Witajcie drogie panie,sorki ze wszedlem na kobiece forum ale chcialbym sie dowiedziec czegos z punktu waszego widzenia.
Bylismy ze soba piec lat,poznalismy sie w anglii,szybko zamieszkalismy razem.Bywalo ciezko na poczatku,ciasne mieszkanie,nie za duzo kasy ale jakos przetrwalismy to.Ona mnie bardzo szybko pokochala,kochala tak mocno,ja wiedzialem ze jest wspaniala osoba,wyjatkowa i wiedzialem ze to jest ta osoba,pokochalem ja ale z czasem ta milosc stawala sie mocniejsza,taka glegoka,bardziej duchowa niz chemiczna.Bywalem rozny,nie spokojny,szalony,nerwowy,lagodny,czuly,wrazliwy,wesoly,smutny,gadula,posiadalem pasje do zycia,hobby,interesowalem sie swiatem,troszczylem sie o nia,opiekowalem,zawsze przy niej bylem,nie zdradzilem,nigdy o tym nie myslalem,bylem delikatny,czasem szorstki,ale nigdy nie bylem przylepom.
Ona spokojna,opanowana,silna,czula,delikatna,kochajaca,z pasjia do drobnostek,opiekuncza,ciepla,zawsze pomocna ale tez skryta i malo mowna.
Rok przed rozstaniem powstal temat dziecka,spytalem ja i powiedziala tak.Wiem ze czekala na ta chcwile,wiec spytalem ale po miesiacu popelnilem najwiekrzy blad,spytalem czy mozemy sie wstrzymac.Obawialem sie jednej rzeczy,pracy.Przyznam ze raz juz sie z tamtad zwalnialem,ciezka praca,ludzie do niczego,nudni,pusci,mialem juz dosc.Obawialem sie ze jak urodzi sie maluszek to moze stac sie to co kiedys a tak byc nie moglo.Wogule miasto brudne,ludzie malo ciekawi,nie ma gdzie wyjsc,same puby,ulice brudne.Przerazala mnie mysl ze ja mialem pociskac z wuzeczkiem w tym smierdzacym miejscu,moze tragizowalem z lekka,ale chcialem parku,ladnych uliczek itd.Wiec pojechalismy do oxfordu,spodobalo nam sie tam,zadecydowalismy i zaczalem szukac pracy dziesiatki emaili telefonow i nic,rozczarowalem sie i zagubilem.Poddalem sie i juz wiedzialem ze musze sie poddac temu co jest i juz w myslach mialem wizje maluszka,nie powiedzialem jej tego tylko przestalem sie zabezpieczac,myslalem ze zrozumie,no ale tak powinienem stanowczo udzielic tej informacji.
Trzy miesiace przed rozstaniem pojechala na wakacje z kolezankami do lanzarote,gdy wrucila miala dziwna twaz,taka skryta ale moze mi sie wydawalo,oczywiscie opowiadala ze pojedziemy tam za rok itd.ale z tygodnia na tydzien czulem ze sie oddala,wogule miala taka prace ze czesto zaczynala przed poludniem i wracala wieczorem,ja ciagle czekalem,ciagle bylem w domu i czekale.to mnie przygniotlo,zabralo energie.z czasem bywalo coraz gozej,nie jedlismy razem obiadow,siedziala w sypialni z laptopem w kaciku,jak przychodzilem zaraz zmieniala na pusta strone google,telefon ciagle trzymala przy sobie,ciagle ktos do niej pisal,dziwne to bylo,tak mnie to przygniotlo ze ktoregos razu peklem i spytalem co jest grane,no i zaczelo sie.
Powiedziala mi ze jestesmy rozni,nie dogadujemy sie,ze nie widzi wspulnej przyszlosci ze mna,ze dobrze ze nie mamy dziecka,poczym sputala czy chce to dziecko czy nie,mnie zamorowalo,stracilem jaja,nie wiedzialem co powiedziec,spytala dla czego przestalem brac prezerwatywy ja sie nie sprecyzowalem tak jak powinienem,powiedzialem ze poprostu jak bedzie dziecko to bedzie,ona powiedziala ze tak nie chce i poszla do lazienki.Wiem,powinienem wprost powiedziec ze po prostu chce.Ale to wszystko tak nagle spadlo mi na glowe ze odebralo mi racjonalne myslenie.Potem pojechala na tudzien do polski,ja pisalem do niej smsy,nastepny blad.Gdy przyleciala,oswiadczylem sie jej na lotnisku,bo juz wiedzialem ze nie moge dluzej czekac.Mialem plan zrobic to na jej urodziny,zaproscic znajomych,kupic tort,mnustwo kwiatow,prezenty,mialem taki cichy plan tylko ze nie spodziewalem sie tak szybkiego przebiegu zdazen.Powiedziala ze gdybym dal jej ten pierscionek pol roku wczesniej.No i pozniej byly,sceny,placze,lazilem za nia jak ta zalosna dupa,klutnie,itd.Powstal chaos w mojej glowie.
Powiedziala ze juz mnie nie kocha i ze juz nie chce byc ze mna,ze nie czula sie wtym zwiazku od poczatku jak kobieta.Kocha mnie jak przyjaciela ale nie czuje juz pasji ani namietnosci.Gdy poprosilem aby zatrzymala pierscionek,powiedziala ze na niego nie zasluguje ze dam go innej kobiecie.Wogule mowila ze to wszystko moglo sie stac za dwa albo trzy lata,nawet jak bysmy mieli dziecko i slub.Mieszkala jeszcze trzy tygodnie i sie wyprowadzila.Od tamtej pory w zasadzie wogule sie nie kontaktuje,nie wiem gdzie mieszka,co porabia.Minely prawie trzy miesiace i zadnych oznak ze moglo by sie cos zmienic,odciela sie totalnie.Pisalem jeszcze do niej przez dwa miesiace,nie dzwonilem ani nie szukalem kontaktu,po prostu pisalem co do mnie dotarlo,co przemyslalem,co chcialbym zmienic,jakie pietno wywarlo na mnie to cierpienie i bol dzieki czemu zrozumialem siebie i swoje bledy.Ale nie poddalem sie mysli ze to wszystko moja wina,bo nie.Wiem jak mocno ja kocham,jak mi zalezy i na co mnie stac.Jakim jestem czlowiekiem i co moge ze soba niesc.
Co o tym sadzicie drogie panie,czy jest jeszcze sens na co kolwiek? czy czas juz zaczac myslec o swoim zyciu? czy poczekac jeszcze,dac sobie jakis czas?
Wiem ze kocham ja,mysle o niej i tesknie ale nie prosze jej ani nie blagam o powrot,pomimo tego ze jeszcze pisalem przez dwa miechy,pozwolilem odejsc,uszanowac jej decyzje.Nie mam do niej pretesji i nie bede mial,wybaczylem.