Witam,postanowiłam napisać ponieważ muszę o tym z kimś porozmawiać.Jestem mężatką ponad 10lat i mam dwóch synów.Właściwie w małżeństwie nigdy nie układało mi się dobrze.Wyszłam za "niego"trochę z rozsądku,był moim "pierwszym" mężczyzną,potem kiedy zaszłam w ciążę pobraliśmy się.Sytuacja w miarę czasu zaczęła się kolosalnie pogarszać,poniżał mnie,obrażał,nigdy nie powiedział dziękuję,proszę,nie pamiętam uśmiechu.Ciągle wymagał odemnie nigdy od siebie,to ja musiałam dawać...on potrafił tylko brać w każdej kwestii.Poświęciłam całą młodośc właśnie jemu,nie poszłam na studia,o których marzyłam,pracowałam po biedronkach,dzieci,szkoła i dom,wszystko na mojej głowie...płakałam po nocach,kiedyś uderzył mnie po "alkoholu",czasem popychał,już dawno tego nie robi,ale jego słowa bolą bardziej.Dzieci go kochają,jest dobrym ojcem,dlatego tkwiłam w tym wszystkim "wbrew sobie",ale dla nich.Jest mi coraz ciężej,on leczy się na depresję od 6lat,wywodzi się z patologicznej rodziny,matka właściwie do dziś ingeruje w jego życie,bez niej nie potrafi podjąć najprostrzych decyzji,oczywiście mnie o zdanie nie pyta.To ja zajmowałam sie nim kiedy miał stany lękowe,nie spałam po nocach bo bałam się o siebie i dzieci,był niepoczytalny wtedy,takie stany zdarzaja się od czasu do czasu(raz w roku),nie mamy juz przyjaciół bo on z nikim nie potrafi się dogadać,wszystkich krytykuje.Wszystko to znosiłam ze sztucznym uśmiechem na twarzy,aż do wczoraj;-)los dał mi drugą szansę i pozwolił poczuć co to jest miłośc,postawił mi na drodze wspaniałego mężczyznę,właściwie spędziliśmy ze sobą kilka godzin,ale oboje wiemy,że szukaliśmy się całe życie;-)Nigdy się tak nie czułam,obudziłam się z ogromnym uśmiechem ...czuję sie kochana,zaczynam czuć,że żyję;-)To może wydać się głupie,prawie go nie znam,nic o nim nie wiem,tylko tyle ile opowiedział o sobie,jest rozwodnikiem,ma dziecko i doskonale rozumie moją sytuację,ale my naprawde chcemy byc razem,razem robic zakupy trzymając się za ręce,chodzić na spacery,oboje tego potrzebowaliśmy,nigdy nie czuliśmy bliskości,uczucia.Nie wiem co mam zrobić,mąż nie pozwoli mi tak łatwo odejść,nie wiem do czego jest zdolny i do czego sie posunie,ale najważniejszą dla mnie teraz kwestią są dzieci,jak mam z nimi o tym rozmawiać,znam ich reakcję juz raz próbowałam odejść,serce mi krwawiło,bardzo to przeżyły,był płacz,pytania,krzyki,że nie róbmy tego,zostańmy z tatem...nie wytrzymałam tej presji rodziny,rodziców też,zostałam dla nich.Teraz kiedy mam juz swoją miłość nie cofnę się...ale jak mam się do tego zabrać,boję sie męża,martwię się o dzieci,może ktoś miał podobną sytuację?pozdrawiam
Ps.napisałam post z profilu przyjaciółki;-)
1 2011-03-05 15:01:10 Ostatnio edytowany przez motoserce (2011-03-05 15:02:11)
Podobne tematy
Odejdz!
Masz prawo do szczescia.
Juz niedlugo dzieci beda widzialy, ze to atrapa, a nie szczesliwa rodzina. A kiedys na koncu - jeszcze Tobie zarzuca, ze swoimi klotniami i tym, ze nie odeszlas - dziecinstwo im zmarnowalas.
Ja jestem dzieckiem z takiego zwiazku - nie rozstawali sie "bo dziecko". Mi Matka to niedawno dopiero opowiedziala, a jestem po 30tce.
Ja tez sie rozwiodlam kilka lat temu...
Zwiazalam sie z innym - swoj dramat przedwczorajszy tez wlasnie tutaj opisalam.
Z tego co opisalas - malzenstwo to horror. Masz prawo, pelne prawo zmienic scenariusz.
Taka jest moja opinia.
Oczywiście masz rację,ale moje dzieci są jeszcze małe mają 5 i 10lat,oczywiście kłótnie widziały nie jedną,wręcz jak zaczynał się mąż awanturować chowały sie po szafach i płakały ze strachu,ale to się zmieniło teraz staramy sie nie kłócić przy nich,więc one tak naprawdę nie widzą co się dzieje,sa zbyt małe,żeby to zrozumieć.Ja nie chcę czekać i tak juz zmarnowałam tyle lat swojego życia dla kogoś,kto nigdy nie powiedział "dziękuję"...
10-latek widzi wiecej niz mozesz przypuszczac.
Ja tylko powiedzialam, jak to wyglada z perspektywy dziecka takiego malzenstwa.
Nie docenia Twojego poswiecenia w przeszlosci. Szczesliwa matka ma szczesliwe dzieci!
Poza tym - dzieci dorosna, a co wtedy z Toba? Zyjemy dla Dzieci, ale nie tylko...
Odejdz!
Masz prawo do szczescia.
Juz niedlugo dzieci beda widzialy, ze to atrapa, a nie szczesliwa rodzina. A kiedys na koncu - jeszcze Tobie zarzuca, ze swoimi klotniami i tym, ze nie odeszlas - dziecinstwo im zmarnowalas.
Ja jestem dzieckiem z takiego zwiazku - nie rozstawali sie "bo dziecko". Mi Matka to niedawno dopiero opowiedziala, a jestem po 30tce.
Ja tez sie rozwiodlam kilka lat temu...
Zwiazalam sie z innym - swoj dramat przedwczorajszy tez wlasnie tutaj opisalam.
Z tego co opisalas - malzenstwo to horror. Masz prawo, pelne prawo zmienic scenariusz.
Taka jest moja opinia.
Jestem tego samego zdania, masz prawo do tego, byś zaznała w końcu prawdziwego szczęścia, zycie ma sie tylko jedno i warto jest przezyć je godnie i w szczęściu
dlatego trzymam kciuki i życzę wytrwałości ![]()
Może poczekaj trochę daj czas sobie zazwyczaj po jednej rozmowie nie poznasz prawdziwych zamiarów .Czesto jest tak ze ten następny mówi to co TY chcesz usłyszeć , żeby nie okazało sie ze spadłas z deszczu pod rynnę. Nie rób niczego pochopnie prawdą jest że masz prawo do szczęscia ale najpierw przekonaj sie ze to ma sens ."Co nagle to po diable"
MOTOSERCe nie pytaj czy mamy prawo byc szcześliwi...bo mamy...jednak czy mamy prawo byc szczęsliwi kosztem innych osób?Na to pytanie musimy odpowiedziec sobie sami.Wyruszyc wgłąb siebie...i tam szukac odpowiedzi...Ja stwierdzilam ze nie mam prawa byc szczęsliwa cudzym kosztem...
Wiesz w twoim przypadku to zalezy od wielu okoliczności.W jakim wieku są Twoje dzieci,czy mąż nie popadnie w jeszcze glębsza depresje,czy Twoj ukochany spelni Twoje oczekiwania,czy napewno chce byc z Toa na dobre i na zle,czy zaakceptuje Twoje dzieci,czy one zaakceptuja jego.Nam na tym forum trudno będzie odpowiedziec na te pytania.Nikt nie da ci gwarancji na udany związek z twoją nowa milością...
Czasami moze warto ruszyc w te inna nieznana podróż jaka jest nowy związek...ale pomysl...może jeszcze nie teraz...może jeszcze trochę poczekaj
MOTO wiem że cie nie pokrzepilam swoja wypowiedzią ale pisalam to z jakims żalem...przepraszam
8 2011-03-06 01:09:41 Ostatnio edytowany przez Czerepach (2011-03-06 10:45:50)
Witam,postanowiłam napisać ponieważ muszę o tym z kimś porozmawiać.Jestem mężatką ponad 10lat i mam dwóch synów.Właściwie w małżeństwie nigdy nie układało mi się dobrze.Wyszłam za "niego"trochę z rozsądku,był moim "pierwszym" mężczyzną,potem kiedy zaszłam w ciążę pobraliśmy się.Sytuacja w miarę czasu zaczęła się kolosalnie pogarszać,poniżał mnie,obrażał,nigdy nie powiedział dziękuję,proszę,nie pamiętam uśmiechu.Ciągle wymagał odemnie nigdy od siebie,to ja musiałam dawać...on potrafił tylko brać w każdej kwestii.Poświęciłam całą młodośc właśnie jemu,nie poszłam na studia,o których marzyłam,pracowałam po biedronkach,dzieci,szkoła i dom,wszystko na mojej głowie...płakałam po nocach,kiedyś uderzył mnie po "alkoholu",czasem popychał,już dawno tego nie robi,ale jego słowa bolą bardziej.Dzieci go kochają,jest dobrym ojcem,dlatego tkwiłam w tym wszystkim "wbrew sobie",ale dla nich.Jest mi coraz ciężej,on leczy się na depresję od 6lat,wywodzi się z patologicznej rodziny,matka właściwie do dziś ingeruje w jego życie,bez niej nie potrafi podjąć najprostrzych decyzji,oczywiście mnie o zdanie nie pyta.To ja zajmowałam sie nim kiedy miał stany lękowe,nie spałam po nocach bo bałam się o siebie i dzieci,był niepoczytalny wtedy,takie stany zdarzaja się od czasu do czasu(raz w roku),nie mamy juz przyjaciół bo on z nikim nie potrafi się dogadać,wszystkich krytykuje.Wszystko to znosiłam ze sztucznym uśmiechem na twarzy,aż do wczoraj;-)los dał mi drugą szansę i pozwolił poczuć co to jest miłośc,postawił mi na drodze wspaniałego mężczyznę,właściwie spędziliśmy ze sobą kilka godzin,ale oboje wiemy,że szukaliśmy się całe życie;-)Nigdy się tak nie czułam,obudziłam się z ogromnym uśmiechem ...czuję sie kochana,zaczynam czuć,że żyję;-)To może wydać się głupie,prawie go nie znam,nic o nim nie wiem,tylko tyle ile opowiedział o sobie,jest rozwodnikiem,ma dziecko i doskonale rozumie moją sytuację,ale my naprawde chcemy byc razem,razem robic zakupy trzymając się za ręce,chodzić na spacery,oboje tego potrzebowaliśmy,nigdy nie czuliśmy bliskości,uczucia.Nie wiem co mam zrobić,mąż nie pozwoli mi tak łatwo odejść,nie wiem do czego jest zdolny i do czego sie posunie,ale najważniejszą dla mnie teraz kwestią są dzieci,jak mam z nimi o tym rozmawiać,znam ich reakcję juz raz próbowałam odejść,serce mi krwawiło,bardzo to przeżyły,był płacz,pytania,krzyki,że nie róbmy tego,zostańmy z tatem...nie wytrzymałam tej presji rodziny,rodziców też,zostałam dla nich.Teraz kiedy mam juz swoją miłość nie cofnę się...ale jak mam się do tego zabrać,boję sie męża,martwię się o dzieci,może ktoś miał podobną sytuację?pozdrawiam
Ps.napisałam post z profilu przyjaciółki;-)
Koleżanko jak czytałem tego posta. To myślałem ze to pewna znam mi osoba go na pisała. Wiem że Ona tu zagląda bo i ja naszą historie tu opisałem. Dosłownie jak twoja. Różni się tym że jej mąż jest na dodatek hazardzistą. Jak chcesz to napisz maila to podam Ci do niej namiar. Bardzo bym chciał byście porozmawiali. Bardzo.
CZerepach chcialam skromnie zauwazyc ze posta powyżej pisala...kobieta a nie "koleżka"...
10 2011-03-06 10:44:44 Ostatnio edytowany przez Czerepach (2011-03-06 10:46:56)
Tak kasandra1234 masz rację. To omyłka juz poprawiona.
Dziękuję:)
zosienka8808 napisał/a:Odejdz!
Masz prawo do szczescia.
Juz niedlugo dzieci beda widzialy, ze to atrapa, a nie szczesliwa rodzina. A kiedys na koncu - jeszcze Tobie zarzuca, ze swoimi klotniami i tym, ze nie odeszlas - dziecinstwo im zmarnowalas.
Ja jestem dzieckiem z takiego zwiazku - nie rozstawali sie "bo dziecko". Mi Matka to niedawno dopiero opowiedziala, a jestem po 30tce.
Ja tez sie rozwiodlam kilka lat temu...
Zwiazalam sie z innym - swoj dramat przedwczorajszy tez wlasnie tutaj opisalam.
Z tego co opisalas - malzenstwo to horror. Masz prawo, pelne prawo zmienic scenariusz.
Taka jest moja opinia.
Jestem tego samego zdania, masz prawo do tego, byś zaznała w końcu prawdziwego szczęścia, zycie ma sie tylko jedno i warto jest przezyć je godnie i w szczęściu
dlatego trzymam kciuki i życzę wytrwałości
Dziękuję,podjęłam już pewne kroki,mam nadzieję,że przetrwam;-)
Może poczekaj trochę daj czas sobie zazwyczaj po jednej rozmowie nie poznasz prawdziwych zamiarów .Czesto jest tak ze ten następny mówi to co TY chcesz usłyszeć , żeby nie okazało sie ze spadłas z deszczu pod rynnę. Nie rób niczego pochopnie prawdą jest że masz prawo do szczęscia ale najpierw przekonaj sie ze to ma sens ."Co nagle to po diable"
Oczywiście masz rację,wiem to,ale chcę wierzyć,że mówi prawdę on jest z podobnego związku,doskonale się rozumiemy,nie możemy przetrwać nawet godziny,żeby ze sobą nie rozmawiać.Wszystkie te słowa maja na mnie ogromny wpływ na moje serce,leczą moje rany i zapłakana duszę,czuję że szczęście i miłośc od pierwszego wejrzenia jest tym co obecnie do niego czuję.
MOTOSERCe nie pytaj czy mamy prawo byc szcześliwi...bo mamy...jednak czy mamy prawo byc szczęsliwi kosztem innych osób?Na to pytanie musimy odpowiedziec sobie sami.Wyruszyc wgłąb siebie...i tam szukac odpowiedzi...Ja stwierdzilam ze nie mam prawa byc szczęsliwa cudzym kosztem...
Wiesz w twoim przypadku to zalezy od wielu okoliczności.W jakim wieku są Twoje dzieci,czy mąż nie popadnie w jeszcze glębsza depresje,czy Twoj ukochany spelni Twoje oczekiwania,czy napewno chce byc z Toa na dobre i na zle,czy zaakceptuje Twoje dzieci,czy one zaakceptuja jego.Nam na tym forum trudno będzie odpowiedziec na te pytania.Nikt nie da ci gwarancji na udany związek z twoją nowa milością...
Czasami moze warto ruszyc w te inna nieznana podróż jaka jest nowy związek...ale pomysl...może jeszcze nie teraz...może jeszcze trochę poczekajMOTO wiem że cie nie pokrzepilam swoja wypowiedzią ale pisalam to z jakims żalem...przepraszam
.
Nie przepraszaj;-)Masz na myśli,że moje szczęście bedzie kosztem moich dzieci,myślę o tym bezustannie,właśnie o nich(5 i 10lat),ale czy juz nie dośc tych poświęceń?tyle lat noszenia maski na twarzy i udawania przed dziećmi że sie kochamy,kiedy one tak naprawdę widzą,że tej prawdziwej miłości nie ma,inaczej nie zadawałby pytań typu"tatusiu dlaczego nie przytulisz mamy gdy płacze?.
Dzieci w tej kwestii są dla mnie najważniejsze,bardzo je kocham,liczę sie z tym,że w jakis sposób będą cierpiały(przez moje szczęście),ale to minie(mam nadzieję).
Jeśli chodzi o ukochanego,czy spełni moje oczekiwania?nie wiem,dlatego cały czas o tym rozmawiamy,jacy jesteśmy,opowiadamy o naszych reakcjach w różnych sytuacjach,o kłopotach jakie mnie czekają w zawiązku z odejściem od męża,o moich dzieciach(on ma córkę 3,5),często rozmawiamy o dzieciach,on w żaden sposób nie chce ich skrzywdzić,daje mi czas,słucha...nie mam wątpliwości co do niego jako przyszłego partnera i liczę sie z tym,że każdy ma jakieś wady,swoje przyzwyczajenia,ale wierzę,że prawdziwa i szczerą miłością zwycięzymy wszystkie przeciwności,razem;-).
motoserce napisał/a:Witam,postanowiłam napisać ponieważ muszę o tym z kimś porozmawiać.Jestem mężatką ponad 10lat i mam dwóch synów.Właściwie w małżeństwie nigdy nie układało mi się dobrze.Wyszłam za "niego"trochę z rozsądku,był moim "pierwszym" mężczyzną,potem kiedy zaszłam w ciążę pobraliśmy się.Sytuacja w miarę czasu zaczęła się kolosalnie pogarszać,poniżał mnie,obrażał,nigdy nie powiedział dziękuję,proszę,nie pamiętam uśmiechu.Ciągle wymagał odemnie nigdy od siebie,to ja musiałam dawać...on potrafił tylko brać w każdej kwestii.Poświęciłam całą młodośc właśnie jemu,nie poszłam na studia,o których marzyłam,pracowałam po biedronkach,dzieci,szkoła i dom,wszystko na mojej głowie...płakałam po nocach,kiedyś uderzył mnie po "alkoholu",czasem popychał,już dawno tego nie robi,ale jego słowa bolą bardziej.Dzieci go kochają,jest dobrym ojcem,dlatego tkwiłam w tym wszystkim "wbrew sobie",ale dla nich.Jest mi coraz ciężej,on leczy się na depresję od 6lat,wywodzi się z patologicznej rodziny,matka właściwie do dziś ingeruje w jego życie,bez niej nie potrafi podjąć najprostrzych decyzji,oczywiście mnie o zdanie nie pyta.To ja zajmowałam sie nim kiedy miał stany lękowe,nie spałam po nocach bo bałam się o siebie i dzieci,był niepoczytalny wtedy,takie stany zdarzaja się od czasu do czasu(raz w roku),nie mamy juz przyjaciół bo on z nikim nie potrafi się dogadać,wszystkich krytykuje.Wszystko to znosiłam ze sztucznym uśmiechem na twarzy,aż do wczoraj;-)los dał mi drugą szansę i pozwolił poczuć co to jest miłośc,postawił mi na drodze wspaniałego mężczyznę,właściwie spędziliśmy ze sobą kilka godzin,ale oboje wiemy,że szukaliśmy się całe życie;-)Nigdy się tak nie czułam,obudziłam się z ogromnym uśmiechem ...czuję sie kochana,zaczynam czuć,że żyję;-)To może wydać się głupie,prawie go nie znam,nic o nim nie wiem,tylko tyle ile opowiedział o sobie,jest rozwodnikiem,ma dziecko i doskonale rozumie moją sytuację,ale my naprawde chcemy byc razem,razem robic zakupy trzymając się za ręce,chodzić na spacery,oboje tego potrzebowaliśmy,nigdy nie czuliśmy bliskości,uczucia.Nie wiem co mam zrobić,mąż nie pozwoli mi tak łatwo odejść,nie wiem do czego jest zdolny i do czego sie posunie,ale najważniejszą dla mnie teraz kwestią są dzieci,jak mam z nimi o tym rozmawiać,znam ich reakcję juz raz próbowałam odejść,serce mi krwawiło,bardzo to przeżyły,był płacz,pytania,krzyki,że nie róbmy tego,zostańmy z tatem...nie wytrzymałam tej presji rodziny,rodziców też,zostałam dla nich.Teraz kiedy mam juz swoją miłość nie cofnę się...ale jak mam się do tego zabrać,boję sie męża,martwię się o dzieci,może ktoś miał podobną sytuację?pozdrawiam
Ps.napisałam post z profilu przyjaciółki;-)Koleżanko jak czytałem tego posta. To myślałem ze to pewna znam mi osoba go na pisała. Wiem że Ona tu zagląda bo i ja naszą historie tu opisałem. Dosłownie jak twoja. Różni się tym że jej mąż jest na dodatek hazardzistą. Jak chcesz to napisz maila to podam Ci do niej namiar. Bardzo bym chciał byście porozmawiali. Bardzo.
Mój mąż nie jest hazardzistą,ale tyle forum zwiedziłam i spotkałam się z niejedną podobną historią do mojej;-(
Chętnie porozmawiam z kobietą,która przeżywa to co ja.
MOTO widze że wiesz co robisz...wszystko przemyslałas,jest w Tobie tyle wiary...a co do dzieci to faktycznie przywykna,Jesli zobacza ze mama jest dopiero teraz szczesliwa,pogodna ,usmiechnieta,zrozumieją....W takim razie idź i walcz o swoje szczęscie i miłośc!
Goraco zycze powodzenia ![]()
Mam wielki dylemat.Jestem z partnerem 10 lat mamy corke 4 letnia.Napoczatku bylo wszystko oki,ale od jakiegos(2 lat) czasu nie jestem z nim szczesliwa irytuje mnie,coraz czesciej dochodzi do klutni,praktycznie ze soba nie ozmawiamy,w lozku nie mam zadnej satysfakcju.Sylwestra spedzmy osobno.On z kolegami a ja wole zostac z corka w domu niechce mi sie znim nigdzie wychodzie.Tak naprawde dopiero odrzywam w pracy jestem inna osoba a ino przekrocze prog domu to zaraz mnie szlak trafia.
Jakis czas temu poznalam faceta jest nam razem cudownie,chodzimy na spacery, do kawiarni,do baru spedzamy kazde przedpoludnie. Spotykamy sie juz razem 8 miesiecy moja corka go juz poznala jak raz musiala ze mna zostac w pracy rozmawiali razem kolorowali potem nawet z nim poszla do magdonalda. mowila mi potem w domu ze jest bardzo mily nawet powiedziala ze musimy go zaprosic do nas na kawe. Ostatnio zaprodonowal zebysmy razem zamieszkali oczywiscie ja i corka.Jak juz sie urzadzi czli wlasie skanczyl budowac dom i jest w trakcie wykanczania wnetrza.Na jesien juz ma sie wprowadzac i my coczywiscie tez.Ale ja nie wiem co robic.Kocham Go i wiem ze on mnie tez,ale boje sie o corke ze ona tego nie udzwignie odwroce jej swiat do gory nogami.Pomozcie
Mam wielki dylemat.Jestem z partnerem 10 lat mamy corke 4 letnia.Napoczatku bylo wszystko oki,ale od jakiegos(2 lat) czasu nie jestem z nim szczesliwa irytuje mnie,coraz czesciej dochodzi do klutni,praktycznie ze soba nie ozmawiamy,w lozku nie mam zadnej satysfakcju.Sylwestra spedzmy osobno.On z kolegami a ja wole zostac z corka w domu niechce mi sie znim nigdzie wychodzie.Tak naprawde dopiero odrzywam w pracy jestem inna osoba a ino przekrocze prog domu to zaraz mnie szlak trafia.
Jakis czas temu poznalam faceta jest nam razem cudownie,chodzimy na spacery, do kawiarni,do baru spedzamy kazde przedpoludnie. Spotykamy sie juz razem 8 miesiecy moja corka go juz poznala jak raz musiala ze mna zostac w pracy rozmawiali razem kolorowali potem nawet z nim poszla do magdonalda. mowila mi potem w domu ze jest bardzo mily nawet powiedziala ze musimy go zaprosic do nas na kawe. Ostatnio zaprodonowal zebysmy razem zamieszkali oczywiscie ja i corka.Jak juz sie urzadzi czli wlasie skanczyl budowac dom i jest w trakcie wykanczania wnetrza.Na jesien juz ma sie wprowadzac i my coczywiscie tez.Ale ja nie wiem co robic.Kocham Go i wiem ze on mnie tez,ale boje sie o corke ze ona tego nie udzwignie odwroce jej swiat do gory nogami.Pomozcie
Kochana nie masz się nad czym zastanawiać!Jesteś o tyle do przodu,że Twoja córka juz go polubiła i poznała go;-)Zastanawiasz się czy tkwić w małżeństwie dla dobra dziecka wbrew sobie?To posłuchaj mnie,ja tak tkwie od wielu lat dla dobra moich dzieci,są już duże i widzą co sie dzieje,widzą moje codzienne łzy,choć staram się je przed nimi ukrywać,widzą kłótnie,choc staramy sie zciszac ton,byłam z nim tak długo,że zdążyłam przestać całkowiecie coś czuć,może jedynie litość!Wczoraj wrócił z pracy z tulipanami i powiedział "przepraszam za te lata i obiecuję,że się zmienie,a za chwilę dodał tylko wstaw je do wody wiesz ile musiałem za nie zapłacić?".Wieczorem zaś podszedł i zapytał cytuję "dasz mi dzisiaj?...Poza tym mój mąż leczy się na depresję,jest na psychotropach,od momentu kiedy powiedziałam,że chcę sie z nim rozstac boję sie zasnąc,bo nieraz podnosił na mnie rękę i groził mi,że mnie zabije,albo siebie i będę miała spokój a dzieci rente po nim.Nawet nie wiem w którym momencie on mówi prawde,a w którym mnie straszy,boje się każdego nastepnego dnia,ale staram sie go nie prowokowac,jestem przy nim spokojna.Czeka mnie koszmar i powoli zaczynam zdawać sobie z tego sprawę,są jeszcze dzieci,boję sie o nie,to będzie dla nich dramat!
Także dziewczyno Ty sie nie zastanawiaj ...;-)chciałabym mieć takie problemy jak Twój!Szczęście na Ciebie czeka i nie wypuśc go z ręki zanim będzie za późno,córeczka zrozumie zobaczysz...przypomnij sobie dzieciństwo nic tak nas nie uszczęśliwiało jak uśmiech matki,kiedy była radosna i uśmiechnięta!
Cześć. W zasadzie Pisze tu po raz pierwszy , chodz wielokrotnie czytałam posty na temat facetów, zdrad,rozstań itp. Może Wy Mi jakoś doradzicie .Pewnie to co Napisze to nic Nowego,ale postaram się w skórcie napisać to.Otóż byłam z chłopakiem 2 lata.Bywało różnie.Raz rozstania , raz powroty.Na początku naszego związku zdradziłam Go(całowałam się z kolegą) i Mu o tym powiedziałam.Mieliśmy 3 misiące przerwy,ale wróciliśmy do Siebie.Bardzo żałowałam tej zdrady,a wiem ze nic Mnie nie usprawiedliwia,ale człowiek jest tylko człowiekiem... i każdy uczy się na błędach.Ja się na swoich nauczyłam.I przez to potem 1,5 roku siedziałam przy Nim na dupie i liczył się tylko on...był Tylko On..nie miałm i nie chciałam własnego życia ..A On.?Tak poprostu zerwał po 2 latach w Grudniu.Już 4 miesiące nie jesteśmy razem..bardzo cierpie z tego powodu..mamy kontakt z Sobą..on raz chce raz nie chce z Mną być..zapewnia że Mnie Kocha...ale dowiedziałam się od Niego Samego że spał z Inną..i to chyba nie raz.. wiem ze nie mam prawa robić mu wyrzutów,bo nie jesteśmy razem ale poco pisze Mi zę Mnie Kocha ? Umawiałam się z Nim na sex bez zobowiązań byleby chodz na chwile być z Nim ..a On Mnie po takim czymś olewał...bawił się Mną .mści się za moją zdrade ..a To było tak dawno temu
... traktuje Mnie jak zabawke i jeszcze o wszystko obwinia Mnie , chodz spał z Inną ...a ja przez te 4 miesiące nic z Nikim .. nie mam ochoty nawet patrzeć na innych ;((( Tak Bardzo go Kocham .. Ale On Mi pisze żę moja rodzina Jest patologicznaa ;( nie popatrzy na swoją..Ja mam 19 lat , On 21 ..ale wydaje mi się zę Jestem mądrzejsza od Niego.. On się odzywa do nie jak Ja zaczynam już nie myśleć o Nim .. Jak już staje na nogi ..On się odzywa a Ja lece do niego.. bo go kocham..Poniżam się..wiele razy poniżałam,a wylałm przez Niego tyle łeż.:( Nie wiem co mam zrobić .? Posze doradzcie Mi... Jak go olać ? On jakby się dowiedzial ze z Kimś spałam , dawno by Mnie znienawidził i olał..a Ja ? jeszcze się Proszę o bycie razem
Jestem bezradna
:(
Cześć. W zasadzie Pisze tu po raz pierwszy , chodz wielokrotnie czytałam posty na temat facetów, zdrad,rozstań itp. Może Wy Mi jakoś doradzicie .Pewnie to co Napisze to nic Nowego,ale postaram się w skórcie napisać to.Otóż byłam z chłopakiem 2 lata.Bywało różnie.Raz rozstania , raz powroty.Na początku naszego związku zdradziłam Go(całowałam się z kolegą) i Mu o tym powiedziałam.Mieliśmy 3 misiące przerwy,ale wróciliśmy do Siebie.Bardzo żałowałam tej zdrady,a wiem ze nic Mnie nie usprawiedliwia,ale człowiek jest tylko człowiekiem... i każdy uczy się na błędach.Ja się na swoich nauczyłam.I przez to potem 1,5 roku siedziałam przy Nim na dupie i liczył się tylko on...był Tylko On..nie miałm i nie chciałam własnego życia ..A On.?Tak poprostu zerwał po 2 latach w Grudniu.Już 4 miesiące nie jesteśmy razem..bardzo cierpie z tego powodu..mamy kontakt z Sobą..on raz chce raz nie chce z Mną być..zapewnia że Mnie Kocha...ale dowiedziałam się od Niego Samego że spał z Inną..i to chyba nie raz.. wiem ze nie mam prawa robić mu wyrzutów,bo nie jesteśmy razem ale poco pisze Mi zę Mnie Kocha ? Umawiałam się z Nim na sex bez zobowiązań byleby chodz na chwile być z Nim ..a On Mnie po takim czymś olewał...bawił się Mną .mści się za moją zdrade ..a To było tak dawno temu sad ... traktuje Mnie jak zabawke i jeszcze o wszystko obwinia Mnie , chodz spał z Inną ...a ja przez te 4 miesiące nic z Nikim .. nie mam ochoty nawet patrzeć na innych ;((( Tak Bardzo go Kocham .. Ale On Mi pisze żę moja rodzina Jest patologicznaa ;( nie popatrzy na swoją..Ja mam 19 lat , On 21 ..ale wydaje mi się zę Jestem mądrzejsza od Niego.. On się odzywa do nie jak Ja zaczynam już nie myśleć o Nim .. Jak już staje na nogi ..On się odzywa a Ja lece do niego.. bo go kocham..Poniżam się..wiele razy poniżałam,a wylałm przez Niego tyle łeż.sad Nie wiem co mam zrobić .? Posze doradzcie Mi... Jak go olać ? On jakby się dowiedzial ze z Kimś spałam , dawno by Mnie znienawidził i olał..a Ja ? jeszcze się Proszę o bycie razem sad Jestem bezradna sadsad
Witajcie podjęłam już pewne kroki ku rozstaniu,ale już na początku jest mi ciężko,mój mąż próbuje wzbudzić we mnie litość,zrobił sie kochany,dla dzieci,zabiera je wszędzie,rozmawia z nimi,śmieją się...nigdy taki nie był,boję się...już krąży w mojej głowie myśl,że skrzywdzę je wyprowadzając się,będą cierpiały,zapominam o własnym bólu.On nigdy nie miał w sobie tyle uczucia nawet do dzieci jak teraz,oczywiście ja jestem zdecydowna,ale co dzieciakami?wydaje mi się,że on zaczyna nimi manipulować,przekupić,żeby myśleli,że to ja jestem ta zła...ja odbieram im rodzinę i ojca...znienawidzą mnie,tak czuję.
MOTO Twoj mąz probuje wzbudzic w Tobie poczucie winy za rozpad malżeństwa.Nie przywiązywal wagi do tego że przez tyle lat nie robil nic żeby poprawic wasz związek.Dopiero teraz w obliczu zagrożenia,jakie jest twoje odejście z dziecmi zaczyna dostrzegac swoje blędy i stara sie je naprawić.Możliwe ze chce żebys stracila w tym momencie szanse na ponowne ulozenie sobie zycia,możliwe tez ze chce naprawic wlasne...
nie wiem jak bardzo dzieci są przywiązane do ojca ale teraz gdy tak chetnie sie nimi zajmuje to napewno ta więź bedzie silniejsza.Będzie to niewątpliwie większym problemem na twojej drodze do szczęścia.Dzieciom moze byc bardzo trudno sie pogodzić z nowa sytuacją,gdy zwiążesz sie z ze swoja milością.
Trudna sytacja.Sama nie wiem co bym zrobiła.Pewnie odlożyłabym ewentualna przeprowadzkę na jakis czas i obserwowala dalej zachowanie męża.Jeśli tak bardzo sie zmienil tylko w tym momencie,to czujac sie już "bezpieczny" wroci zapewne do swoich starych upodobań,do swojego życia dotychczas.Czas pokaże....musisz się upewnic do końca że jest su...m.
Ja rozumiem że czasami nie warto poswięcac całego swoje zycia dla dzieci,ale niestety one sa naważniejsze...
Kasandra ma rację. Stety lub niestety - to co dla Ciebie MOTOSERCE jest dobre nie znaczy, że jest również dobre dla twoich dzieci. Co nie przekreśla twoich szans na własne lepsze życie. Może twój mąż zrozumiał jak wiele ma do stracenia. Dochodzi do tego sprawa ich wzajemnych uczuć. Jeśli dzieci kochają ojca i nigdy ich nie skrzywdził, będzie to dla nich trudne do zaakceptowania. Myślę, że powinnaś skorzystać z pomocy psychologa aby pomóc im przez to wszystko przejść i samej się upewnić, że twoje decyzje są najwłaściwsze w tej sytuacji i nie spowodują zbyt wielu ran.
Tak kochane,ale nie zaznaczyłam,że to nie jest moje pierwsze odejście,dostał szansę jakieś 6lat temu,kiedy wyprowadziłam sie do rodziców,był cudowny do pewnego momentu,kiedy poczuł sie bezpieczny,za każdym razem kiedy próbuje odejśc on wie,że dzieci są dla mnie najwazniejsze i właśnie to wykorzystuje zasiewając we mnie ziarno niepewności,a może tym razem...a może tym...i tak wkółko...to prawda,dzieci go kochaja,mają z nim dobry kontakt,szczególnie młodszy,bo starszy był świadkiem wielu sytuacji,o których niedawno mi przypomniał,ale to tylko dzieci,one szybko zapominają...ja nie potrafię.Powinnam dać mu szansę?kiedy ja nic do niego nie czuję,może jedynie litośc z uwagi na jego chorobę(depresję),którą ciągle sie zasłania,a czego ja mam juz serdecznie dosyć!
W takim razie idź MOTOI ,idz za sercem,bo faktycznie mozesz stracic szanse swojego zycia...Jesli dostal juz mozliwośc poprawy swojego wizerunku (nie pisałas o tym wcześniej) i się nie zmienil,to pewnie juz nie masz na co liczyc...
Jednak tak jak napisala Anhedonia skorzystaj z pomocy psychologa żeby dzieci w miare bezbolesnie wprowadzic w nowa sytuację
Zycze powodzenia i trzymam kciuki żeby Ci sie udało ![]()
...starszy był świadkiem wielu sytuacji,o których niedawno mi przypomniał,ale to tylko dzieci,one szybko zapominają...
Jak sama napisałaś... pamiętają ![]()
Nieprawda, że dzieci szybko zapominają, czasami pamiętają przez całe życie. Czasami wyrastają na poharatane jednostki dorosłe. Moje dorosłe dzieci pamiętają - co nie znaczy, że twoje będą. Dlatego zamiast POŚPIECHU - proszę rozważ możliwość skorzystania z pomocy psychologa
Jeśli będziesz musiała odejść, jeszcze zdążysz to zrobić, po wyczerpaniu wszystkich innych środków ![]()
W takim razie idź MOTOI ,idz za sercem,bo faktycznie mozesz stracic szanse swojego zycia...Jesli dostal juz mozliwośc poprawy swojego wizerunku (nie pisałas o tym wcześniej) i się nie zmienil,to pewnie juz nie masz na co liczyc...
Jednak tak jak napisala Anhedonia skorzystaj z pomocy psychologa żeby dzieci w miare bezbolesnie wprowadzic w nowa sytuację
Zycze powodzenia i trzymam kciuki żeby Ci sie udało
BYŁAM JUŻ U PSYCHOLOGA;-)potwierdził moje przemyslenia,powinnam odejśc bez wahania,za tydzień mam zawieźć tam dzieci na jakieś badania,licze,że pomoże mi przestac myśleć,że to jednak nie ja jestem winna rozpadu małżeństwa,i pomoże rozmawiac o tym z dzieciakami;-)
Dziękuję za słowa otuchy kasandro!
Widze że jestes rozsądną kobieta MOTOSERCE.Wszystko układasz tak żeby zranic jak najmniej(dzieci).Gdyby wszyscy mieli taki podejście wchodząc w nowe związki...jestes mądrą kobieta i wiesz czego chcesz!
Motoserce, ja rozumiem, że masz dość tego małżeństwa, ale dlaczego zdecydowałaś się odejść, gdy zdradziłaś? To uczucie daje Ci siłę?
To kim stał się Twój mąż powinno wcześniej Ci podpowiedzieć dalsze działania, ale nie hipotetyczny kochanek. Ogarnij się dziewczyno. Jeśli umiesz liczyć, licz na siebie, tylko i wyłącznie.
Widze że jestes rozsądną kobieta MOTOSERCE.Wszystko układasz tak żeby zranic jak najmniej(dzieci).Gdyby wszyscy mieli taki podejście wchodząc w nowe związki...jestes mądrą kobieta i wiesz czego chcesz!
Staram się,dlatego zaczęłam od psychologa,od poukładania swoich mysli i celów,potem działania,a wszystko po to,aby dzieci ucierpiały najmniej,wiem,że będzie trudno.
Motoserce, ja rozumiem, że masz dość tego małżeństwa, ale dlaczego zdecydowałaś się odejść, gdy zdradziłaś? To uczucie daje Ci siłę?
To kim stał się Twój mąż powinno wcześniej Ci podpowiedzieć dalsze działania, ale nie hipotetyczny kochanek. Ogarnij się dziewczyno. Jeśli umiesz liczyć, licz na siebie, tylko i wyłącznie.
Basiu oczywiście,że licze na siebie,w podjęciu decyzji zmagałam sie bardzo długo,ciągle czekałam na odpowiedni moment,wciąż myślałam o chorobie męża,próbowałam i próbowałam,aż nadszedł kres,wypaliłam się i zanim nastąpią tego jakies skutki postanowiłam właśnie wziąsc sie w garść(ogarnąc się!) i zrobic pierwszy krok!mój mężczyzna to szczęście jakie mnie spotkało całkiem przypadkiem,po drodze,jest tak jak śniłam o tym,wymarzyłam go sobie i spotkaliśmy sie...nie mam zamiaru z niego rezygnowac.Tak on daje mi wsparcie,siłę,pomaga,nie pogania,analizuje wszystko ...b.ważne sa dla niego odczucia moich dzieci,nie spieszy się,jest moim ideałem!
Ja osobiście Ci kibicuje MOTO ![]()
Odejdz!
Masz prawo do szczescia.
Juz niedlugo dzieci beda widzialy, ze to atrapa, a nie szczesliwa rodzina. A kiedys na koncu - jeszcze Tobie zarzuca, ze swoimi klotniami i tym, ze nie odeszlas - dziecinstwo im zmarnowalas.
Ja jestem dzieckiem z takiego zwiazku - nie rozstawali sie "bo dziecko". Mi Matka to niedawno dopiero opowiedziala, a jestem po 30tce.
Ja tez sie rozwiodlam kilka lat temu...
Zwiazalam sie z innym - swoj dramat przedwczorajszy tez wlasnie tutaj opisalam.
Z tego co opisalas - malzenstwo to horror. Masz prawo, pelne prawo zmienic scenariusz.
Taka jest moja opinia.
Heh,ja tez spotkalam milosc mojego zycia za puzno.On zonaty ja tez w zwiazku dzieci.Zycie plata nam takie figle o ktorych nam sie nie snilo.
zosienka8808 napisał/a:Odejdz!
Masz prawo do szczescia.
Juz niedlugo dzieci beda widzialy, ze to atrapa, a nie szczesliwa rodzina. A kiedys na koncu - jeszcze Tobie zarzuca, ze swoimi klotniami i tym, ze nie odeszlas - dziecinstwo im zmarnowalas.
Ja jestem dzieckiem z takiego zwiazku - nie rozstawali sie "bo dziecko". Mi Matka to niedawno dopiero opowiedziala, a jestem po 30tce.
Ja tez sie rozwiodlam kilka lat temu...
Zwiazalam sie z innym - swoj dramat przedwczorajszy tez wlasnie tutaj opisalam.
Z tego co opisalas - malzenstwo to horror. Masz prawo, pelne prawo zmienic scenariusz.
Taka jest moja opinia.
Heh,ja tez spotkalam milosc mojego zycia za puzno.On zonaty ja tez w zwiazku dzieci.Zycie plata nam takie figle o ktorych nam sie nie snilo.
Gratuluję;-)czy zamierzasz coś z tym zrobić?
Motoserce, powiem tak:
1. Powinnaś odejść. Nie dla innego, ale dla siebie i dzieci, które tkwią w patologii.
2. Nie angażuj się od razu w związek z tym facetem. Ja rozumiem, że można poznać kogoś i od razu wiedzieć, że to ten jeden, jedyny. Sama tak mam teraz, znam to uczucie. Jestem ze swoim ponad pół roku, planujemy za rok ślub, ale widzisz ja mam ten komfort, że nie mam dzieci, więc mogę spokojnie ładować się w związek i bez problemu ten związek opuścić. Ty zaś powinnaś to przemyśleć mocno. Rozumiem, że facet jest z internetu? I pierwsze spotkanie wywarło takie wrażenie na Tobie? Czy może się mylę? Chodzi mi o to, że na początku każdy jest super, jeśli zdecydujesz się z nim zamieszkać, dzieci się do niego przyzwyczają, a Tobie się odwidzi to skrzywdzisz maluchy. Albo w drugą stronę - nie znasz go - zamieszkasz z nim, a okaże się, że on bije Twoje dzieci i wyżywa się na nich. Zanim podejmiesz taką decyzję poznaj człowieka. Daj sobie czas, bo jesteś odpowiedzialna w tym momencie nie tylko za siebie. Najważniejsze w tym momencie to uwolnić się od męża. A reszta niech przyjdzie z czasem - nie od razu. Pamiętaj, że on jest rozwodnikiem, skąd wiesz jakie są prawdziwe powody rozwodu? Wiesz to co on Ci mówi, ale pamiętaj, że jego była żona mogła być w takiej sytuacji jak Ty, a on mógł zachowywać się tak jak Twój mąż. Dlatego apeluję do Ciebie o rozwagę i ostrożność.
Bardzo mądre słowa Tisha!
Pisze na waszym forum po raz pierwszy. Ale ja jestem właśnie żoną tego niby rozwodnika tzn rozwodu nie było. Nie po raz pierwszy zostałam przez niego zdradzona, pierwszym razem mu wybaczyłam. To było w listopadzie 2010. Wybaczyłam i było cudownie. Można powiedzieć, że nosił mnie na rękach. Ale w lutym znowu zaczęło się coś psuć. Zaczął pić, robić wyrzuty i obrażać. Teraz już wiem jaka była tego przyczyna. Znowu zaczął mnie zdradzać. No i nawiązałam kontakt z ....dobrze wiecie :-), nawet się spotkałyśmy i od serca pogadałyśmy. Okazało się,że okłamywał nas obie. Nie rozumiem tylko dlaczego ją skoro zapewniał ją, że jest miłością jego życia. Ja nie wiem co o nim myśleć, dlaczego on tak się zachowuje. Miał wszystko, dom , rodzinę ale jemu było mało. Zniszczył wszystko, a po drodze zranił nie tylko mnie! Ale skoro chciał być z inną to dlaczego ode mnie po prostu nie odszedł tylko cały czas zapewniał, że mnie kocha?
Tak sobie myślę i myślę i wydaje mi się, że on po prostu lubi pożyć innym życiem. Tzn chodzi mi o to, że mówi swoim "dziewczynom" że ma firmę, a tak naprawdę jeździ na tirach, mówi, że od roku jest po rozwodzie i mieszka w hotelu a tak naprawdę mieszka ze mną. Może być kim chce i taki jest przekonywujący, że wszyscy mu wierzą. Ja dowiedziałam się o trzech dziewczynach, ale ile ich naprawdę był wie on sam. Pogmatwana historia i może chaotycznie przeze mnie opisana ale myślę że ktoś jeszcze ma coś do napisania w tej sprawie :-)
Pamiętajcie dziewczyny, że ten wasz ideał może okazać się ostatnim palantem. Bądźcie zawsze ostrożne i sprawdzajcie!!!
Ja już go pogoniłam ale jestem przekonana że on już się pociesza i bajeruje następną.
Motoserce, gdzie jesteś?
Proszę, zastanów się. Ten wspaniały nowy człowiek, też w końcu będzie taki cudowny jak dziś.
Naprawdę, mamy to na co się godzimy. Nie mamy wpływu na to co robią inni, ale mamy wpływ na to jak my reagujemy i na co pozwalamy. Zgoda na przemoc, prowadzi do przemocy.
Naprawdę nie chcę Cię ranić, ale ty na przemoc wyrażałaś poddańczą zgodę, nie walczyłaś. Skąd wiesz, że ten nowy nie powieli zwyczajów pierwszego?
Masz rodzinę, dzieci które kochają tatę, kochają mamę i tylko jednego brakuje, abyś w tym związku przestała czuć się ofiarą.
Jeśli się nie da, to odejdź. Ale NIE DLA INNEGO, ODEJDŹ DLA SIEBIE.
Ja wiem, że człowiek najskuteczniej uczy się na swoich błędach, ale też już wiem, że wtedy na naprawę jest już za późno, bo nie ma co już naprawiać.
Proszę, pomyśl, nie jesteś ważna dlatego, że ktoś inny zainteresował się Tobą, jesteś ważna, bo to jesteś TY, jedyna i niepowtarzalna, nie odnoś swojej wartości od tego jak postrzega Cię ten czy inny facet.
Moto, a masz gdzie odejsc? gdzie pojdziesz z dziecmi? do mezczyzny, ktorego nie znasz. Ja tak zrobila 2 lata temu. Milosc od pierwszego wejrzenia, wyprowadzialm sie do niego za granice! na szczescie mam tu mame bo bym wyladowala pod mostem tak mnie kochal. A tez odbieralismy na tych samych falach ba 2 polowki tzw. Tez slyszalam ze Bog nas sobie zeslal. No ale moze tylko ja mam pecha. Niemniej nie odchodz do niego, badz niezalezna w razie czego. Wszystko dobrze przemysl.