Witam!
Z moim partnerem jestem juz 5 lat (pierwsze 2,5 roku "nielegalnie", nasza corka ma 15 miesiecy. Od niedawna dopiero trwa sprawa rozwodowa...
W czasie, kiedy nie bylam jeszcze w ciazy - byly starania o dziecko,badania, bralam hormony, zastrzyki, etc.- moj "ukochany" mieszkal jeszcze z zona i dziecmi (najbardziej ze wzgledow zawodowych - obowiazki z pracy - nas dzielilo praktycznie 500km).
Poniewaz akurat byly "te dni" - plodne - przyjechalam - wiadomo, hotel, akcje lozkowe, etc. Moj byl nieswoj, ale - nie zwrocilam na to uwagi - skupiona bylam na "celu nadrzednym"
Wczesniej z nia sypial kilka razy - wiem o tym. Ale - na czas staran osobiscie mi obiecal ze nie tknie jej wiecej, zeby nie bylo fuj!
I co sie okazalo przedwczoraj?????????? Ze ja byzkal nad ranem, mnie ok. 1300. Wyszlo na jaw w wielkiej klotni.
A JA WTEDY AKURAT ZASZLAM W CIAZE!!!!!!!!! Na sluzie z innej pani - inaczej tego nazwac nie moge. Mial, qrde, 364 dni w roku do dyspozycji, musial akurat wtedy??????
Co gorsze/tragiczniejsze - robilam test ciazowy, nie wyszedl. Moj "luby" z kolei - mial juz dosyc cyrku - olal prace, zapakowal sie i przeprowadzil do mnie. Nastepnego dnia test wyszedl pozytywnie...
Mam dziecko - chciane i planowane - przez oboje!
Nie chce osadow nad swoja osoba...tzn. nie sa nam tutaj potrzebne.
Jego "obrona" - "nie pamietam nic z tego, wiem, ze bylo niefajnie". "wypilem, nie pamietam" (guzik - po pijaku Mu nie dziala!). "przeciez sobie nie wywrozylem, ze akurat zajdziesz" (qr..a, jakby nie wiedzial, po co zarlam hormony i szprcycowalam sie zastrzykami!). I - najlepsze "zaluje ale czasu nie cofne"...
Czy wybaczyc?
Jak wybaczyc?
Jak dalej zyc?
Kocham GO. Ale - za to nienawidze. I sie brzydze...:-(
Mnie zawalil sie swiat, chyba w psychiatryku wyladuje...
Czy to jest do ogarniecia?
Bede wdzieczna za odpowiedzi...
Pozdrawiam