Desperacja - co to właściwie oznacza? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Desperacja - co to właściwie oznacza?

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 179 ]

Temat: Desperacja - co to właściwie oznacza?

W różnych wątkach często przewija się słowo "desperacja" zwłaszcza w kontekście poszukiwania miłości, ale czym ona tak właściwie jest? Zdesperowaną nazywa się najczęściej osobę intensywnie poszukującą związku lub skoncentrowaną na danej konkretnej osobie, lecz czy tak naprawdę da się stworzyć dłuższą stabilną relację z kimkolwiek/osobą, do której po prostu nie pasujemy? Nie lubię tego słowa bo właściwie niezbyt je rozumiem - nie da się być z kimś na siłę, gdy na każdym kroku wychodzą różnice, niedopasowanie i myślę, że każda, nawet najbardziej "zdesperowana" osoba to prędzej czy później  zauważy i sama uzna, że to bez sensu. Dlaczego więc tak wiele osób nazywamy desperatami w negatywnym kontekście, skoro sami pewnie odpuszczą jak zauważą, że to nie to?

W wątku obok kolega opisywał próby poznawania dziewczyn na ulicy, wielu forumowiczów było zdania, że może być przez płeć piękną odbierany jak desperat - i tego również nie rozumiem. Przykładowo pójdzie z tak poznaną dziewczyną na spacer, po rozmowie stwierdzi, że to nie to i odpuści kontynuowanie znajomości, dlaczego więc nazywać go desperatem? Szansę poznania kogoś trzeba sobie przecież dawać i stwarzać, a to chyba nie desperacja?

Ciekawa jestem zdania forumowiczów na ten temat smile

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

W relacjach międzyludzkich jak dla mnie  desperacja oznacza to że bardziej kogoś interesuje fakt bycia z kimś  poznania kogoś bycia w związku niż ta konkretna osoba. Po prostu skupienie na swoich celach nie na niej.
I pomijanie  oczywistych sygnałów że że nie jest zaangażowana w podobnym stopniu.
Czyli właściwie traktowanie tej osoby przedmiotowo a nie podmiotowo.

3

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Bardzo dobrze że ten temat został podjęty.
Zgadzam się że to słowo jest teraz mocno nadużywane. Dla mnie desperacje jest wtedy kiedy jakaś osoba po zobaczeniu najmniejszej oznaki zainteresowania jest w stanie zrobić wszystko żeby tylko rozwianąć z tego relacje mimo że druga osoba robi znacznie mniej lub jest całkowicie bierna. Kluczowe jest tu szanowanie siebie, swojego czasu i swoich pieniędzy. Niestety ludzie przez to jak często mówi się o desperacji popadają w drugą skrajność i zaczynają być zbyt bierni przez co mogą zabić potencjalną relacje. Czasami po ludziach widać gołym okiem że nie radzą sobie w relacjach damsko-męskich a wtedy bardzo prawdopodobne jest że zacznie pokazywać desperacje w zachowaniu. Jeżeli chodzi o zagadywanie na ulicy czy w parkach to w samym zagadaniu ciężko nazwać zdesperowanym bo stwarza ono nową możliwość dla zagadującego i może on sobie tworzyć takie możliwości jak długo zechce. Niestety teraz takie działania kojarzą się z osobami mającymi problemy w relacjach a one z osobami zdesperowanymi. Również jestem ciekawy jak panie to widzą.

4

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Dla mnie desperacja oznaczała zawsze to nieustające "parcie na związek", przedkładanie relacji nad wszystko inne i poszukiwanie partnera za wszelką cenę. Ela słusznie zauważyła fakt pragnienia posiadania kogokolwiek, byle ta relacja była. Mniej ważne staje się to, kogo mamy, ale czy w ogóle kogoś mamy przy sobie. Poza tym pewne zachowania mogą świadczyć o desperacji, kiedy dopiero co kogoś poznajemy a ta osoba już planuje sobie wszystko dokładnie.

5 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-04-20 22:17:35)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

nie uznam kogoś za zdesperowanego przez sam fakt że zaczepi mnie na ulicy. czasami to miłe, a czasami dziwne.
taka zaczepka powinna mieć jakiś logiczny kontekst; np w sklepie ktos moze zapytać mnie o coś konkretnego, ale nie wystartować zza ucha z zaproszeniem na kawę czy przedstawieniem się. Bo wtedy mogłabym pomyśleć że jestem aresztowana czy coś w tym rodzaju.
z tego co zauważyłam to Panowie najczęściej zaczepiają na pogubionego w wielkim mieście w stylu: nie mogą kawiarni znaleźć- co teraz może i ma uzasadnienie smile
facet w masce- żle- kto chce nawiązywać znajomość z zamaskowaną osobą ?
bez maski- jeszcze gorzej- tzw "święta krowa" w obecnych czasach .
nie lepiej już iść na tzw speed dating? widzisz człowieka i wiadomo ze otwarty na nowe znajomości.

6

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Dam Ci przykład na swojej własnej osobie z przeszłości. Moje kryterium wyboru mężczyzn było takie, że umawiałam się z każdym, który zaproponował mi spotkanie. W 100 procentach mezczyzni ci nie podobali mi się, charakterologicznie też było różnie, często zmuszałam się do spotkań, choć nie chciałam,  bo bałam się, że zaprzepaszcze okazję spotkania miłości, uważałam też, że każdemu należy się szansa. Pozwolalam się im czasem dotykać , brać za rękę, chociaż brało mnie obrzydzenie, ale nie chciałam być niegrzeczna mowiac"zabierz reke". Żadnemu nigdy nie odmówiłam ( jedynie żonatym z internetu , albo takim, którzy chcieli tylko seksu i nic poza tym).
Uważam, że to była desperacja level hard, której mało kto jest w stanie sprostać.

7

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Ela210 napisał/a:

W relacjach międzyludzkich jak dla mnie  desperacja oznacza to że bardziej kogoś interesuje fakt bycia z kimś  poznania kogoś bycia w związku niż ta konkretna osoba. Po prostu skupienie na swoich celach nie na niej.

Tu mnie nurtuje pytanie postawione przeze mnie w temacie - czy da się tak być z kimś nie zważając, kim ta osoba jest? Przecież każdego dnia, każdej godziny, mogą wychodzić różnice nie do pogodzenia... Moim zdaniem to by długo nie potrwało, nie wierzę, że niedopasowanie nie zaczyna każdego prędzej czy później "uwierać"..

Kris_Doc napisał/a:

Dla mnie desperacje jest wtedy kiedy jakaś osoba po zobaczeniu najmniejszej oznaki zainteresowania jest w stanie zrobić wszystko żeby tylko rozwianąć z tego relacje mimo że druga osoba robi znacznie mniej lub jest całkowicie bierna.

Zgodzę się ale tylko z pierwszą częścią wypowiedzi. Robienie zbyt dużo na samym początku, nie znając w ogóle kogoś i nie wiedząc, czy to ktoś dla nas wyjątkowy - tak, to desperacja. Natomiast jeśli druga osoba robi mniej, to może chwilę trzeba pozwolić dać się poznać, ale nie być natarczywym?;)

Kris_Doc napisał/a:

Jeżeli chodzi o zagadywanie na ulicy czy w parkach to w samym zagadaniu ciężko nazwać zdesperowanym bo stwarza ono nową możliwość dla zagadującego i może on sobie tworzyć takie możliwości jak długo zechce.

Ja to widzę dokładnie tak samo, w takim zachowaniu nie widzę desperacji a jedynie stwarzanie okazji wink Byłam tak zaczepiana kilka razy, ale właśnie z powodu takiego zaskoczenia mnie zawsze odpowiadałam wymijająco, ale mój unik nie był związany z samą osobą zaczepiającą, nad którą nawet nie miałam czasu się zastanowić w ogóle w takiej sytuacji.

rossanka napisał/a:

Moje kryterium wyboru mężczyzn było takie, że umawiałam się z każdym, który zaproponował mi spotkanie. W 100 procentach mezczyzni ci nie podobali mi się, charakterologicznie też było różnie, często zmuszałam się do spotkań, choć nie chciałam,  bo bałam się, że zaprzepaszcze okazję spotkania miłości, uważałam też, że każdemu należy się szansa.

Szczerze mówiąc nie nazwałabym tego desperacją. Jeżeli piszesz o spotykaniu się poznając facetów przez internet, to z własnego doświadczenia powiem, że każde takie spotkanie było dla mnie zaskoczeniem, a spotkana osoba zawsze mniej lub bardziej inna (na + lub -) od moich wyobrażeń po internetowym kontakcie. Nazwałabym to włąśnie dawaniem sobie szansy, stwarzaniem jej. Jeśli (załóżmy hipotetycznie zupełnie) 1 osoba  na 100 mogłaby yć do nas dopasowana, to trzeba trochę jej poszukać i się pospotykać wink Także jeżeli tylko czas Ci na to pozwalał nie widzę w tym nic złego wink Co innego kontynuowanie znajomości, kiedy dana osoba w ogóle Ci nie odpowiadała - tu już byłaby desperacja.

rossanka napisał/a:

Pozwolalam się im czasem dotykać , brać za rękę, chociaż brało mnie obrzydzenie, ale nie chciałam być niegrzeczna mowiac"zabierz reke". Żadnemu nigdy nie odmówiłam

Tu już niestety jest bardziej hardcorowy fragment, tak, to desperacja. Dlaczego uważasz za niegrzeczność odmawianie fizycznego kontaktu osobie, która Ci się nie podoba? Odmowa w tym przypadku to asertywność i stawianie granic, nie wyobrażam sobie, dać się dotknąć komuś, kto mi się nie podoba. Rossanko, skoro się brzydziłaś to jak widziałaś dalej ewentualne rozwijanie tej relacji?

8

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Magnolia88 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

W relacjach międzyludzkich jak dla mnie  desperacja oznacza to że bardziej kogoś interesuje fakt bycia z kimś  poznania kogoś bycia w związku niż ta konkretna osoba. Po prostu skupienie na swoich celach nie na niej.

Tu mnie nurtuje pytanie postawione przeze mnie w temacie - czy da się tak być z kimś nie zważając, kim ta osoba jest? Przecież każdego dnia, każdej godziny, mogą wychodzić różnice nie do pogodzenia... Moim zdaniem to by długo nie potrwało, nie wierzę, że niedopasowanie nie zaczyna każdego prędzej czy później "uwierać"

Jest cała masa takich związków, nawet tu na forum są miliony przykładów. Przeważnie nie są to szczęśliwe i trwałe  związki, ale jak najbardziej się zdarzają. O ile bycie z kimkolwiek, nie zważając w ogóle na to kim ta osoba jest faktycznie jest już dosyć hardcorowe, o tyle bycie z osobą, która odpowiada nam w jakimstam stopniu, ale nie ma dużej chemii jest powszechne.

9

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Lendy123 napisał/a:
Magnolia88 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

W relacjach międzyludzkich jak dla mnie  desperacja oznacza to że bardziej kogoś interesuje fakt bycia z kimś  poznania kogoś bycia w związku niż ta konkretna osoba. Po prostu skupienie na swoich celach nie na niej.

Tu mnie nurtuje pytanie postawione przeze mnie w temacie - czy da się tak być z kimś nie zważając, kim ta osoba jest? Przecież każdego dnia, każdej godziny, mogą wychodzić różnice nie do pogodzenia... Moim zdaniem to by długo nie potrwało, nie wierzę, że niedopasowanie nie zaczyna każdego prędzej czy później "uwierać"

Jest cała masa takich związków, nawet tu na forum są miliony przykładów. Przeważnie nie są to szczęśliwe i trwałe  związki, ale jak najbardziej się zdarzają. O ile bycie z kimkolwiek, nie zważając w ogóle na to kim ta osoba jest faktycznie jest już dosyć hardcorowe, o tyle bycie z osobą, która odpowiada nam w jakimstam stopniu, ale nie ma dużej chemii jest powszechne.

Zawsze mnie ciekawi w ty historiach, jak nie ma chemii to rozumiem, że nie ma erotycznego 0rzyciagania. Jak w takim razie wygląda seks? Czy jedna strona się zmusza, a wtedy powstają wątki typu: moja żona jest oziębła albo dla mojego męża seks może nie istniec. Albo też są to białe małżeństwa, może być i taka możliwość.
Ja nigdy nie umiałam się zmusić do seksu z kimś, do kogo nie czułam pociągu fizycznego. A wszelkie próby kontaktu z jego strony, czy to wzięcie za rękę, czy cmok w policzek Czyu objecie- odchorowywałam z obrzydzenia.

10

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
rossanka napisał/a:
Lendy123 napisał/a:
Magnolia88 napisał/a:

Tu mnie nurtuje pytanie postawione przeze mnie w temacie - czy da się tak być z kimś nie zważając, kim ta osoba jest? Przecież każdego dnia, każdej godziny, mogą wychodzić różnice nie do pogodzenia... Moim zdaniem to by długo nie potrwało, nie wierzę, że niedopasowanie nie zaczyna każdego prędzej czy później "uwierać"

Jest cała masa takich związków, nawet tu na forum są miliony przykładów. Przeważnie nie są to szczęśliwe i trwałe  związki, ale jak najbardziej się zdarzają. O ile bycie z kimkolwiek, nie zważając w ogóle na to kim ta osoba jest faktycznie jest już dosyć hardcorowe, o tyle bycie z osobą, która odpowiada nam w jakimstam stopniu, ale nie ma dużej chemii jest powszechne.

Zawsze mnie ciekawi w ty historiach, jak nie ma chemii to rozumiem, że nie ma erotycznego 0rzyciagania. Jak w takim razie wygląda seks? Czy jedna strona się zmusza, a wtedy powstają wątki typu: moja żona jest oziębła albo dla mojego męża seks może nie istniec. Albo też są to białe małżeństwa, może być i taka możliwość.
Ja nigdy nie umiałam się zmusić do seksu z kimś, do kogo nie czułam pociągu fizycznego. A wszelkie próby kontaktu z jego strony, czy to wzięcie za rękę, czy cmok w policzek Czyu objecie- odchorowywałam z obrzydzenia.

Nie wiem jak u Was, ale moja prababcia miala jeszcze aranzowane malzenstwo. I jakos urodzila 3 dzieci. Kwestia podejscia wink

11

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Magnolia88 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

W relacjach międzyludzkich jak dla mnie  desperacja oznacza to że bardziej kogoś interesuje fakt bycia z kimś  poznania kogoś bycia w związku niż ta konkretna osoba. Po prostu skupienie na swoich celach nie na niej.

Tu mnie nurtuje pytanie postawione przeze mnie w temacie - czy da się tak być z kimś nie zważając, kim ta osoba jest? Przecież każdego dnia, każdej godziny, mogą wychodzić różnice nie do pogodzenia... Moim zdaniem to by długo nie potrwało, nie wierzę, że niedopasowanie nie zaczyna każdego prędzej czy później "uwierać"..

Kris_Doc napisał/a:

Dla mnie desperacje jest wtedy kiedy jakaś osoba po zobaczeniu najmniejszej oznaki zainteresowania jest w stanie zrobić wszystko żeby tylko rozwianąć z tego relacje mimo że druga osoba robi znacznie mniej lub jest całkowicie bierna.

Zgodzę się ale tylko z pierwszą częścią wypowiedzi. Robienie zbyt dużo na samym początku, nie znając w ogóle kogoś i nie wiedząc, czy to ktoś dla nas wyjątkowy - tak, to desperacja. Natomiast jeśli druga osoba robi mniej, to może chwilę trzeba pozwolić dać się poznać, ale nie być natarczywym?;)

Kris_Doc napisał/a:

Jeżeli chodzi o zagadywanie na ulicy czy w parkach to w samym zagadaniu ciężko nazwać zdesperowanym bo stwarza ono nową możliwość dla zagadującego i może on sobie tworzyć takie możliwości jak długo zechce.

Ja to widzę dokładnie tak samo, w takim zachowaniu nie widzę desperacji a jedynie stwarzanie okazji wink Byłam tak zaczepiana kilka razy, ale właśnie z powodu takiego zaskoczenia mnie zawsze odpowiadałam wymijająco, ale mój unik nie był związany z samą osobą zaczepiającą, nad którą nawet nie miałam czasu się zastanowić w ogóle w takiej sytuacji.

rossanka napisał/a:

Moje kryterium wyboru mężczyzn było takie, że umawiałam się z każdym, który zaproponował mi spotkanie. W 100 procentach mezczyzni ci nie podobali mi się, charakterologicznie też było różnie, często zmuszałam się do spotkań, choć nie chciałam,  bo bałam się, że zaprzepaszcze okazję spotkania miłości, uważałam też, że każdemu należy się szansa.

Szczerze mówiąc nie nazwałabym tego desperacją. Jeżeli piszesz o spotykaniu się poznając facetów przez internet, to z własnego doświadczenia powiem, że każde takie spotkanie było dla mnie zaskoczeniem, a spotkana osoba zawsze mniej lub bardziej inna (na + lub -) od moich wyobrażeń po internetowym kontakcie. Nazwałabym to włąśnie dawaniem sobie szansy, stwarzaniem jej. Jeśli (załóżmy hipotetycznie zupełnie) 1 osoba  na 100 mogłaby yć do nas dopasowana, to trzeba trochę jej poszukać i się pospotykać wink Także jeżeli tylko czas Ci na to pozwalał nie widzę w tym nic złego wink Co innego kontynuowanie znajomości, kiedy dana osoba w ogóle Ci nie odpowiadała - tu już byłaby desperacja.

rossanka napisał/a:

Pozwolalam się im czasem dotykać , brać za rękę, chociaż brało mnie obrzydzenie, ale nie chciałam być niegrzeczna mowiac"zabierz reke". Żadnemu nigdy nie odmówiłam

Tu już niestety jest bardziej hardcorowy fragment, tak, to desperacja. Dlaczego uważasz za niegrzeczność odmawianie fizycznego kontaktu osobie, która Ci się nie podoba? Odmowa w tym przypadku to asertywność i stawianie granic, nie wyobrażam sobie, dać się dotknąć komuś, kto mi się nie podoba. Rossanko, skoro się brzydziłaś to jak widziałaś dalej ewentualne rozwijanie tej relacji?

Myślałam, że może coś się zmieniło, poza tym uważałam, że nie ma związków bez wad i nie spotkam idealnej osoby, poza tym bałam się być sama, a mężczyźni pisali po forach, że kobiety szukają tylko przystojniaków. No to nie byli przystojniacy ( tzn dla mnie bo dla innych może już tak), starałam się nie wybrzydzać. Nie wiem, może po alkoholu wtedy bym mogła, ale musiałabym pić chyba za każdym razem. Albo przymnkac oko i zmusić się do tego seksu. Poza tym mieli same zalety, mówili dzień dobry, przepuszczali w drzwiach, dzwonili, żaden nie siedział w więzieniu, każdy miał pracę, brał prysznic wieczorem, żaden nie grzebał w śmietniku, nie był narkomanem, złodziejem. To chyba wystarczy do związku?

12

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:
Lendy123 napisał/a:

Jest cała masa takich związków, nawet tu na forum są miliony przykładów. Przeważnie nie są to szczęśliwe i trwałe  związki, ale jak najbardziej się zdarzają. O ile bycie z kimkolwiek, nie zważając w ogóle na to kim ta osoba jest faktycznie jest już dosyć hardcorowe, o tyle bycie z osobą, która odpowiada nam w jakimstam stopniu, ale nie ma dużej chemii jest powszechne.

Zawsze mnie ciekawi w ty historiach, jak nie ma chemii to rozumiem, że nie ma erotycznego 0rzyciagania. Jak w takim razie wygląda seks? Czy jedna strona się zmusza, a wtedy powstają wątki typu: moja żona jest oziębła albo dla mojego męża seks może nie istniec. Albo też są to białe małżeństwa, może być i taka możliwość.
Ja nigdy nie umiałam się zmusić do seksu z kimś, do kogo nie czułam pociągu fizycznego. A wszelkie próby kontaktu z jego strony, czy to wzięcie za rękę, czy cmok w policzek Czyu objecie- odchorowywałam z obrzydzenia.

Nie wiem jak u Was, ale moja prababcia miala jeszcze aranzowane malzenstwo. I jakos urodzila 3 dzieci. Kwestia podejscia wink

A Ty jak się zmuszasz do seksu skoro Cię twój narzeczony nie pociąga?
Może to ja wydziwiam. Jak ktoś jest grzeczny to powinnam się chyba zgodzić z wdzięczności na współżycie z nim.

13 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-04-21 10:24:51)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Lady Loka napisał/a:

Nie wiem jak u Was, ale moja prababcia miala jeszcze aranzowane malzenstwo. I jakos urodzila 3 dzieci. Kwestia podejscia wink

Kiedyś większość małżeństw było aranżowanych. Pewnie zdarzały się też takie, gdzie dwoje osób się sobie podobało ale słysząc podobne historie często wszystko odbywało się poza zainteresowaną kobietą, a przyszły mąż dogadywał z jej rodzicami lub nawet jedynie rodzice między sobą.
A skąd dzieci? Po pierwsze kobieta była niejako zmuszana do spełnianie swojego małżeńskiego obowiązku, nie było powszechnej antykoncepcji, a poza tym romanse i zdrady też się zdarzały i to pewnie wcale nie rzadziej niż obecnie.

A co do desperacji uważam podobnie, że to wręcz obsesyjne dążenie do celu (związku, małżeństwa, dziecka), kiedy przestaje mieć większe znaczenie z kim te cele zrealizujemy. Jeśli weźmiemy np. sąsiedni wątek to desperacją można by było nazwać zaczepianie (prawie) każdej kobiety po kolei byleby tylko zdobyć numer, a potem być z nią w związku. Wtedy nie jest ważne jaka ta dziewczyna jest, czym interesuje, jakie są jej pasje, liczy się tylko to by zechciała. Oczywiście nie twierdzę, że tak w istocie jest ale mówię o tym jak ja odbieram desperację czyli w tym konkretnym przypadku jakby facet mnie zaczepił bez konkretnego kontekstu, tylko od razu przedstawił i poprosił o numer, to bym pomyślała, że jakiś dziwak albo właśnie desperat. Co innego gdyby nawiązał interesującą rozmowę, była jakaś interakcja i wtedy powiedział np: "bardzo milo mi się rozmawia ale muszę lecieć, jednak jakbyś miała ochotę dokończyć rozmowę to zapraszam na kawę, spacer i tu konkretny termin". Wtedy ma się przynajmniej poczucie, że ktoś chce się z NAMI spotkać, a nie kimkolwiek.

14

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:

Zawsze mnie ciekawi w ty historiach, jak nie ma chemii to rozumiem, że nie ma erotycznego 0rzyciagania. Jak w takim razie wygląda seks? Czy jedna strona się zmusza, a wtedy powstają wątki typu: moja żona jest oziębła albo dla mojego męża seks może nie istniec. Albo też są to białe małżeństwa, może być i taka możliwość.
Ja nigdy nie umiałam się zmusić do seksu z kimś, do kogo nie czułam pociągu fizycznego. A wszelkie próby kontaktu z jego strony, czy to wzięcie za rękę, czy cmok w policzek Czyu objecie- odchorowywałam z obrzydzenia.

Nie wiem jak u Was, ale moja prababcia miala jeszcze aranzowane malzenstwo. I jakos urodzila 3 dzieci. Kwestia podejscia wink

A Ty jak się zmuszasz do seksu skoro Cię twój narzeczony nie pociąga?
Może to ja wydziwiam. Jak ktoś jest grzeczny to powinnam się chyba zgodzić z wdzięczności na współżycie z nim.

Znajdz, prosze, miejsce, w ktorym pisze, ze moj narzeczony mnie nie pociaga, ok? A potem rzucaj takimi tekstami smile

Ludzie sa rozni po prostu. Jedni potrafia uprawiac seks w ten sposob, inni nie. Jedny buduja zwiazek na pozadaniu, inni buduja zwiazek na przyjazni, ale wielkich fajerwerkow w sypialni nie ma i im to niespecjalnie przeszkadza. Najwazniejsze jest to, zeby isc w zgodzie ze soba i nie robic niczego wprew sobie.

Ty nie umiesz sie zmusic do seksu, to sie nie zmuszaj.
Desperacja to jest bycie z facetem, przy ktorym zmuszasz sie do samego bycia z nim.

15

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Loka, w punkt!

Desperacja to nic innego, jak przekonanie, że bez drugiej osoby jest się nikim. Wiara w to, że partner będzie lekiem absolutnie na wszystko, bo bez niego cżłowiek nie jest sobą, nie może się czuć szczęśliwy i nie jest nic wart. Przestaje mieć znaczenie kto jest obok nas, ważne staje się, że jest ktokolwiek..

16

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Nie wiem jak u Was, ale moja prababcia miala jeszcze aranzowane malzenstwo. I jakos urodzila 3 dzieci. Kwestia podejscia wink

A Ty jak się zmuszasz do seksu skoro Cię twój narzeczony nie pociąga?
Może to ja wydziwiam. Jak ktoś jest grzeczny to powinnam się chyba zgodzić z wdzięczności na współżycie z nim.

Znajdz, prosze, miejsce, w ktorym pisze, ze moj narzeczony mnie nie pociaga, ok? A potem rzucaj takimi tekstami smile

Ludzie sa rozni po prostu. Jedni potrafia uprawiac seks w ten sposob, inni nie. Jedny buduja zwiazek na pozadaniu, inni buduja zwiazek na przyjazni, ale wielkich fajerwerkow w sypialni nie ma i im to niespecjalnie przeszkadza. Najwazniejsze jest to, zeby isc w zgodzie ze soba i nie robic niczego wprew sobie.

Ty nie umiesz sie zmusic do seksu, to sie nie zmuszaj.
Desperacja to jest bycie z facetem, przy ktorym zmuszasz sie do samego bycia z nim.

Nie zrozumiałyśmy się.
Poza tym nie ma czegoś pośredniego między fajerwerkami a ich brakiem.
Dla mnie albo chce iść z kimś do łóżka, wtedy mam fajerwerki albo nie vhce i za nic w świecie się zmusić nie mogę bo mam odruch wymiotny na samą myśl.
Ale mogę się z kimś świetnie dogadywać na płaszczyźnie koleżeńskiej. I właśnie na tej płaszczyźnie próbował lare razy coś zbudować, bo myślałam, że przyjaźń to podstawa. Ale to było za mało. Nie umiałam zmusić się do seksu z tamtymi kolegami. Jako partnerzy może by I dobrzy byli, tylko niech się do mnie nie zbliżają fizycznie.  Ale na biały związek żaden się nie zgodził. I kicha.

17

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:

A Ty jak się zmuszasz do seksu skoro Cię twój narzeczony nie pociąga?
Może to ja wydziwiam. Jak ktoś jest grzeczny to powinnam się chyba zgodzić z wdzięczności na współżycie z nim.

Znajdz, prosze, miejsce, w ktorym pisze, ze moj narzeczony mnie nie pociaga, ok? A potem rzucaj takimi tekstami smile

Ludzie sa rozni po prostu. Jedni potrafia uprawiac seks w ten sposob, inni nie. Jedny buduja zwiazek na pozadaniu, inni buduja zwiazek na przyjazni, ale wielkich fajerwerkow w sypialni nie ma i im to niespecjalnie przeszkadza. Najwazniejsze jest to, zeby isc w zgodzie ze soba i nie robic niczego wprew sobie.

Ty nie umiesz sie zmusic do seksu, to sie nie zmuszaj.
Desperacja to jest bycie z facetem, przy ktorym zmuszasz sie do samego bycia z nim.

Nie zrozumiałyśmy się.
Poza tym nie ma czegoś pośredniego między fajerwerkami a ich brakiem.
Dla mnie albo chce iść z kimś do łóżka, wtedy mam fajerwerki albo nie vhce i za nic w świecie się zmusić nie mogę bo mam odruch wymiotny na samą myśl.
Ale mogę się z kimś świetnie dogadywać na płaszczyźnie koleżeńskiej. I właśnie na tej płaszczyźnie próbował lare razy coś zbudować, bo myślałam, że przyjaźń to podstawa. Ale to było za mało. Nie umiałam zmusić się do seksu z tamtymi kolegami. Jako partnerzy może by I dobrzy byli, tylko niech się do mnie nie zbliżają fizycznie.  Ale na biały związek żaden się nie zgodził. I kicha.

To, ze Ty nigdy nie widzialas tego posredniego czegos, to nie znaczy, ze go nie ma wink
ja nigdy nie widzialam Stanow Zjednoczonych, a nie uwazam, ze nie istnieja. Zwiazki mozna budowac na roznych podstawach. To, ze Ty preferujesz jedna metode, to nie oznacza, ze ta metoda dziala u wszystkich tak samo.

18

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Znajdz, prosze, miejsce, w ktorym pisze, ze moj narzeczony mnie nie pociaga, ok? A potem rzucaj takimi tekstami smile

Ludzie sa rozni po prostu. Jedni potrafia uprawiac seks w ten sposob, inni nie. Jedny buduja zwiazek na pozadaniu, inni buduja zwiazek na przyjazni, ale wielkich fajerwerkow w sypialni nie ma i im to niespecjalnie przeszkadza. Najwazniejsze jest to, zeby isc w zgodzie ze soba i nie robic niczego wprew sobie.

Ty nie umiesz sie zmusic do seksu, to sie nie zmuszaj.
Desperacja to jest bycie z facetem, przy ktorym zmuszasz sie do samego bycia z nim.

Nie zrozumiałyśmy się.
Poza tym nie ma czegoś pośredniego między fajerwerkami a ich brakiem.
Dla mnie albo chce iść z kimś do łóżka, wtedy mam fajerwerki albo nie vhce i za nic w świecie się zmusić nie mogę bo mam odruch wymiotny na samą myśl.
Ale mogę się z kimś świetnie dogadywać na płaszczyźnie koleżeńskiej. I właśnie na tej płaszczyźnie próbował lare razy coś zbudować, bo myślałam, że przyjaźń to podstawa. Ale to było za mało. Nie umiałam zmusić się do seksu z tamtymi kolegami. Jako partnerzy może by I dobrzy byli, tylko niech się do mnie nie zbliżają fizycznie.  Ale na biały związek żaden się nie zgodził. I kicha.

To, ze Ty nigdy nie widzialas tego posredniego czegos, to nie znaczy, ze go nie ma wink
ja nigdy nie widzialam Stanow Zjednoczonych, a nie uwazam, ze nie istnieja. Zwiazki mozna budowac na roznych podstawach. To, ze Ty preferujesz jedna metode, to nie oznacza, ze ta metoda dziala u wszystkich tak samo.

Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że nam partnera, ale on godzi się na to, że seksu nigdy nie będzie.

19

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
rossanka napisał/a:

Poza tym nie ma czegoś pośredniego między fajerwerkami a ich brakiem.
Dla mnie albo chce iść z kimś do łóżka, wtedy mam fajerwerki albo nie vhce i za nic w świecie się zmusić nie mogę bo mam odruch wymiotny na samą myśl.
Ale mogę się z kimś świetnie dogadywać na płaszczyźnie koleżeńskiej. I właśnie na tej płaszczyźnie próbował lare razy coś zbudować, bo myślałam, że przyjaźń to podstawa. Ale to było za mało. Nie umiałam zmusić się do seksu z tamtymi kolegami. Jako partnerzy może by I dobrzy byli, tylko niech się do mnie nie zbliżają fizycznie.  Ale na biały związek żaden się nie zgodził. I kicha.

Niestety tak już jest, że jedni działają na nas i czujemy pożądanie, a inni nie. Ja też wielokrotnie czułam wręcz wyrzuty sumienia, że nie potrafię nic poczuć do faceta, który wydawał się bardzo w porządku, wręcz był idealnym kandydatem na męża. Lubiłam go, chciałam coś do niego poczuć ale niestety. Jak mnie próbował dotknąć czy pocałować czułam niechęć, odtrącałam, wprawdzie robiłam to wydaje mi się, że dyskretnie ale było mi z tym źle. Oczywiście gorzej by było gdybym się zmuszała ale wtedy naprawdę chciałam, szczególnie, że jako kolega był zaje*sty, wszyscy naokoło mi mówili, że on się we mnie kocha itd. Zresztą też to czułam, a ja nic.
Z kolei jak tylko poznałam obecnego faceta, iskry aż się sypały. Od początku właściwie. Nawet zastanawiałam się z czego to może wynikać i wydaje mi się, że to kwestia fizyczności i jakiejś gospodarki hormonalnej, która powoduje, że jedni nas przyciągają, inni nie. No bo jak ktoś nie pasuje, to nie pasuje i już, ale jeśli z kimś nam fajnie rozmawia, spędza czas itd. ale niestety nie ma nic poza tym, nawet jakbyśmy tego chcieli, to coś musi być na rzeczy. Był okres, że myślałam, że ze mną coś nie tak, że nie potrafię kochać, że się znieczuliłam i że może warto dać szansę, a miłość pożądanie przyjdzie z czasem... Nic bardziej mylnego. Po prostu to nie była odpowiednia osoba. Jak się ją w końcu spotka, to te wszystkie wątpliwości mijają.

20

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:

Nie zrozumiałyśmy się.
Poza tym nie ma czegoś pośredniego między fajerwerkami a ich brakiem.
Dla mnie albo chce iść z kimś do łóżka, wtedy mam fajerwerki albo nie vhce i za nic w świecie się zmusić nie mogę bo mam odruch wymiotny na samą myśl.
Ale mogę się z kimś świetnie dogadywać na płaszczyźnie koleżeńskiej. I właśnie na tej płaszczyźnie próbował lare razy coś zbudować, bo myślałam, że przyjaźń to podstawa. Ale to było za mało. Nie umiałam zmusić się do seksu z tamtymi kolegami. Jako partnerzy może by I dobrzy byli, tylko niech się do mnie nie zbliżają fizycznie.  Ale na biały związek żaden się nie zgodził. I kicha.

To, ze Ty nigdy nie widzialas tego posredniego czegos, to nie znaczy, ze go nie ma wink
ja nigdy nie widzialam Stanow Zjednoczonych, a nie uwazam, ze nie istnieja. Zwiazki mozna budowac na roznych podstawach. To, ze Ty preferujesz jedna metode, to nie oznacza, ze ta metoda dziala u wszystkich tak samo.

Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że nam partnera, ale on godzi się na to, że seksu nigdy nie będzie.

Rossanko, w wielu tematach rozjezdzasz na drobne swoje problemy, wiec nie bede sie zbytnio wglebiac, ale zycze Ci, zebys poznala kogos, kto sprawi, ze Ty bedziesz miala ochote na seks. Tylko do tego potrzeba tez Twojej pracy nad Twoim podejsciem.
powodzenia!

21

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Roxann napisał/a:
rossanka napisał/a:

Poza tym nie ma czegoś pośredniego między fajerwerkami a ich brakiem.
Dla mnie albo chce iść z kimś do łóżka, wtedy mam fajerwerki albo nie vhce i za nic w świecie się zmusić nie mogę bo mam odruch wymiotny na samą myśl.
Ale mogę się z kimś świetnie dogadywać na płaszczyźnie koleżeńskiej. I właśnie na tej płaszczyźnie próbował lare razy coś zbudować, bo myślałam, że przyjaźń to podstawa. Ale to było za mało. Nie umiałam zmusić się do seksu z tamtymi kolegami. Jako partnerzy może by I dobrzy byli, tylko niech się do mnie nie zbliżają fizycznie.  Ale na biały związek żaden się nie zgodził. I kicha.

Niestety tak już jest, że jedni działają na nas i czujemy pożądanie, a inni nie. Ja też wielokrotnie czułam wręcz wyrzuty sumienia, że nie potrafię nic poczuć do faceta, który wydawał się bardzo w porządku, wręcz był idealnym kandydatem na męża. Lubiłam go, chciałam coś do niego poczuć ale niestety. Jak mnie próbował dotknąć czy pocałować czułam niechęć, odtrącałam, wprawdzie robiłam to wydaje mi się, że dyskretnie ale było mi z tym źle. Oczywiście gorzej by było gdybym się zmuszała ale wtedy naprawdę chciałam, szczególnie, że jako kolega był zaje*sty, wszyscy naokoło mi mówili, że on się we mnie kocha itd. Zresztą też to czułam, a ja nic.
Z kolei jak tylko poznałam obecnego faceta, iskry aż się sypały. Od początku właściwie. Nawet zastanawiałam się z czego to może wynikać i wydaje mi się, że to kwestia fizyczności i jakiejś gospodarki hormonalnej, która powoduje, że jedni nas przyciągają, inni nie. No bo jak ktoś nie pasuje, to nie pasuje i już, ale jeśli z kimś nam fajnie rozmawia, spędza czas itd. ale niestety nie ma nic poza tym, nawet jakbyśmy tego chcieli, to coś musi być na rzeczy. Był okres, że myślałam, że ze mną coś nie tak, że nie potrafię kochać, że się znieczuliłam i że może warto dać szansę, a miłość pożądanie przyjdzie z czasem... Nic bardziej mylnego. Po prostu to nie była odpowiednia osoba. Jak się ją w końcu spotka, to te wszystkie wątpliwości mijają.

Lepiej bym nie napisała. Zgadzam się z każdym słowem. Z tą różnicą, że u mnie udkry nie muszą być po pierwszym zobaczeniu się na oczy, ale  to się musi stopniowo rozwijać, powiedzmy ileś tam tygodni i wtedy może nastąpić bum. Ale są też sytuację, że mijają tygodnie, miesiące, fajny kolega, ale fizycznie nic nie idzie do przodu,  nie pociąga mnie ani przy zapoznaniu, ani pół roku później.  I zonk.

22

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

To, ze Ty nigdy nie widzialas tego posredniego czegos, to nie znaczy, ze go nie ma wink
ja nigdy nie widzialam Stanow Zjednoczonych, a nie uwazam, ze nie istnieja. Zwiazki mozna budowac na roznych podstawach. To, ze Ty preferujesz jedna metode, to nie oznacza, ze ta metoda dziala u wszystkich tak samo.

Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że nam partnera, ale on godzi się na to, że seksu nigdy nie będzie.

Rossanko, w wielu tematach rozjezdzasz na drobne swoje problemy, wiec nie bede sie zbytnio wglebiac, ale zycze Ci, zebys poznala kogos, kto sprawi, ze Ty bedziesz miala ochote na seks. Tylko do tego potrzeba tez Twojej pracy nad Twoim podejsciem.
powodzenia!

Ale ja bardzo lubię seks i to jest jak dla mnie jedna z lepszych kwestii w związku. W zasadzie jak pamiętam ex zwiazek to miałam ochotę zawsze. Podejzewam, że miałam też większy temperament od ex, ale cóż, było, minęło.Tylko nie cierpię się zmuszać do kontaktów fizycznych z osobami, które nie działają na mnie na poziomie fizycznym.  Źle się wtedy czuje.

23

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:

Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że nam partnera, ale on godzi się na to, że seksu nigdy nie będzie.

Rossanko, w wielu tematach rozjezdzasz na drobne swoje problemy, wiec nie bede sie zbytnio wglebiac, ale zycze Ci, zebys poznala kogos, kto sprawi, ze Ty bedziesz miala ochote na seks. Tylko do tego potrzeba tez Twojej pracy nad Twoim podejsciem.
powodzenia!

Ale ja bardzo lubię seks i to jest jak dla mnie jedna z lepszych kwestii w związku. W zasadzie jak pamiętam ex zwiazek to miałam ochotę zawsze. Podejzewam, że miałam też większy temperament od ex, ale cóż, było, minęło.Tylko nie cierpię się zmuszać do kontaktów fizycznych z osobami, które nie działają na mnie na poziomie fizycznym.  Źle się wtedy czuje.

No to sie nie zmuszaj. Po prostu szukaj kogos, przy kim sie nie bedziesz musiala zmuszac.

24

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

Rossanko, w wielu tematach rozjezdzasz na drobne swoje problemy, wiec nie bede sie zbytnio wglebiac, ale zycze Ci, zebys poznala kogos, kto sprawi, ze Ty bedziesz miala ochote na seks. Tylko do tego potrzeba tez Twojej pracy nad Twoim podejsciem.
powodzenia!

Ale ja bardzo lubię seks i to jest jak dla mnie jedna z lepszych kwestii w związku. W zasadzie jak pamiętam ex zwiazek to miałam ochotę zawsze. Podejzewam, że miałam też większy temperament od ex, ale cóż, było, minęło.Tylko nie cierpię się zmuszać do kontaktów fizycznych z osobami, które nie działają na mnie na poziomie fizycznym.  Źle się wtedy czuje.

No to sie nie zmuszaj. Po prostu szukaj kogos, przy kim sie nie bedziesz musiala zmuszac.

Przecież od lat szukam. Wszyscy na forum to wiedzą po moim wątku.
Ja mam naprawdę małe wymogi.
Wymagam tylko, by ktoś mnie pociągał na płaszczyźnie fizycznej i seks był udany i tego  aby mi było dobrze emocjonalnie z tą osobą,  mieli podobne poglądy, dobrze się dogadywali itd.

Nie dbam o resztę.
Z finansami radzę sobie sama.
Mam gdzie mieszkać.
Nerwice ujarzmiam sama, (tylko drugą osobą musiałaby zaakceptować to, że ją mam).
Problemy rozwiązuje sama  nie trzeba mi nianki.
Nie  musi mi nikt organizować czasu, bo sama to robię.

Pll

25

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Tak parząc na wsze wypowiedzi można dojść do wniosku że istnieje desperacja pasywna i aktywna. To co opisuje rossanka i Lady Loka to pasywna desperacja polegająca na nie odrzucaniu osoby która nam się nie podoba z powodu niechęci do bycia samotnym (czy singlem jak to się teraz nazywa). Ale wydaje mi się (niech autorka mnie poprawi jeżeli się mylę) że w temacie chodziło raczej o desperacje aktywną. Zapytała dlaczego facet podchodząc na ulicy czy w parku według wielu wygląda na zdesperowanego. Ważne jest słowo PODCHODZĄC. Gdyby ten sam facet zaczął chodzić na zajęcia tylko po to żeby poznać dziewczynę albo czekał aż "samo przyjdze" (a normalny facet długo by czekał o ile w ogóle by się doczekał) popadał by tylko w stan coraz większej desperacji i kiedy w końcu "samo by przyszło" pokazałby wszystkie najbardziej znienawidzone desperackie. W tym przypadku mógłby pokazać desperacje pasywną jak opisały panie powyżej (chodziaż dla mężczyzny seks z kimś kto mu się ani trochę nie podoba jest chyba niemożliwy) lub desperacje aktywną. Wtedy zacząłby wykazywać 150% inicjatywy, płacić jak najwięcej pieniędzy żeby tylko jego "wybranka" nie poszukała sobie innego. Podchodzenie i zagadywanie do kobiet nawet w miejscach społecznie nieuznawalnych tak naprawdę oddala faceta od desperacji bo jeśli nauczy on się nawiązywać znajomości z kobietami (a mówię o takich o podłożu związkowym) nie będzie on skazany na wybór między jedyną dziewczyną jaką mógł poznać w sprzyjających okolicznościach a kompletną samotnością. Wychodzi na to że nie podejmując działań nie chcąc wyjść na desperata w rzeczywistości zwiększa się szanse aby popaść w desperacje.

26

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:
rossanka napisał/a:

Ale ja bardzo lubię seks i to jest jak dla mnie jedna z lepszych kwestii w związku. W zasadzie jak pamiętam ex zwiazek to miałam ochotę zawsze. Podejzewam, że miałam też większy temperament od ex, ale cóż, było, minęło.Tylko nie cierpię się zmuszać do kontaktów fizycznych z osobami, które nie działają na mnie na poziomie fizycznym.  Źle się wtedy czuje.

No to sie nie zmuszaj. Po prostu szukaj kogos, przy kim sie nie bedziesz musiala zmuszac.

Przecież od lat szukam. Wszyscy na forum to wiedzą po moim wątku.
Ja mam naprawdę małe wymogi.
Wymagam tylko, by ktoś mnie pociągał na płaszczyźnie fizycznej i seks był udany i tego  aby mi było dobrze emocjonalnie z tą osobą,  mieli podobne poglądy, dobrze się dogadywali itd.

Nie dbam o resztę.
Z finansami radzę sobie sama.
Mam gdzie mieszkać.
Nerwice ujarzmiam sama, (tylko drugą osobą musiałaby zaakceptować to, że ją mam).
Problemy rozwiązuje sama  nie trzeba mi nianki.
Nie  musi mi nikt organizować czasu, bo sama to robię.

Pll

A może właśnie w tym braku czy małych wymaganiach jest problem? Jakby mi ktoś powiedział, że w zasadzie nie ma wymagań, wystarczy, że to to i to, no to by mnie zniechęciło na starcie bo w zasadzie uznałabym, że jest ze mną czy spot(y)kał z braku laku, a nie dlatego, że chce i mu pasuję. Nie bez powodu o drugiej osobie mówi się "wybranek". Tak też chce drugi człowiek czuć.

27

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Roxann napisał/a:
rossanka napisał/a:
Lady Loka napisał/a:

No to sie nie zmuszaj. Po prostu szukaj kogos, przy kim sie nie bedziesz musiala zmuszac.

Przecież od lat szukam. Wszyscy na forum to wiedzą po moim wątku.
Ja mam naprawdę małe wymogi.
Wymagam tylko, by ktoś mnie pociągał na płaszczyźnie fizycznej i seks był udany i tego  aby mi było dobrze emocjonalnie z tą osobą,  mieli podobne poglądy, dobrze się dogadywali itd.

Nie dbam o resztę.
Z finansami radzę sobie sama.
Mam gdzie mieszkać.
Nerwice ujarzmiam sama, (tylko drugą osobą musiałaby zaakceptować to, że ją mam).
Problemy rozwiązuje sama  nie trzeba mi nianki.
Nie  musi mi nikt organizować czasu, bo sama to robię.

Pll

A może właśnie w tym braku czy małych wymaganiach jest problem? Jakby mi ktoś powiedział, że w zasadzie nie ma wymagań, wystarczy, że to to i to, no to by mnie zniechęciło na starcie bo w zasadzie uznałabym, że jest ze mną czy spot(y)kał z braku laku, a nie dlatego, że chce i mu pasuję. Nie bez powodu o drugiej osobie mówi się "wybranek". Tak też chce drugi człowiek czuć.

Ale ja niczego więcej nie oczekuje. Z tymi innymi rzeczami radzę sobie sama i nie potrzebuje zapewnienia ich od drugiej osoby
Chce tylko towarzyszą życia codziennego (z pewna doza prywatności oczywiście  bo nie wyobrażam sobie życia 24/24razem)oraz dopasowania w sferze intymnej.
Jak mówię, nie oczekuje rozwiązywania moich problemów czy utrzymania materialnego.

28

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
rossanka napisał/a:

Ale ja niczego więcej nie oczekuje. Z tymi innymi rzeczami radzę sobie sama i nie potrzebuje zapewnienia ich od drugiej osoby
Chce tylko towarzyszą życia codziennego (z pewna doza prywatności oczywiście  bo nie wyobrażam sobie życia 24/24razem)oraz dopasowania w sferze intymnej.
Jak mówię, nie oczekuje rozwiązywania moich problemów czy utrzymania materialnego.

Ale ja nie mówię o kwestiach materialnych czy innych problemach, tylko ogólnie jaki ten drugi człowiek powinien być.
Przykładowo (czysto teoretycznie), mówię facetowi, że dla mnie wygląd nie jest ważny, ani inteligencja, właściwie to w łóżku też nie oczekuję fajerwerków, także możemy się spotykać, no to co on sobie pomyśli? Desperat pewnie ucieszy ale ktoś "normalny" raczej podziękuje albo wykorzysta i jak najszybciej zwieje do innej.
I teraz odwróćmy sytuację: mówię facetowi, że lubię facetów przystojnych, inteligentnych, zaradnych, świetnych w łóżku... po czym nieśmiało dodaję i dlatego się z tobą spotykam wink Facet wtedy w 7 niebie wink
Nie mówię by kłamać, absolutnie nie... ale wymagania trzeba mieć tak wobec siebie siebie, jak i innych.

29

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Roxann napisał/a:
rossanka napisał/a:

Ale ja niczego więcej nie oczekuje. Z tymi innymi rzeczami radzę sobie sama i nie potrzebuje zapewnienia ich od drugiej osoby
Chce tylko towarzyszą życia codziennego (z pewna doza prywatności oczywiście  bo nie wyobrażam sobie życia 24/24razem)oraz dopasowania w sferze intymnej.
Jak mówię, nie oczekuje rozwiązywania moich problemów czy utrzymania materialnego.

Ale ja nie mówię o kwestiach materialnych czy innych problemach, tylko ogólnie jaki ten drugi człowiek powinien być.
Przykładowo (czysto teoretycznie), mówię facetowi, że dla mnie wygląd nie jest ważny, ani inteligencja, właściwie to w łóżku też nie oczekuję fajerwerków, także możemy się spotykać, no to co on sobie pomyśli? Desperat pewnie ucieszy ale ktoś "normalny" raczej podziękuje albo wykorzysta i jak najszybciej zwieje do innej.
I teraz odwróćmy sytuację: mówię facetowi, że lubię facetów przystojnych, inteligentnych, zaradnych, świetnych w łóżku... po czym nieśmiało dodaję i dlatego się z tobą spotykam wink Facet wtedy w 7 niebie wink
Nie mówię by kłamać, absolutnie nie... ale wymagania trzeba mieć tak wobec siebie siebie, jak i innych.

Nie miałam takiej sytuacji. Nie mam wymagań, oby tylko dobrze się czuc we własnym towarzystwie, mieć mniej więcej podobne poglądy (bo troche słabe byłiby spotykanie się dwóch osób, gdzie jedna chce mięć domek i gromadkę dzieci a druga mieszkać w bloku i żadnych dzieci w planach), zby byc zadowolonym ze swojego codziennego towarzystwa(przecież nie będziesz się spotykać z kimś, kogo nie lubisz, albo z kim nie masz o czym rozmawiać, albo z kimś, kto jest irytujący), plus sprawy łózkowe (musi pociągać, ma być seks, a nie może obrzydzać albo być jak brat). To były moje wymogi, więcej nie miałam. (plus to o nerwicy. Z resztą partner miałby też swoje choroby, które bym akceptowała).

30 Ostatnio edytowany przez pyszneSalami (2021-04-21 13:44:20)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Ela210 napisał/a:

W relacjach międzyludzkich jak dla mnie  desperacja oznacza to że bardziej kogoś interesuje fakt bycia z kimś  poznania kogoś bycia w związku niż ta konkretna osoba. Po prostu skupienie na swoich celach nie na niej.
I pomijanie  oczywistych sygnałów że że nie jest zaangażowana w podobnym stopniu.
Czyli właściwie traktowanie tej osoby przedmiotowo a nie podmiotowo.

Trzeba przyznać, że idealnie ujęte (wg mnie tongue )

Co do pytania o to, jak takie osoby mogą przebywać później w takim związku z "pierwszym lepszym" wydaje mi się, że desperaci w wersji hard raczej nie dochodzą do tego etapu, lub bardzo rzadko. Są spaleni już na etapie "podboju", bo to po prostu widać, słychać i czuć.

Jeśli chodzi o przykład faceta zagadującego na ulicy, to zazwyczaj jest za wcześnie, by stwierdzić czy to desperat czy nie. Wiele kobiet unika takich typów, bo to dla nich po prostu nienaturalne, dziwne, nie na miejscu, nieoczekiwane, ale nie znaczy od razu, że to jest klasyfikowanie na wstępie jako desperat. Ja za mało wiem o takim facecie, by stwierdzić, czy to desperat czy nie. Po prostu jestem zajęta i nie zamierzam się z tego tłumaczyć, ani tym bardziej angażować w relację z całkiem obcym człowiekiem, z którym kompletnie nic mnie nie łączy.

31

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
pyszneSalami napisał/a:
Ela210 napisał/a:

W relacjach międzyludzkich jak dla mnie  desperacja oznacza to że bardziej kogoś interesuje fakt bycia z kimś  poznania kogoś bycia w związku niż ta konkretna osoba. Po prostu skupienie na swoich celach nie na niej.
I pomijanie  oczywistych sygnałów że że nie jest zaangażowana w podobnym stopniu.
Czyli właściwie traktowanie tej osoby przedmiotowo a nie podmiotowo.

Trzeba przyznać, że idealnie ujęte (wg mnie tongue )

Co do pytania o to, jak takie osoby mogą przebywać później w takim związku z "pierwszym lepszym" wydaje mi się, że desperaci w wersji hard raczej nie dochodzą do tego etapu, lub bardzo rzadko. Są spaleni już na etapie "podboju", bo to po prostu widać, słychać i czuć.

Jeśli chodzi o przykład faceta zagadującego na ulicy, to zazwyczaj jest za wcześnie, by stwierdzić czy to desperat czy nie. Wiele kobiet unika takich typów, bo to dla nich po prostu nienaturalne, dziwne, nie na miejscu, nieoczekiwane, ale nie znaczy od razu, że to jest klasyfikowanie na wstępie jako desperat. Ja za mało wiem o takim facecie, by stwierdzić, czy to desperat czy nie. Po prostu jestem zajęta i nie zamierzam się z tego tłumaczyć, ani tym bardziej angażować w relację z całkiem obcym człowiekiem, z którym kompletnie nic mnie nie łączy.

Koleżanka była kiedyś z kimś takim poznanym na ulicy (wracała z miasta do domu i on ją zaczepił). Związek trwał nawet parę lat. Finalnie nie wyszło, to było jeszcze przed erą internetu, gdzie zapoznywanie na ulicy było chyba częstsze.

32 Ostatnio edytowany przez Królica (2021-04-21 18:02:08)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Słowo desperacja jest zdecydowanie nadużywane np. na osoby które będąc bardzo zakochane pragną od razu bycia razem , co jest naturalne w takim stanie.
Według mnie desperacja to przyjmowanie kogoś kto wydaje się nam odpychający do związku, relacji, albo naleganie na związek mimo wyraźnych sygnałów z drugiej strony że tamta osoba tego nie chce.

33

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Desperacja to jest np wtedy, gdy kobieta ma swój określony typ faceta i przez dłuższy czas nie może go znaleźć, bo np: w młodości szalała z fajnymi facetami, a potem zostali zaklepani, wybiła 30, zaczeła sie mocno starzeć i zostały na rynku same "gorsze" partie. Najlepszy okres na znalezienie normalnego partnera zmarnowany. W pewnym momencie trafia na faceta, który totalnie jej się nie podoba, ale że ma kase to się z nim wiąże. Wyrachowanie i związek z rozsądku, związek z "miłością" nie mający nic wspólnego. Niestety taki facet ją strasznie odpycha, a ona po prostu nie chce być sama i nie ma możliwości dorwać lepszego. I tak sobie żyją w związku - ona nieszczęśliwa, bo nie może mieć lepszego, ukochany ją brzydzi, zwłaszcza jego propozycje seksu, przy okazji się na nim wyżywa psychicznie. On też szczęśliwy nie jest, bo wypruwa sobie żyły w pracy, poza nią a i tak zawsze jest wszystko źle, jego wina i dodatkowo nie czuje się kochany przez swoją wybrankę. Potem biorą ślub, robią sobie dwójkę dzieci i za 10 lat rozwód. Taka typowa polska rodzina.

Inny przykład. Facet, który ma swoj określony typ, ale jednocześnie jest dla tych kobiet niewidzialny. Zamiast popracować nad sobą i zawalczyć o swój typ idzie na łatwiznę i zniża wymagania. Wiąże się z osobą, która go totalnie nie pociąga, nie podoba się fizycznie. Związek z rozsądku, wyrachowanie, lęk przed samotnością. I tak sobie z nią żyje bo mu wygodnie, ale jednocześnie rozgląda się za jakimiś innymi dziewczynami, szuka kochanek itd. W międzyczasie bierze ślub, robi sobie dwójkę dzieci i za 10 lat rozwód. Taka typowa polska rodzina.

34 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-04-22 13:10:18)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Cóż, jak świat to ładnie pokazuje, różne sytuacje i warianty się zdarzają..Jedni potrzebują tego natychmiastowego i ogromnego wybuchu iskier, inni są w satnie coś zbudowąc stopniowo, nie zniechęcając się, że od pierwszego wejrzenia nie poczuli do siebie "mięty", przez co inni wykluczają opcję innej relacji jak koleżeńska. A może u niektórych ta bliskość fizyczna i seks nie odgrywa AŻ tak wielkiej roli? Oczywiście nie chodzi tutaj o obrzydzenie czy zniechęcenie, ale przynajmniej brak fajerwerków od samego początku..

Desperacji doświadczyłem osobiście kilka razy. Widzę ją też w tym momencie, kiedy ta druga osoba pragnie ze mną kontaktu niemal bez przerwy. Jeśli ktoś mnie zalewa wiaodmościami, nie potrafi dostrzec, żę jednak chcę mieć chwilę prywatnośi, zatem niekoniecznie muszę codziennie z kimś rozmawiać po kilka godzin, aby poczuć się spełnionym. Zwłaszcza na początku znajomośći.
Ludzie zdesperowani, pragnąćy bliskiego kontaktu z drugą osobą, nie są w stanie pojąć, że ta osoba jest odrębnościa i ma zwyczajnie swoje zycie. Przecież nie rzucę wszystkjiego w diabły i nie pojade za "ukochaną" np na drugi koniec kraju, podczas gdy na miejscu mam też coś, na czym mi może zależeć..

35

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
bagienni_k napisał/a:

Cóż, jak świat to ładnie pokazuje, różne sytuacje i warianty się zdarzają..Jedni potrzebują tego natychmiastowego i ogromnego wycbuchu iskier, inni są w satnie coś zbudowąc stopniowo, nie zniechęcając się, że od piwrwszego wjerzenia nie poczuli do siebie "mięty", przez co inni wykluczają opcję innej relacji jak koleżeńska. A może u niektórych ta bliskość fizyczna i seks nie odgrywa AŻ tak wielkiej roli? Oczywiście nie chodzi tutaj o obrzydzenie czy zniechęcenie, ale przynajmniej brak fajerwerków od samego początku..

Desperacji doświadczyłem osobiście kilka razy. Widzę ją też w tym momencie, kiedy ta druga osoba pragnie ze mną kontaktu niemal bez przerwy. Jeśli ktoś mnie zalewa wiaodmościami, nie potrafi dostrzec, żę jednak chcę mieć chwilę prywatnośi, zatem niekoniecznie muszę codziennie z kimś rozmawiać po kilka godzin, aby poczuć się spełnionym. Zwłaszcza na początku znajomośći.
Ludzie zdesperowani, pragnąćy bliskiego kontaktu z drugą osobą, nie są w stanie pojąć, że ta osoba jest odrębnościa i ma zwyczajnie swoje zycie. Przecież nie rzucę wszystkjiego w diabły i nie pojade za "ukochaną" np na drugi koniec kraju, podczas gdy na miejscu mam też coś, na czym mi może zależeć..

Zakochałeś się kiedyś naprawdę, xe chciałeś dzielić życie z tą osobą?

36

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Witold12 napisał/a:

Desperacja to jest np wtedy, gdy kobieta ma swój określony typ faceta i przez dłuższy czas nie może go znaleźć, bo np: w młodości szalała z fajnymi facetami, a potem zostali zaklepani, wybiła 30, zaczeła sie mocno starzeć i zostały na rynku same "gorsze" partie. Najlepszy okres na znalezienie normalnego partnera zmarnowany. W pewnym momencie trafia na faceta, który totalnie jej się nie podoba, ale że ma kase to się z nim wiąże. Wyrachowanie i związek z rozsądku, związek z "miłością" nie mający nic wspólnego. Niestety taki facet ją strasznie odpycha, a ona po prostu nie chce być sama i nie ma możliwości dorwać lepszego. I tak sobie żyją w związku - ona nieszczęśliwa, bo nie może mieć lepszego, ukochany ją brzydzi, zwłaszcza jego propozycje seksu, przy okazji się na nim wyżywa psychicznie. On też szczęśliwy nie jest, bo wypruwa sobie żyły w pracy, poza nią a i tak zawsze jest wszystko źle, jego wina i dodatkowo nie czuje się kochany przez swoją wybrankę. Potem biorą ślub, robią sobie dwójkę dzieci i za 10 lat rozwód. Taka typowa polska rodzina.

Inny przykład. Facet, który ma swoj określony typ, ale jednocześnie jest dla tych kobiet niewidzialny. Zamiast popracować nad sobą i zawalczyć o swój typ idzie na łatwiznę i zniża wymagania. Wiąże się z osobą, która go totalnie nie pociąga, nie podoba się fizycznie. Związek z rozsądku, wyrachowanie, lęk przed samotnością. I tak sobie z nią żyje bo mu wygodnie, ale jednocześnie rozgląda się za jakimiś innymi dziewczynami, szuka kochanek itd. W międzyczasie bierze ślub, robi sobie dwójkę dzieci i za 10 lat rozwód. Taka typowa polska rodzina.

Do przykladu pkt 1 pasuje też facet, który za młodu lata za swoim typem, szaleje, lata mijają a potem okazuje się, że wszystkie fajne kobiety już dawno mają dzieci, mężów, musi więc zaniżać wymagania i żeni się z pierwsza lepsza.
A przykład 2  , dziewczyna jest za młodu niewidzialna dla facetów, więc jak się już zestarzeje i wybije jej 30 bierze w końcu takiego  dla którego znacznie obniżą wymagania.
Teraz Twój opis jest kompletny.

Ps tylko skąd 30ka? Toż to młoda laska  że świetnym ciałem i 4 dzieci może jeszcze urodzić spokojnie:) To jest sana młodość.( chybaze to pisze 17 latek, to 30 jest dkaniego stara).

37

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
rossanka napisał/a:
Witold12 napisał/a:

Desperacja to jest np wtedy, gdy kobieta ma swój określony typ faceta i przez dłuższy czas nie może go znaleźć, bo np: w młodości szalała z fajnymi facetami, a potem zostali zaklepani, wybiła 30, zaczeła sie mocno starzeć i zostały na rynku same "gorsze" partie. Najlepszy okres na znalezienie normalnego partnera zmarnowany. W pewnym momencie trafia na faceta, który totalnie jej się nie podoba, ale że ma kase to się z nim wiąże. Wyrachowanie i związek z rozsądku, związek z "miłością" nie mający nic wspólnego. Niestety taki facet ją strasznie odpycha, a ona po prostu nie chce być sama i nie ma możliwości dorwać lepszego. I tak sobie żyją w związku - ona nieszczęśliwa, bo nie może mieć lepszego, ukochany ją brzydzi, zwłaszcza jego propozycje seksu, przy okazji się na nim wyżywa psychicznie. On też szczęśliwy nie jest, bo wypruwa sobie żyły w pracy, poza nią a i tak zawsze jest wszystko źle, jego wina i dodatkowo nie czuje się kochany przez swoją wybrankę. Potem biorą ślub, robią sobie dwójkę dzieci i za 10 lat rozwód. Taka typowa polska rodzina.

Inny przykład. Facet, który ma swoj określony typ, ale jednocześnie jest dla tych kobiet niewidzialny. Zamiast popracować nad sobą i zawalczyć o swój typ idzie na łatwiznę i zniża wymagania. Wiąże się z osobą, która go totalnie nie pociąga, nie podoba się fizycznie. Związek z rozsądku, wyrachowanie, lęk przed samotnością. I tak sobie z nią żyje bo mu wygodnie, ale jednocześnie rozgląda się za jakimiś innymi dziewczynami, szuka kochanek itd. W międzyczasie bierze ślub, robi sobie dwójkę dzieci i za 10 lat rozwód. Taka typowa polska rodzina.

Do przykladu pkt 1 pasuje też facet, który za młodu lata za swoim typem, szaleje, lata mijają a potem okazuje się, że wszystkie fajne kobiety już dawno mają dzieci, mężów, musi więc zaniżać wymagania i żeni się z pierwsza lepsza.
A przykład 2  , dziewczyna jest za młodu niewidzialna dla facetów, więc jak się już zestarzeje i wybije jej 30 bierze w końcu takiego  dla którego znacznie obniżą wymagania.
Teraz Twój opis jest kompletny.

Ps tylko skąd 30ka? Toż to młoda laska  że świetnym ciałem i 4 dzieci może jeszcze urodzić spokojnie:) To jest sana młodość.( chybaze to pisze 17 latek, to 30 jest dkaniego stara).

Ja z tymi tezami Witolda nie mogę do końca zgodzić. Bo co to jest typ? Jak tak patrzę na swoich byłych w których byłam zakochana, to każdy był inny. Jeżeli facet myśli, że do pełni szczęścia wystarczy wyrwać długonogą młodą blondi o wymiarach 90:60:90 to gratuluję. Jednak taka kobieta może po ciąży roztyć, zachorować, cokolwiek. No i co wtedy?
Już któryś raz zauważyłam, że Witold bardzo delikatnie mówiąc "niekorzystnie" wypowiada o kobietach po 30-stce, stwierdzając, że szybko starzeją i są desperatkami. Ciekawe dlaczego? Podejrzewam, że dostał kosza od kilku takich i uważa, że kobiety w tym przedziale wiekowym powinny brać co leci bo lepiej nie będzie a tu zonk. Kobiety dalej mają wymagania może nawet większe niż te 20-stolatki i nie raz lepiej wyglądają, do tego dochodzi wykształcenie, zaradność życiowa czy też samodzielność co wielu szczególnie zakompleksionych mężczyzn (jak Witold) odstrasza dlatego stara się je dyskredytować by samemu poczuć lepiej.
Smutne..

38

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Może.
Dla mnie 40 latka to oda babka. Większość moich koleżanek pozakładała rodziny właśnie po 30 stxe, bo wcześniej chciały się wyszaleć, skończyć studia i znaleźć pracę. Nie przeszkodziło im to w późniejszym budowaniu rodziny. Niektóre nawet z rozpędu doktoraty porobiły. Z tego co wiem rozwodów póki co nie ma
Jedna koleżanka była po rozwodzie, ale tam w grę wchodził alkoholizm męża i małżeństwo nie przetrwało.

39 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-04-22 12:56:31)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
rossanka napisał/a:

Może.
Dla mnie 40 latka to oda babka. Większość moich koleżanek pozakładała rodziny właśnie po 30 stxe, bo wcześniej chciały się wyszaleć, skończyć studia i znaleźć pracę. Nie przeszkodziło im to w późniejszym budowaniu rodziny. Niektóre nawet z rozpędu doktoraty porobiły. Z tego co wiem rozwodów póki co nie ma
Jedna koleżanka była po rozwodzie, ale tam w grę wchodził alkoholizm męża i małżeństwo nie przetrwało.

To ja mam inaczej ale też w pewnym momencie życia zmieniłam miejsce zamieszkania i nowi znajomi pojawili. Większość znajomych z "kiedyś" wzięło ślub jak to bywało w wieku do 25 roku życia. Jedni są nadal razem, inni rozwiedli, część wyjechała za granicę więc trudno stwierdzić jak im wiedzie.
Natomiast wśród nowych znajomych, którzy w większości założyli rodziny wcześniej, większość przeżywa kryzys/rozwód/zdradę. Mówię tu o moich rówieśnikach +/- czyli ok 40-stki. I jest kolejna, która po takich czy podobnych perypetiach weszła w nowy związek. Tam zwykle sielanka. Już nie wnikam co wcześniej się działo czy zdrada czy po prostu ktoś nie stworzył związku ale takie "nowe" związki starszych ludzi wydają się szczęśliwe i dojrzałe, nie raz pojawiają dzieci i kolejny ślub. Oczywiście nie zawsze. Ale z tego co obserwuję wokół, to robi regułą. Kiedyś kolega, który żenił się grubo po 30-stce, a był przystojny więc na pewno nie z powodu braku kandydatki, raczej ich nadmiaru, powiedział, że w ten sposób uniknął rozwodu do czy około 30-tki. Po prostu wybrał kobietę nie tylko piękną ale już zawodowo i pod względem charakteru ukształtowaną. Obecnie mają już 2-kę dzieci i są szczęśliwi a mu nie w głowie zdrady bo się "wyszumiał" za młodu.

40 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-04-22 12:55:52)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Stąd 30 że Witold poluje na 30 ki i chce je postraszyć że już stare a jeszcze gorzej będzie smile ale to nie takie proste w dobie globalizacji- na jakąś wioskę proponuję takie mądrości głosić.

Druga spraw w takich scenariuszach na swoje babka wróżyła- zależy od osoby, jej wrażliwości i zdolności do zachwytu druga osobą, wyznawanych wartosci - można mieć udany zwiazek startujący z rozsądku- ale na pewno nie z przekonania, że ta druga osoba jest kimś nas niegodnym. Współczuję takiego myślenia.
ale jak ktoś ma przekonanie, że kobiety największą wartoscią jest młodość to pozostaje mu dbać o kasę i prestiż i zawsze zmieni na młodszy model.

Kobieta z kasą też zawsze młodszych kochanków znajdzie nawet jak nie będzie atrakcyjna wizualnie czy intelektualnie czy osobowościowo.

Witold jest w sklepie z kobietami i ocenia "towary" sam też wystawiając się na ocenę.

41

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Ela210 napisał/a:

Witold jest w sklepie z kobietami i ocenia "towary" sam też wystawiając się na ocenę.

Ale Witold sam przyznał, że retuszuje zdjęcia na portalach randkowych i uważa, że zagadanie kobiety w realu jest uwłaczające (co oznacza, że ma świadomość, że zostanie spławiony bo nie ma nic ciekawego do powiedzenia i nie wygląda tak dobrze jak na obrobionych zdjęciach wink).

42

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Roxann napisał/a:

[(...) Ale z tego co obserwuję wokół, to robi regułą. Kiedyś kolega, który żenił się grubo po 30-stce, a był przystojny więc na pewno nie z powodu braku kandydatki, raczej ich nadmiaru, powiedział, że w ten sposób uniknął rozwodu do czy około 30-tki. Po prostu wybrał kobietę nie tylko piękną ale już zawodowo i pod względem charakteru ukształtowaną. Obecnie mają już 2-kę dzieci i są szczęśliwi a mu nie w głowie zdrady bo się "wyszumiał" za młodu.

W odniesieniu do tego fragmentu, mam całkiem sporo takich przykładów w otoczeniu, głównie wśród kuzynów, bo takie tematy były z nimi poruszane, ale też i wujków, czyli pokoleń wcześniejszych. Byli na tyle mądrzy i samoświadomi własnej wątłej moralności na dany "młody" czas, że wiedzieli, że te małżeństwa by się prawdopodobnie posypały przez ich głupotę i niedojrzałość i końcem końców zakładali rodziny w okolicach 35-40 i faktycznie poziom rozwodów póki co praktycznie zerowy. Zresztą nie muszę szukać takich przykładów daleko, bo sam partner oświadczył mi się słowami, że popełnił chyba wszystkie możliwe do popełnienia przez mężczyznę błędy, zna smak niemal wszystkiego co mogłoby zwichrować i zniszczyć małżeństwo, wie czego nie chce i jest gotowy do bycia mężem z wszystkimi konsekwencjami, które to na niego nakłada, a nie miałby tej mądrości jeszcze 10 czy 5 lat temu. Ale wracając do kuzynów czy wujków no to umówmy się, równolatek to oni jednak nie brali. Te 5-10 lat różnicy zazwyczaj zachowane. Więc jednak przykłady nieco różniące się od tego, zaprezentowanego przez Ciebie.

43 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-04-22 13:46:01)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
R_ita napisał/a:

. Ale wracając do kuzynów czy wujków no to umówmy się, równolatek to oni jednak nie brali. Te 5-10 lat różnicy zazwyczaj zachowane. Więc jednak przykłady nieco różniące się od tego, zaprezentowanego przez Ciebie.

Niekoniecznie, zależy w jakim wieku jest facet. Ten przeze mnie wspomniany miał jakieś 35-37, a ożenił z kobietą 29-31 (biorę pod uwagę czas "chodzenia"). Nie żadną 19-21. To Faceci grupo powyżej 50 jak czegoś dorobili szukają młódek. Ci "normalni" 30/35-50l, którzy myślą (jeszcze) o założeniu rodziny czy ogólnie partnerskim związku, biorą kobiety młodsze ale niekoniecznie "studentki", tylko te, które też są już gotowe i dojrzałe czyli tak kilka lat młodsze a nie 20 czy 30.

44

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Roxann napisał/a:
R_ita napisał/a:

. Ale wracając do kuzynów czy wujków no to umówmy się, równolatek to oni jednak nie brali. Te 5-10 lat różnicy zazwyczaj zachowane. Więc jednak przykłady nieco różniące się od tego, zaprezentowanego przez Ciebie.

Niekoniecznie, zależy w jakim wieku jest facet. Ten przeze mnie wspomniany miał jakieś 35-37, a ożenił z kobietą 29-31 (biorę pod uwagę czas "chodzenia"). Nie żadną 19-21. To Faceci grupo powyżej 50 jak czegoś dorobili szukają młódek. Ci "normalni" 30/35-50l, którzy myślą (jeszcze) o założeniu rodziny czy ogólnie partnerskim związku, biorą kobiety młodsze ale niekoniecznie "studentki", tylko te, które też są już gotowe i dojrzałe czyli tak kilka lat młodsze a nie 20 czy 30.

Biorą te, w których się zakochają.
A jak z wyrachowanie, to co to za związek? Z resztą kobieta też czuje, czy jest kochana, czy wybrana tylko dlatego, że ma mu dać dzieci. wink

45

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Wychodzi na to, że lepiej zawierać małżeństwa bliżej 30-stki niz 20-stki, pomijając czynniki czysto biologiczne...

Co do tych typów, to wydaje mi się, żę tu nieco Witold przesadza. Kurde, naprawdę wiele jest kanonów urodyt czy czynników, które tą urodę tworzą. DO tego dochodza jeszcze pozostałe cechy osobowiści, dlatego ostateczny wybór będzie czymś więcej, niż tylko zwracaniem uwagi na długie nogi i ładną figurę.

Ross, co do zakochania, to raczej nie decydowałbym się zakładać z kimkolwiek rodziny, będąc tylko na tym etapie..

46

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
bagienni_k napisał/a:

Wychodzi na to, że lepiej zawierać małżeństwa bliżej 30-stki niz 20-stki, pomijając czynniki czysto biologiczne...

Ja ogólnie uważam, że ta instytucja niedługo przestanie istnieć bo po prostu nie ma racji bytu i nie wpisuje kompletnie w obecne czasy podobnie jak nauki kościoła. Ogólnie jestem za tym tylko zastanawia mnie jak rozwiązane zostaną kwestie wychowania dzieci?

47

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
bagienni_k napisał/a:

Wychodzi na to, że lepiej zawierać małżeństwa bliżej 30-stki niz 20-stki, pomijając czynniki czysto biologiczne...

Co do tych typów, to wydaje mi się, żę tu nieco Witold przesadza. Kurde, naprawdę wiele jest kanonów urodyt czy czynników, które tą urodę tworzą. DO tego dochodza jeszcze pozostałe cechy osobowiści, dlatego ostateczny wybór będzie czymś więcej, niż tylko zwracaniem uwagi na długie nogi i ładną figurę.

Ross, co do zakochania, to raczej nie decydowałbym się zakładać z kimkolwiek rodziny, będąc tylko na tym etapie..

Z wyrachowanie nie da rady. Chociaż mam jeden przypadek. Koleżanka wyszła z mąż, przyznała się potem, że nie z miłości, ale podobało jej się, że był obrotny i zaradny, a  ona chciała mieć dzieci, a on za nią latał to się zgodziła. Można więc i tak.

48

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Roxann napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Wychodzi na to, że lepiej zawierać małżeństwa bliżej 30-stki niz 20-stki, pomijając czynniki czysto biologiczne...

Ja ogólnie uważam, że ta instytucja niedługo przestanie istnieć bo po prostu nie ma racji bytu i nie wpisuje kompletnie w obecne czasy podobnie jak nauki kościoła. Ogólnie jestem za tym tylko zastanawia mnie jak rozwiązane zostaną kwestie wychowania dzieci?

Normalnie. Czasem para ma dzieci bez ślubu. Chyba że mówimy o sprawach spadkowych.

49 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-04-22 14:15:28)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
rossanka napisał/a:

Z wyrachowanie nie da rady. Chociaż mam jeden przypadek. Koleżanka wyszła z mąż, przyznała się potem, że nie z miłości, ale podobało jej się, że był obrotny i zaradny, a  ona chciała mieć dzieci, a on za nią latał to się zgodziła. Można więc i tak.

Czy wyrachowanie? Jest nadal w pewnych środowiskach presja na ślub, facet zabiega, stara, czego chcieć więcej? Wiele osób w ogóle nie zaznało miłości w swoim życiu, inni stracili.
Prawda taka, że mamy skłonność deprecjonowania tego co mamy tu i teraz a zarazem przeceniania tego, co niedostępne, w tym jakąś zakazaną miłość.
Wiadomo, że ta zakazana miłość, jakby stała "legalna" już nie byłaby taka interesująca.
Nawet jeśli ta Twoja znajoma kochała kiedyś to po latach wiadomo... i tak teraz mówi.

50

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Roxann napisał/a:
rossanka napisał/a:

Z wyrachowanie nie da rady. Chociaż mam jeden przypadek. Koleżanka wyszła z mąż, przyznała się potem, że nie z miłości, ale podobało jej się, że był obrotny i zaradny, a  ona chciała mieć dzieci, a on za nią latał to się zgodziła. Można więc i tak.

Czy wyrachowanie? Jest nadal w pewnych środowiskach presja na ślub, facet zabiega, stara, czego chcieć więcej? Wiele osób w ogóle nie zaznało miłości w swoim życiu, inni stracili.
Prawda taka, że mamy skłonność deprecjonowania tego co mamy tu i teraz a zarazem przeceniania tego, co niedostępne, w tym jakąś zakazaną miłość.
Wiadomo, że ta zakazana miłość, jakby stała "legalna" już nie byłaby taka interesująca.
Nawet jeśli ta Twoja znajoma kochała kiedyś to po latach wiadomo... i tak teraz mówi.

Nie po latach. Niedługo po ślubie się przyznała.

51

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Całkowicie rozumiem ludzi, dla których różnica między udanym małżeństwem a udanym związkiem, sprowadza się do formalności papierowo-prawnych w wypadku tego pierwszego. Skoro tego nie potrzeują oboje, to czego chcieć więcej? Zabieganie i staranie dla samego zabiegania, to jednak mało ma wspólnego z uczuciem

52

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
rossanka napisał/a:
Roxann napisał/a:
rossanka napisał/a:

Z wyrachowanie nie da rady. Chociaż mam jeden przypadek. Koleżanka wyszła z mąż, przyznała się potem, że nie z miłości, ale podobało jej się, że był obrotny i zaradny, a  ona chciała mieć dzieci, a on za nią latał to się zgodziła. Można więc i tak.

Czy wyrachowanie? Jest nadal w pewnych środowiskach presja na ślub, facet zabiega, stara, czego chcieć więcej? Wiele osób w ogóle nie zaznało miłości w swoim życiu, inni stracili.
Prawda taka, że mamy skłonność deprecjonowania tego co mamy tu i teraz a zarazem przeceniania tego, co niedostępne, w tym jakąś zakazaną miłość.
Wiadomo, że ta zakazana miłość, jakby stała "legalna" już nie byłaby taka interesująca.
Nawet jeśli ta Twoja znajoma kochała kiedyś to po latach wiadomo... i tak teraz mówi.

Nie po latach. Niedługo po ślubie się przyznała.

Ile miała lat?

53

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Roxann napisał/a:
rossanka napisał/a:
Roxann napisał/a:

Czy wyrachowanie? Jest nadal w pewnych środowiskach presja na ślub, facet zabiega, stara, czego chcieć więcej? Wiele osób w ogóle nie zaznało miłości w swoim życiu, inni stracili.
Prawda taka, że mamy skłonność deprecjonowania tego co mamy tu i teraz a zarazem przeceniania tego, co niedostępne, w tym jakąś zakazaną miłość.
Wiadomo, że ta zakazana miłość, jakby stała "legalna" już nie byłaby taka interesująca.
Nawet jeśli ta Twoja znajoma kochała kiedyś to po latach wiadomo... i tak teraz mówi.

Nie po latach. Niedługo po ślubie się przyznała.

Ile miała lat?

Ślub brała jak miał chyba 28, czy 29 lat. Może że 2 czy 3 lata po ślubie to powiedziała.

54 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-04-22 14:26:51)

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
rossanka napisał/a:
Roxann napisał/a:
rossanka napisał/a:

Nie po latach. Niedługo po ślubie się przyznała.

Ile miała lat?

Ślub brała jak miał chyba 28, czy 29 lat. Może że 2 czy 3 lata po ślubie to powiedziała.

Czyli pewnie presja rodziny zdecydowała, zresztą w każdym poniżej 35 czy 40l to presja rodziny. Nawet wśród 19-24 latków.
Sama w dalszej rodzinie miałam przykład kiedy młodzi zaczęli się spotykać, ale rodzinie dziewczyny nie pasowało, że facet wpada do niej i nocuje. Oni mieszkali we wsi ale mieszkanie mieli też w mieście, w którym córka mieszkała. Ostatecznie postawili ultimatum albo ślub albo jego noga nie powstanie albo jak córka zbuntuje to i ona mieszkanie straci. I co? Grzecznie wzieli ślub i w tym mieszkaniu mieszkają. Ona 21 on 23 lata.

55

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Poleciała na niego tylko dlatego, żę był obrotny i zaradny(czyt. chciała mieć wygodne życie bez własnego wkładu) a potem koniec? No, nieźle..

56

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
bagienni_k napisał/a:

Poleciała na niego tylko dlatego, żę był obrotny i zaradny(czyt. chciała mieć wygodne życie bez własnego wkładu) a potem koniec? No, nieźle..

A nie nie. Wklad władny miala. Studia, prace , zajmowała się dziećmi, bardzo gospodarną, w domu wszystko na błysk, dzieciaki zadbane, jak je podchowala wracała zaraz do pracy. Tylko wyszła za mąż jak mówiła bez miłości. Patrzyły tylko czy zaradny , przystojny I odpowiedzialny. I czy dzieci lubi.

57

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Roxann napisał/a:
rossanka napisał/a:
Roxann napisał/a:

Ile miała lat?

Ślub brała jak miał chyba 28, czy 29 lat. Może że 2 czy 3 lata po ślubie to powiedziała.

Czyli pewnie presja rodziny zdecydowała, zresztą w każdym poniżej 35 czy 40l to presja rodziny. Nawet wśród 19-24 latków.
Sama w dalszej rodzinie miałam przykład kiedy młodzi zaczęli się spotykać, ale rodzinie dziewczyny nie pasowało, że facet wpada do niej i nocuje. Oni mieszkali we wsi ale mieszkanie mieli też w mieście, w którym córka mieszkała. Ostatecznie postawili ultimatum albo ślub albo jego noga nie powstanie albo jak córka zbuntuje to i ona mieszkanie straci. I co? Grzecznie wzieli ślub i w tym mieszkaniu mieszkają. Ona 21 on 23 lata.

Żadna tam presja rodziny. Koleżanka nie z tych potulnych. Sama chciała.

58

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
rossanka napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Poleciała na niego tylko dlatego, żę był obrotny i zaradny(czyt. chciała mieć wygodne życie bez własnego wkładu) a potem koniec? No, nieźle..

A nie nie. Wklad władny miala. Studia, prace , zajmowała się dziećmi, bardzo gospodarną, w domu wszystko na błysk, dzieciaki zadbane, jak je podchowala wracała zaraz do pracy. Tylko wyszła za mąż jak mówiła bez miłości. Patrzyły tylko czy zaradny , przystojny I odpowiedzialny. I czy dzieci lubi.

W sumie rozsądne kryteria. A fajerwerki i tak mijają, ważniejszy jest wzajemny szacunek i zaufanie. Jeśli jest wciąż sympatia i pożądanie (po latach) to tylko zazdrościć smile

59

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Ma to ręce i nogi smile Prędzej takie małżeństwo dłużej przetrwa niż jakieś zawierane na etapie samych fajerwerków, gdzie potem może nastąpić rozczarowanie i to gorzkie..

60

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
bagienni_k napisał/a:

Ma to ręce i nogi smile Prędzej takie małżeństwo dłużej przetrwa niż jakieś zawierane na etapie samych fajerwerków, gdzie potem może nastąpić rozczarowanie i to gorzkie..

No nie wiem. Strasznie się potem żarli. I w sumie żyli osobno, dzieci ich tylko łączyły. Ciekawe, czy jeszcze są razem.

61

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
Roxann napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Wychodzi na to, że lepiej zawierać małżeństwa bliżej 30-stki niz 20-stki, pomijając czynniki czysto biologiczne...

Ja ogólnie uważam, że ta instytucja niedługo przestanie istnieć bo po prostu nie ma racji bytu i nie wpisuje kompletnie w obecne czasy podobnie jak nauki kościoła. Ogólnie jestem za tym tylko zastanawia mnie jak rozwiązane zostaną kwestie wychowania dzieci?

To zalezy, jak do tego podchodzimy.
Pomijajac cala otoczke koscielno-weselna, to mnie sie podoba podejscie ludzi, ktorzy po prostu wprost mowia, ze dla nich slub cywilny jest po prostu zawarciem umowy cywilno-prawnej, w ktorej zaznaczaja, ze chca po sobie dziedziczyc, razem sie rozliczac itd itp. To jest moim zdaniem spoko kierunek.

Swoja droga taka opcje po prostu zawarcia umowy miedzy stronami (juz nie nazywajac tego konkretnie slubem cywilnym) osobiscie umozliwilabym parom jednoplciowym. Bo wlasciwie dlaczego oni nie moga miedzy soba podpisac papierka, ze od tej pory po sobie dziedzicza, sa dla siebie bliscy, maja wspolne gospodarstwo itd.

62

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

Te osoby, które chwalą sobie życie bez małżeństwa, najczęściej skupiali się na wewnętrznym charakterze i trwałości związku, twierdząc, że zawracie małżeństwa nie wpłynęło w żaden sposób na trwałość ich uczucia..
I tu też każdy może się inaczej na to zapatrywać...

63

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
bagienni_k napisał/a:

Te osoby, które chwalą sobie życie bez małżeństwa, najczęściej skupiali się na wewnętrznym charakterze i trwałości związku, twierdząc, że zawracie małżeństwa nie wpłynęło w żaden sposób na trwałość ich uczucia..
I tu też każdy może się inaczej na to zapatrywać...

A mnie by cieszyło że ktoś się chce oświadczyć.

64

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?

No cóż, jeśli dla niektórych zaręczyny czy sam dzień ślubu mają charakter niemal mistyczny, to co się dziwić..

65

Odp: Desperacja - co to właściwie oznacza?
bagienni_k napisał/a:

No cóż, jeśli dla niektórych zaręczyny czy sam dzień ślubu mają charakter niemal mistyczny, to co się dziwić..

Coco? Kto tak napisał, że to mistyczy dzień?

Posty [ 1 do 65 z 179 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Desperacja - co to właściwie oznacza?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024