycznie spadał, mówiła mi przykre rzeczy z którymi niestety się zgadzam, wiem jaki byłem, jednak walczyłem, mówiłem jak jest źle samemu, że przede wszystkim również kocha mnie nad życie po prostu to wiem, broniła się, jednak coś w niej siedziało, nagle niesamowity zwrot sytuacji, mówiłem to co podpowiadało mi serce, rzadko wyznawałem jej takie rzeczy podczas dwóch lat, starałem się za wszelką cenę udowodnić że cholera gdy ktoś poczuje samotność po stracie ukochanej staje się kimś innym, dała się przytulic pocałować, naciskałem choć nie powinienem tego robić ale zgodziła się! Odprowadziłem ją do domu cały czas trzymając za rękę, pocałowałem i odjechałem, nie wierzy mi że się zmieniłem, napisała mi sms chwile później że nie wie czy dobrze zrobiła, odpisałem że jeśli w jej sercu nie było by dla mnie miejsca odmówiła by a uwierzcie mi że akurat ona mogła by to zrobić, jest osobą stanowczą i ostrożną. Moje szczęście miesza się ze smutkiem, bo wiem że długa droga choćby do zwykłego sms kocham Cię z jej strony, ciężka rehabilitacja po poważnym wypadku mnie czeka. czemu to pisze? Może ktoś doradzi podpowie jak kobieta traktuję taką sytuację czy zmieni zdanie czy może będzie czekać aż udowodnię kim teraz jestem bo naprawdę nie wierzy choć jest to sprzeczne z jakąkolwiek logiką, brak wiary to brak chęci i działania? Jak to z wami jest dziewczyny? pozdrawiam