Dla mnie nowe nazwisko to nowa tożsamość. W pierwszym małżeństwie przejęłam nazwisko byłego męża. Było brzydkie, rzeczownikowe, bardzo pospolite, w dodatku charakterystyczne tylko dla Śląska. Miałam wielki problem żeby się przestawić, nie pasowało do mnie, do mojego imienia, ale dziś myślę, że mogło to być związane z tym że podświadomie nie chciałam tamtego ślubu, że sama się do niego niejako zmusiłam (bo rozsądek, bo wszystko już kupione, załatwione etc.) i odrzucałam potem wszystko co związane ze zmianą w moim życiu, zmianą stanu cywilnego.
Po rozwodzie praktycznie na drugi dzień po uprawomocnieniu się wyroku pojechałam do urzędu i wróciłam do panieńskiego. Oczywiście wiedziałam że nazwisko po eks jest moją własnością i nikt nie może mi go odebrać, ale mimo to było ono dla mnie wielkim balastem.
Moje panieńskie jest egzotyczne, krótkie, ma obcą pisownię, sprawiało mi kiedyś dużo trudu, musiałam je literować w każdym urzędzie, bibliotece czy przychodni. Ale dzisiaj mam do niego inny stosunek, to część mojego dziedzictwa, jak DNA, kolor włosów i oczu. To spadek po przodkach, po wspaniałej, dużej rodzinie. To część historii, kiedy myślę o moim nazwisku widzę tych wszystkich ludzi, ich pochodzenie, więzy krwi, to co robili w ciągu wieków, kim byli. Odtworzyłam historię rodziny praktycznie do początku XVII wieku
. Tak, moje nazwisko ma dla mnie znaczenie, określa moją tożsamość i w tej chwili nie jestem gotowa na zmianę. Mój obecny partner ma krótkie, polskie nazwisko, charakterystyczne dla tego rejonu Beskidów. Podoba mi się, ale po ewentualnym ślubie nie zmienię swojego na nie, ewentualnie dodam je jako drugi człon. Tyle tylko że moje imię i nazwisko panieńskie brzmią trochę "doniośle", poważnie, a razem z jego nazwiskiem mogą zabrzmieć komicznie. Trochę się tego boję, ale póki co o ślubie nie rozmawiamy
.