Witam. Tak sobie leżałem w łóżku, próbowałem zasnąć i naszła mnie jakaś taka refleksja żeby wejść na to forum i coś napisać. Po co to robię? Zupełnie nie wiem. Nie oczekuję rad, "poklepywania" po plecach i napisania "wszystko będzie dobrze" bo to nie o to tutaj chodzi. W tym roku skończę 25 lat a moje życie to jedna wielka pustka. Jestem jak ten czekoladowy Św. Mikołaj. Opakowanie jest, Mikołaj ma ładny strój, uśmiecha się a w środku ..... cisza. Nie ma nic. Ze mną jest podobnie. Wychowałem się niby w normalnej rodzinie. Normalnej bo nikt nigdy nie chodził głodny, ojciec nigdy nie podniósł ręki na matkę ani na moją siostrę ani na mnie. Niby każdy wszystko miał. Jednakże gdy rodzice przychodzili do domu, siadali w dużym pokoju i praktycznie tak siedzieli do wieczora. Jako dziecko słyszałem opowieści kumpli jak to wyjeżdżali z ojcami gdzieś na ryby itp. A ja nie. Moje wychowanie było pozbawione okazywania sobie uczuć. Szybko więc się usamodzielniłem, wydoroślałem. Moja siostra jest o 2 lata ode mnie starsza. Ma już męża, dziecko, psa a teraz buduje dom za miastem. Jakoś sobie poradziła. Moje życie jednakże nadal jest szare. Można powiedzieć, że praktycznie całe życie jestem singlem. Były jakieś przelotne znajomości ale o żadnej kobiecie nie mogłem powiedzieć "moja kobieta". Na żadnej z tych kobiet mi nie zależało. Jeżeli natomiast chodzi o te niby właściwe kobiety to żadna z nich nie dała mi nawet szansy. Pierwszą z nich, Pannę W. poznałem jeszcze w szkole. Myślałem: "Fajna dziewczyna. Warto by było się z nią zaprzyjaźnić". Jednak można się domyślić jak się skończyło. Wybrała innego. Później była Panna S. Dziewczyna mieszkała na tej samej ulicy co ja. Skończyło się tak jak z Panną W. Była jeszcze Panna N. ale znów wybrała innego. Można powiedzieć, że kolesia z marginesu, który z różnych spraw znany jest Policji. Najgorsza znajomość jednak była z Panną K. Miałem klapki na oczach i praktycznie nie widziałem poza nią reszty świata. Byłem na każde jej skinienie. O co mnie prosiła to zawsze dostawała ale oczywiście wybrała innego ;] I to była chyba największa porażka mojego życia. Ten upadek cholernie bolał.
W wieku 20 lat zostałem przyjęty do Policji. Już w wieku 15 lat moje życie było tak nudne, że przysiągłem sobie, że zrobię wszystko żeby się tam dostać i chociaż robotę mieć ciekawą. Pamiętam jak w dzień, w którym miałem przysięgę przyjechałem do domu, usiadłem na krześle, wziąłem w ręce blachę (czyt: policyjną odznakę) z legitymacją i po prostu się popłakałem. Przez całe dzieciństwo i "nastolatkowość" byłem twardy i z pokorą zbierałem kopy od życia i w tym jednym momencie wszystko we mnie pękło. To było największe i jak na razie jedyne moje rozklejenie się w życiu. Czemu się rozryczałem? Nie wiem. Być może dlatego, że w końcu poczułem, że chociaż coś mi się w życiu udało. A po co zostawałem psem? Żeby pokazać swoją wartość. Ale nie ludziom w cywilu. Nigdy nie wykorzystywałem blachy aby pokazać komuś, że mogę więcej bo jestem WŁADZA. Chciałem sam sobie udowodnić, że jednak jestem chociaż coś wart, że mogę być w czymś dobry i że chociaż komuś jestem potrzebny. Przeprowadziłem się do innego, większego miasta. Jak każdy świeżak zaczynałem od prewencji. Już od początku zostawałem po służbie na komendzie jeżeli coś trzeba było załatwić a nie było komu. Moja robota bardzo mi się podobała aczkolwiek sama prewencja zaczęła mnie nudzić. Czułem, że potrzebuję więcej. Moja ciężka praca a także najlepsza dyspozycyjność wśród znajomych policjantów pozwoliła mi dostać się pionu kryminalnego i zajmowanie się na prawdę poważnymi przestępstwami a nie uspokajaniem dresiarzy pijących piwo i hałasujących o północy pod blokami. Sam siebie uważam za zgorzkniałego kolesia. Wiem, że to źle ale nie sądzę żeby ktoś mając takie życie jak ja był inny. Nie mam praktycznie żadnych przyjaciół. Może jednego. Tak na prawdę przyjaciół poznaje się w biedzie a ja nigdy nie byłem w takiej sytuacji, w której mógłbym poznać czy to przyjaźń prawdziwa czy też nie. Generalnie jestem sam jak palec. ZAWSZE z moimi problemami musiałem radzić sobie samemu. W Policji mam opinię takiego twardego psa, który nigdy się nie łamie, nigdy nie ma chwil słabości, zawsze idzie do przodu. I może rzeczywiście z mojego wyglądu (190cm wzrostu, 100kg wagi) albo z punktu widzenia osoby trzeciej może tak być. Ale to wszystko to gówno prawda. Ludzie widzą tylko moją zbroję, którą ubieram wychodząc z domu. Zbroję super wojownika, który gotów jest iść na wszystkie bitwy świata a za przyłbicą jest spłakana twarz malutkiego, wystraszonego chłopca, który nie radzi sobie z tym wszystkim bo ludzie za dużo od niego wymagają. Gdy podczas odpraw z naczelnikiem, mówię że mogę nie dać rady czegoś załatwić lub czegoś się dowiedzieć wszyscy na mnie patrzą i mówią STARY, TY NIE DASZ RADY? KTO JAK KTO ALE NIE TY. A to mnie co raz bardziej przybija. Ludzie za dużo ode mnie oczekują bo uważają mnie za supermana. Czasem gdy wychodzę z komendy, wsiadam w samochód i myślę gdzie pojechać. W domu i tak nikt na mnie nie czeka. Mieszkanie mam 2-pokojowe. Całkiem nieźle jak na samotnie żyjącego policjanta. Ostatnio na necie znalazłem ogłoszenie Pani, która w zamian za pokój oferowała usługi sexualne. Pomyślałem sobie czemu nie? Mam warunki, poza tym nie wierzę w miłość więc taki układ byłby ok. Później pomyślałem CO TY CHŁOPIE W OGÓLE WYGADUJESZ? Jako pies żyję w tym złym świecie, który pełen jest m.in. prostytucji. Wiem jaki to jest syf. Wiem, że te dziewczyny często bardzo źle kończą. A ja po to zostałem psem, żeby pomagać ludziom a nie wbijać im gwóźdź do trumny. Później znów powróciłem to pierwszego pomysłu, że może by spróbować współpracy z tą panią. W takim wypadku można by było powiedzieć gdzie ja mam zasady? A no właśnie chyba w dupie. Całe życie się ich trzymałem a dziś nie mam w nim niczego. Kompletna pustka. Ja już przegrałem swoje życie więc o co mam się starać? Czym się martwić? Za moje gówniane życie chociaż trochę cielesnej uciechy mi się należy. I tak nadal biję się z myślami.
Kiedyś założyłem inny topik na tym forum w sprawie związków z policjantem. Któraś z Pań napisała bardzo mądre zdanie: POLICJANCI DO DOBRZY LUDZIE ALE MAJĄ SPACZONĄ PSYCHIKĘ. A ja Wam powiem, że coś w tym jest. Niby to dobrzy ludzie, którzy poświęcają życie prywatne aby inni mogli chodzić po mieście i czuć się bezpiecznie. Z drugiej strony jak ktoś funkcjonuje w świecie pełnym zła, bólu, śmierci, bestialstwa to jaki ten ktoś ma być?? Tym bardziej iż w domu nie ma żadnej kobiety, która pokazała by mu tą lepszą, piękniejszą stronę życia.
Najsmutniejsze jest to, że w wieku 25 lat stoję przed lustrem i mogę powiedzieć sobie PRZEGRAŁEŚ ŻYCIE CHŁOPIE. I to nie jest tak, że mi się to wydaje. Ja to po prostu wiem. Natomiast nie wiem po co Wam to napisałem. Może to chciałem z siebie wydusić . . . nawet jeżeli pod moim postem miało by być pusto ![]()
Jest już grubo po 4 więc nie ma sensu żebym kład się spać. Pojadę gdzieś na dworzec do jakiegoś całodobowego fast fooda coś zjeść a potem tradycyjnie pojadę do komendę. Może tam będzie coś czym mógłbym się zająć. Nie wiem czy jeszcze kiedyś zajrzę na to forum. Źle to na mnie wpływa jak czytam niektóre tematy a z moją natura zazwyczaj wchodzę w każdy dział.
Robert