Chyba już skończyły się czasy kiedy ukończenie studiów gwarantowało nam dobrze płatną pracę. Młodzi ludzie wybierając się na studia marzą o wielkiej karierze, wkładają dużo pracy w naukę mając nadzieję, że będzie to potem wynagrodzone. Jednak rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Pracodawcy przy rekrutacji wymagają aby człowiek najlepiej był młody i miał minimum 2 lata doświadczenia. Ciekawi mnie gdzie i przede wszystkim kiedy to doświadczenie zdobyć? Przecież nie zawsze można sobie pozwolić na pracę podczas studiów. I tak dużo młodych wykształconych osób pozostaje bez pracy. Nierzadko liczą się znajomości przy jej podejmowaniu. Często słyszę od znajomych "masz kasę albo znajomości możesz mieć każdą pracę". Często kończy się to tak, że ludzie zaczynają pracować gdziekolwiek. Czy wy również macie takie odczucie, że skończenie studiów przestaje nam gwarantować znalezienie pracy?
Podobne tematy
Ja szlam na studia z myślą, że zrobie magistra i znajde bardzo fajna prace w kierunku. Ale wlasnie teraz tez widze coraz wiecej przykładów, że studia tak naprawdę są coraz mniej potrzebne. To troche demotywuje do nauki... Ja np. chciałabym pracować w zawodzie, gdzie wlasciwie wystarczy jeden mały kurs, a nie studia, więc to też troche bezsensu uczyć się 5 lat i być na tym samym stanowisku co ktoś po zwykym kursie... No ale tak juz jest. Mimo wszystko papierek zawsze wazny ![]()
Jeśli ktoś idzie na studia po to, żeby mieć zawód, to źle wybrał - powinien wybrać zawodówkę. Szczególnie mówię o studiach humanistycznych i filologicznych (no bo w przypadku np. medycyny to inna sprawa). Na studia idzie się uczyć myśleć, poszerzać horyzonty myślowe, nabrać ogłady i nauczyć się języka (tak, mówię też o języku polskim). Co będziemy robić w życiu to zupełnie inna sprawa - od tego są właśnie szkoły zawodowe, kursy itd. A czasami uczymy się też przez praktykę.
Wielki błąd popełnia ten, kto przy wyborze studiów kieruje się tylko i wyłącznie zarobkami albo idzie na studia "bo wszyscy idą" - stąd później mamy magistrów nie umiejących napisać zdania poprawnie po polsku czy absolwentów filologii nie radzących sobie z przekładem prostego tekstu (znam takie przypadki). I później płacz, bo przecież skończyłem/skończyłam studia to każdy pracodawca powinien o mnie zabiegać!
No tak, ale nie ma tez sensu iść na studia, po których nie ma pracy... Tak jak mówisz zwłaszcza studia humanistyczne według mnie nie mają przyszłości. No i wybierajac kierunek nie można się sugerować tylko swoimi zainteresowaniami, ale przede wszystkim tym czy znajdziemy później prace. Bo studiować 5 lat tylko po to żeby pozniej robic jakies kursy, ktore mozna zrobic po zawodowce, to też nie ma sensu...
Uwierz mi, że jest sens, tylko tym sensem nie są pieniądze. Wiem, że w tych czasach ciężko pojąć, że nie wszystko się robi dla pieniędzy, ale jednak czasem tak jest.
A studia humanistyczne mają sens, pod warunkiem, że czuje się ku temu powołanie, a nie idzie "bo są łatwe". Rzeczywiście, prześlizgnąć się przez nie łatwo, ale studiować tj. wynieść coś z nich, oprócz kredy, znacznie trudniej.
Jeśli ktoś sugeruje się przy wyborze studiów przede wszystkim przyszłymi zarobkami to szkoda czasu na studia - później mamy marnych prawników, marnych budowlańców i beznadziejnych lekarzy. Bo tym skutkuje wybranie czegoś "bo będzie po tym praca".
6 2011-04-07 23:45:41 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-04-07 23:46:03)
Ja studiuje kierunek stricte humanistyczny, dużo nauki, czytania brrrr (uczyć sie nie lubie, mimo iz kierunek ciekawy, ale zmuszam się, chce poszerzac horyzonty), ale wiem, ze moze zdarzyc sie, ze nie bede pracowac w zawodzie
sama w sumie mam jeszcze pewne obawy, ze moze nie poradzilabym sobie z praca w zawodzie, jakies placowce kulturoznawczej, a moze po prostu nie wierze w siebie, nie wiem, na razie jestem na 1 roku zaocznie i po swietach bede szukac pracy, na razie cos zwyklego, by dorobic ale nie wiadomo jak to sie wszystko potoczy
taka prawda, ze sutudia nic nie gwarantuja, dobrze miec po prostu pomysl na siebie, ktorego mi osobiscie troche brak ..
Dołożę swoje 5 groszy, skoro od 5 rano nie śpię;) Mi się marzyły studia na ASP, nie powiodło się. Wydawało mi się, że tylko malować potrafię, i tylko to dobrze robię. Otóż nie, pokochałam administracje. Studiowałam z pasją, aby wiedzieć jak najwięcej. Po pierwszych praktykach wiedziałam, że to chcę w życiu robić. W trakcie 1 roku studiów, zainteresowałam się ekonomią i rachunkowością (poza tym, uważałam, że może mi się przydać). Wiedziałam, że będzie ciężko, ale nie zdawałam sobie sprawy, że aż tak. Jak mam być szczera to myślałam, że podratuje mnie staż z Urzędu Pracy (marzenia). W każdym razie i tak po części się realizuje, nieodpłatnie. Chętnie pomaga w załatwianiu spraw urzędowych (pisanie pism itp.). To mi przynosi radość i satysfakcję. Mam bardzo wiele w sobie empatii, dlatego często mi mówiono, że to nie zawód dla mnie. Wiem, że tam nie ma miejsca na sentyment. Tam są prawne granice i nic poza tym, ale czasami mnie "trafia", jak mam coś załatwić, i staję w oko w oko z wredną urzędniczką. Wszystko wszystkim, ale trochę życzliwości, uśmiechu jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Pozdrawiam
Bardzo często spotykam się z osobami, które przychodzą i w swoich dokumentach mają tylko i wyłącznie ukończone studia i nic więcej. Żadnej pracy dodatkowej, czasem nawet bez jakiejkolwiek praktyki, żadnego udzielania się w organizacjach, wolontariatu - po prostu biała kartka. Wiem, że studentom dziennym czasem jest ciężko, ale gro osób studiujących zaocznie też ma takie dokumenty. Już pomijam fakt, że niektórzy to nawet się wypowiedzieć nie potrafią i na każde zadane pytanie odpowiadają w jednym lub dwóch słowach. Jednak gdy przychodzi do konkretów i zaczynamy rozmawiać o oczekiwanym wynagrodzeniu to tu pojawia się największe zaskoczenie - bo bardzo często oczekiwania tych kandydatów są na poziomie oczekiwań pracowników z kilkuletnim doświadczeniem w zawodzie.
Myślę, że sam fakt ukończenia studiów nigdy nie gwarantował nam znalezienia dobrze płatnej pracy. Bardziej nasze zaangażowanie i pokora są tym czynnikiem, który może nam w tym pomóc.
9 2011-04-08 10:34:37 Ostatnio edytowany przez smutna123 (2011-04-08 10:41:38)
Lena, ale nie każdy absolwent się tak zachowuje. Ja mam 9 miesięcy praktyk zrobionych w trakcie tych 5 lat studiów, a miałam 2 kierunki i pracowałam dorywczo (umowa zlecenie lub nic) w solarium, sklepie spożywczym, w barze, na kuchni, sprzątając. Oczywiście nie ma tego w CV, bo nie wszystko potrafię udokumentować. Ile razy słyszałam, jak tak można za darmo, ja bym nie robiła (na szczęście te osoby, które się tak wypowiadały pracują, bo mają znajomości i nie przeszkadzał im puste miejsce w podpunkcie CV: Doświadczenie).
Natomiast bardzo mnie denerwowało, kiedy szłam do prywatnego przedsiębiorstwa pytać się o darmowe praktyki lub bezpłatny staż i z miejsca byłam skreślana: "Wie Pani, mieliśmy tutaj praktykantkę nie wywiązywała się ze swoich obowiązków lub przyszła na koniec praktyk dopiero po referencje lub chowała się po kątach lub (...)" Strasznie nie lubię, gdy ludzie szufladkują. Wiesz jak czasem ciężko było znaleźć taką darmową praktykę. Własnie przez takich studentów/absolwentów lub osoby, które wrzucają wszystkich do jednego worka.
Nigdy nie traktowałam studiów jako drzwi do wielkich pieniędzy (zawód: urzędnik państwowy to nie jest dobrze płatny zawód, mam na myśli najniższe stanowiska, bo o innych nawet nie marzyłam, w małej gminie). Studia to tylko teoria. Chcę pracować i się rozwijać, za najniższą krajową na początek. Być może później ktoś doceni mój zapał i ciężką pracę. Nie cenie tego, co umiem na duże pieniądze na rozmowie zawsze podkreślam, że mam niewielkie doświadczenie i stąd się to bierze. Niemniej jednak raz zwrócono mi uwagę na rozmowie, że się tak nisko cenię. Pewnie pracodawca miał więcej do zaoferowania, ale niestety mnie nie chciał, bo nie oddzwonił.
Krótko mówiąc, student/ absolwent- studentowi/absolwentowi nie równy. Nie szufladkujemy!
smutna ale skąd wniosek, że ja szufladkuję ? Przecież nie napisałam, że wszyscy tylko, że bardzo często się spotykam z takim podejściem.
Widzisz jakie było moje zdziwienie gdy zmieniłam miejsce zamieszkania z woj. śląskiego na małopolskie i zaczęłam tutaj szukać osoby na praktyki. Ja w trakcie studiów odbyłam w sumie 9 m-cy bezpłatnych praktyk (były to 3 różne firmy), po tym zaczęłam pracę za najniższą krajową, która wtedy wynosiła jakieś 935 zł br. I byłam z tego zadowolona. Tymczasem w Krakowie spotykam się z podejściem, że ludzie nie uznają bezpłatnej praktyki. Na początku było to dla mnie szokiem. Teraz już się przyzwyczaiłam. Owszem nie mówię, że wszyscy tak robią, ale jednak ciężko jest znaleźć człowieka, który będzie chciał poświęcić nam czas zupełnie bezpłatnie.
Poniosło mnie;) Przepraszam;) W sumie to pierwszy akapit był do Ciebie. Nawet nie wiesz jaka byłam wściekła, gdy mi kolejne przedsiębiorstwa odmawiały bezpłatnych praktyk. Znalezienie ostatnich bezpłatnych praktyk, które robiłam zajęło mi 3 miesiące. W końcu znalazłam w mniejszym mieście, a szukałam w 3 (jedno duże). Niektóre firmy na darmowe praktyki robią 3 etapową rekrutację we Wrocławiu i mają takie wymagania, że ja jakbym je spełniała to bym nie szukała praktyk, ale pracy. Czasem widzę takie ogłoszenia o bezpłatne praktyki lub bezpłatny staż, że nie wiem czy mam się śmiać czy płakać. Zawierają całą listę wymagań, umiejętności, których osoba bez doświadczenia nie ma, a "chce" je zdobyć. Także chciałam również zwrócić na to uwagę.
Z drugiej strony nie wszyscy mogą odbyć takie praktyki. Studiowałam z kolegą, który nie dość, że kawał drogi dojeżdżał do Wrocławia, bo nie było go stać na stancje, to jeszcze w wakacje musiał ciężko pracować fizycznie, żeby mieć na bilet, ksera, a po zajęciach musiał pomóc rodzicom w gospodarstwie. U mnie w domu też się nie przelewało, ale na szczęście udało mi się takie praktyki odbyć. Coś kosztem, czegoś... wiadomo. "Przebidowałam (moja babcia tak mawiała)" całe studia, żyją skromnie i żałując sobie na wszystko, aby po studiach "bidować" dalej. W sumie jakbym miała wybierać wyjście gdzieś np. imprezę, a książkę to kupiłabym książkę;) Może kiedyś się to zmieni. Chciałabym, aby moje dzieci kiedyś lepiej miały. Chciałabym, aby mnie było stać na stancję, na różne zajęcia, szkoły językowe...- o ile one będą chciały, rzecz oczywista;) Nie ma co wybiegać, aż tak w przyszłość. Póki, co szukam może ktoś da mi szanse;)
Znalazłam ostatnio taką tanią księgarnie, że... wniebowzięta byłam jak ją odkryłam;) Wcześniej zaopatrywałam się w antykwariatach lub na aukcjach. Często można było znaleźć fajną książkę w rozsądnej cenie.
12 2011-04-09 15:53:17 Ostatnio edytowany przez Małgorzatka (2011-04-09 15:54:20)
To ja może coś dorzucę, bo szukam bezpłatnych praktyk. Jest ciężko nawet z bezpłatnymi. Znalazłam pracę na weekend, co prawda nie jest zgodna z kierunkiem, ale to coś więcej niż praca na kasie. Pracuję jako doradca klienta. Akurat to jest praca płatna. Jednak nadal szukam ofert w kierunku w ramach bezpłatnych praktyk. Pracowałam w zeszłe wakacje na stanowisku stricte adekwatnym do mojego kierunku. W swoim miejscu zamieszkania, zaczęły się studia, wyjechałam.
Teraz pytania do Leny jako osoby rekrutującej. Czy jeżeli podczas rozmowy z pracodawcą powiem, że mogę pracować nawet za darmo, nie zostanie to odebrane jako: "nic nie umie, chce się czegokolwiek nauczyć." Zazwyczaj piszę w mailu lub mówię mniej więcej coś takiego: "Moim priorytetem nie jest gratyfikacja pieniężna uzyskana za wykonana pracę." Nie dodaję, że chcę zdobywać doświadczenie itd. bo wydaje mi się że zostanie to odebrane w ten sposób: "popracuje trochę, nauczy się, a później odejdzie i kogoś na nowo będziemy musieli szkolić."
Mam jeszcze "problem" z pewnym faktem, który niestety widać w CV. Byłam na urlopie zdrowotnym przez jeden rok. Zazwyczaj pracodawcy zauważają, że jestem na II roku, a powinnam być na III. Pytają o to. Mówię zgodnie z prawdą, że miałam problemy zdrowotne i byłam na urlopie zdrowotnym. Wiem, studentka na urlopie ->ciąża. A ja nie mam dziecka. Nie wiem, czy mam powtarzać, że jestem w pełni dyspozycyjna, nie mam dziecka, męża itd. Nigdy tego nie mówiłam, ani nie zdradzałam przyczyny mojego urlopu-> guz mózgu jak już pisałam na forum. W moim przypadku jest tak, że przeszłam operację i jest wszystko w porządku. Nie mam problemów z pamięcią, widzeniem, mówieniem, poruszaniem się. Jestem w 95% sprawna, tak jak wcześniej. Jednak wiadomo jak społeczeństwo kojarzy sobie tego typu przypadłość. Myślę, że ten fakt odrzucałby pracodawców. I jeszcze jeden aspekt. Mam umiarkowany stopień niepełnosprawności. Co nie wymaga jakichkolwiek udogodnień mojego miejsca pracy. Czytałam, że czasami jest to plusem, a czasami minusem. Nie zaznaczam na wszelki wypadek, tego faktu w CV.
Dodam, że studiuję kierunek techniczny. Niby problemów nie powinno być.
Mam nadzieję Lena, że rozwiejesz moje wątpliwości.
smutna niestety w naszym kraju są też firmy, które bezpłatnymi praktykantami czy stażem obsadzają sobie wakat. Stąd ta piękna litania wymagań nie do spełnienia i stąd też pewnie bierze się coraz większa ilość studentów, którzy nie chcą się na bezpłatną praktykę godzić.
Małgorzatka jeśli jesteś na rozmowie o pracę to nie mów, że możesz pracować nawet za darmo. Możesz jednak śmiało podkreślać, że bardzo zależy Ci na zdobyciu doświadczenia w dziedzinie, która Cię interesuje. Stąd też biorąc przykładowo pod uwagę Twoje niewielkie dotychczasowe doświadczenie wysokość wynagrodzenia nie będzie tutaj najważniejsza. Co do tego jak odbierają to pracodawcy - niestety nie siedzę w głowie każdej osoby zajmującej się rekrutacją, co więcej ma świadomość, że bardzo często zajmują się nią osoby, które nie mają na ten temat zielonego pojęcia. Widzisz jak dla mnie Twoje tłumaczenie jest ok. ponieważ mamy podobne priorytety w tej dziedzinie. Jednak mam świadomość, że możesz też trafić na osobę, która będzie właśnie reprezentować myślenie w stylu "popracuje trochę, nauczy się, a później odejdzie i kogoś na nowo będziemy musieli szkolić." Tylko moim zdaniem skoro już na tym etapie nie nadajecie na tych samych falach to może i dobrze, bo po co marnować swój czas w miejscu, w którym będzie się niezrozumianym. By the way to jest jeden z elementów, dlaczego mimo doskonałych kwalifikacji nie zawsze dostajemy dane stanowisko - po prostu nie pasujemy do danej kultury organizacyjnej i reprezentujemy odmienny sposób myślenia.
Urlop zdrowotny w trakcie studiów - na tej informacji bym poprzestała gdy Cię zapytają. Jeśli nie będą drążyć to nie tłumacz co i jak, w sumie nawet jeśli będą chcieli wiedzieć to też nie musisz ich wtajemniczać. To już Twój wybór. Na pewno sama z siebie nie mówiłabym, że nie mam męża, dziecka jestem w pełni dyspozycyjna. To zależy od człowieka, na którego trafisz jeden pomyśli, że ok. to bardzo dobrze, inny że to jakiś akt desperacji, że mówisz o takich kwestiach a jeszcze inny, że ok. teraz nie masz, ale może tylko czekasz na umowę na dłuższy okres i pach będzie i mąż i dziecko i urlop zdrowotny. Dla kogoś tam jeszcze może to być też wadą, ponieważ niektórzy wychodzą z założenia, że kobiety z mężem i dzieckiem są bardziej stateczne i odpowiedzialne i nie będą tak często zmieniać pracy. Kwestie stanu cywilnego, sytuacji rodzinnej, nawet niepełnosprawności są tymi, które podpadają pod ewentualną dyskryminację. Zatem nie powinno się o to wypytywać na rozmowach. Jeśli chodzi o Twoją niepełnosprawność - tam gdzie w ogłoszeniu jest zaznaczone, że mile będą widziane osoby z orzeczeniem o niepełnosprawność, wpisuj tą informację w CV. Będzie to Twój atut. Tam gdzie nie ma takiego wymogu nie musisz o tym w dokumentach informować, tym bardziej że nie musisz pracować w warunkach zakładu pracy chronionej. Z tego co się orientuję obowiązuje Cię jednak 7 h czas pracy a nie 8 h. Stąd też w momencie gdy będziesz rozmawiać z pracodawcą o konkretnej propozycji - warunkach zatrudnienia, wówczas musisz mu też o tym fakcie powiedzieć (przynajmniej tak mi się wydaje, żeby miał poczucie że jesteś fair; jeśli będzie ok to nie zrobi z tego problemu a jeśli nie to cóż). Zasadniczo i tak do dokumentacji kadrowej będziesz musiała taką informację podać.
14 2011-04-09 17:12:33 Ostatnio edytowany przez Małgorzatka (2011-04-09 17:20:14)
dziękuję Lena ![]()
Faktycznie, jeżeli ktoś z góry mnie określi w sposób: "nauczy się i odejdzie." To nie ma sensu, abym tam pracowała, bo będę traktowana z góry.
Jeżeli chodzi o urlop zdrowotny, to właśnie na takiej informacji poprzestaję. Raz tylko powiedziałam, że to nie była ciąża. Rozmowa kwalifikacyjna odbywała się tak po "koleżeńsku". Żarty, wspominanie studiów. Ostatecznie pracy jednak nie dostałam.
Miałam właśnie jedną rozmowę z osobą zajmującą się tylko rekrutowaniem i wtedy pracę dostałam (chodzi o tego doradcę klienta). Czułam się jak na jakimś przesłuchaniu
na koniec rozmowy powiedziała, że zdecyduje czy napewno wybierze mnie (to już dało mi podpowiedź, że było dobrze) i za kilka dni zadzwoniła do mnie. ![]()
Jeszcze ostatnio zaproszono mnie na rozmowę, ale to był istny maraton. Dwóch dyrektorów i ja
To akurat nie miały być bezpłatne praktyki. Już sam fakt, że m.in. wybrali moje CV jest bardzo budujący. Po godzinie rozmowy z nimi, rozwiązywaniu testów czułam się jak po jakimś egzaminie. Mają niby zadzwonić do dwóch tygodni, jeszcze jest kilka dni ale wątpię że coś z tego będzie. Mój kierunek nie jest do końca zgodny z tym czego oczekiwali. Potrafię obsługiwać program, w którym miałabym pracować (co prawda sprawdzali moje umiejętności na innej wersji programu, ale sobie poradziłam), wiedzę podstawową mam, ale trzeba więcej informacji. Nie byłoby to dla mnie problemem, bo przed każdą tego typu rozmową przygotowuję się. Gdybym dostała pracę, to na bieżąco bym się we własnym zakresie doszkalała. Np kiedyś opanowałam obsługę programu jeszcze przed rozmową, niestety pracy wtedy nie dostałam.
Nie rozumiem osób, które myślą że same studia wystarczą. Chociaż jeden z tych dyrektorów kładł większy nacisk na naukę. Akurat dla mnie studia są na drugim miejscu. Zamiast książki na temat jakiejś dziedziny w minimalnym stopniu związanym z moim kierunkiem (a kurs muszę zaliczyć), czytam czasopisma branżowe itp. Mam nadzieję, że kiedyś to zaprocentuje. Od poniedziałku wezmę się za bardziej aktywne szukanie praktyki. Dotąd zazwyczaj wysyłałam maile lub dzwoniłam. Chyba lepiej jest pójść osobiście do danego przedsiębiorstwa.
Lena, ja jeszcze mam pytanie. Jestem studentką pracowałam dopiero miesiąc w jednym miejscu pracy, byłam też w innym, ale zrezygnowałam już po paru dniach i to nie tylko ja, bo wiele osób. Czy w takim razie tego miesięcznego doświadczenia mogę nie wpisywać w Cv ? Słyszałam , że tak, mogą mnie wtedy dziwnie traktować i ja wtedy dziwnie bym się czuła, a nie chcę w nowej pracy być traktowana mocno z góry..
truskaweczko wybór należy do Ciebie możesz tej informacji nie wpisywać i wówczas nie będziesz musiała tłumaczyć, dlaczego już tam nie pracujesz. Wtedy minusem dla pracodawcy może być fakt, że nie masz żadnego doświadczenia zawodowego.
Możesz też wpisać i wyjaśnić podczas rozmowy, jakie były powody tego że już nie pracujesz w danym miejscu. Tu też pracodawca może to po swojemu zinterpretować - nie ma jednego dobrego wyjścia z tej sytuacji.
Często też ludzie nie wpisują pewnych doświadczeń, które nic nie wnoszą w temacie stanowiska, o które się aktualnie ubiegają. I później mówią, że dlatego tego nie odnotowywali. Częściej jednak robią tak osoby, które mają już spore doświadczenie zawodowe i w ten sposób unikają przeładowania swoich dokumentów.
Małgorzatko jeśli masz czas i ochotę to owszem możesz chodzić osobiście choć czasem, jeśli trafisz na nieodpowiedni moment, może to być gorsze rozwiązanie niż kontakt drogą mailową czy telefoniczną. Może spróbuj się z nimi najpierw umówić telefonicznie i dopiero wtedy tam iść.
17 2011-04-10 22:09:09 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-04-10 22:11:20)
Wiem, wolę chyba nie wpisywać. Jak będzie to zobaczymy
Dziękuje ![]()
A tak m slyszalam o tym. A nie zalamuje sie, bo dopiero mam niecale 20 lat, wiec tragedii nie ma ![]()
A ja też słyszałam, że czasem nie warto zanosić dokumentów osobiście, bo potem często o nich tak trochę zapominają. Ja parę razy kiedyś zanosiłam osobiście, o nic nie pytali, tylko wzięli i nigdy nie zaprosili mnie potem na rozmowę. A jak wysyłalam przez internet to częsciej oddzwaniali i ustalali spotkanie. No ale mowie tylko z mojego bardzo skromnego doswiadczenia.
Chyba już skończyły się czasy kiedy ukończenie studiów gwarantowało nam dobrze płatną pracę.
Myślę, że nigdy tak nie było. Zarówno kiedyś jak i dziś dobrze płatną pracę, mają Ci, którzy potrafią pomóc firmie osiągnąć jej cele lub rozwiązać problemy z którymi się boryka. Stąd skończenie jakiejkolwiek szkoły nie daje gwarancji pracy. Daje ją za to poczucie, że wiem i potrafię coś, dzięki czemu firma w której pracuję/chcę pracować zwiększy swoją wartość na rynku.
19 2011-04-29 01:32:46 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2011-04-29 08:31:53)
Wchodząc na SPAM można wziąć udział w konkursie, w którym można wygrać możliwość studiowania za darmo ![]()
Oczywiście, że same studia nie dają nam gwarancji zatrudnienia. Moim zdaniem o swoją ścieżkę kariery należy dbać już będąc studentem. Zdobycie doświadczenia (praktyki, staże), programy wymiany studenckiej, bezpłatne szkolenia z Biur Karier, działalność studencka czy pierwsza praca - jest wiele możliwości by zadbać o wygląd swojego CV po uzyskaniu dyplomu ![]()
Gwarancji nie dają, ale jest to w sumie taki wymóg konieczny żeby w ogole gdziekolwiek startować ![]()
W sumie aj obecnie szukam pracy i powiem, że pomimo 2 kierunków studiów matematyka i ekonomia + łącznie rocznego doświadczenia w rożnych miejscach staże, praktyki, praca dodatkowa jest cięzko. Tez zawsze aktywna osobą byłam i naprawdę tych rzecz i dodatkowych aktywności w CV mam dużo, ale raczej to wrażanie nie robi ![]()
Na razie cierpliwie szukam, zobaczymy jak się sytuacja potoczy ![]()
22 2011-10-12 15:29:16 Ostatnio edytowany przez gagarina (2011-10-12 15:30:51)
Ja też mam już na koncie prawie dwa lata praktyk i wolontariatu, za 3 tygodnie kończę swoje obecne praktyki i zaczynam szukać pracy. Wiadomo, że w przyszłości chciałabym zarabiać sporo, ale na razie (po III roku studiów dziennych) najbardziej zależy mi na doświadczeniu. Teraz skupiam się na tym, żeby nie pracować, żeby mieć pieniądze, ale na tym, żeby pracować w bardziej prestiżowych firmach, a nie w 'krzakach'. Mam trzy firmy marzeń, tam mogłabym pracować nawet za darmo, ale cóż- na razie postanowiłam, że spiszę sobie profil idealnego kandydata na stanowisko marzeń w moich firmach marzeń i będę robiła wszystko, żeby najbardziej pasować do takiego profilu. Taka moja strategia, zobaczymy czy się uda:-) Na szczęście mam BATNĘ - jeśli mnie nie przyjmą, to i tak będę miała rozbudowane CV z fajnym profilem. Kurcze, jakoś strasznie pozytywnie do tego podeszłam... :-)
Tylko dla uzupełnienia dodam, że utrzymuję się ze stypendium socjalnego i renty, więc da się...