Witam. Nie wiem, czy ktoś tu jeszcze w ogóle zagląda i czy w ogóle znajduję się we właściwym miejscu... Ale mam nadzieję, że jest tu ktoś, kto mnie jakoś wesprze, coś doradzi ![]()
Jesteśmy z moim mężem razem od ponad 3 lat, z tego pół roku jako małżeństwo. Mamy cudowną, prawie dwumiesięczną córeczkę. Jako para wiele już przeszliśmy, były wzloty i upadki, przebrnęliśmy nawet przez jego zdradę... Ale teraz już się chyba nie uda...
Jestem młodziutka, mam 21 lat, ale Artura kochałam odkąd go poznałam i od razu wiedziałam, że to z nim chcę spędzić życie. Był cudownym chłopakiem, później narzeczonym. Wszystko pochrzaniło się po tym, jak przespał się z 7 lat młodszą od siebie dziewczyną. Ciężkie chwile wtedy nastały, ale daliśmy radę. Wszyscy się od niego odwrócili, mi radzono to samo. Tyle,że nie mogłam, nie potrafiłam. Mimo rozstania spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. I choć wiedziałam, że ciągle mnie okłamuje (i w końcu nie wiedziałam, kiedy mówi prawdę, a kiedy nie) to i tak wciąż w tym wszystkim trwałam. Zeszliśmy się w końcu, ale od tamtego czasu nic już nie wyglądało tak, jak wcześniej.
On bardzo pragnął dziecka - ja nie. Jestem z rodziny wielodzietnej, chciałam jak najdłużej korzystać z młodości, a nie powielać życiorysu mojej mamy. Jednak ślepo zakochana, zrezygnowałam ze wszystkich swoich ambicji i planów, by tylko uszczęśliwić ukochanego. Zaczęliśmy się starać o maleństwo i wiele czasu nie minęło, a już byłam w ciąży. Koleżanki uznały, że zgłupiałam - dopiero co skończone technikum i już dziecko ? I to do tego z nim ? NIe chciałam jednak już nikogo słuchać - liczyło się tylko to, że Artur był szczęśliwy.
Problemy zaczęły się wkrótce. Moja rodzina uznała, że skoro i tak jesteśmy zaręczeni, to trzeba wziąć ślub. Tak długo wjeżdżali mi na psyche, że w końcu na to przystałam. Zaczęły się awantury - Artur wcale nie chciał ślubu. Ciągle mi wykrzykiwał, że bez przerwy słucham się matki, że nie mamy pieniędzy, że to chory i głupi pomysł. I że dziecko to był jednak głupi pomysł, bo ja powinnam iść do pracy. Żeby tylko mieć spokój to zaczęłam jej szukać, ale byłam już w 4. miesiącu - nie chcą brać do pracy ciężarnych. Nie wiem, co nagadał swoim rodzicom, ale usłyszałam, że jestem głupia i leniwa i specjalnie zaszłam w ciążę, żeby żerować na ich synu. A to on chciał przecież mieć dziecko !!!
Gdy postanowiłam znowu od niego odejść, wszystko się uspokoiło. Jego rodzice się ode mnie odczepili, znów stał się kochany, czuły i cudowny. Jednak wcześniejsze stresy znacznie wpłynęły na mój stan zdrowia - krótko po ślubie trafiłam do szpitala, bo ciąża była zagrożona. Gdy wyszłam, to juz do końca musiałam brać leki na podtrzymanie.
Jakoś ciągneliśmy to nasze małżeństwo, ale z dnia na dzień było corz gorzej. Uspokoiło się na krótko, gdy na świat przyszła nasza córka. Artur stał się kochającym ojcem, teściowie postanowili zostać dobrymi dziadkami.
Sielanka skończyła się ok 5 tyg. temu.
Artur przestał poświęcać czas mi i Kini
wraca z pracy do domu, je i siada przed komputerem. Ja mam jednocześnie i siedzieć w domu, i pracować, i wychowywać dziecko. Małą nie chce się zajmować, drażni go, że płacze. Nawet na ręce jej nie bierze, potrafi na nia krzyknąć
raz na kilka dni zachowuje się jak człowiek, to wtedy czasem chwile ją pobawi. Jednak takie dni to święta ![]()
Cały czas sprawie siedzę w domu, dostaję już od tego świra ![]()
Ostatnio doszło do mnie w koncu, że on nie jest taki cudowny, za jakiego brałam go kiedyś. I że chyba już go nie kocham ![]()
Zastanawiam się, czy by od niego nie odejść, ale miotam się w tym wszystkim ![]()
Proszę, poradźcie coś
Była któraś z was w podobnej sytuacji ?
Pozdrawiam ![]()