Witajcie!
Chciałam opowiedziec Wam po krótce moją historię i prosic o radę.
Otóż mam rocznego syna z mężczyzną, z którym nie mieszkamy, ani nie jestem z nim w związku (ani formalnym, ani nieformalnym).
Chciałabym ograniczyc mu prawa rodzicielskie i ustalic godziny wizyt w wybranym przeze mnie dniu tygodnia. Wszystko dlatego, ze jego wplyw na zycie tego dziecka jest znikomy, facet jesli w ogole przyjedzie, to raz na dwa tygodnie, nawet raz na trzy tygodnie (jednakze twierdzi, ze maly jest dla niego oczkiem w glowie...co mija sie z prawdą gdyż potrafi napisac do mnie wiadomosc sms, ze nie przyjedzie w odwiedziny, bo jest brzydka pogoda albo cos mu wypadlo, potrafi bezczelnie napisac, ze przyjedzie w takim razie jutro,bo dzisiaj nie ma czasu)!!! Ja takze mam swoje zycie, wychowuje sama dziecko, studiuje dziennie, ucze sie naprawde bardzo dobrze, staram sie dla tego malenstwa o jak nalepszy byt w przyszlosci, wiec wydaje mi sie,ze on nie ma prawa tak dezorganizowac mojego zycia...
Rzucil studiua, wykazuje nizsze dochody niz w rzeczywistosci zarabia, miga sie od odpowiedzialnosci za malucha, ostatnio zagrozil, ze nie wyrazi zgody na wyrobienie paszportu dla malego przez 5 lat, bo ma takie widzimisie. W taki oto sposob pokazuje, jakim to oczkiem w jego glowie jest to malenstwo...jedyne co ma znaczenie to robienie mi na zlosc, bo z nim nie jestem, a nie jestem, bo wiele razy bardzo mnie skrzywdzil, doszlo nawet do rekoczynow, gdy bylam w ciazy, przykro mi o tym pisac, ale okres ciazy zamiast byc cudownym etapem w moim zyciu byl okresem strachu i jedna wielka niewiadoma...ojciec malenstwa nigdy nawet nie zapytal czy czegos potrzebuje dla syna!!!
Jest mlody, w kwiecie wieku, nie ma zadnych obowiazkow poza osmioma godzinami pracy dziennie! Zadnych, bo przy dziecku nie pomaga.
Co chwilę znajomi donoszą mi, ze widzieli go pijanego, ze widzieli go tu, tam na imprezie... na dziecko nie ma czasu, miga sie od wizyt, twierdzi, ze jest zmeczony po pracy. Ostatnio zaczal mnie straszyc, ze zniszczy czlowieka, z ktorym uloze sobie zycie, i ze mam byc na bacznosci, bo mnie obserwuje i jestem na ciaglym monitoringu...
Celowo wprowadza mnie w zlosc, robil to zawsze...moglabym pisac bez konca jak bardzo mnie skrzywdzil, a ja glupia caly czas myslalam, ze dla dziecka jakos to bedzie, ze musze byc silna, wroce do niego, bo liczy sie tylko ten maluszek...wiem, ze to byla bledna decyzja, ale przynajmniej nie moge sobie zarzucic, ze nie sprobowalam.
Ojciec dziecka jest swiadomy tego, ze mnie skrzywdzil, trzymam wszystkie wiadomosci od niego, bo rzadko kiedy przychodzi jakas naprawde "normalna i sensowna"...pisze mi w nich o swoim problemie z alkoholem, hazardzie...w pewnej chwili nawet dowiedzialam sie, ze mnie zdradza! On chodzil wszystkim rozpowiadal, ze probuje naprawic zwiazek, a tu prosze, widocznie chcial zataic swoje "lewe panienki"...gdy go zapytalam, jak dlugo trwaja te jego znajomosci, czy bylam juz w ciazy czy nie, powiedzial "a w ch** dlugo to trwa"...jak mozna robic tak kobiecie, ktora nosila jego dziecko w brzuchu, przeciez moj stan mial takze wplyw na dziecko...
Ostatnio poprosilam go zeby przyjezdzal do syna dwa razy w tygodniu, gdyz w te dni jestem od 9 do 19 na uczelni, a do domu wracam o 20stej, zeby odciazyl moich rodzicow choc troche, wiem, ze jego tatusiowanie konczy sie na zabawie z maluchem, ale chociaz bylby jakikolwiek z niego pozytek, odmowil...
Zastanawiam sie tylko, co by bylo gdybym jednak zdecydowala sie z nim zyc i mieszkac razem...wydaje mi sie, ze to nieprawdopodobne, bo jemu zalezalo na tym by "uciec", bo bedac ze mna nie mogl pic i palic papierosow (na to zawsze znajdywal pieniadze, na nas rzadko kiedy... jesli juz to 1/3 wyplaty, a po tygodniu i tak blagal zebym mu dala jakies pieniadze, nawet nie wiedzialam co robi z reszta, w ogole go nie interesowalo,ze nie wyrabiam finansowo,ze nie ma na dziecko...a ja nie mialam do tego wszystkiego pojecia co sie dzialo z reszta!!! gdy pytalam wpadal w furie...
Jest nieodpowiedzialny, niezrownowazony psychicznie, nie stara sie, nie odwiedza malego systematycznie, fiu bdziu mu w glowie, zastrasza nas...
Nie chce zeby ktos taki mial wplyw na moje zycie i zycie tego malucha - negatywny wplyw. Zdarzalo sie nawet tak, ze gdy synek mial kilka miesiecy, to jego ojciec robiac mi na zlosc dawal mu slodycze albo doslownie "wtrzepywal w rajstopy" do momentu az dzieciatko zaczelo plakac, jak mozna tak robic, moze dla niektorych to nic takiego, ale dla mnie takie zachowanie jest nienormalne.
Ja juz nie mam sily uzerac sie z tym czlowiekiem, przykro mi, ze tak sie zachowuje, bo kazdy normalny ojciec nie zwazajac na nic bylby u syna, nie wazne czy pada deszcz, czy mu sie autobus spoznil i musi czekac na kolejny;/;/;/ przykre:(...
a wiec chcialabym ograniczyc mu prawa rodzicielskie oraz ustalic wizyty raz w tygodniu na 2 godziny (w srodku tygodnia, nie w weekend), on ma czas na to zeby hulac, pic, latac za innymi, a ja tyram zeby zylo nam sie lepiej i nie mam czasu w weekend.
Wybaczcie, ze sie tak rozpisalam, ale bardzo to przezywam, tu chodzi o moje male szczescie, ktore powinno miec uregulowany plan dnia, ktore powinno widziec ojca systematycznie, zyc normalnie...
Myslicie, ze to starczy...? oczywiscie mam swiadkow i wiadomosci jako dowod.
Pozdrawiam i prosze o rychla odpowiedz.