Witam drogie Panie
Chciałam zapytać Was o zdanie, bo mam już taki kołowrotek w głowie, że chciałabym poznać inne opinie na ten temat.
Mój chłopak będzie świadkiem na ślubie swojej siostry i wspólnie z kolegami będą organizować dla pana młodego 3 wieczory kawalerskie (w różnych miastach, skąd pochodzi m.in.)
Wiem jednak, że w naszym mieście "urozmaicą" wieczór tańczącymi-rozebranymi paniami (czy też panią).
No i to jest mój problem.
Po pierwsze od zawsze i ja i on wiemy o moim zaniżonym poczuciu własnej wartości, mojej atrakcyjności itp. co oczywiście przekłada się na swoista zazdrość wobec pełnych sexappealu kobiet. A po drugie można określić mnie jako feministkę i po prostu nie przemawia do mnie idea płacenia kobiecie za rozbieranie i ocieranie się o facetów.
Mój luby tłumaczy, że to taka tradycja, że trzeba itd a kiedy mówiłam że przecież i tak dowiem się czy nie było tam "Za ostro" odpowiadał mi, że z takich wieczorów kawalerskich nic na "zewnątrz nie wychodzi".
To też jest dla mnie problem. Bo jeżeli w tej męskiej paczce panuje zmowa milczenia wobec wieczorów kawalerskich to wobec czego jeszcze? Zdrady? Przeraża mnie to ;/
Nie wiem czy Wy czujecie podobnie, ale ja po prostu WIEM, że kiedy wróci z tego wieczoru i przez następne dni będzie między nami bardzo cicho...
Ja nigdy nie miałam fantazji o zapraszaniu na swój wieczór panieński rozebranego faceta, więc boli mnie dodatkowo, że dla niego to niezastąpiony element ;/
Jakie Wy macie przeżycia i przemyślenia w tej kwestii?
Podobne tematy
Kurczę, nie wiem co bym zrobiła na Twoim miejscu... Nie pozostaje Ci nic innego jak albo mu zabronić uczestniczyć w tym wydarzeniu, co bez wątpienia popsuje relacje w waszym związku i to z Twojej winy, co on Ci nie raz podkreśli, albo przemilczeć sprawę, zacisnąć zęby i się nie wtrącać, nie dopytywać, jak było i co było. Jeśli będzie coś nie tak to zapewne poznasz to po nim, relacje między wami też się popsują ale z jego winy. Możesz mu dać kredyt zaufania, co Ci szkodzi ale bądź czujna. Jeśli Cię zawiedzie to po co Ci taki mężczyzna? Ta impreza da Ci okazję sprawdzić go i jeśli będzie ok, to facet jest wart Ciebie, jeśli będzie się dziwnie zachowywać to daj sobie z nim spokój, bo to by oznaczało, że on ma inne priorytety. A na razie się nie przejmuj. Faceci to wzrokowcy, lubią sobie popatrzeć ![]()
Hmm, no myślałam nad tym przemilczeniem, ale wiem jak to jest ze mną - milczę, milczę ale takie małe cholerstwo kiełkuje we mnie a w końcu wybucham i wtedy dopiero potrafię wyjść na idiotkę ;/
Nie wiem tez jak mu zabronić skoro jest świadkiem i będzie współorganizował imprezę, chciałabym tego uniknąć. Oczywiscie źle by to wpłynęło na nasz związek i pewnie na jego ego - co by powiedzieli kumple, prawda?
Masakra...
No ale zabronić to w sumie mu nie zabronisz, bo faceci lubią robić na złość i on by Ci pokazał "a właśnie, że pójdę i jeszcze nieźle się zabawię". Nie masz wyjścia, musisz przemilczeć. Mnie się to niezbyt udaje, najpierw postanawiam sobie, że będę milczeć ale złość we mnie narasta i w końcu nie wytrzymuję i robię z siebie idiotkę. A on się jeszcze bardziej złości. Tylko jak można znieść fakt, że umawia się z koleżanką do parku i do kawiarni? Może jestem przewrażliwiona ale ze mną na początku też się tak umawiał... Podziwiam Cię za wytrzymałość. Ja bym swojego wyrzuciła chyba na zbity pysk. Nawet teraz zastanawiam się nad rozstaniem.
Ja też nie jestem typem osoby, która potrafi milczeć i też sie tego nauczyłam, że problemy rosną, gdy się o nich nie rozmawia. Więc na pewno zacznę od rozmowy, prośby, a potem... no zobaczymy. Myslę, że na postawę którą opisałaś stać faceta, który jest pewien tego że nawet jeśli złamie bariere postawioną przez partnerkę to mu się to upiecze. A nie powinno mu się tak wydawać. Nie mówię, ze trzeba tak robić raz za razem, ale w pewnych sytuacjach trzeba się stawiać przed dylematem: którędy mamy iść i czy razem?
Skoro dla niego ważniejsza jest "tradycja" (to chyba nieodpowiednie słowo tutaj) patrzenia na gołą dupę i zdanie kolegów niż twoje uczucia i przekonania to ja bym się zastanowiła ile wart jest taki facet.
Nie mogę rozgryźć mojego chłopaka, bo (musicie uwierzyć mi na słowo) to naprawdę odpowiedzialny i czuły człowiek. Seks dla niego to nie "pieprzenie", tylko okazywanie sobie miłości. Nie mówi o kobietach "dupy" tylko z należytym im szacunkiem. Dlatego tym większa moja konsternacja w kwestii tego wieczoru... i tu jest własnie najdziwniejsza sprawa. Bo on sam nie wydaje sie być absolutnie "podjarany" tym, że zatrudnią striptizerkę. mówi o tym, jak o postawieniu karpia na wigilijnym stole - on ryb nie lubi, jeść nie będzie, ale na stole być musi
Ja nie mogę rozgryźć tej całej sytuacji. Powiem wprost, że nie widziałoby mi się, żeby mój facet gapił się na jakieś tańczące, pół-nagie kobiety. No nie wiem, może to już podchodzi pod chorobliwą zazdrość? Właściwie, w dzisiejszym świecie, gdzie na każdym kroku spotyka się jakieś roznegliżowane panny, już nie wiem, co jeszcze mieści się w granicach dobrego smaku. Bo czy 50 lat temu jakiemukolwiek mężowi przyszłoby do głowy ogłaszać takie pomysły małżonce? Pewnie nie, bo zostałby zatłuczony na miejscu. A dzisiaj mogę wyjść na przeczuloną wariatkę z kompleksami, która 'ogranicza' mężczyznę i jego naturalne potrzeby...
Wyjścia są dwa- nie zgadzasz się na "taką" wersję imprezy. On podwija ogon i się zgadza, ale jest na Ciebie wściekły i wychodzisz na tą 'złą'. On olewa Twoje zdanie i idzie, i oboje jesteście na siebie wściekli, a ciche dni się ciągną.
Drugie wyjście- przemilczasz to wszystko. Uważam, że to najgorsze wyjście, bo jestem pewna, że to będzie siedziało w zakamarkach Twojej głowy, może po imprezie będziesz niemiła, chłodna, oschła w ramach kary dla niego, aż w końcu drobiazg spowoduje, że wybuchniesz, a on nawet nie ogarnie, o co chodziło, bo przecież 'nic nie mówiłaś'.
Kompletnie jestem zamotana jak o tym myślę! ![]()
zfiesz - twoja sytuacja jest patowa bo bez względu na to co zrobisz lub nie to i tak czekają was trudne chwile. Mam wrażenie że jak sama piszesz problem nie tkwi w tym jednym wieczorze kawalerskim ale w twojej niskiej samoocenie i zazdrości. I sytuacja zaistniała teraz tylko powoduje u ciebie to że czujesz się okropnie. Moja propozycja jest taka porozmawiaj z chlopakiem i powiedz mu wprost dlaczego jest ci źle , co będziesz czuła gdy on tam pójdzie że boisz się że będziesz dla niego okropna po wszystkim bądź szczera jeśli facet naprawdę jest dojrzały i zależy mu to on sam podejmie decyzję najlepszą dla waszego związku i zrobi to sam bez czyjej kolwiek namowy i bez pretensji do kogo kolwiek. A ty zacznij pracować nad sobą nad tym że jesteś jedyna w swoim rodzaju i on jest z tobą bo tego chce i jesteś dla niego lepsza od tysięcy innych. Bo uwież nigdy nie da się upilnować nikogo jeśli chce coś zrobić to to zrobi a jeśli nie to nie. A twoja zazdrośc podyktowana porównywaniem siebie do innych kobiet spowoduje tylko spięcia i kłótnie bo zawsze ktoś w twoim mniemaniu będzie od ciebie atrakcyjniejszy jeśli sama w siebie i swoją wartość nie uwierzysz.
muszę przyznać, że potraficie wesprzeć ![]()
jesteśmy już po rozmowie, całe szczęście zrozumiał moje racje i zgodził się ze mną. Widać, co przyznaję i kajam się, nie doceniałam go należycie
w toku rozmowy padła również kwestia jego siostry, ale w kontekście poprzedniego wieczoru kawalerskiego, w którym również uczestniczył jej narzeczony - kiedy powiedział jej, że pojawiła się striptizerka, podobno się tylko roześmiała. Nie wiem jak będzie wyglądało to teraz, ale i tak widać, że należy do innego typu kobiet niż ja ![]()
co do mojego poczucia własnej wartości to wiem, że długa droga jeszcze przede mną, ale nie jest mi łatwo ze względu na pewne przeżycia, ale to temat na osobny, dłuuugi wątek ![]()
pozostała tylko kwestia, o którą sam zapytał - co ma zrobić, jeśli to nie on, tylko np. brat młodego "zafunduje" taką atrakcję - jak ma się zachować? wyjść, wyrazić swoje oburzenie czy po prostu wtedy uznajemy że to nie jego wina? przyznam, że zawahałam się...
pozostała tylko kwestia, o którą sam zapytał - co ma zrobić, jeśli to nie on, tylko np. brat młodego "zafunduje" taką atrakcję - jak ma się zachować? wyjść, wyrazić swoje oburzenie czy po prostu wtedy uznajemy że to nie jego wina?
Nie ma innej możliwości ? A może tak: "Skoro już jesteś, to cieszę sie bardzo. Nie musisz robić nic z tych rzeczy, które robisz zwykle. Siadaj z nami, na pewno nie będziesz się nudziła." Jak prawdziwy mężczyzna, tzw. dżentelmen.
Z tego, co się słyszy tu i ówdzie, to problem zdaje się leżeć w tym, że nigdy nie widomo na co się trafi. A podobno bywa różnie, alkohol, grupa, doping kompanów. Są jakies granice: nagość... bliski kontakt... dotyk... i dalej... One bywają po kolei przekraczane. I ze wpomnianą samooceną może być wtedy różnie. Chyba że komuś jest po prostu wszystko jedno, albo że oboje narzeczeni-partnerzy są siebie warci.
To w zasadzie jest tak, że jedni mówią o pewnych przeobrażeniach obyczajowych, inni o upadku moralnośći a inni wprost, że świat schodzi na psy. Ja bym tego na wszelki wypadek wcale nie nazywała. Mam swój świat i wiem, że oprócz mojego są też inne światy, ale ja wolałabym nie mieć z nimi nic wspólnego. Wolałabym, bo tak niestety nie do końca tak jest jakbym chciała. I samoocenę też mam trochę niską. Ale o tym innym razem.
W każdym bądź razie, radzę uważać.