Witam serdecznie
Jakiś czas temu mąż powiedział mi, że mnie zdradzał przez pół roku i będzie miała dziecko z kochanką.
Świat mi się zawalił. Myslałam, że jesteśmy dobrym małżeństwem, z jakimś niedużym kryzysem. Jaka ja byłam głupia! Czułam, ze coś się dzieje, ale wypierałam wszystkie myśli o innej kobiecie. Głupia, naiwna. Bardzo kochałam męża i wierzyłam we wszystko co mówił. Nigdy wcześniej, nie złapałam go na kłamstwie. Nie miałam więc podstaw, żeby mu nie wierzyć.
Zostałam z nim. Mąż bardzo żałuje zdrady. Codziennie stara się, żebym znowu mu zaufała i pokochała. Myśle, że nadal jest dla mnie kims ważnym, jednak w środku czuję się jakbym była jakaś odrętwiała. Tak jakbym była zmknięta w jakiejś szczelnej beczce. Nie dochodzi do mnie co się stało, nie umiem śmiać się, cieszyc, płakać, złościć -nie wiem co się dzieje ze mną.
Byliśmy u psychologa. Jednak Pani psycholog, podeszła do tematu bardzo lajtowo. Stwierdziła, że zdrada w naszych czasach jest jak "rak". Zbagatelizowała zupełnie moje wątpliwości. Stwierdziła, że jesteśmy dobrym związkiem i musimy dbać o niego. Zignorowała zdrade i dziecko.
Musiałam się wygadać. Ciężko mi z całą tą chorą sytuacją.