Moja samotność jest trochę inna niż ta, którą tu opisujecie. Piszecie, że brak Wam znajomych itd. Mi brakuje bliskości, kogoś do kochania. Ale wiecie co? ostatnio postanowilam przestac sie martwic jak dlugo jeszcze i co bedzie dalej. Zaczęłam doceniać to co już mnie otacza i choć to nie jest szczyt marzen to po prostu jest.
Mam tylko jeden problem, z ktorym nie potrafie sobie poradzic. Wyglada to tak ze gdzie jestem "rozgladam sie", obserwuje i zastanawiam "czy to ten czy tamten?", choć z góry wiem, że to pewnie ani ten ani tamten. Ogarnal mnie taki lek, ze moge cos przegapic, czegos nie zauwazyc. Mam tez takie poczucie ze kazdy wieczor/dzien spedzony w domu to stracony czas, bo jak to juz tysiace razy slyszalam w domu nikogo nie poznam. Co mam zrobic zeby po prostu zyc? przeciez chyba jak ma cos byc, jak ma ktos byc to bedzie. Nie da sie tego zaplanowac i nie robi roznicy czy w pt bede w domu czy w sob, czy na imprezie bede w sr czy w czw...Boje sie ze wpadam w jakas paranoje. Nie dostrzgam na horyzoncie nikogo interesujacego i desperacko go szukam w otoczeniu blizszym i dalszym. Jak sobie z tym radzic? Co robic?
Podobne tematy
Nie wiem jak... po prostu sie rozgladaj dalej i b. uwaznie, moze spotkasz kogos intersujacego. Na sile nie da sie kogos znalezc i pokochac. Czasem takie poszukiwanie trwa b. dlugo.....a czasem nie....
Może zbyt szybko oceniasz ludzi,przypinasz etykietki.I w ten sposób nie dajesz szansy ani sobie ani drugiemu człowiekowi.Przecież spotykając drugiego człowieka nie musimy zakładać że to ten jedyny.
Relacje między ludzkie mogą być różne.Czasem wybuchają szybkim i nagłym ogniem i szybko gaśnie.Najlepiej jest rozniecać ogień,zatroszczyć się o rozpałke,przykucnąć na chwilkę ochronić dłonią maleńki płomyk aby nagły powiew wiatru nie ugasił to co już mamy...
Desperacja, determinacja czy lęk przed samotnością- nie ważne jaką etykietke przypniemy temu uczuciu, ja iwem jedno nie chce być samotna i nie ważne czy jestem zdesperowana czy zdeterminowana i wcale sie tego nie wstydze. Umawiam sie na randki internetowe ( na razie brak konkretnych rezultatów, ale nie trace nadziei).
Nie jest mi lekko, samotność mnie czasem bardzo przytłacza i poczucie beznadziejnej pustki, czasem mam wrazenie, że mój czas już minął i nigdy już nikogo nie znajde.
NiobeXXX masz rację, nikt nie chce być sam, nawet Ci co twierdzą, że bycie singlem jest fajne, w głębi serca marzą o tej jednej osobie.
Podziwiam Cię za odwagę umawiania się na randki przez neta, ja bym się chyba bała. Poza tym właśnie ja mam dość tego całego "polowania", tej presji.Chciałabym po prostu sobie żyć, nie zastanawiać się i po prostu kogoś spotkać. Tylko ze ja mam prawie 22 lata i pewnie od wielu ludzi usłyszałabym ze jestem jeszcze baardzo młoda i mogę mieć takie podejście.
Sama bardzo pilnuje się żeby nie dopuszcząc jakiś negatywnych myśli, i Ty też nie możesz myśleć że Twój czas już minąl no bo przecież póki żyjemy to nasz czas trwa. Nie znamy dnia ani godziny. Tylko szkoda że wymaga się od nas nadludzkiej cierpliwości...
Ja mam w tym roku 24 lata...i jestem sama. nie jest mi wesolo,ale co zrobic?
Jakoś sobie zyje, z lekka nadzieja,ze spotkam TEGO jedynego;)
Moja nadzieja powoli wygasa ![]()
Nadzieja zawsze jest. Musisz w to wierzyć.
Moze zapisz sie na jakis kurs czegos hm?
Moze gdzies tam poznasz tego wlasciwego?
Nie załamuj sie tak odrazu.
Dokladnie!kurs to tez dobry pomysl:)ja wlasnie zapisalam sie na kurs ale zeby podniesc swoje kwalifikacje i czegos sie nauczyc.i przyznam ze w glebi duszy marze sobie ze kogos fajnego poznam mimo ze to nie jest moim celem to nie ukrywam ze bardzo bym chciala poznac tego jedynego:)ale nie panikuje.uwazam ze to co ma byc to bedzie;)
No nie mozna panikowac,bo to nie wrózy nic dobrego.
Trzeba wyjsc na ludzi,odzyc itd.
Ja od kwietnia ide na korepetycje z ang.,bo az wstyd ale ja nic a nic nie umiem w tym jezyku:(
Przynajmniej jakis plus bedzie z tego,ze jestem sama.Bo jak sie ma kogos to nie ma sie na nic czasu;)
A teraz trzeba korzystac z tego!
I wy tez!
Ostatnio na imprezie moja dużo mlodsza koleżanka ciągnęła mnie od klubu do klubu w poszukiwaniu facetów. Stwierdziłam więc, że skoro dl amnie ciągle na imprezie najważniejsza jest zabawa, taniec, to nie jest jednak jeszcze ze mną tak źle
Jednak zdystansowanie się do tematu idzie mi kiepsko. Praktycznie w każdej minucie czuję smutek z powodu swojej samotności i wracam do przeszłości w poszukiwaniu błędów... Obawiam się, że jak tak dalej pójdzie do bez "prozacu" się nie obędzie - nie chcę stać się zgorzkniałą starą panną!
Wiem o co ci chodzi Aga30. Bo czlowiek boi sie samotnosci. Tez tak mam.
Ale po prostu musimy isc do przodu i jakos zyc nadzieja,ze moze to jest ten dzien gdzie poznamy tego jedynego:)
Ja jak konczylam zwiazek to zylam nadzieja,ze poznam kogos lepszego...heh...i nic.DUPA po prostu DUPA!
A tearz sie okazuje,ze moj byly chyba jakas ma...Normalnie jak? Z jakiej racji jest on szczesliwy? Tym bardziej,ze to on nie byl fer...
Ja nie wiem...
Ta nasza nie sprawiedliwość!
No nie mozna panikowac,bo to nie wrózy nic dobrego.
Trzeba wyjsc na ludzi,odzyc itd.
Ja od kwietnia ide na korepetycje z ang.,bo az wstyd ale ja nic a nic nie umiem w tym jezyku:(
Przynajmniej jakis plus bedzie z tego,ze jestem sama.Bo jak sie ma kogos to nie ma sie na nic czasu;)
A teraz trzeba korzystac z tego!
I wy tez!
Święta racja.
Nie szukaj szczęścia, ono samo cię znajdzie.
To takie przysłowie, ale jakie trafne.
Wychodźcie do ludzi, a nie wiadomo kogo spotkacie.
Korzystajcie też z tego bycia singlem na swoje przyjemności i potrzeby.
Nie szukaj szczęścia, ono samo cię znajdzie
To brzmi pięknie, romantycznie, prosto, optymistycznie. Chciałabym aby to była prawda......
Co do drugiego przysłowia; wychodzcie do ludzi a niewiadomo na kogo traficie- jest akurat dosć jesne; wychodze do ludzi i trafiam na samych...nie bede już pisała jakich:)
co do planów- w czerwcu mam dość ważny egzamin- planuje go zdać.
w pażdzierniku zapisuje sie na studia podyplomowe ( całe szczęście bezpłatne, bo z dotacji UE), zastanawiam sie nad nauką kolejnego jezyka- mysle o hiszpańskim, ale nie jestem do końca pewna.
Nie wiem jak bedzie z nową pracą- ale o tym jeszcze nie mysle.
No i życiowa misja- szukanie faceta!!!!!!! to co najgorzej mi wychodzi i chyba prędzej naucze sie hiszpańskiego niż poznam kogoś normalnego:).
witam Was..postanowiłam sie zarejestrowac poniewaz zaciekawiliście mnie i to bardzo:) wczoraj stało sie cos dla mnie strasznego (dla was może cos normalnego). Dowiedziałama sie ze moja najlepsza koleznka ma kogos...i zamiast skakac do gory i cieszyc sie jej szczesciem (poniewaz tez dlugo nie mogla sobie kogos znalezc) to ja wyborazcie sobie zaczelam plakac jak dziecko...uswiadomiłam sobie ze teraz juz nawet z nia nie bede mogla nigdzie wyjsc(jak juz wyjsc to raz na kilka miesiecy) poniewaz bedzie zajeta swoim ukochanym..a ja bede siedziec w weekendy w domu z ta swiadomoscia ze kazdy w moim otczeniu kogos ma a ja dalej sama....to jest takie uzalanie sie wiem o tym ale inaczej nie potrafie sobie tego przetłumaczyc
Wiem o czy mówisz. I sie również zastanawiam czy nie popadam jakis obłęd. Chodze po ulicy i patrze na idące pary, obserwuję dziewczyny, co one mają takiego czego ja nie mam? Pozniej, popadam w komplesksy ze tu jestem nie taka, to mam za chude a to za grube. To jest paranoja! To jest usilna chęć zmiany swojego stanu. Ale czy człowiek może mieć wpływ na swoje szczęście? Myślę że w ten sposób można osiągnąć efekt odwrotny. Ale ile można czekać? Liczyć na to że samo się zmieni? Jeszcze nie znalazłam rozwiązania..
Ja byłam w podobnej sytuacji,i dla mnie ratunkiem okazala sie nowa pasja.zaczełam jeździć na rowerze,studiować nowy kierunek,robić dosłownie wszystko żeby nie stać w miejscu.Przemalowałam i przemeblowalam pokój-i wierz mi,to ogromna zmiana.Traktuj samotność jako stan przejściowy w którym masz czas na rozwijanie siebie,żeby stać się bardziej wartościową osobą.
Nie szukaj szczęście, ono samo cię znajdzie... każdy ma swoją połowkę jabłka... miłosć sama przychodzi itd. itp. Rady niby dobre, ale ciężkie do zastosowania. Mam dokładnie tak samo jak autorka posta. Każdego spotkanego chłopaka traktuję jak mojego potencjalnego partnera. To zaczyna się robić obsesją. Niby sobie powtarzam, że wolę być sama, że napewno nie będe szukać na siłę, ale w głowie cały czas siedzi ta iskierka, ze to może ten albo tamten.
To jest problem...
szczerze mowiac to nawet jakas mala ulga, ze nie jestem osamotniona w tej "obsesji". Nie mialam pojecia ze tyle dziewczyn ma podobnie. W moim otoczeniu niestety nie... same pare, albo tacy co skacza z kwiatka na kwiatek. Czasem mysle ze dlamnie juz dawno zabraklo tych kwiatkow. Na dodatek z tej desperacji ostatnio zrobilam z siebie kretynke, wyolbrzymilam kilka milych slow, za duzo nadinterpretowalam... i teraz najchetniej schowalabym sie pod ziemie.
Bo to jest tak, że przecież nikt nie powie w towarzystwie "jestem samotna i nieszczesliwa" - kazdy udaje, ze wszystko jest ok i ze tak jest mu lepiej. A tutaj na forum mozna powiedziec prawde. A prawda jest taka, ze nikt nie chce byc samotny. Chociaz ja sie juz na to nastawiam, a raczej ucze sie na to nastawiac... Wiec nie wiem...
Jedno jest pewne - za wszelka cene trzeba walczyc z obsesja.
Desperacja, determinacja czy lęk przed samotnością- nie ważne jaką etykietke przypniemy temu uczuciu, ja iwem jedno nie chce być samotna i nie ważne czy jestem zdesperowana czy zdeterminowana i wcale sie tego nie wstydze. Umawiam sie na randki internetowe ( na razie brak konkretnych rezultatów, ale nie trace nadziei).
Nie jest mi lekko, samotność mnie czasem bardzo przytłacza i poczucie beznadziejnej pustki, czasem mam wrazenie, że mój czas już minął i nigdy już nikogo nie znajde.
Nie wolno tak myśleć. Dużo ludzi nawet po 30 -stce się poznaje i budują trwałe relacje. Nie wolno poddawać się, tym bardziej, że nadal jesteś młodą kobietą. To, że nie masz nastoletniego wieku uczyń jako zaletę , pewnie wiele przeszłaś i masz sporo doświadczenia życiowego, które także przydaje się w związkach. Nie możęsz myśleć , że zawsze będziesz sama, bo złe myślenie przyciąga nieszczęscie, jest jak samo spełniajaca się przepowiednia. Mimo że jest ciężko to trzeba myślec pozytywnie.
Truskaweczko, masz racje, ale ja np mam 22 lata i nie mam zadnego wiekszego doswiadczenia, nie widze takze perspektyw na zmiane. Stad obawiam sie ze moglabym byc 30paro letnia kobieta bez przezyc, ktore by wzbogacily moja osobowosc. I co wtedy? Jak wtedy tlumaczyc sobie porazke?
Kochana Truskaweczko masz świetą racje.
Wiem, że póki "piłka w grze" to wszystko może sie zdarzyć i postanowiłam fakt, że w obecnej chwili jestem singlem traktowa jako stan przejściowy i cieszyc sie tym, ze jeszcze moge robić tylko to na co mam ochote.
Posz jeszcze "drugą świetą racje" dot. pozytywnego myślenia; wierze, ze negatywne myśli mogą sie spełniać i daltego ze wszystkich sił staram sie myśleć pozytywnie.
NiobeXXX -> z tym pozytywnym i negatywnym mysleniem trafilas w dziesiatke. Uwazam dokladnie tak samo. Ale skad znalezc sile na to by wyszukiwac tych fajnych, radosnych pozytywnych rzeczy/momentow? Mnie czasem przytlacza rzeczywistosc i nie mam sily z nia walczyc o pozytywne myslenie.
Gdy przytłacza mnie rzeczywistość poddaje sie temu uczuciu i najczęściej płacze ( nawet dostaje uzdrawiajacej histerii), emocje oczyszczają sie. zasypiam jak noworodek a następnego dnia faktycznie czuje sie jak nowonarodzona- na szczęście zły nastrój szybko mi mija.
Ale pozytywne myślenie wymaga wypracowania tego w sobie- ja dawno temu wymyśliłam sobie gre; co dziś zdarzyło mi sie miłego i nauczyłam sie czerpac radosć z drobnostek (dziś ucieszył mnie nowy błyszczyk do ust i to, ze odnalaz sie długopis do którego byłam b. przywiazana)
Powodzenia w trenowaniu pozytwnego myślenia:)
Macie racje - pozytywne myślenie, to połowa sukcesu. Dużo pomaga wmawianie sobie, że wcale nie jest źle - wkońcu człowiek zacznie sam siebie przekonywać, że ułoży się, że będzie dobrze - aż zaczyna w to wierzyć.
Ale mi też pomaga wmawianie sobie, że samej jest mi dobrze, że nie chcę nikogo spotykać. Wtedy jest mi znacznie lepiej i coraz bardziej w to wierzę...