witam, mam do Was znajome:) z forum pytanie - proszę o szczere wypowiedzi bo chyba nie radzę sobie z moim problemem - a postawę moich bliskich znam
.....jak postąpić
Parę lat temu ok 8 - pracowałam w pewniej firmie - poznałam tam chłopaka (byłam
młodą pełną życia, atrakcyjną kobietką (co nie znaczy że tak nie jest nadal:) - ale do sprawy....:) firma niestety nie przetrwała nasz kontakt - z tamtego okresu był relacją koleżeńską.....po jakimś czasie roku - odnalazł mnie:) ucieszyłam się - spotykaliśmy się od czasu do czasu, coraz bardziej się zbliżaliśmy do siebie - w moim przypadku zaczynały rodzić się uczucia - otworzył firmę (zaangażował mnie w jej prowadzenie) - miał świadomość że lgnę do niego jak mucha do.....:) - nie powstrzymywał mnie - jednak nasza relacja była "luźna" - miałam się do kogo przytulić wyżalić spotkać itp - oprócz tego prowadziłam mu firmę - jego zachowanie w stosunku do mnie było wg mnie fair - był przystojnym facetem, który kochał swoją samotność niezależność podróże itp - tak go znałam - i taki układ przyznam się mi podobał - ja zajmowałam się swoją karierą on swoją - a od czasu do czasu spotykaliśmy się w miłych okolicznościach:) ale nie byliśmy parą
po 4 latach - spotkał się za mną...niby normalnie jak gdyby nic (pamiętam były walentynki:) - usiadł przede mną i powiedział że jak mi zaraz coś powie to z krzesła spadnę..... chyba wiecie o czym pomyślałam.......mój najszczęśliwszy dzień - wyzna mi uczucie czy coś takiego....:) - niestety.... pomyliłam się....z krzesła nie spadłam...zaniemówiłam przez godzinę (pierwszy raz w życiu) oświadczył mi że za 2 m-ce się żeni...naturalnie nie ze mną....
uczucia jakiego doznałam w tym czasie nie umiem opisać......stwierdzenie że to był grom z jasnego nieba to pikuś...
co zrobiłam (to wydarzyło się niecałe 4 lata temu) - nie zerwałam z nim kontaktów zawodowych (pomagam mu nadal w jego firmie) - to co się wydarzyło boli mnie do dnia dzisiejszego..... na zewnątrz jestem radosną kobietą itp...ale po każdej jego wizycie jestem tak rozstrojona że mnie najbliżsi nie poznają.......w każdym poznanym facecie widzę jego fałszywą twarz.....chociaż spotykam na swojej drodze fantastycznych mężczyzn....po prostu spieprzę tą relację za jakiś czas.....ostatnio okazało się że nowo poznany facet nazywa się tak samo jak on - znienawidziłam go tylko za to..... źle postępuje wiem! - nie wiem co robić.....
przepraszam za określenie - ale nim gardzę....jednak co jakiś czas co 2 tygodnie - spotykamy się na gruncie zawodowym i patrzę mu w twarz...i udaję że nic się nie stało a stało się......oszukał mnie, okłamał, wykorzystał dobre serce...zawsze prowadził dwulicowe życie...... co robić, jak postąpić....co myślicie o tym myślicie....?