chyba mnie zostawil.ta niepewnosc i ta mysl odbiera mi chec do czegokolwiek
jak mozna kogos tak zostawic????
niemam nawet z kim pogadac jestem sama
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » mysle o samobojstwie
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
chyba mnie zostawil.ta niepewnosc i ta mysl odbiera mi chec do czegokolwiek
jak mozna kogos tak zostawic????
niemam nawet z kim pogadac jestem sama
Podobne tematy
ja też się czuje samotna, jak chcesz pogadać to się odezwij
Jeśli Cię zostawił to nie był Ciebie wart . Nie kończ ze sobą przez jakiegoś zwykłego faceta ! Na pewno jeszcze kogoś poznasz i będziesz się cieszyć ,że ten Cię zostawił . To on coś stracił nie Ty . Powodzenia
Często zastanawiałam się- czy samobójstwo to akt odwagi czy tchórzostwa.W końcu doszłam do wniosku,że jest to stan - jak by ściany,za którą i przed którą nie ma nic......... ale to nic.......... to jest tylko w naszym odczuciu.Bo naprawdę - nie ma sytuacji bez wyjścia. Samosiu....... nie masz z Kim porozmawiać.........a my to pieprz??????/ Pisz co Ci lezy na sercu - tu spotkasz się z życzliwością ale jak będziesz plotła głupoty - ja pierwsza Cię za to "zrąbię" -ale to tez nie jest koniec świata- bo konstruktywną krytykę- trzeba umieć i chcieć przyjmować .A póki co......... głowa do góry........pierś do przodu!!!
dziekuje wszystkim zyczliwym
od wczoraj nie daje znaku
zostawil mnie zapewne
czuje sie taka zraniona,samotna
ten pusty dom mnie przeraza:((
niewiem co mam robic
caly dzien lezalam
nie mam na nic ochoty
wiem ze to normalne
czasu mi potrzeba
ale niewiem czy dam rade przeczekac
Dasz radę dziecinko......... dasz........... to jeszcze nie koniec świata.Moze poczytaj sobie coś,zajmij się porządkami,ugotuj coś dobrego.A najlepiej- to spędzaj czas z Kimś lubianym przez Ciebie- zapewnie masz jakąś koleżankę.Sama jak będziesz- będzie Ci gorzej.
dziekuje Ci Danusiu kochana jestes
samosia.......... nie........ ja po prostu- jakbym była Twoją mamą- martwię się,żebyś nie zrobiła nic głupiego.Pamiętam jak siedziałam z córką całą noc- a dla Niej świat się kończył- bo chłopak Ją zostawił.Nie umniejszałam rangi tego problemu- bo dla Niej rzeczywiście tak było - jednak powiedziałam Jej coś - co do dzisiaj pamięta - a ma 27 lat i jest mężatką........córeńko......... na miłość najlepszym lekarstwem jest......... nowa miłość.Jeśli faktycznie tak jest w Twoim przypadku- też Ci tego życzę.Otrzyj łezki .
samosiu,
wiesz... a ja ci zazdroszczę. chciałabym poczuć co to znaczy być opuszczona, bo to znaczy, że chociaż przez jakiś czas z kimś napawdę byłaś. Ja nie byłam. Zazdroszczę nawet tym, którzy się rowodzą, bo to oznacza, że choć przez chwilę czuli szczęście, którego ja nie znam. Zazdroszczę samotnym matkom, bo one i tak mają dla kogo żyć. Mają kogo kochać.
Eva nie zdajesz sobie sprawy z tego co piszesz ....
Jak byłaś kochana i wiesz jakie to piękne uczucie,które w pewnym momencie się kończy gdyż ukochana osoba odchodzi to ból wywołany tym wydarzeniem jest nie do opisania . Nie chce Ci się zaczynać nowego związku bo się zawiodłaś ... w tym momencie nadal czekasz z nadzieją .
Eva.........a ja myśłę,że nie ma co zazdrościć....... tylko stwierdzić......... no proszę...... wszystko przede mną.
Danusiu
może to nie zazdrość, ale ten ból zaciskający krtań, gdy widzę pary z dziećmi, pary na zakupach, gdziekolwiek, ludzi, którzy dla siebie żyją. A rodzina i znajomi tylko przy okazji świąt dopytują: no a ty kiedy? coraz trudniej o sensowną odpowiedź.
Danusiu musisz byc wspanialam Mama
moja matka sie mnie wyparla,wlasnie przez faceta przez ktorego teraz cierpie
powiedziala ze od dzis nie ma corki
i teraz kiedy mi tak zle to nawet niemoge do niej pojechac........
wpuscilaby mnie,ale.........cieszylaby sie ze wyje jak wilk do ksiezyca
MILOSC I NIENAWISC TO DZIECI NIEWOLI-WYDANE NA SWIAT DLA LEPSZEJ KONTROLI
Nie jestes jedyna ja tez sie zabije , bo juz nie zniose tego koszmaru ![]()
Czy wyscie obydwie zglupialy?
Czy piszecie to tylko po to, aby uslyszec od kogos "Nie, nie rob tego!" albo wzbudzic litosc u innych?
Jesli jestescie na tyle glupie to to zrobcie i mniej mowcie, a nie trajkoczecie glupoty...
Idzcie do kina, na dyskoteke, na paintballa, do akademika na jakas impreze, na jakas wycieczke, na wakacje - cokolwiek. Zrobcie cos z waszymi zyciami, bo nie jestescie skazane na samotnosc.
Ja tez do niedawna widzialem swiat w ciemnych kolorach az spotkalem kogos, kto czern i szarzyzne wokolo zamienil na barwy wiosenne - mimo, ze jesien i zima sie zbliza.
Do was tez odezwie sie szczescie, ja czekalem na swoje bardzo dlugo ![]()
dziewczyny-czy wy nie przesadzacie z tym zabijaniem się?poza tym nie róbcie tego przez faceta!!!!przecież to szkoda czasu nawet na myśli o takim czynie.
Jest tyle rzeczy które można robić,dziś jesteście samotne , porzucone i niepotrzebne ale może zdarzyć się tak że jutro będziecie najbardziej pożądanymi kobietami na świecie!!pomyślcie o tym w kategorii:jutro będzie lepiej.
Samobójstwo to oznaka słabości a my kobiety wcale słabe nie jesteśmy.
Pozdrawiam i życzę powodzenia.
A ja je rozumiem
czytałam ostatnio, że myśłi samobójcze mają ludzie, którym w mózgu nie wytwarza się substancja, która odpowiada za radzenie sobie z cierpieniem czy niepowodzeniami. Podobno wystarczy pójść do lekarza, i odpowiednie leki to wyrównają, pomogą, ale to tylko był artykuł a jak jest w rzeczywistości? Jest tak jak one piszą, że kiedy świat się wali, niektórzy nie potrafią sobie z tym poradzić, ale to prawda, ze wtedy najlepszym lekarstwem w tym wypadku jest druga miłość.
Ja sama wiem, ze czas wszystko leczy, ale tak trudno sobie to wytłumaczyć. I nikt nie zrozumie myśli samobójczych innych, dopóki sam nigdy takich nie miał. Kiedy człowiek o tym myśli, to logika się wyłącza.
Ja wiem jedno Samosiu, że jesteś na pewno młoda i życie przed Tobą i jeśli Cię zostawi, to znaczy, że czeka na Ciebie ktoś bardziej wartościowy i ktoś kto da Ci tyle miłości, ile będziesz tego pragnęła. Pamiętaj..nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny, a czasem, żeby COś zyskać, trzeba coś stracić..więc może ta wielka miłość jeszcze na Ciebie czeka..
Samanta czy chodzi Ci o serotonine (5-hydroksytryptamina C10H12N2O )? Szczęście jest wywoływane wydzielaniem się tego właśnie hormonu .Jak sie masz juz zabijac to wez tabletke ...
No powiem Ci Ziomek że coraz bardziej mnie intryguje Twoje podejście do życia....
Albo (w innym wątku) dobijasz ludzi że jak mają 28lat to już ich czeka samotność do grobowej deski "no bo w takim wieku kogoś spotkać?!" albo ich wpędzasz w poprawianie sobie nastroju prochami... czybyś był dealerem?
Już Ci napisałam, z takimi radami lepiej poszukaj sobie innego forum, bo na tym nie o to chodzi.
Skrzywdzona czys ty doreszty zgłupiała. Ty siezabijesz a "to coś " złapie nastepną i zrobi to samo co z Tobą.!!!! Bedzie bezkarny. Do samosia: Poco zabijac sie przez jakiegos.....................? Bedzie inny!
Ona napisała,że chce się zabić .... chyba lepiej zrobić to co ja jej zaproponowałem niż popełnić samobójstwo , nie uważasz ?
Krzysiu pewnie poczuł się zbulwersowany bo ecstasy to złe narkotyki ,które zabijają człowieka . Krzysiu wyluzuj i tak tego nie weźmie a nawet jak to zrobi to nic złgo się jej nie stanie . Nie brałeś tego nigdy a wiesz,że to jest złe ? tatuś ci powiedział czy nauczycielka pfff ...ciemnogród
No powiem Ci Ziomek że coraz bardziej mnie intryguje Twoje podejście do życia....
Albo (w innym wątku) dobijasz ludzi że jak mają 28lat to już ich czeka samotność do grobowej deski "no bo w takim wieku kogoś spotkać?!" albo ich wpędzasz w poprawianie sobie nastroju prochami... czybyś był dealerem?
Już Ci napisałam, z takimi radami lepiej poszukaj sobie innego forum, bo na tym nie o to chodzi.
Wyrażam tylko swoje zdanie na forum, w USA 15 lat temu niektórzy lekarze leczyli tymi tabletkami stan depresyjny .Jeżeli dziewczyna pisze,że chce się zabić to chyba ma taki stan.....
nie jestem dealerem ![]()
a i żeby nie było - nie namawiam jej by to zrobiła ale jak będzie już miała sznur na szyji to niech lepiej spróbuje tych tabletek . Tyle w temacie
Ziomek moje pierwsze wrażenie na Twój temat było zdecydowanie negatywne, jednak z czasem się poprawiło... po to żeby teraz wrócić do poziomu pierwotnego. W MOJEJ OPINII Twoje teksty są chwilami bezsensowne, irytujące i nie na miejscu... Wyluzuj.
Nie brałeś tego nigdy a wiesz,że to jest złe ? tatuś ci powiedział czy nauczycielka pfff ...ciemnogród
To zgodnie z Twoim rozumowaniem idź i się najedz cyjanku, soli baru, arszeniku czy innej trucizny... Nie brałeś tego nigdy a wiesz,że to jest złe? tatuś ci powiedział czy nauczycielka?? ŻAŁOSNE!
Jak chcesz sobie rozregulować neuroprzekaźniki w mózgu - proszę bardzo. Ale rób to sam, opisz efekty i zakończ temat, ale nie namawiaj innych! Tylko potem nie leć do lekarza z płaczem, że coś Ci w główce nie gra...
A co do serotoniny i innych neuroprzekaźników to nie zabawki i nie da się podnieść tego ot tak, leczenie jest długotrwałe. Dlatego idzie się do lekarza i przebywa pod jego kontrolą.
w USA 15 lat temu niektórzy lekarze leczyli tymi tabletkami stan depresyjny
A wiesz ile to jest w medycynie 15 lat? A pomyślałeś dlaczego nie jest to legalne w Polsce? Bo chyba dowiedziano się, że nie leczy to tak jak powinno... [tak BTW nie wiem skąd to wytrzasnąłeś?]
Ehhh... nie mam zamiaru dalej ciągnąć tego tematu, ale mnie coś trafia jak czytam takie głupoty....
Ziomek moje pierwsze wrażenie na Twój temat było zdecydowanie negatywne, jednak z czasem się poprawiło... po to żeby teraz wrócić do poziomu pierwotnego. W MOJEJ OPINII Twoje teksty są chwilami bezsensowne, irytujące i nie na miejscu... Wyluzuj.
To zgodnie z Twoim rozumowaniem idź i się najedz cyjanku, soli baru, arszeniku czy innej trucizny... Nie brałeś tego nigdy a wiesz,że to jest złe? tatuś ci powiedział czy nauczycielka?? ŻAŁOSNE!
Jak chcesz sobie rozregulować neuroprzekaźniki w mózgu - proszę bardzo. Ale rób to sam, opisz efekty i zakończ temat, ale nie namawiaj innych! Tylko potem nie leć do lekarza z płaczem, że coś Ci w główce nie gra...
A co do serotoniny i innych neuroprzekaźników to nie zabawki i nie da się podnieść tego ot tak, leczenie jest długotrwałe. Dlatego idzie się do lekarza i przebywa pod jego kontrolą.ziomek napisał/a:w USA 15 lat temu niektórzy lekarze leczyli tymi tabletkami stan depresyjny
A wiesz ile to jest w medycynie 15 lat? A pomyślałeś dlaczego nie jest to legalne w Polsce? Bo chyba dowiedziano się, że nie leczy to tak jak powinno...
Ehhh... nie mam zamiaru dalej ciągnąć tego tematu, ale mnie coś trafia jak czytam takie głupoty....
Zgadzam się z Tobą w 100% przesadziłem .Weź jednak pod uwagę,że dziewczyna mówiła o samobójstwie ( choć pewnie to było wołanie w stylu "zauważcie mnie" )więc jej napisałem to co ja bym zrobił na jej miejscu .Dziewczyna ma własny rozum i posłucha rady,która jej najbardziej odpowiada .
Cyjanek porównujesz do ecstasy ? jak nie widzisz różnicy to nie mam słów.
Gdyby raz wzięła neurony w mózgu byłyby takie jak przedtem ...chociaż na jednym razie z reguły się nie kończy to muszę przyznać w szczególności jak ktoś ma słabą psychike.
Ok to moja rada jest taka : nie załamuj się dziewczyno , na pewno spotkasz lepszego chłopaka od tego ,który Cię rzucił . Nie szukaj na siłę , miłość się trafia w najmniej spodziewanym momencie .
Tak może być
?
Cyjanek porównujesz do ecstasy ? jak nie widzisz różnicy to nie mam słów.
Nie porównuje substancji tylko ukazuję beznadziejność Twojego stwierdzenia...
No rzeczywiście Cię chyba poniosło. Jakbym nie wiedział co to piguły to bym w tym temacie nie pisał. Może i masz rację, że ucieczką do narkotyków jest w jakimś stopniu lepsza... w sumie to pożyłaby "trochę" dłużej.
A te Twoje teksty są na prawdę żałosne, jak dilujesz to namawiaj sobie na ulicy dzieciaki do tego, ale nie osobę która chce sobie odebrać życie! Ona potrzebuję dobrego słowa, a nie ucieczki w narkotyki.
"Ok to moja rada jest taka : nie załamuj się dziewczyno , na pewno spotkasz lepszego chłopaka od tego ,który Cię rzucił . Nie szukaj na siłę , miłość się trafia w najmniej spodziewanym momencie .
Tak może być ?"
Ostatni fragmencik Twojej wypowiedzi jak najbardziej pozytywny, o reszcie zapomnę i w razie czego przypomnę sobie Twoje dobre chęci. ![]()
Nie warto!!!!! Nie warto popełniać samobójstwa - jest to tylko chwila, ale dla bliskich, których zostawiasz jest to tragedia do końca życia, tragedia, z którą nie można sobie poradzić... Jest to obwinianie się, szukanie błędów- poczucie winy do końca życia..
Samobójstwo to nie wyjście z sytuacji!!!!!!!!!!!!
Gdyby raz wzięła neurony w mózgu byłyby takie jak przedtem ...chociaż na jednym razie z reguły się nie kończy to muszę przyznać w szczególności jak ktoś ma słabą psychike.
No niestety nie byłyby takie jak przedtem. Wszystkie środki narkotyczne uszkadzają komórki centralnego układu nerwowego. Neurony, w odróżnieniu od innych komórek naszego organizmu nie posiadają zdolności regeneracyjnych. Neurony uszkodzone przez narkotyki giną nieodwracalnie. Narkotyki atakują także cały organizm. Nawet te miękkie, tyle że wolniej.
I już po jednej próbie można zrobić sobie niezłe kuku. Np. pojedyńcza dawka amfetaminy może u osób predysponowanych wywołać schizofrenię.
Co do samobójstw...powiem Wam tak dziewczyny. Uważam że w życiu właśnie o to chodzi żeby walczyć. Żeby przegrywać, podnosić się i iść dalej naprzód. To czyni z nas człowieka i uwrażliwia na ludzkie cierpienie. Myślę że człowiek może znieść wszystko, jeśli tylko znajdzie w tym sens.
A to co napisała ewag jest chyba najważniejsze. Pomyślcie o tym kogo i co byście zostawiły podejmując taką decyzję.
Polecam Wam książkę Paulo Coelho "Weronika postanawia umrzeć." tylko trzeba ją przeczytać do końca. Powinna pomóc.
Zauważmy także że mózg nastolatki nie jest jeszcze w pełni rozwinięty i że człowiek uczy się całe życie. Także w kwestii radzenia sobie z problemami, najlepszym wyjściem na stany depresyjne jest RUCH. Dlatego też proponuje jakikolwiek wysiłek fizyczny pójście na siłownię, na basen pobiegać do lasu, czy nawet zrobić generalne porządki w pokoju, a może przemeblowanie pokoju? Zmiany też są dobre
Spotkanie z przyjaciółmi pójście do kina, teatru na zakupy, cokolwiek byleby nie siedzieć przy komputerze, słuchać dołującej muzyki i ryczeć to monitora....
ziomek!!!skąd ty w ogóle się wziąłeś na tym forum?ty wiesz w ogóle o czym piszesz?widziałeś kiedyś jak wygląda wrak człowieka po narkotykach?widziałeś co można zrobić z kobietą która nabrała się piguł?Jeżeli masz dawać takie rady załamanym dziewczynom które potrzebują wsparcia i zrozumienia to lepiej ogranicz się do komentarza pod nosem.
samosiu......... weź się w"kupę" i nie rozpaczaj. Eva..... nie Ty jedna nie masz dzieci czy szczęśliwego małżonka przy boku.Dziewczyny....... to nie są argumenty za bezsensem życia. Ja uważam,że jesteśmy wystawiani na próbę- i obyście moje miłe wyszły z tych prób życiowych zwycięsko.
Dziewczyny maja problem niewiem czy az tak powazny jak pisza a wy co?Sprzeczki o piguły?Dajcie spokoj......
Po co sie kłocic o takie rzeczy...
cześć dziewczyny. do Ewy - jeśli nie masz nikogo, czemu sama nie zaczniesz szukać? przecież jest tyle portali na necie, ogłoszeń w prasie czy też na telegazecie. na świecie jest pełno samotnych facetów. sama kiedyś dałam ogłoszenie do telegazety na polsacie. może nie czekaj biernie aż ktoś cię znajdzie,pomóż trochę losowi! wiesz nawet jest modlitwa do św. Józefa o dobrego męża. osobiście żałuje że wcześniej jej nie znałam, bo na pewno bym z niej skorzystała. moje małżeństwo nie jest udane,więc czasem w życiu warto dłużej poczekać na wartościowego faceta.
jeśli chodzi o samobójstwo. sama nieraz o tym myślałam (nadal czasem się modlę o to żebym umarła). życie mnie nie rozpieszcza. kiedyś kiedy miałam beztroskie, szczęśliwe życie miałam sen - śniła mi się wojna, krew, trupy, robaki; usłyszałam głos: chodź zastrzelę cię i będzie po wszystkim. zgodziłam się. I wtedy ogarnęła mnie ciemność, usłyszałam głos, że tak nie można, że to ŻADNE ROZWIĄZANIE, że NIE MOŻNA SIĘ PODDAWAĆ, że powinnam tam zostać i walczyć.
może to forum odwiedzą inne osoby które myślą o samobójstwie. pamiętajcie że nie jesteśmy sami na świecie,jest Bóg który nam pomoże jeśli tylko o to poprosimy i jęśli będziemy Go słuchać (przestrzegać jego przykazań). Są ludzie którzy nam pomogą.
wydaje mi się że dusze osób które popełniły samobójstwo, błąkają się po naszym świecie , dopiero nasze modlitwy otwierają im drogę do lepszego świata. moi rodzice kupili dom, w którym kiedyś ktoś się powiesił. wszyscy słyszeliśmy ,,szurania"dobiegające z korytarza mimo że nikogo tam nie było. pytałam o rade egzorcysty i dzięki modlitwom odgłosy ucichły.
pozdrawiam i życzę nam wszystkim samych pogodnych myśli!
Dziewczyny maja problem niewiem czy az tak powazny jak pisza a wy co?Sprzeczki o piguły?Dajcie spokoj......
Po co sie kłocic o takie rzeczy...
Nie wolno umniejszać problemów narkotyków. Jest się o co kłócić...
samosia,,,przeczytaj moj post ,zobaczysz ze nie jestes sama,rozumiem cie,przezywam to samo
Nikt nie jest wart tyle żeby odbierać sobie przez niego życie.Wiem z własnego doświadczenia jak ciężko przeżyć rozstanie z ukochaną osobą. Sam byłem w podobnej sytuacji.Pozbierałem się jednak i żyje dalej. Nie wracam już myślami do tamtych chwil i staram się żyć dniem dzisieszym. Życie jest piękne , chociaż czasami dostarcza nam przykrych niespodzianek. Życie jeszcze nie raz Cię doświadczy. Będą chwile radosne i smutne. I trzeba nauczyć się z tym żyć. Bo odbierjąc sobie życie stwarzasz tragedie swoim bliskim i znajomym na bardzo wiele lat. Przestań rozmyślać o tym co było i spróbuj dalej żyć. POWODZENIA
człowiek myślący o samobójstwie jak dla mnie jest egoistą, który myśli tylko osobie
Pomyślcie o waszych bliskich, jaką im wyrządzicie ogromną krzywdę, jaka to będzie dla nich strata, żal i przede wszystkim wstyd. Wstyd, że były takie bezsilne, że nie mogły wam pomóc, że nie miałyście do nich zaufania, żeby powiedzieć otwarcie o swoim problemie
samobójstwo to ucieczka i tchórzostwo, bo w tym momencie człowiek ucieka przed problemami, zamiast stawić im czoło i z nimi walczyć
jak ktoś jest samotny, to niech wyjdzie na ulicę, niech przyłączy się do jakiegoś forum, zapisze na kursy nawet bezsensowne, a nie ucieka
odejście faceta na jest życiową porażką, pomyśl, że jak odszedł to nie był ciebie wart i byłaś za dobra dla niego i niech ten problem prześladuje go, a nie ciebie
wiem, że jak człowiek kocha, to jest strasznie trudne, ale trzeba trzeba z tym bólem walczyć
dziewczyny pomyślcie ilu ludzi chciałoby żyć, a nie mają tyle szczęścia.
Depresja to też bardzo ciężka choroba i jest trudno się tego cholerstwa pozbyć, ale warto chociaż spróbować, a nie na starcie się poddawać z takich powodów..... wierzcie mi też mam wiele za sobą, a jednak walczę......... zawsze walczę o lepsze jutro
o jak na razie na tyle, mam nadzieję, że osoby zainteresowane przemyślą to tak na spokojnie i bez złych emocji
w razie czego służę pomocą
Wszystko to prawda Niki co napisałaś oprócz tego, że to nie wstyd, ogarnia ludzi którzy zostają , a OGROMNE POCZUCIE WINY, że nie pomogły , że nie zauważyły, że coś się dzieje... To nie wstyd- to BÓL i POCZUCIE WINY i POCZUCIE KRZYWDY!!!!!
dzieciaku wyluzuj
nie warto, nie warto i jeszcze raz nie warto.
w końcu zapomnisz.
zaobaczysz.
"Samobójstwo nie jest kwestią wyboru, następuje, gdy cierpienie przekracza siły do walki z nim"
I to jest właśnie sedno gestu samobójczego i też nie należy mówić o takich ludziach iż są tchórzami, bo tak naprawdę to tylko pogrąża jeszcze bardziej, więc Niki, mogłaś się trochę wstrzymać ze słowami. Targniecię się na swoje własne życie wymaga zebrania się na prawdziwą odwagę, bo bardzo wielu ludzi boi się spojrzeć w oczy śmierci i w rzeczy samej tylko o tym gada. Sam miałem takie myśli, ale moje często pesymistyczne nastawienie do różnych spraw się przydało, bo stwierdziłem, że ze wszystkich najbardziej bezsensownych rzeczy, które można zrobić, ta jest najbardziej bezsensowna z bezsensownych - śmierć czeka każdego, nie warto jej przyspieszać.
Lecz jeśli ktoś zostaje sam na kruchym lodzie to cóż zrobić? Ludzie tego nie rozumieją, ale naprawdę niektórym jednostkom całkowicie brakuje siły do czegokolwiek, a wtedy kiedy najbardziej potrzebują pomocy, wszyscy się odwracają. Nie chodzi tu o ludzi z tego forum, ale o bliższych znajomych czy przyjaciół. Sam mam wielkiego doła i mimo iż daje znaki ku temu, że bardzo bym się ucieszył, gdyby ktoś się pofatygował o poprawienie mi chumoru, to jednak nikogo takiego nie ma, ale wszyscy nagle się zjawiają kiedy sami czegoś potrzebują. Ciekawe, prawda? Samo pisanie postów daje bardzo mało, chociaż dobre słowa każdemu się przydadzą, ale to ciągle tylko słowa, a takim jest potrzebne działanie. Nie można bezsensownie gadać, że ten ktoś MUSI się podnieść i koniec - tak jak na arenie starożytnego rzymu, ludzie patrzący na walczących gladiatorów, jeden pada, a Oni tylko myślą i mówią, że musi się podnieść, kiedy wszystkie siły go opuściły. Takiemu człowiekowi jest potrzebny drugi człowiek, a suchy tekst daje bardzo mało. Może to i głupia propozycja, ale jeśli ktoś mieszka blisko to rozmowa w 4 oczy jest o wiele lepszym rozwiązaniem niż kilkaset literek. Te literki nie przytulą i nie wytrą łez...
philosoph- dobrze to ująłeś- lepiej bym nie mogła ująć tego w słowa.
Witajcie dziewczyny.
Doskonale Was rozumiem.
Kiedyś byłam w trudnej sytuacji, nie widziałam sensu dalszego życia, było źle, bardzo źle... i po prostu nałykałam się różnych tabletek (celem chyba nie do końca było skończyć z sobą ale przestać myśleć, przestać czuć, zasnąć na dłuższy czas i obudzić się w innej rzeczywistości), na szczęście ktoś bliski znalazł mnie we właściwym momencie i zadzwonił po pogotowie.
Dziewczyny, nie warto.
Ja żałuję do dziś tego, że to zrobiłam. Ale ja miałam to szczęście, że ktoś się zainteresował, a jak pomyślę że nikt taki taki by się nie znalazł...
Ja doskonale wiem jak życie potrafi boleć.
Philosoph ubrał w słowa moje przemyslenia, rzeczywiście niektórzy ludzie (tak jak ja) mają chwile, że potrzebują pomocy i mimo, iż wydawało mi się, że daję wyraźne znaki, że jej potrzebuję nikogo nie było. A najsmutniejsze jest to, że ja zawsze widzę kiedy ktoś inny jest w dołku, moi przyjaciele zawsze wiedzieli, że mogą na mnie liczyć i wielokrotnie korzystali z mojej pomocy czy chociażby słowa, które pomaga odnaleźć sens. A ja wtedy nie miałam nikogo... Zjawili się po jakimś czasie od tego wydarzenia, bo właśnie czegoś ode mnie potrzebowali...
Może to była moja wina, bo te sygnały może tylko dla mnie były wyraźne...
Czasami myślę, że tych dwóch ostatnich lat mojego życia po prostu by juz nie było i płaczę. Bo w ciągu tych lat poznałam wspaniałych ludzi, dostałam świetna pracę i spełniłam kilka marzeń...
Teraz niestety znów się wszystko posypało.. ale wiem, że NIGDY JUŻ NIE ZDECYDUJĘ SIĘ NA TAKI KROK!!!
Wy też tego nie róbcie, nie warto przez nikogo odbierać sobie życia!!!
"Samobójstwo nie jest kwestią wyboru, następuje, gdy cierpienie przekracza siły do walki z nim"
I to jest właśnie sedno gestu samobójczego i też nie należy mówić o takich ludziach iż są tchórzami, bo tak naprawdę to tylko pogrąża jeszcze bardziej, więc Niki, mogłaś się trochę wstrzymać ze słowami. Targniecię się na swoje własne życie wymaga zebrania się na prawdziwą odwagę, bo bardzo wielu ludzi boi się spojrzeć w oczy śmierci i w rzeczy samej tylko o tym gada. Sam miałem takie myśli, ale moje często pesymistyczne nastawienie do różnych spraw się przydało, bo stwierdziłem, że ze wszystkich najbardziej bezsensownych rzeczy, które można zrobić, ta jest najbardziej bezsensowna z bezsensownych - śmierć czeka każdego, nie warto jej przyspieszać.Lecz jeśli ktoś zostaje sam na kruchym lodzie to cóż zrobić? Ludzie tego nie rozumieją, ale naprawdę niektórym jednostkom całkowicie brakuje siły do czegokolwiek, a wtedy kiedy najbardziej potrzebują pomocy, wszyscy się odwracają. Nie chodzi tu o ludzi z tego forum, ale o bliższych znajomych czy przyjaciół. Sam mam wielkiego doła i mimo iż daje znaki ku temu, że bardzo bym się ucieszył, gdyby ktoś się pofatygował o poprawienie mi chumoru, to jednak nikogo takiego nie ma, ale wszyscy nagle się zjawiają kiedy sami czegoś potrzebują. Ciekawe, prawda? Samo pisanie postów daje bardzo mało, chociaż dobre słowa każdemu się przydadzą, ale to ciągle tylko słowa, a takim jest potrzebne działanie. Nie można bezsensownie gadać, że ten ktoś MUSI się podnieść i koniec - tak jak na arenie starożytnego rzymu, ludzie patrzący na walczących gladiatorów, jeden pada, a Oni tylko myślą i mówią, że musi się podnieść, kiedy wszystkie siły go opuściły. Takiemu człowiekowi jest potrzebny drugi człowiek, a suchy tekst daje bardzo mało. Może to i głupia propozycja, ale jeśli ktoś mieszka blisko to rozmowa w 4 oczy jest o wiele lepszym rozwiązaniem niż kilkaset literek. Te literki nie przytulą i nie wytrą łez...
Odwaga? Jaka odwaga? Odwagą jest żyć....w momencie gdy najprosciej byłoby "odejść" a nie odbierac sobie życie.
Tak odwaga... Odejść nie jest łatwo, bo wbrew temu co myślisz osoby się na to decydujące myślą, czy ktoś za nimi zatęskni. I w świetle sytuacji w której czują się nic nie znaczący uderza w nich przekonanie, że nie są już nikomu potrzebni. Magnolio, jeśli odebranie sobie życia nie wymaga odwagi i jest czymś jak wypicie codziennej herbaty, to prosze - zdobądź się na taki czyn. Troche empatii, bądźmy ludźmi i nie osądzajmy, aby nas nie osądzono.
Philosoph napisał/a:"Samobójstwo nie jest kwestią wyboru, następuje, gdy cierpienie przekracza siły do walki z nim"
I to jest właśnie sedno gestu samobójczego i też nie należy mówić o takich ludziach iż są tchórzami, bo tak naprawdę to tylko pogrąża jeszcze bardziej, więc Niki, mogłaś się trochę wstrzymać ze słowami. Targniecię się na swoje własne życie wymaga zebrania się na prawdziwą odwagę, bo bardzo wielu ludzi boi się spojrzeć w oczy śmierci i w rzeczy samej tylko o tym gada. Sam miałem takie myśli, ale moje często pesymistyczne nastawienie do różnych spraw się przydało, bo stwierdziłem, że ze wszystkich najbardziej bezsensownych rzeczy, które można zrobić, ta jest najbardziej bezsensowna z bezsensownych - śmierć czeka każdego, nie warto jej przyspieszać.Lecz jeśli ktoś zostaje sam na kruchym lodzie to cóż zrobić? Ludzie tego nie rozumieją, ale naprawdę niektórym jednostkom całkowicie brakuje siły do czegokolwiek, a wtedy kiedy najbardziej potrzebują pomocy, wszyscy się odwracają. Nie chodzi tu o ludzi z tego forum, ale o bliższych znajomych czy przyjaciół. Sam mam wielkiego doła i mimo iż daje znaki ku temu, że bardzo bym się ucieszył, gdyby ktoś się pofatygował o poprawienie mi chumoru, to jednak nikogo takiego nie ma, ale wszyscy nagle się zjawiają kiedy sami czegoś potrzebują. Ciekawe, prawda? Samo pisanie postów daje bardzo mało, chociaż dobre słowa każdemu się przydadzą, ale to ciągle tylko słowa, a takim jest potrzebne działanie. Nie można bezsensownie gadać, że ten ktoś MUSI się podnieść i koniec - tak jak na arenie starożytnego rzymu, ludzie patrzący na walczących gladiatorów, jeden pada, a Oni tylko myślą i mówią, że musi się podnieść, kiedy wszystkie siły go opuściły. Takiemu człowiekowi jest potrzebny drugi człowiek, a suchy tekst daje bardzo mało. Może to i głupia propozycja, ale jeśli ktoś mieszka blisko to rozmowa w 4 oczy jest o wiele lepszym rozwiązaniem niż kilkaset literek. Te literki nie przytulą i nie wytrą łez...
Odwaga? Jaka odwaga? Odwagą jest żyć....w momencie gdy najprosciej byłoby "odejść" a nie odbierac sobie życie.
Niewiele trzeba robić by żyć natomiast bardzo wiele by umrzeć.
Decyzja o odejściu nie jest taka łatwa jak Ci się Magnolio wydaje.
Prawdopodobnie nie było Ci dane przeżyć czegoś, co ludzi popycha do samobójstwa, a być może chociażby tego poczucia osamotnienia, którego nikomu nie życzę. I być może dlatego nie potrafisz zrozumieć ludzi, którzy o tym myślą, a niejednokrotnie z rozpaczy decydują się na ten krok. W takim razie jesteś po prostu szczęściarą i naprawdę życzę Ci, by nie przytrafiło się w Twoim życiu nic przez co niektórzy nie potrafią przejść, z czym nie potrafią sobie poradzić.
Tak, ta decyzja wymaga odwagi...
A nawet sobie nie wyobrażasz jak trudno spojrzeć w oczy bliskim ludziom, którzy wiedzą, że było z tobą tak źle, że próbowałaś to zrobić...
Jak trudne są te wszystkie rozmowy...
Witajcie dziewczyny
Myślicie o samobójstwie?? To żadne rozwiązanie są wokół was ludzie, którzy was kochają to im zadalibyście ogromny ból. To, co przeżywacie jest bolesne wiem coś o tym, ale czy warto nad tym rozpaczać? Moim zdaniem nie, nie warto, ponieważ to, co było się już nie zmieni nie zawróci się rzeki patykiem. Jutro jest ważniejsze niż wczoraj. Rozparzając i rozmyślając nad tym stoicie w miejscu i każdej chwili bardziej cierpicie, ale czy warto?? Nie, nie warto, ponieważ nic tym nie zmienicie. Jedynym efektem będzie strata czasu, czasu, który możecie wykorzystać efektywnie. Za parę lat się spamiętacie i powiecie, ale ja byłam głupia mogłam mieć nie jednego faceta mogłam być już żoną mieć dzieci i być szczęśliwą a przez moje użalanie się nad sobą straciłam tak wiele. Wiem, co pisze, ponieważ sam to przerabiałem. Tez użalałem się nad sobą, gdy zostałem zdradzony i porzucony też miałem podobne myśli. Wielu moich znajomych mówiło mi, że nie warto, że znajdę kogoś lepszego, ale nie chciałem ich słuchać. Kiedy się spamiętałem było za późno mam 44 lata i jestem sam bez żony dzieci i rodziny. Teraz wiem, że to był mój błąd, za który płace ogromną cenę. Nie powtarzajcie tego, bo nie chce byście skończyły w ten sam sposób, co ja. Faktem jest, że szukam kogoś na stałe kogoś, kto mnie pokocha takim, jakim jestem, ale już ciężej znaleźć drugą połowę w tym wieku. Wnioskuję, że jesteście jeszcze młodymi kobietami, więc nie powinniście mieć problemu ze znalezieniem faceta waszego życia. Jak mówią to kobieta wybiera faceta a nie on kobietę, więc do dzieła moje panie. Wolnego gościa znajdziecie wszędzie w każdym miejscu w każdym czasie w każdej chwili. Wielu jest samotnych facetów, którzy szukają swej drugiej połowy wielu zrobiłoby wszystko by mieć rodzinę ( ja też)
. Nie siedźcie w domu wyjdźcie do ludzi do pub-u restauracji, kina, teatru, gdziekolwiek wszędzie tam spotkacie wolnego faceta.
Jest taka stara sentencja łacińska brzmi ona następująco:
Accidit In puncto, quod non speratur in anno ? Zdarza się w mgnieniu oka to, czego nie spodziewamy się w ciągu całego roku.
KOCHANE DZIEWCZYNY!!!! Wszystko przed wami cały świat i miłość. Bądźcie optymistkami i rano jak wstaniecie mówcie sobie dzisiejszy dzień będzie lepszy niż wczorajszy.
POZDRAWIAM WAS SERDECZNIE ![]()
ŻYCIE JEST PIĘKNE !!!!!
To, co przeżywacie jest bolesne wiem coś o tym, ale czy warto nad tym rozpaczać? Moim zdaniem nie, nie warto
Warto! Zastanów się dlaczego... To rany, które trzeba opatrzeć, są tak głębokie, że same się niestety nie zagoją i zawsze zostanie taka blizna, którą szybko można rozdrapać. Nic nie robiąc z raną wkońcu można się wykrwawić. Rozpacz i rozpamiętywanie to sposób na opatrzenie rany, przecież nikt nie będzie w sobie gnieździł czegoś co sprawia mu ból, jeśli o tym zapomni, kiedyś to do niego wróci, ja też coś o tym wiem. I właśnie w tym czasie rozpaczy są potrzebni bliscy, którzy będą płakać z nami i którzy pokażą, że faktycznie nas kochają, a tak często się nie dzieje, niestety...
Zdanie, które zaznaczyłeś jest wyrwane z kontekstu, więc nie oddaje całkowitego sensu wypowiedzi.
Piszesz, że ?Warto! Zastanów się, dlaczego... To rany, które trzeba opatrzyć, są tak głębokie, że same się niestety nie zagoją i zawsze zostanie taka blizna, którą szybko można rozdrapać?
Ja uważam, że nie warto nie warto, dlatego że rozmyślając o tym tylko te rany pogłębiasz a ich nie opatrujesz. Tylko się tym dobijasz a czas płynie do przodu. Co ci to da, że będziesz o tym myślał? Czy tym coś zmienisz? Zastanów się dobrze nad tym.
. Piszesz, że: ?Nic nie robiąc z raną w końcu można się wykrwawić?.
A kto powiedział, że masz nic nie robić?? Właśnie rozparzanie i myślenie jest pogłębianiem rany. Musisz przestać o tym myśleć i wyjść do ludzi starać się o tym zapomnieć. Co do jednego masz rację blizna zostaje na zawsze, ale ranę można zawsze wyleczyć?
Piszesz,że: Rozpacz i rozpamiętywanie to sposób na opatrzenie rany, przecież nikt nie będzie w sobie gnieździł się czegoś, co sprawia mu ból, jeśli o tym zapomni, kiedyś to do niego wróci, ja też coś o tym wiem.
I znów się powtórzę, rozpacz i rozpatrywanie nie jest najlepszym sposobem na leczenie ran. Kto ci powiedział ze masz to gnieździć się w sobie? Psinco prawda to czy wróci do ciebie czy nie jest tylko zależne od ciebie.
Piszesz, że : I właśnie w tym czasie rozpaczy są potrzebni bliscy, którzy będą płakać z nami i którzy pokażą, że faktycznie nas kochają, a tak często się nie dzieje, niestety...
Owszem, co do potrzeby w tym czasie bliskich osób masz rację, ale czasami jest warto wygadać się komuś kog nie znasz. To miejsce jest dobrym miejscem by się wygadać i wyżalić. To, jakich masz przyjaciół i znajomych również zależy od ciebie. Ja mam akurat wielu przyjaciół i znajomych, na których zawsze mogę liczyć. Którzy już nie raz mi to udowodnili.
No to jano6412 po prostu masz szczęście, że masz wokół siebie ludzi, na których możesz liczyć. Ale wiesz, że mi tez wydawało się, iz mam przyjaciół, a okazało się, że w chwili gdy ich najbardziej potrzebowałam nie było NIKOGO... Czasami jest potrzebny ktos kto nie zbagatelizuje naszych problemów i nie powie tego zdania, które widzę urosło prawie do rangi świętości "Musisz przestać o tym myśleć, wyjść do ludzi, starać się o tym zapomnieć". Bo to nie pomaga... Czasami właśnie potrzebujemy kogoś kto będzie potrafił płakać razem z nami...
Dokładnie... Słowa "Musisz coś z tym zrobić, przestać myśleć" itd. są już jakimś stereotypem, regułką ciągle powtarzaną przez ludzi. Przykro mi, ale tacy ludzie to widzą i sami sobie to powtarzają, a tak naprawdę powtarzanie to przez kogoś innego tylko dobija - taka prawda, przynajmniej w moim przypadku. Jak już pisałem - literki mnie nie przytulą, ani nie wytrą łez. Jak jest się sam na sam ze swoimi problemami i ranami to nie sposób o nich nie myśleć, ja myślę po to, aby ustalić jakąś przyczynę i mieć na jakiś czas spokój, ale potem to wraca i wraca i znów wraca.
Zdanie wyrwałem z kontekstu, aby pokazać, że zwyczajnie warto o tym rozmawiać, ale ciągle trzeba mieć z kim. Wyżalanie się na forum, przynajmniej mi daje bardzo mało, bo to nie zastąpi czułego uścisku kogoś kto mnie rozumie - a takiego kogoś raczej nie ma. Ja to doskonale wiem, że "musze" wyjść do ludzi, ale to nie jest takie proste. Jeśli ktoś jest sam ze sobą (na dodatek wokół ludzi) i nikt mu nie chce pomóc przekroczyć tej granicy to sam tego nie zrobi - ja nie zrobie, bo mi zbyt trudno. A robiłem w przeszłości wiele razy i wracałem tylko jeszcze bardziej poobijany niż byłem. A teraz... Teraz się boje, boje się mówić o sobie i o swoich problemach, boje się wyjść do ludzi i z każdym wyjściem jakie było ten strach jest coraz silniejszy. Masz szczęście, jano6412, że posiadasz takich przyjaciół i znajomych jakich posiadasz. Ja nie posiadam, ani normalnych znajomych, ani kolegów, ani już nawet przyjaciół - mam dość i nie potrzebuję ludzi, którzy odwracają się do mnie w potrzebie, a przychodzą tylko wtedy kiedy sami czegoś chcą, a ja głupi zawsze pomagałem. Chciałbym mieć prawdziwą przyjaciółkę z czego też chciałbym stworzyć solidny związek, ale znajomych, kolegów i koleżanek nie potrzebuję. Może to egoistyczna postawa, ale mam swoje powody, zbyt dużo razy tacy smarowali mi plecy, oczerniali i odwracali się ode mnie, przychodząc potem jak pasożyty i żywiąc się moją dobrocią. Straciłem zaufanie do ludzi i bardzo trudno jest ów zaufanie odbudować niestety - ja sobie tego nie wymyśliłem. Nawet o przyjaciół mi trudno, starannie sobie ich dobieram, może dlatego żadnego (i żadnej) nie mam. Zaufałem dwa razy komuś kto uważał się za taką osobę, dwóm osobom i moje zaufanie zostało zawiedzione - dodając bagaż doświadczeń z poprzednich znajomości... Dziekuję mi to wystarczy...
Doskonale was rozumie i przykro mi z tego powodu ze nie macie nikogo, kto by wam podał pomocną dłoń. Widocznie pod tym względem jestem szczęściarzem. Z natury jestem optymistą, choć w mym życiu różnie bywało. Miałem okres w swym życiu, w którym chciałem rzucić wszystko tzn. pracę, ludzi znajomych po prostu wziąść plecak załadować kilka ubrań i iść przez świat w nieznane. Myślałem sobie niech mnie szukają mam już dość wszystkiego samotności problemów dnia codziennego i wszystkiego, co mnie otacza. Myśli czasami były jeszcze gorsze typu, po co mi żyć skoro nikomu na mnie nie zależy. Kim jestem i po co żyje?? Po co się tak męczyć czy warto?? Ale doszedłem do wniosku, że warto wziąłem się za siebie postanowiłem zmienić swe życie. Próbowałem i próbuję nadal zrobić coś, co mogłem dokonać wcześniej a nie zrobiłem i co jest możliwe do zrobienia jeszcze. Złożyłem papiery na uczelnie i studiuje postawiłem sobie poprzeczkę bardzo wysoko, bo wybrałem trudne studia ( prawo) poznałem tam wielu wspaniałych ludzi. Nawiązałem nowe znajomości i przyjaźnie poczułem się jak nowo narodzony. Odżyłem znów dostałem skrzydeł znów jestem sobą życie jest piękne!!!! Zapomniałem o wielu trudnych sprawach, jakie mnie kiedyś dołowały, więc nie mówcie, że nie da się zapomnieć, że lepiej się użalać. Zróbcie coś z sobą tak jak ja spróbujcie dokonać czegoś, co możecie, co się wam nie udało a jeszcze możecie dokonać. Rzucie się w wir nauki rozwinie swoje hobby pozwólcie innym do was dotrzeć. Jesteście poranieni ok. rozumie nie umiecie znów nikomu zaufać, ale przymnijcie do wiadomości, że każdy jest inny. Niema takich samych ludzi każdy człowiek zasługuje na danie mu szansy. Na szczęście, że niema, bo świat byłby nudny jak każdy by był taki sam i każdy byłby przewidywalny. Obudźcie się z tego koszmarnego snu powstańcie i idźcie dalej. Jak mówi Ojciec Rydzyk ( nie przepadam za nim) Alleluja i do przodu. Niech wasza młodość i werwa nie ginie w użalaniu się nad sobą w tym koszmarnym śnie, bo prześpicie życie.
Właśnie! Nie wszyscy ludzie są tacy sami... Ja np. nie jestem już w stanie ufać, mam do tego swoje powody i nie zaufam, ponieważ ciągle jest taki sam scenariusz. Tak samo jak nie jestem w stanie przestać użalać się nad sobą - może Ty miałeś pomoc, może nie. Ale totalne osamotnienie nie jest fajne i wolałbym użalać się z kimś i razem płakać, to szybciej by przeszło, szybciej bym zapomniał.
Ja też np. nie rzuce się w wir nauki, bo dzięki szkole mam nerwicie i inne dolegliwości dzięki czemu musze uczęszczać do psychiatry. Jestem też samoukiem i nic mnie nie zmusi, aby wrócić do budynków oświaty państwowej. Problem jest tylko jeden - papier. Mimo iż dużo umiem, sam się nauczyłem, to jednak nikt mnie nie weźmie bez papieru, ale trudno z natury jestem też buntownikiem.
Wiem kim jestem, wiem po co żyje, ale ciągle nie wiem dla kogo. Jestem dziwnym człowiekiem, aczkolwiek ludzie z którymi czasami rozmawiam próbują uświadomić mnie, że tak nie jest. A ja jestem, jestem marzycielem, romantykiem, artystystą z wyobraźnią, którą doskonale potrafię obrazować, podobno pięknie pisze, pięknie opisuje swoje często mniej piękne emocje. Kiedyś widziałem piękno w najzwyklejszych rzeczach tego świata... A teraz? Teraz z powodu samotności, moje talenty mnie opuszczają, samotność wygryza we mnie wielką pustkę, nie tylko pustkę drugiego człowieka. Żyje dla prawdziwego uczucia, bo moja filozofia mówi iż każdy człowiek żyje dla miłości i drugiego człowieka, nikt tak naprawdę nie żyje dla samego siebie - nikt, choćby nie wiem jak mocno utrzymywał takie zdanie. Ja chce stworzyć prawdziwe uczucie, może nie doskonałe, ale bliskie ideałowi - też z kłótniami i konfliktami, ale nie bezsensownymi, a pogłębiającymi uczucie. I dlatego ja mimo iż często mówie ludziom pare nie miłych rzeczy, to NIGDY ich nie opuszczam, a staram się pomóc w tym co faktycznie wymaga poprawy. Wiem kim jestem i po co żyje, ale dla kogo?
Tak odwaga... Odejść nie jest łatwo, bo wbrew temu co myślisz osoby się na to decydujące myślą, czy ktoś za nimi zatęskni. I w świetle sytuacji w której czują się nic nie znaczący uderza w nich przekonanie, że nie są już nikomu potrzebni. Magnolio, jeśli odebranie sobie życia nie wymaga odwagi i jest czymś jak wypicie codziennej herbaty, to prosze - zdobądź się na taki czyn. Troche empatii, bądźmy ludźmi i nie osądzajmy, aby nas nie osądzono.
Na taki czyn? Jaki? Uciec od problemów? To jest czyn? A co do osadzania to nikogo nie osadzam.Wyrażam tylko własny poglad na sprawę.
Dokładnie... Słowa "Musisz coś z tym zrobić, przestać myśleć" itd. są już jakimś stereotypem, regułką ciągle powtarzaną przez ludzi. Przykro mi, ale tacy ludzie to widzą i sami sobie to powtarzają, a tak naprawdę powtarzanie to przez kogoś innego tylko dobija - taka prawda, przynajmniej w moim przypadku. Jak już pisałem - literki mnie nie przytulą, ani nie wytrą łez. Jak jest się sam na sam ze swoimi problemami i ranami to nie sposób o nich nie myśleć, ja myślę po to, aby ustalić jakąś przyczynę i mieć na jakiś czas spokój, ale potem to wraca i wraca i znów wraca.
Zdanie wyrwałem z kontekstu, aby pokazać, że zwyczajnie warto o tym rozmawiać, ale ciągle trzeba mieć z kim. Wyżalanie się na forum, przynajmniej mi daje bardzo mało, bo to nie zastąpi czułego uścisku kogoś kto mnie rozumie - a takiego kogoś raczej nie ma. Ja to doskonale wiem, że "musze" wyjść do ludzi, ale to nie jest takie proste. Jeśli ktoś jest sam ze sobą (na dodatek wokół ludzi) i nikt mu nie chce pomóc przekroczyć tej granicy to sam tego nie zrobi - ja nie zrobie, bo mi zbyt trudno. A robiłem w przeszłości wiele razy i wracałem tylko jeszcze bardziej poobijany niż byłem. A teraz... Teraz się boje, boje się mówić o sobie i o swoich problemach, boje się wyjść do ludzi i z każdym wyjściem jakie było ten strach jest coraz silniejszy. Masz szczęście, jano6412, że posiadasz takich przyjaciół i znajomych jakich posiadasz. Ja nie posiadam, ani normalnych znajomych, ani kolegów, ani już nawet przyjaciół - mam dość i nie potrzebuję ludzi, którzy odwracają się do mnie w potrzebie, a przychodzą tylko wtedy kiedy sami czegoś chcą, a ja głupi zawsze pomagałem. Chciałbym mieć prawdziwą przyjaciółkę z czego też chciałbym stworzyć solidny związek, ale znajomych, kolegów i koleżanek nie potrzebuję. Może to egoistyczna postawa, ale mam swoje powody, zbyt dużo razy tacy smarowali mi plecy, oczerniali i odwracali się ode mnie, przychodząc potem jak pasożyty i żywiąc się moją dobrocią. Straciłem zaufanie do ludzi i bardzo trudno jest ów zaufanie odbudować niestety - ja sobie tego nie wymyśliłem. Nawet o przyjaciół mi trudno, starannie sobie ich dobieram, może dlatego żadnego (i żadnej) nie mam. Zaufałem dwa razy komuś kto uważał się za taką osobę, dwóm osobom i moje zaufanie zostało zawiedzione - dodając bagaż doświadczeń z poprzednich znajomości... Dziekuję mi to wystarczy...
Może zastanów się w czym tkwi problem. Dlaczego wszyscy ludzie są źli,a Ty jeden taki dobry i pomocny.Cos tu jest nie tak.Wyglada na to że problem tkwi w Tobie.Może tego nie widzisz,ale warto sie zastanowić dlaczego sprawy tak sie mają?
Właśnie! Nie wszyscy ludzie są tacy sami... Ja np. nie jestem już w stanie ufać, mam do tego swoje powody i nie zaufam, ponieważ ciągle jest taki sam scenariusz. Tak samo jak nie jestem w stanie przestać użalać się nad sobą - może Ty miałeś pomoc, może nie. Ale totalne osamotnienie nie jest fajne i wolałbym użalać się z kimś i razem płakać, to szybciej by przeszło, szybciej bym zapomniał.
Ja też np. nie rzuce się w wir nauki, bo dzięki szkole mam nerwicie i inne dolegliwości dzięki czemu musze uczęszczać do psychiatry. Jestem też samoukiem i nic mnie nie zmusi, aby wrócić do budynków oświaty państwowej. Problem jest tylko jeden - papier. Mimo iż dużo umiem, sam się nauczyłem, to jednak nikt mnie nie weźmie bez papieru, ale trudno z natury jestem też buntownikiem.
Wiem kim jestem, wiem po co żyje, ale ciągle nie wiem dla kogo. Jestem dziwnym człowiekiem, aczkolwiek ludzie z którymi czasami rozmawiam próbują uświadomić mnie, że tak nie jest. A ja jestem, jestem marzycielem, romantykiem, artystystą z wyobraźnią, którą doskonale potrafię obrazować, podobno pięknie pisze, pięknie opisuje swoje często mniej piękne emocje. Kiedyś widziałem piękno w najzwyklejszych rzeczach tego świata... A teraz? Teraz z powodu samotności, moje talenty mnie opuszczają, samotność wygryza we mnie wielką pustkę, nie tylko pustkę drugiego człowieka. Żyje dla prawdziwego uczucia, bo moja filozofia mówi iż każdy człowiek żyje dla miłości i drugiego człowieka, nikt tak naprawdę nie żyje dla samego siebie - nikt, choćby nie wiem jak mocno utrzymywał takie zdanie. Ja chce stworzyć prawdziwe uczucie, może nie doskonałe, ale bliskie ideałowi - też z kłótniami i konfliktami, ale nie bezsensownymi, a pogłębiającymi uczucie. I dlatego ja mimo iż często mówie ludziom pare nie miłych rzeczy, to NIGDY ich nie opuszczam, a staram się pomóc w tym co faktycznie wymaga poprawy. Wiem kim jestem i po co żyje, ale dla kogo?
nie odbieraj tego jak ataku,ale są ludzie którzy przeżyli prawdziwe tragedie i żyją.A Ty? Nie wiem dlaczego ale mam wrażenie,że jestes cierpietnikiem.I takie użalanie sie nad sobą ,ponure uczucia to poprostu Twoja natura.
Philosoph napisał/a:Właśnie! Nie wszyscy ludzie są tacy sami... Ja np. nie jestem już w stanie ufać, mam do tego swoje powody i nie zaufam, ponieważ ciągle jest taki sam scenariusz. Tak samo jak nie jestem w stanie przestać użalać się nad sobą - może Ty miałeś pomoc, może nie. Ale totalne osamotnienie nie jest fajne i wolałbym użalać się z kimś i razem płakać, to szybciej by przeszło, szybciej bym zapomniał.
Ja też np. nie rzuce się w wir nauki, bo dzięki szkole mam nerwicie i inne dolegliwości dzięki czemu musze uczęszczać do psychiatry. Jestem też samoukiem i nic mnie nie zmusi, aby wrócić do budynków oświaty państwowej. Problem jest tylko jeden - papier. Mimo iż dużo umiem, sam się nauczyłem, to jednak nikt mnie nie weźmie bez papieru, ale trudno z natury jestem też buntownikiem.
Wiem kim jestem, wiem po co żyje, ale ciągle nie wiem dla kogo. Jestem dziwnym człowiekiem, aczkolwiek ludzie z którymi czasami rozmawiam próbują uświadomić mnie, że tak nie jest. A ja jestem, jestem marzycielem, romantykiem, artystystą z wyobraźnią, którą doskonale potrafię obrazować, podobno pięknie pisze, pięknie opisuje swoje często mniej piękne emocje. Kiedyś widziałem piękno w najzwyklejszych rzeczach tego świata... A teraz? Teraz z powodu samotności, moje talenty mnie opuszczają, samotność wygryza we mnie wielką pustkę, nie tylko pustkę drugiego człowieka. Żyje dla prawdziwego uczucia, bo moja filozofia mówi iż każdy człowiek żyje dla miłości i drugiego człowieka, nikt tak naprawdę nie żyje dla samego siebie - nikt, choćby nie wiem jak mocno utrzymywał takie zdanie. Ja chce stworzyć prawdziwe uczucie, może nie doskonałe, ale bliskie ideałowi - też z kłótniami i konfliktami, ale nie bezsensownymi, a pogłębiającymi uczucie. I dlatego ja mimo iż często mówie ludziom pare nie miłych rzeczy, to NIGDY ich nie opuszczam, a staram się pomóc w tym co faktycznie wymaga poprawy. Wiem kim jestem i po co żyje, ale dla kogo?
nie odbieraj tego jak ataku,ale są ludzie którzy przeżyli prawdziwe tragedie i żyją.A Ty? Nie wiem dlaczego ale mam wrażenie,że jestes cierpietnikiem.I takie użalanie sie nad sobą ,ponure uczucia to poprostu Twoja natura.
Czy słowa "Nie użalaj sie nad sobą" są tymi którymi najczęściej "obdarowujesz" tych którzy ewentualnie mówią ci o swoich problemach i potrzebują jakiejś pomocy ? Założę się że tak. Musisz więc być im bardzo pomocna, jak większość tych "prawdziwych przyjaciół" o których pisał philpsoph, którzy są najczęściej tylko wtedy, gdy sami czegoś chcą .
Magnolia napisał/a:Philosoph napisał/a:Właśnie! Nie wszyscy ludzie są tacy sami... Ja np. nie jestem już w stanie ufać, mam do tego swoje powody i nie zaufam, ponieważ ciągle jest taki sam scenariusz. Tak samo jak nie jestem w stanie przestać użalać się nad sobą - może Ty miałeś pomoc, może nie. Ale totalne osamotnienie nie jest fajne i wolałbym użalać się z kimś i razem płakać, to szybciej by przeszło, szybciej bym zapomniał.
Ja też np. nie rzuce się w wir nauki, bo dzięki szkole mam nerwicie i inne dolegliwości dzięki czemu musze uczęszczać do psychiatry. Jestem też samoukiem i nic mnie nie zmusi, aby wrócić do budynków oświaty państwowej. Problem jest tylko jeden - papier. Mimo iż dużo umiem, sam się nauczyłem, to jednak nikt mnie nie weźmie bez papieru, ale trudno z natury jestem też buntownikiem.
Wiem kim jestem, wiem po co żyje, ale ciągle nie wiem dla kogo. Jestem dziwnym człowiekiem, aczkolwiek ludzie z którymi czasami rozmawiam próbują uświadomić mnie, że tak nie jest. A ja jestem, jestem marzycielem, romantykiem, artystystą z wyobraźnią, którą doskonale potrafię obrazować, podobno pięknie pisze, pięknie opisuje swoje często mniej piękne emocje. Kiedyś widziałem piękno w najzwyklejszych rzeczach tego świata... A teraz? Teraz z powodu samotności, moje talenty mnie opuszczają, samotność wygryza we mnie wielką pustkę, nie tylko pustkę drugiego człowieka. Żyje dla prawdziwego uczucia, bo moja filozofia mówi iż każdy człowiek żyje dla miłości i drugiego człowieka, nikt tak naprawdę nie żyje dla samego siebie - nikt, choćby nie wiem jak mocno utrzymywał takie zdanie. Ja chce stworzyć prawdziwe uczucie, może nie doskonałe, ale bliskie ideałowi - też z kłótniami i konfliktami, ale nie bezsensownymi, a pogłębiającymi uczucie. I dlatego ja mimo iż często mówie ludziom pare nie miłych rzeczy, to NIGDY ich nie opuszczam, a staram się pomóc w tym co faktycznie wymaga poprawy. Wiem kim jestem i po co żyje, ale dla kogo?
nie odbieraj tego jak ataku,ale są ludzie którzy przeżyli prawdziwe tragedie i żyją.A Ty? Nie wiem dlaczego ale mam wrażenie,że jestes cierpietnikiem.I takie użalanie sie nad sobą ,ponure uczucia to poprostu Twoja natura.
Czy słowa "Nie użalaj sie nad sobą" są tymi którymi najczęściej "obdarowujesz" tych którzy ewentualnie mówią ci o swoich problemach i potrzebują jakiejś pomocy ? Założę się że tak. Musisz więc być im bardzo pomocna, jak większość tych "prawdziwych przyjaciół" o których pisał philpsoph, którzy są najczęściej tylko wtedy, gdy sami czegoś chcą .
Mam wrażenie że Ty i Philosoph to ta sama osoba....Nie napisałam" nie użalaj sie" tylko że taka jest twoja natura.I nie zakładaj się tak łatwo, bo przecież wcale mnie nie znasz.A dowodem na to że się mylisz jest fakt,że ja mam wielu przyjaciół.I nie jestem Twoim wrogiem.Ale Ty chyba tak odbierasz każdego człowieka.
Ja i Taksufkasz to dwie różne osoby. Bardzo możliwe, że mam taką naturę, jednakowoż nie wiesz, czy ja też nie przeżyłem prawdziwej tragedii, bo po prostu o tym nie piszę. Dokładniej nie widzę w tym sensu, bo znam odpowiedzi na moje wyżalanie się.
Co do tego, że problem tkwi we mnie, to ja to doskonale rozumiem. W życiu spotkałem takich, a nie innych ludzi, którym tak czy siak zaufałem i w potrzebie pomagałem, bo nie potrafiłem i chyba ciągle nie potrafię odmówić człowiekowi w potrzebie, jeśli mogę pomóc. Było tego jeszcze trochę i przez to wszystko teraz jestem taki jaki jestem. Zastanawiam się nad tym co jest we mnie nie tak i jedno wiem - mój błąd polegał na myśleniu iż każdy człowiek zasługuje na zaufanie i pomoc, a trafiłem na takich, którzy to perfidnie wykorzystali i często niszczyli mój światopogląd, świat mi się zawalał i kończyło się załamaniem nerwowym. Mniejsza o to - ważne jest to, że wyrobiły się we mnie pewne schematy, mam w sobie demony, których chciałbym się pozbyć, bo to sprawia, że widzę dużo podobieństw w ludziach, których spotykałem obecnie, podobieństw do tych, których znałem dawniej, złych podobieństw. To mnie automatycznie wbija w schemat... Usilnie szukam kogoś kto mógłby mi udowodnić, że jednak jest inaczej, że się mylę, że nie wszyscy ludzie są tacy, ale jak tylko przychodzę po pomoc, po rozmowę, bo moje demony nie dają mi spokoju, to właśnie wtedy zostaje zawiedziony, bo rozmowy nie ma, ani też pomocy, jest tylko odwrócenie się. To też wbija mnie w kolejny schemat gdzie niestety mam rację, a ja od bardzo dawna nienawidzę mieć racji.
Ja i Taksufkasz to dwie różne osoby. Bardzo możliwe, że mam taką naturę, jednakowoż nie wiesz, czy ja też nie przeżyłem prawdziwej tragedii, bo po prostu o tym nie piszę. Dokładniej nie widzę w tym sensu, bo znam odpowiedzi na moje wyżalanie się.
Co do tego, że problem tkwi we mnie, to ja to doskonale rozumiem. W życiu spotkałem takich, a nie innych ludzi, którym tak czy siak zaufałem i w potrzebie pomagałem, bo nie potrafiłem i chyba ciągle nie potrafię odmówić człowiekowi w potrzebie, jeśli mogę pomóc. Było tego jeszcze trochę i przez to wszystko teraz jestem taki jaki jestem. Zastanawiam się nad tym co jest we mnie nie tak i jedno wiem - mój błąd polegał na myśleniu iż każdy człowiek zasługuje na zaufanie i pomoc, a trafiłem na takich, którzy to perfidnie wykorzystali i często niszczyli mój światopogląd, świat mi się zawalał i kończyło się załamaniem nerwowym. Mniejsza o to - ważne jest to, że wyrobiły się we mnie pewne schematy, mam w sobie demony, których chciałbym się pozbyć, bo to sprawia, że widzę dużo podobieństw w ludziach, których spotykałem obecnie, podobieństw do tych, których znałem dawniej, złych podobieństw. To mnie automatycznie wbija w schemat... Usilnie szukam kogoś kto mógłby mi udowodnić, że jednak jest inaczej, że się mylę, że nie wszyscy ludzie są tacy, ale jak tylko przychodzę po pomoc, po rozmowę, bo moje demony nie dają mi spokoju, to właśnie wtedy zostaje zawiedziony, bo rozmowy nie ma, ani też pomocy, jest tylko odwrócenie się. To też wbija mnie w kolejny schemat gdzie niestety mam rację, a ja od bardzo dawna nienawidzę mieć racji.
A może na tym polega empatia,aby pomagac i nie oczekiwać wdziecznosci....Ja to robię i nie czekam na odwzajemnienie bo samo pomaganie jest dla mnie nagroda samą w sobie.Poprostu sprawia mi przyjemność. W pewnej chwili uswiadomiłam sobie jak wielu mam przyjaciół i tak mi się cie[pło na serduchu zrobiło.
Nie rozumiesz... Empatii ja mam często zbyt wiele, wiem co to jest, potrafię postawić się w sytuacji drugiej osoby, potrafię współczuć. Zawsze pomagałem bezinteresownie, bo wychodzę z założenia, że każdemu należy się pomoc kiedy tego potrzebuję i że ja też mogę kiedyś potrzebować. Tu chodzi o wzajemność - ja pomagam i liczę na to, że osoba, której pomogłem, byłem z nią w trudnych chwilach i nie uważam takiej osoby za zwykłego kolegę czy znajomego też będzie dla mnie wsparciem w trudnej chwili. Ja bardzo lubie pomagać i uszczęśliwiać ludzi, lubie widzieć uśmiech na ich twarzach - problem w tym, że ja sam siebie uszczęśliwić nie potrafię i kiedy mi smutno, to jestem sam na sam ze swoim smutkiem.
Philosoph, a może Ty nie potrafisz prosić o pomoc. Wiesz, czasami wydaje nam się, że to jest naturalne, iż jeśli my widzimy problemy bliskich nam ludzi i pomagamy, wspieramy to i oni to widzą i nie jest konieczne wyraźne mówienie o tym. Ja właśnie tak myślałam. Ale po tym co się stało w moim życiu i po późniejszych rozmowach z ludźmi, którzy byli wówczas moimi przyjaciółmi (bynajmniej ja ich tym mianem wówczas określałam, oni siebie również) dowiedziałam się, że oni nie mieli pojęcia, że jest ze mną tak źle. Oczekiwali, że im powiem, że ich potrzebuję...
Doskonale was rozumie i przykro mi z tego powodu ze nie macie nikogo, kto by wam podał pomocną dłoń. Widocznie pod tym względem jestem szczęściarzem. Z natury jestem optymistą, choć w mym życiu różnie bywało. Miałem okres w swym życiu, w którym chciałem rzucić wszystko tzn. pracę, ludzi znajomych po prostu wziąść plecak załadować kilka ubrań i iść przez świat w nieznane. Myślałem sobie niech mnie szukają mam już dość wszystkiego samotności problemów dnia codziennego i wszystkiego, co mnie otacza. Myśli czasami były jeszcze gorsze typu, po co mi żyć skoro nikomu na mnie nie zależy. Kim jestem i po co żyje?? Po co się tak męczyć czy warto?? Ale doszedłem do wniosku, że warto wziąłem się za siebie postanowiłem zmienić swe życie. Próbowałem i próbuję nadal zrobić coś, co mogłem dokonać wcześniej a nie zrobiłem i co jest możliwe do zrobienia jeszcze. Złożyłem papiery na uczelnie i studiuje postawiłem sobie poprzeczkę bardzo wysoko, bo wybrałem trudne studia ( prawo) poznałem tam wielu wspaniałych ludzi. Nawiązałem nowe znajomości i przyjaźnie poczułem się jak nowo narodzony. Odżyłem znów dostałem skrzydeł znów jestem sobą życie jest piękne!!!! Zapomniałem o wielu trudnych sprawach, jakie mnie kiedyś dołowały, więc nie mówcie, że nie da się zapomnieć, że lepiej się użalać. Zróbcie coś z sobą tak jak ja spróbujcie dokonać czegoś, co możecie, co się wam nie udało a jeszcze możecie dokonać. Rzucie się w wir nauki rozwinie swoje hobby pozwólcie innym do was dotrzeć. Jesteście poranieni ok. rozumie nie umiecie znów nikomu zaufać, ale przymnijcie do wiadomości, że każdy jest inny. Niema takich samych ludzi każdy człowiek zasługuje na danie mu szansy. Na szczęście, że niema, bo świat byłby nudny jak każdy by był taki sam i każdy byłby przewidywalny. Obudźcie się z tego koszmarnego snu powstańcie i idźcie dalej. Jak mówi Ojciec Rydzyk ( nie przepadam za nim) Alleluja i do przodu. Niech wasza młodość i werwa nie ginie w użalaniu się nad sobą w tym koszmarnym śnie, bo prześpicie życie.
Jano6412, widzisz człowiek, który został zraniony i pozbawiony w pewnym momencie życia wiary w ludzi i ufności nie nawiązuje łatwo przyjaźni. Poznaje się ludzi, którzy mogą zostać znajomymi, kumplami, ale nic więcej, żadnych przyjaźni. A na pewno nie za szybko, gdyż bada się tych wszystkich nowych ludzi, przyjaciół dobiera się bardzo starannie.
Można robić to wszystko o czym piszesz; zająć się zdobywaniem nowej wiedzy, rozwijaniem pasji, ale jest to tylko zapełnianiem pustki...
To wszystko nie zastąpi bliskiego człowieka obok... Człowieka, co do którego można mieć pewność, któremu można tak po prostu bezgranicznie zaufać... Człowieka, którego tak bardzo się pragnie mieć blisko a jednocześnie, którego obecności bardzo się boi, gdyż boimy się ponownie zaufać i zostać znów sami opatrując swe rany...
Philosoph, a może Ty nie potrafisz prosić o pomoc. Wiesz, czasami wydaje nam się, że to jest naturalne, iż jeśli my widzimy problemy bliskich nam ludzi i pomagamy, wspieramy to i oni to widzą i nie jest konieczne wyraźne mówienie o tym. Ja właśnie tak myślałam. Ale po tym co się stało w moim życiu i po późniejszych rozmowach z ludźmi, którzy byli wówczas moimi przyjaciółmi (bynajmniej ja ich tym mianem wówczas określałam, oni siebie również) dowiedziałam się, że oni nie mieli pojęcia, że jest ze mną tak źle. Oczekiwali, że im powiem, że ich potrzebuję...
Możliwe, że masz racje... Z pewnością ją masz, ja też czasem nie widzę, że ktoś potrzebuję pomocy, ale z chęcią pomagam jeśli mnie o to poprosi. Problem w tym, że jak ja proszę, to mam dziwnie uczucie, że się narzucam i wrażenie, że ktoś kogo proszę o pomoc, pomaga mi bardzo niechętnie. Już mi tak zostało z przeszłości po pewnych wydarzeniach i trudno mi się tego pozbyć, to mój kolejny demon z którym muszę walczyć, ale też potrzebuję pomocy. ![]()
Philosoph, a może Ty nie potrafisz prosić o pomoc. Wiesz, czasami wydaje nam się, że to jest naturalne, iż jeśli my widzimy problemy bliskich nam ludzi i pomagamy, wspieramy to i oni to widzą i nie jest konieczne wyraźne mówienie o tym. Ja właśnie tak myślałam. Ale po tym co się stało w moim życiu i po późniejszych rozmowach z ludźmi, którzy byli wówczas moimi przyjaciółmi (bynajmniej ja ich tym mianem wówczas określałam, oni siebie również) dowiedziałam się, że oni nie mieli pojęcia, że jest ze mną tak źle. Oczekiwali, że im powiem, że ich potrzebuję...
dokładnie.
Ludzie mają własne życie i często nie zdają sobie sparway z tego,że jestes obok i potrzebujesz ich.Trzeba im to powiedzieć
Przed chwilą dowiedziałem się, że ja pomoc wymuszam, kiedy o nią proszę. Trudno o szczerą wzajemność w dzisiejszych czasach ![]()
samotna niezapominajka... napisał/a:Philosoph, a może Ty nie potrafisz prosić o pomoc. Wiesz, czasami wydaje nam się, że to jest naturalne, iż jeśli my widzimy problemy bliskich nam ludzi i pomagamy, wspieramy to i oni to widzą i nie jest konieczne wyraźne mówienie o tym. Ja właśnie tak myślałam. Ale po tym co się stało w moim życiu i po późniejszych rozmowach z ludźmi, którzy byli wówczas moimi przyjaciółmi (bynajmniej ja ich tym mianem wówczas określałam, oni siebie również) dowiedziałam się, że oni nie mieli pojęcia, że jest ze mną tak źle. Oczekiwali, że im powiem, że ich potrzebuję...
Możliwe, że masz racje... Z pewnością ją masz, ja też czasem nie widzę, że ktoś potrzebuję pomocy, ale z chęcią pomagam jeśli mnie o to poprosi. Problem w tym, że jak ja proszę, to mam dziwnie uczucie, że się narzucam i wrażenie, że ktoś kogo proszę o pomoc, pomaga mi bardzo niechętnie. Już mi tak zostało z przeszłości po pewnych wydarzeniach i trudno mi się tego pozbyć, to mój kolejny demon z którym muszę walczyć, ale też potrzebuję pomocy.
Mam wrażenie,że Tobie potrzeba jakiejś terapii.Napewno każdy w swoim zyciu ma jakies negatywne doswiadczenia,ale to nie znaczy,że wszyscy ludzie są jednakowi. Mam wrażenie,że jestes zbyt dumny by prosić o pomoc.Tak jakby Ci sie to poprostu należało.
samotna niezapominajka... napisał/a:Philosoph, a może Ty nie potrafisz prosić o pomoc. Wiesz, czasami wydaje nam się, że to jest naturalne, iż jeśli my widzimy problemy bliskich nam ludzi i pomagamy, wspieramy to i oni to widzą i nie jest konieczne wyraźne mówienie o tym. Ja właśnie tak myślałam. Ale po tym co się stało w moim życiu i po późniejszych rozmowach z ludźmi, którzy byli wówczas moimi przyjaciółmi (bynajmniej ja ich tym mianem wówczas określałam, oni siebie również) dowiedziałam się, że oni nie mieli pojęcia, że jest ze mną tak źle. Oczekiwali, że im powiem, że ich potrzebuję...
dokładnie.
Ludzie mają własne życie i często nie zdają sobie sparway z tego,że jestes obok i potrzebujesz ich.Trzeba im to powiedzieć
Tak, tylko jeśli uważasz kogoś za przyjaciela to wydaje się, że on wie, czuje, widzi że dzieje się coś złego. A proszenie o pomoc tych bliskich ludzi wydaje się dziwne, zbędne, bo jeśli są PRZYJACIÓŁMI to po prostu są głęboko zaangażowani w nasze sprawy i z łatwością wyczują że coś jest nie tak...
Czy ja zbyt wiele wymagam od kogoś, kogo nazwę przyjacielem???
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » SAMOTNOŚĆ » mysle o samobojstwie
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026