Jakiś czas temu miałam usuwanego ropnia mnogiego pachy- powikłanie mojej cukrzycy. Ropień został rozcięty (pal licho że na żywca bo znieczulenie nie zadziałało, mówiłam i tak ciachali) założono sączek, chodziłam z nim przez pewien czas, sączek potem wyjęto i tak po prostu ranę zostawiono, mimo, że była dość głęboka. Rana zagoiła się bardzo brzydko, zamiast normalnej blizny, mam bardzo mocno widoczne wycięcie które choć zagoiło się jest po prostu mocno wklęsłe i widoczne, to nie jest jednak w tym wszystkim najgorsze, to coś bo blizną tego nie nazwę bywa bolesne (np przy zmianach pogody). Higiena tego miejsca również jest utrudniona, bo mydło, żel, cokolwiek zbiera się w tym wcięciu. Robota po całości spartolona przez tutejszego chirurga. Do tej pory zastanawiam się dlaczego, po wyjęciu sączka tej rany nie zaszyto, dlaczego skazano mnie na paskudne wcięcie które utrudnia depilację, mycie się i jest bolesne przy niektórych ruchach ręką jak i przy zmianach pogody.
Kiedy na to patrzę jestem wściekła to samo gdy odczuwam ból i zastanawiam się wtedy- co ja mogę z tym zrobić?
Wcięcie nie jest duże ma 2 cm długości około pół cm głębokości, jednak jest w takim miejscu (środek pachy tam gdzie skóra rusza się podczas zginania i prostowania), że jest to zwyczajnie upierdliwe.