Mieszkam u chłopaka już dosc długi czas, mieszka tam też jego siostra z mężem. Miałam z nią zawsze świetny kontakt, byłyśmy dla siebie jak siostry.
Ale kilka dni temu bardzo się zawiodłam... ![]()
Szykowałam się we wtorek do lekarza, widziałam że Justyna chodzi jakaś naburmuszona, unikała mnie...
wieczorem kiedy wrócił mój chłopak powiedział mi że ona do niego dzwoniła i poskarżyła się mu że ja siedze całymi dniami w pokoju i nic nie robię, nie posprzątam nawet, i żeby coś mi powiedział bo ona już ma tego dosc. Strasznie się wkurzyłam! Poszłam do jej pokoju i powiedziałam jej dlaczego tak mnie obgadała do mojego chłopaka, czy nie mogła mi tego powiedziec prosto w oczy?? Ona zaczęła się tłumaczyc że jesteśmy w domu we dwie bo reszta pracuje to powinnyśmy jakoś dom utrzymac, żeby było czysto bo wszyscy pracują i wracają zmęczeni. Wygarnęłam jej że przecież zawsze robię w domu porządki, pale w piecu, gotuje obiad, czy mało robię??
Bardzo mnie zabolało że tak postąpiła... w dodatlu obraziła się na mojego chłopaka że mi o tym powiedział, widocznie chciała go nastawic przeciwko mnie i żeby to on się na mnie wydarł że nic nie robię a ona miala miec czyste sumienie...
do tej pory się do mnie nie odzywa a ja do niej. Boli mnie ta sytuacja, poradzcie mi jak mam postępowac. Nie chcę się gniewac ale wciąż jest mi przykro ... to ona powinna mnie przeprosic a nie jeszcze mnie unikac i się do mnie nie odzywac. w dodatku zaraz po klotni poszla do rodzicow na dół i naskarżyla na mnie i powiedziala że się stąd wyprowadzi...
beznadziejna sytuacja