Mam 25 lat, moj mezczyzna 43. Mieszkamy sobie razem 2 lata. Ja kocham a on nie wiem, czasami w to watpie. Moje zycie odstawilam na bok, stalo sie nie wiem kiedy tak ze wszytsko na mojej glowie. Zalatwiam duzo rzeczy za Niego, nawet wykonuje telefony do kogos, odbieram, pilnuje, sprzedaje. On tez ma jakies zajecie typu siedzenie na gieldzie....Nie narzekam na zwiazek, dogadujemy sie , robie co chce duzo osob moglby mnie zazdroscic bo jestem dosc rozpieszczona przez Niego i sniadanko do lozka dostane i duzo prosb spelnia . Jak mnie sie chce cos gotuje jak nie to zamawiam, no ogolnie dobrze sie zyje nam. Obojgu nam to odpowiada. Ale bajka bajka, ja dorastam zaczynam myslec inaczej. Potrzebuje jakies stalosci, chodzi konkretnie o pirscionek, ale wiem ze nie dostane, nie, nie ma szans zeby sam kupil wiem to. A co to za szczescie powiedziec ze bym chciala ten i ten i by kupil, bez sens. Powoli wpadam a jakis dolek z tego powodu. On jest po rozwodzie ale pzred nim jest podzial majatku jeszcze. Wkurza mnie jak kazdy ze znajomych Jego ktorzy np sa w nowych zwiazkach sa zareczeni, brat 2 raz sie ozenil Jego a on poprostu nie moze. Czasami nawet powie ze tak fajnie jest jak jestesmy wolni. Poprostu chyba cos z dziecinstwa mi zostalo ze wiecznie bylam niepewna czegos co kochalam, wiecznie i potrzebuje zapewnienia.
No ale co mam zrobic? rozmawiac ale jak? a moze stac sie chlodna? moze wyprowadzic sie od Niego? bo spelniakm wszytskie obowiazki ale nie mam zadnych przywielejow;) Jesli chodzi o temat dzieci, kiedys nawet sam mowil ze chcialby coreczke za jakies 2 lata. Ale z biegiem czasu zaczynam myslec ze taki facet w tym wieku nigdy nie bedzie gotowy na nic juz. Zaczynam tesknic za kims w moim wieku, te pierwsze milosci, kims nie zepsutym tymi myslami o malzenstwie , taki ktory sam wychodzi z inicjawtywa, takim facecie ktory cos planuje...a tu mam pustke....
Podobne tematy
albo stosowac Jego taktyke i smiac sie i zachowywac ze jestem przeciez wolna...
uważasz , że chłopaki w Twoim wieku chętnie się zaręczają i szybciej padają w małżeństwo? nie sadze...
nie rozumie jeszcze jednego.... czy papierek w ozdobnej teczce i krążek na palcu da ci pewnosc? bo teraz jestes nie pewna bo nie masz obrączki i świstka z urzędu stanu cywilnego... wiążąc się z nim nie dogadałas się czy po rozwodzie bedzie gotowy na kolejne malzenstwo....??? postaw sie w jego sytuacji... moze on boi sie kolejnego slubu bo boi sie kolejnego rozwodu ze bedzie musial przez niego przechodzic . a rozwod nic milego
przytlacza cie jego malzenstwo...??? a predzej ci nie przeszkadzalo ze juz mial zone??? masz podane sniadanie do lozka... jestes rozpieszczana... czego jeszcze oczekujesz? myslisz ze mezowie czy narzeczeni czesciej podaja sniadania i bardziej rozpieszczaja? jestes w bledzie... tylko wyjatki to robia.... wiedzialas co cie moze czekac wiazac sie z facetem duzo starszym od siebie....
plusza 24
napewno nie czekam na cos wiecej, bo naparwde mam dobrze, kazdy powie to z boku
ale jednak cale zycie, dziecinstwo mialam ciezkie i jakos ciagle nie mam kogos pewnego przy sobie, moze ktoras zrozumie o co mi chodzi....
to skoro nie jestes pewna i nie masz pewnosci takiej na maxa to chyba problem lezy w wyborze faceta a nie kwestii slubu... bo wierz mi slub pewnosci nie daje... nawet dzieci nie daja... a jak daje slub i dzieci komus to slepa pewnosc a pozniej wielkie zdziwienie np bo maz zdradzil i odchodzi i sie w glowie nie miesci bo przeciez sa dzieci jak on moze... ale jak facet jest jaki jest to jego dzieci interesuja go tyle co zeszloroczny snieg...
no jasne że slub pewnosci nie daje, NIC NIE DAJE PEWNOSCI .
po prostu chodzi tu o Twoje podejscie, moze cos jest nie tak skoro czujesz ze mozesz go stracic, a moze kochasz za bardzo jestes uzalezniona i caly czas masz obawy ze kochana osoba odejdzie.. zupelnie niepotrzebnie, pierscionek, slub to nie sa jakies lancuhcy co skuwaja dwie osoby na stałe.
zarowno on jak i Ty za kilka lat mozecie stwierdzic 'odchodzę'.
rozmawialas z nim o tym ? moze byloby Ci lepiej gdyby powiedzial ze to z Toba chce byc ze to Ciebie wybral, chociaz z tego co tu piszesz to jasno i wyraznie wynika.
jesli potrzebujesz kgoos kto da Ci ten pierscionek i wezmie slub to poszukaj kogos innego, bo on juz sie okreslil, na to wyglada.
zgadzam sie z toba orbitko....
Rozumiem, że męczy Cię uczucie tymczasowości, że zadajesz sobie pytania kim dla niego jesteś, ile znaczysz w jego życiu. Ze czujesz też, że Twoje potrzeby niewiele znaczą dla Twojego faceta. Owszem, dobrobyt, sniadanka do łóżka są fajne, ale Ty chcesz więcej. Chcesz chyba małżeństwa, stabilizacji, dziecka. I to normalne. Twojemu mężczyźnie nic nie można zarzucić oprócz tego, że chyba nie chce się wiązać. Że doświadczył małżeńskich więzów, odzyskał wolność i ona mu smakuje.
Najwyższy czas, żebyś z nim powaznie porozmawiała. Żebyscie określili swoje oczekiwania co do siebie nawzajem. On ma potrzebę wolności, a w Tobie budzi się potrzeba "wicia gniazda". Czy da się jedno z drugim pogodzić? Nie dowiesz się jeśli o tym nie rozmawiacie.
kochana...powiem Ci tak...jeśli chcesz czegoś wiecej- powiedz! Nie czekaj az on wyjdzie z inicjatywą! Rozumiem Cie doskonale....tez do niedawna byłam w takim związku( różnica wieku ta sama i poznalismy sie jak byłam w Twoim wieku). Nie chce byc złym prorokiem....zycze aby Ci sie udało ( z NIM) bo jesli teraz mówisz,ze tęsknisz za kimś w Twoim wieku...to wierz mi- ten związek nie przetrwa! U mnie nie przetrwał- właśnie dlatego bo spotkałam kogoś w moim wieku. To było jak tchnienie nowego życia ...w moje życie! Teraz kiedy mam 35 lat a on 55 ( próbowalismy niedawno wrócic do siebie-wcześniej byłiśmy prawie 10 lat) ...to katastrofa- przynajmniej dla mnie. Kompletna rozbieznośc w oczekiwaniach,pragnieniach...wierz mi - to dopiero później jest najbardziej odczuwalne.( mój ex tez był po rozwodzie). proszę Cie zastanów sie nad tym związkiem...bo bedziesz miałą poczucie straconego czasu - jak ja....
i to ,że masz z nim dobrze.....,że jesteś troche rozpieszczana...- to naprawde nie wystarczy. moja "złota klatka" o mało mnie nie zadusiła!.
11 2011-03-14 18:21:32 Ostatnio edytowany przez Czarnuszka (2011-03-14 18:34:30)
Rozumiem Cie dokładnie bo mam można powiedziec podobną sytuacje.Jestem z partnerem dużo starszym od siebie kochamy się ,zależy nam na sobie itd. jednak gdy zaczynam snuc plany na temat ślubu to odnoszę wrażenie ze unika odpowiedzialnościi "bo dobrze jest , tak jak jest a jeśli jest dobrze to po co to zmieniac". Masz prawo oczekiwac od swojego partnera czegoś więcej to jest normalne. Dla jednych ślub czy zaręczyny są czymś zbędnym a dla innych są bardzo ważne ,ja osobiście nie uważam że zalegalizowanie związku to nie jakieś zbędne kłopoty ,papierek czy krążki na palcu . Jeżeli ktoś twierdzi że dla niego jest to obojetne , to dlaczego nie zrobi tego poważnego kroku jeśli wiemy że bliskiej nam osobie bardzo na tym zależy, że da jej to poczucie stabilności, bezpieczeństwa. Jeżeli bierze się ślub to juz bierze sie tez odpowiedzialnosc za druga osobę i nie tylko. Nie widzę w tym nic zlego ,bo co z tego ze dzis masz śniadania do lużka ,jesteś rozpieszczana, jak nie wiesz do końca czy ktoregoś dnia mu sie to nie odwidzi zbierze sie i do widzenia, bedac w zwiazku malżeńskim człowiek sie zawsze zastanowi dwa razy ,a Ty już widzisz ze oczekujesz czegos wiecej powinnaś szczerze o tym porozmawiac z partnerem powiedziec o tym wszystkim co cie uszczesliwia ale tez o tym co cie boli. Rozmowa ,rozmowa i jeszcze raz rozmowa ![]()
Dziekuje za zaintresowanie:) Bede uczestniczyc w foroum:)
czarnusza a ile WY jestescie razem? tez zaczynasz te tematy? tylko Ty:) napisz cos wiecej , chetnie przeczytamP
orbitka 26 tez sie zastanawiam czy nie jestem z tych kochajacych za bardzo, czy nie za duzo wymagam...
Mysle wlasnie chodzi o to ze dlaczego skoro spelniam wszystkie "obowiazki" nie mam miec jako kobieta jakis przywieloj:) te ktorym zalezy na pierscionku wiedza o jakie uczucie chodzi:) szczerze nawet slub, wesele moze byc w duzo pozniejszym czasie:) chce taka mala namiastke....
opowiem w skrocie moze to ma znaczenie. Wczesniej bylam z kims, mieszkal u mnie, poltora roku, mielismy razem sklepy itd, nie ukladalo sie, zostawilam Jego, przepisalam na Niego sklepy, cos co razem tworzyliismy, zostalam z niczym, nawet zabaral z domu szafke pod tv, frytkownice na ktora razem pracowalismy, nic nie chcialam przeciez Jego ale nie potrafilam nic zrobic, zostalam w punkcie wyjscia , tylko mojej pracy nie potrzebnie tyle wlozylam w ten intreses, wstawanie o 5 itd, a teraz nawet przyszedl mi rachunek za prad 2 tys zl wyrownania i co mam zrobic?
Teraz znowu. jestem z nim. Owszem teraz to ja mieszkam u Niego, teraz ja jezdze Jego samochodami, ale znowu wkladam prace w Jego rzeczy....Nie moge narzekac jesli o to chodzi bo facet nie chce mnie wykorzystac, wczesniejszy nawet jak jezdzil moim autem chcial rozliczac sie z benzyny itd obecnie jak tylko mam koniec benzyny mam zatankowane...Takie pierdoly ale nie czuje sie wykorzystywana, dba o mnie i uczuciowo i tak jak dba sie o kobiete....ale czeka nas teraz przeprowadzka za granice na inny kontynent. Moze podswiadomie boje sie ze nagle sie rozstaniemy, ze znowu zostane wykorzystana i w wieku 30 lat bede z punkcie wyjscia? Dodam mielismy dosc ostra sprzeczke pol roku temu a zostalo to we mnie....Klocilismy sie o cos bardzo telefonicznie, oboje nerwowi i powiedzialam ze nie musze tu byc i tego pilnowac i zbieram sie za 5 min a on powiedzial jak chcesz to mozesz sie zebrac szybciej niz 5 minut.....,
Opisalam, moze troche zaplatalam, nie po kolei ale moze wyciagniecie jakies wnioski czym to spowodowane:)
strach przed zmianami, wielkimi zmianami, jednak ja nadal twierdze to samo że żadne pierścionek i żaden ślub nie da pewności że on z Tobą zostanie. Jak ma być dobrze to będzie jak nie to nie będzie. A może nie do końca czujesz sie spełniona w związku dlatego tak duża zmiana Cię przeraża?
Każdy ma większe czy mniejsze kłótnie, wbrew pozorom oni też czują i są wrażliwi, nawet na punkcie pewnych tylko wypowiedzianych w złości słów. Hm naprawdę ślub niczego Ci nie zapewni, chodzi tu o pewność jego, nie dziwię się że skoro nie jesteś go pewna na dzień dziesiejszy boisz sięz robic tak duży krok.
14 2011-03-15 14:51:36 Ostatnio edytowany przez Czarnuszka (2011-03-15 14:55:43)
My jesteśmy razem ponad 2 lata ale to już nawet nie o to chodzi bo tu nie czas decyduje tak naprawdę do końca bo można ze sobą chodzic 10 lat bez ślubu poznawac się a itak nie masz gwarancji że to związek na całe życie. Można też tak jak w mojej rodzinie było po 3 miesiacach znajomości wzieli ślub i sa juz ponad 20 lat razem szczęśliwi.Na to nie ma reguły to jest jak los na loteri. Musisz brac pod uwagę to że jest jednak ta różnica wieku i byc może macie inne oczekiwania wobec siebie. Zastanów się czego Ty chcesz , czego oczekujesz , porozmawiaj o tym z partnerem. Jeśli mu na Tobie zależy to powinien to uszanowac a jednocześnie też sie określic. W końcu jest już dorosłym mężczyzna a nie nastolatkiem. My majac 20 pare lat jesteśmy bardziej pewne od nich no to coś tu jest nie tak.... Ja otwarcie rozmawiam z moim czego oczekuję , zależy mi żeby budowac wspólnie przyszłośc ale jednoczesnie nie bede rezygnowac z tego czego on już doświadczył a czego ja jeszcze nie zdążyłam poznac wogóle i powinien to uszanowac wiążąc sie z młodsza dziewczyna.
No bo chyba nie powiesz mi że Twój partner wiążąc się z Tobą nie brał pod uwage tego że po jakimś czasie bedziesz chciała czegoś wiecej , umocnic związek.
Dziewczyny moze jakas jest szansa...
Podam przyklad z dzisiaj. Bo byla rozmowa o przeprowadzdce i zazrtowalam ze chyba bedzie musial sie ozenic( wtracilam miedzy slowa) obrocil sie w moja strone bo przy komputerze byl i powiedzial spokojnie i calkiem powaznie : przeciez wiesz ze jak bedzie trzeba to napewno ale narazie sama wiesz ze nie moge i wiesz czemu ( chodzilo o to jest po rozwodzie juz 6 lat ale podzial majatku dopiero w tym roku bedzie skladal...)
Po tej wypowiedzi mysle ze chyba jednak nie boi sie az tak....i moze jakby faktycznie przyszlo codo czego nie balby sie. Ja tak to rozumie, moze zle?
6 lat.. będzie składał, dlaczego nie pójdzie już i nie złoży? dalej chce to przeciągać?
ja już się nauczyłam że słowa to tylko słowa, ważne są CZYNY.
6 lat.. będzie składał, dlaczego nie pójdzie już i nie złoży? dalej chce to przeciągać?
ja już się nauczyłam że słowa to tylko słowa, ważne są CZYNY.
Dokładnie ! Zgadzam się z orbitka . Obiecywac można wszystko , a jak zaczniesz egzewowac to żeby słowa zamieniły się w czyny to może się okazac że to były obietnice bez pokrycia.
18 2011-03-17 15:30:21 Ostatnio edytowany przez lalalalaaaa (2011-03-17 15:32:58)
6 lat poniewaz jak odszedl nie byl mu potzrebny rozwod ani podzial majatku, potem sie rozwiodl ale nie zrobil podzialu majatku ze wzgeldu na fiananse, w tym kraju tyle by go to kosztowalo ze musial pozamykac sprawy...Mimo ze Jego zona nie pracowala tam kobiety prawie wsyztsko przejmuja a z nia nie mogl sie dogadac. teraz ona ma caly dom w ktorym razem mieszkali a on chce sprzedac ten dom w ktorym my mieszkamy i odrazu sklada o podzial majatku. Tam na kobiete musisz placic nawte alimanety nawet jak dziecko dorosle. On ma syna 15 lat i chce rozegrac tak ze da jej dom wmktorym mieszka, ytrzymuje go caly czas, i pieniazki poki samego bedzie go na to stac.
nawet dzis sam zcazal bo dzwonia klienci na dom ze odrazu zalatwia tamte sprawy.
Moim zdaniem normalna potrzeba ludzka jest chec wejscia w zwiazek narzeczenski z czasem , a potem w malzenski. Tak jest od wiekow. Choc oczywiscie, nie mam tez nic do ludzi, ktorzy zyja bez slubu, im takze moze byc dobrze, o ile oboje maja takie same priorytety.
Ja sama tez nie moglabym byc z facetem wiedzac, ze chce zyc ze mna na kocia lape wiecznie. Tu chodzi o okreslenie sie. Osobiscie jestem z facetem 2 lata, jak chce to moze oswiadczyc mi sie i za 5 lat, i wiecej, jestem mloda dziewczyna, nie spieszy mi sie, ale na pewno nie zgodzilabym sie byc wiecznie bez slubu. A 5 - 7 lat na zareczyny moge czekac, bo jestesmy mlodzi, uczymy sie, dopiero zaczynamy prace [tzn ja dopiero szukam] i wiem jakie to powazne przedsiewziecie,.
Autorce raczej tez chodzi o te pewnosc, ze taki dzien nastapi. Rozumiem ja. Ma prawo chciec zareczyn, slubu i tak jak mowilam ta chec to traka normalna potrzeba czlowieka, ze moim zdaniem autorka nie musi argumentowac czemu tego chce i nie zgadzam sie z dziewczynami, ze chce tego dlatego, ze jest niepewna zwiazku. Tyle ludzi sie zeni, a nie sa niepewni zwiazku, wrecz przeciwnie ![]()
Wedlug mnie musisz powaznie z nim porozmawiac, powiedziec, ze rozumiesz, ze jest rozwiedziony i boi sie na pewno ponownego malzenstwa, zapewnic o swojej milosci, oddaniu, ale powiedz tez, ze zawsze chcialas slubu, tej stabilizacji i jest to dla Ciebie wazne i wierzysz, ze Wam sie uda. Moze wtedy cos zmieni sie i Twoj partner podejmie kroki. No, ale oczywiscie nawet jesli wtedy podejmie decyzje, ze ok bedzie slub, to moim zdaniem i tak jeszcze poczekaj w razie czego, jestes nadal mloda, a on moze bedzie potrzebowal jeszcze czasu. Nie mowie, zebys czekala dlugo, bo czekac dlugo to bys mogla, jakby on mial 20 lat czy troche ponad (np jak moj facet
) i moglby jeszcze nic byc gotowy na malzenstwo,bo w tym wieku to naturalne , tak jak wlasnie w moim zwiazku my poczekamy pewnie pare ladnych lat ale fakt ma ponad 40 lat,ale troche poczekac mozna.
Jesli jednak nie bedzie w stanie wziac z Toba slubu, nie bedzie tego chcial kategorycznie, to wtedy nie widze innego rozwiazania niz rozstania. Inne priorytety czesto sa nie do pogodzenia , a Ty zaslugujesz na takie zycie jakiego pragniesz.
No właśnie truskaweczka dobrze podkreśliła jedna ważną rzecz zreszta też o tym już pisałam kiedy się ma 20 lat to całe życie przed nami i nie musimy się śpieszyc ,jednak mając partnera starszego od siebie to raczej dziwne że on twerdzi że nie jest gotowy , i tu sie nasuwa pytanie "to kiedy bedzie? Ja młoda i wiem czego chce a on sie nie potrafi określic ? " bo dla mnie jest to co najmniej dziwne i podejrzane. Owszem można chodzic ze sobą nawet 10 lat ,ale nie w sytuacji kiedy facet jest w takim wieku.
No właśnie truskaweczka dobrze podkreśliła jedna ważną rzecz zreszta też o tym już pisałam kiedy się ma 20 lat to całe życie przed nami i nie musimy się śpieszyc ,jednak mając partnera starszego od siebie to raczej dziwne że on twerdzi że nie jest gotowy , i tu sie nasuwa pytanie "to kiedy bedzie? Ja młoda i wiem czego chce a on sie nie potrafi określic ? " bo dla mnie jest to co najmniej dziwne i podejrzane. Owszem można chodzic ze sobą nawet 10 lat ,ale nie w sytuacji kiedy facet jest w takim wieku.
On nie jest gotowy na małżeństwo i wiązanie sie własnie dlatego,że się rozwodzi!Jaka ma pewnośc,że ci sie nie znudzi za kilka lat jest sporo starszy od ciebie,ty jeszcze młoda,dojrzewasz do pewnych mysli,zmieniasz się,a jeśli za 5lat spotkasz miłośc swojego życia,zakochasz sie od pierwszego wejrzenia na zabój co wtedy?równiez uważam,że nie powinnaś sie śpieszyć z tym ślubem,on w pewien sposób nie dając ci tego chroni cię,on wie co robi wierz mi!
22 2011-03-18 16:01:08 Ostatnio edytowany przez Czarnuszka (2011-03-18 16:01:45)
Ja uważam że gdyby nie był gotowy to by jej o tym powiedział chyba tyle się jej należy nie mówimy o młodym gówniarzu tylko o dorosłym mężczyźnie i to po przejściach. Jeżeli nie jest gotowy do dojrzałych i odpowiedzialnych decyzji to czym sie sugerował wiążąc się z tak młoda osobą , przecież to logiczne że może byc tak że bedziesz oczekiwała kiedyś czegoś wiecej. Można przecież porozmawiac w tym nie widze nic złego. Będzie jasno wiedział czego pragniesz i niech też się określi.