Witam,
Chcialabym podzielic sie z wami moim problemem, a zwlaszcza z osobami przebywajacymi za granica.
Mam partnera od ponad 7 lat, w tym czasie na Swiat przyszly nam wspaniale dzieci (dwojka).
Ale od pewnego czasu cos sie psulo i psulo i tak wkoncu chyba sie wypalilo.Tkwimy razem w toksycznym zwiazku. Jego zycie to praca i dom, moje zycie to dzieci i dom. Mijamy sie praktycznie, szczescia napewno juz nie ma.
Chce od niego odejsc ale nie wiem co pokolei robic.
W tej chwili mieszkamy w mieszkaniu socjalnym do ktorego obydwoje mamy takie same prawa. On pracuje a ja jestem w stadium poszukiwan i prawdopodobnie cos juz niedlugo bede miala.
Problem w tym ze jestesmy uwiazaniu wszelkimi zasilkami, kredytami i dlugami na dwoje. Do tego dochodzi wszystko czego sie dorobilismy, czyli samochod i cale umeblowane mieszkanie, a ja nie mam w tej chwili ani grosza sama dla siebie aby poprostu zabrac sie i wyjsc jesli on tego nie zrobi. Zawsze myslalam ze jakos sie dogadamy i nigdy nie planowalam odkladac na boku czy cos w tym stylu.
Jesli ktos jest w podobnej sytuacji lub byl, czy tez zna takie przypadki, prosze o porade.
Nie wnikajmy w uczucia, czy tez dzieci. Nie zabronie mu ich widywac ani tez nie bede ich buntowac, chce tylko zaznac troche szczescia ktorego on nie moze mi dac.
Dzieki