Aniaa89 obawiam się, że się nie mylisz.
Moje pytania, to kiedy się ostatnio widzieliście (w realu) i jak daleko On mieszka od Ciebie (chodzi mi oczywiście tylko o odległość)?
Mieszkamy niedaleko (może jakieś 10 km nawet nie). Widzieliśmy się w sobotę bo zgodził się iść ze mną na wspomnianą firmową imprezkę. Było bardzo kameralnie, trochę wypiłam (jakiś drink+szampan) ale tak z umiarem, nie spiłam się do nieprzytomności. Potem pół niedzieli razem, luźna rozmowa, kiedy spytałam czy się będziemy dalej jak dotychczas spotykali powiedział że przemyśli sprawę. I nic - we wtorek(od poniedziałku tylko telefon) lakoniczny jak dla mnie sms, że ma jakiś zły dzień czy nastrój...próbowałam dociekać co i jak, chciałam rozmawiać wszystko na nic. Nie zmuszam, chociaż to dla mnie piekielnie trudne bo cały czas bardzo go kocham, jednak powoli coś się zapala w mojej głowie, coś jakby niechęć do niego...że mnie odrzuca. Dać na wstrzymanie?jak kocha to się odezwie?wiem że ma jakiś problem, tylko dlaczego nie chce mi powiedzieć?
Dla mnie to wygląda tak, że po tych 5 latach w związku On się wypalił. Gdyby kochał to by wspierał, a nie się odwracał tyłkiem. No jak tak można, przecież takie warunki to topór obosieczny, mówię: nie zaliczysz to się nie spotykamy, za karę, ale karę też i sobie wymierzam, bo przecież skoro kocham to też chcę się spotykać i być blisko, no chyba, że nie kocham wtedy jest to sposób trzymania Ciebie na dystans, plusem w tej sytuacji jest fakt, że dostaniesz ten dyplom, czyli nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ale jakim kosztem.
Dziękuję Ci, że mnie rozumiesz:) czuję dokładnie to samo. Kiedy pytałam dziś, czy chce zakończenia związku nic nie powiedział. Mówił coś o jakimś wyjeździe, że on nie będzie czekał. Wyczułam jakieś zniechęcenie, jakbym nie była mu już potrzebna że nie potrzebuje czułości i pytań o samopoczucie...a nie przesadzajmy jak wysyłałam kiedyś smsa miłego dnia to chyba jest przyjemne?
Piszesz, że z Tobą to trzeba drastycznie, ja tu jednak nie widzę powodów do drastyczności, nie wiem, może np. jakbyś miała anoreksje i ta choroba zagrażałaby Twojemu życiu lub zdrowiu, to wtedy trzeba by z Tobą drastycznie, ale nie w tym przypadku. Tu sprawa jest prosta. Pierwsze podstawowe pytanie jakie powinien Ci zadać to czy chcesz zrobić te studia, czy Ci na tym zależy. Bo to przede wszystkim Ty musisz chcieć i chcieć zrobić to dla siebie, a w następnej kolejności dla niego, bo papier zostanie, a On może w każdej chwili wyparować z Twojego życia. Jeśli mówisz tak chciałabym, zależy mi na tym, to On wtedy powinien powiedzieć super, cieszę się, wiedz, że możesz liczyć na moją pomoc i wsparcie, tyle na ile będę Ci w stanie pomóc w tej nauce.
A jeśli mówisz nie, nie chcę no to się zaczyna rozmowa o przyszłości, czyli dlaczego nie, może masz inne perspektywy na przyszłość, na pracę itd.
Dochodzę do wniosku, że tak naprawdę jestem dalej w punkcie wyjścia. Kiedyś zapewniał mnie, jak jeszcze nie byliśmy oficjalnie razem, że on by się nie zastanawiał i ożenił ze mną po krótkiej znajomości. Teraz mija piąty rok i stoimy w miejscu. Ani nie mieszkamy razem, ani nie było żadnych deklaracji. Nie wiem co myśleć, czy warto przeczekać i ciągnąć ten związek do przodu czy dać sobie spokój?
Natomiast postawienie jakiegoś wymogu (ultimatum), do tego jeszcze odwrócenie się plecami i czekanie na gotowe to dla mnie nie jest ani partnerstwo, ani koleżeństwo, ani przyjaźń, a o miłości to już nie wspomnę. Drastyczność tej sytuacji polega jedynie na Twoim cierpieniu spowodowanym bezsensowną rozłąką.
Dla mnie też ta rozłąka nie ma sensu:(ciągle tęsknię, ciężko mi to wytrzymać. On pisze że kocha, ale tak jakby nie miał w sobie uczuć. Jeśli kocha naprawdę, nie wierzę że mu nie brakuje kontaktu ze mną. Ja już zaczynam mieć drobne kłopoty ze zdrowiem, bo ta sytuacja trwa już jakiś okres czasu.
Napisałaś też "zanim poznałam mojego obecnego mężczyznę to byłam "zaszczuta" przez byłego", a co robi w tej chwili obecny? Oczywiście, ktoś może powiedzieć "Cel uświęca środki" - ja wtedy powiem: na pewno nie w tym przypadku. W tym przypadku mamy do czynienia ze zwykłą manipulacją i wyrachowaniem.
Nie wiem czy będzie dobrym posunięciem powiedzenie mu tego wprost? myślę że przesadza, sądziłam że po tej imprezie zmieni zdanie, ale chyba się pomyliłam:(
Zresztą sama czujesz, że z Nim coś jest nie tak, a więc zaufaj swojej intuicji.