Niestety poznałam faceta z problemem...fakt ze dowiedziałam się o tym na samym początku znajomości wcale nie dał mi do myślenia...bo wtedy jeszcze nie było mowy o żadnej miłości czy nawet zauroczeniu więc można to było w miare szybko zakończyc..a dziś mój chłopak od 2 dni jest w zamkniętym ośrodku terapeutycznym nie może się z nikim kontaktowac i pozostanie tam 12 miesięcy..do ukończenia leczenia.Chyba że wyjdzie wcześniej i tego leczenia nie zakończy...Nie wiem co mam robic czekac czy nie? Tzn dla mnie to jest jasne ze czekac...chociażby dlatego zeby zobaczyc czy mu sie udało...bo mimo tego że jest cpunem to dobry człowiek...raz juz w takim osrodku był ale niestety leczenia nie ukończył i wyszedł na własne rządanie..2 miesiące pozniej zaczal znow cpac...za pierwszym razem uzależniony był od heroiny którą wstrzykiwał sobie dożylnie..teraz do ośrodka pojechał przez amfetamine którą zażył kilka razy..od momentu początku naszego związku...ale tu w tym momencie nie chodzi o jego uzależnienie tylko o psychikę...z niczym kompletnie nie moze sobie poradzic z pracą mieszkaniem...wyskakiwały ciągle jakies problemy...długi..To ile razy ja musiałam świecic za niego oczami wstydzic si,to nie ważne..kocham go i nie zostawie z takim problemem...Mam nadzieje ze teraz leczenie ukończy i ze zmieni się o 180 stopni...nie wiem tylko czy ja dam radę..12 miesięcy..
Podobne tematy
żaba68 - gdybym była okrutna to napisałabym "obyś nie dała radę wytrzymać tych 12 miesięcy" ale nie muszę być bo życie z takim czlowiekiem jest okrutne i jeśli mimo tego z nim będziesz to "świecenie oczami" będzie twoim najmniejszym problemem. Nie wiem ile masz lat ani on bo jest to też bardzo istotne, od ilu lat bierze. Fakt jednak jest taki że będąc w związku z narkomanem musisz liczyć się z samotności, biedą, ciągłym brakiem możliwości wsparcia z jego strony, kłamstwami, kradzieżami (nawet tobie) a w końcu patrzeniem jak stacza się na samo dno. Nie wiem czy taki obraz życia ci odpowiada jeśli tak to czekaj jeśli nie to poczekaj aż wyjdzie z detoksu i zerwij znajomość im wcześniej tym lepiej póki nie zrobił spustoszenia w twoim życiu i psychice.
ja mam 22 on ma 24...jest narkomanem od 9 lat...:/ niedawno rozmawiałam z jego mam i bardzo duzo jego kłamstw wyszło na jaw;/ mianowicie oszukiwał z pieniędzmi zatajał to ile ich ma albo mowił ze nie ma w momencie gdy pozyczali mu rodzice np na opłacenie mieszkania mowił ze zamiast 500 dostał 300 a za mieszkanie zapłacił w ogole 100...takze z takimi kłamstwami z jego strony sie spotkałam..w ogole mysli samobójcze straszenie"mozesz kupowac juz wieniec" było dosyc czesto..oczywiscie były momenty sielanki ...najgorsze jest to ze nie wiem czy ja cokolwiek tak naprawde o nim wiem i nie wiem czy te pozytywne rzeczy ktorymi staram sie go bronic tez nie okazałyby sie po czasie kłamstwem...w dodatku dzisiaj miałam sen ze szłam pod wiatr a w senniku wyczytałam ze miłośc mojego partnera okaze sie niestała...nie wiem moze psychika mi juz szwankuje..w dodatku nie wiem co powiedziec rodzicom...wstydze sie im prawde powiedziec bo nie wiem czy juz nimgdy z nim nie bede bo jezeli tak bedzie nie chciałabym aby ktokolwiek z rodziny o tym wiedział..z drugiej strony zachowuje sie jak osoba współuzależniona bo kryje przed ludzmi tak istotne fakty...jest mi cholernie ciezko z godziny na godzine...juz wolalabym zeby normalny facet mnie rzucił niz byc w takim czyms...nikt nawet nie daje mi odrobiny nadziei ze uda mu sie wyleczyc;// nie poradze sobie z tym...od 2 dni siedze w domu i nie zamierzam z niego wychodzic ciagle płacze..tesknie za nim a za chwile go nienawidze za te klamstwa i za to ze mi rujnuje zycie...nie wiem juz co mam robic.
A i pominęłam zdanie z detoksem...on nie jest na detoksie...bo detoks to jest przymusowa detoksykacja organizmu przed ośrodkiem..on do ośrodka pojechał bez detoksu ponieważ kobieta w poradni uznała ze nie jest on fizycznie uzależniony i nie wymaga detoksu..wiec to jest tez jakiś tam plus..
Kochan powiem ci tak...znam kogos kto był narkomanem,i jednoczesnie bardzo mi bliski......w wieku 20 lat juz był na skraju przepaści,był złodziejem,kłamca i jak tylko mozna go nazwac...kradł zeby miec na narkotyki ,jeszcze do dzis ma jakies sprawy w sądzie...okropna przeszłosc.... chciał popełnic sambójstwo,uratowała go jaksa kobieta,ale co chce powiedziec,pomogła mu mama,osoba niezwykle wierząca,która kilka razy mu chciała pomóc,ale ostatecznie trafił dzięki mamie do wspólnoty gdzie przebywał 4 lata!!!!słyszysz?4 lata bez kontaktu z nikim,z zadna osobą,poprostu z nikim,...i co dalej?a wiesz z kąd u niego to wszystko sie wzieło?z tego ze zamozni rodzice nie mieli czasu dla dziecka i wszystko wynagradzali mu pieniedzmi.........więc miał ich duzo...wtedy go jeszce nie znałam to z opowiadań...a dzis?Dzis ma 30 lat jest inna osobą,nie bierze,ma rodzine dwójke dzieci,bardzo dobra pracę,swój dom,wszystko mozna chciec,jest bardzo dobrym człowiekiem i ja go podziwima ze wyszedł z tego,naprawde.....teraz zyje jak kazdy inny obywateli czasami wspomina tamto zycie ale nigdy niechce do tego wracac,to koszmar który przezył....jedynie co teraz w nim jest nie tak,otóz nie potrafi kochac,ma zonę,jest z nią i jest ok. ale ma tez kochankę.....i z tego co wiem miał ich wiele od lat,od czasu trwania jego małzenstwa..więc niewiem czy to jakies skutki uboczne tego życia,nie mam pojęcia ,moge tylko powiedziec ze podziwiam go jakim jest człowiekiem a jaki był,to tyle ode mnie...więc sama wybierz bo czeka Cie bardzo trudna droga,nie kazdy z tego wychodzi,a jesli nawet to nigdy nie wiesz czy do tego nie wróci......powodzenia w podejmowaniu decyzji:)
u też zaczął bo był rozpieszczonym bachorem z kieszeniami pełnymi kasy...zawsze co chciał pokazał palcem i miał rodzice wszystko załatwiali pieniędzmi...pojechał na rok...między 6 a 8 miesiącem dopiero będzie mogł się ze mną skontaktowac...chyba ze nie wysiedzi tam do tego czasu...postanowiłam ze jak nie ukończy leczenia nigdy z nim nie będę...no ale jezeli terapeuta sam go wypusci z osrodka i powie ze nadaje sie do normalnego zycia to chyba bedzie o czyms swiadczyło...to jest straszne byc z takim człowiekiem...sama nawet nie wiem czemu nie odejde od niego...chyba bym sobie do konca zycia nie wybaczyła jakbym mu nie pomogła...
Wczoraj wieczorem byłam przez niego ciagana po policji i wydzwaniał do mnie jakis facet w sprawie jakiegoś długu...to jakas kompletna paranoja;/Chce go nienawidzic za te wszystkie problemy ale nie potrafie..wiem doskonalne ze siedze po uszy w gó***e ale chyba inaczej nie potrafie..może mi przejdzie po tylu miesiącach niewidzenia...zresztą nie wiem czy nasze wspólne życie miałoby jakiś sens...z człowiekiem po uszy siedzącym w długach..tylu ludzi go szuka ze to jest jakas masakra;/a najgorsze jest to ze wszystkiego dowiaduje sie teraz na bieżąco od ludzi albo przypadkiem...nie wiem co mam robic:((
8 2011-01-23 10:08:12 Ostatnio edytowany przez sayonara (2011-01-23 10:32:00)
Truskaweczka napisała:
"Kochan powiem ci tak...znam kogos kto był narkomanem,i jednoczesnie bardzo mi bliski......w wieku 20 lat juz był na skraju przepaści,był złodziejem,kłamca i jak tylko mozna go nazwac...kradł zeby miec na narkotyki ,jeszcze do dzis ma jakies sprawy w sądzie...okropna przeszłosc.... chciał popełnic sambójstwo,uratowała go jaksa kobieta,ale co chce powiedziec,pomogła mu mama,osoba niezwykle wierząca,która kilka razy mu chciała pomóc,ale ostatecznie trafił dzięki mamie do wspólnoty gdzie przebywał 4 lata!!!!słyszysz?4 lata bez kontaktu z nikim,z zadna osobą,poprostu z nikim,...i co dalej?a wiesz z kąd u niego to wszystko sie wzieło?z tego ze zamozni rodzice nie mieli czasu dla dziecka i wszystko wynagradzali mu pieniedzmi.........więc miał ich duzo...wtedy go jeszce nie znałam to z opowiadań...a dzis?Dzis ma 30 lat jest inna osobą,nie bierze,ma rodzine dwójke dzieci,bardzo dobra pracę,swój dom,wszystko mozna chciec,jest bardzo dobrym człowiekiem i ja go podziwima ze wyszedł z tego,naprawde.....teraz zyje jak kazdy inny obywateli czasami wspomina tamto zycie ale nigdy niechce do tego wracac,to koszmar który przezył....jedynie co teraz w nim jest nie tak,otóz nie potrafi kochac,ma zonę,jest z nią i jest ok. ale ma tez kochankę.....i z tego co wiem miał ich wiele od lat,od czasu trwania jego małzenstwa..więc niewiem czy to jakies skutki uboczne tego życia,nie mam pojęcia ,moge tylko powiedziec ze podziwiam go jakim jest człowiekiem a jaki był,to tyle ode mnie..."
PODZIWIASZ???- facet wlazł z jednego nałogu w drugi. Ćpanie zastąpił kochankami. " Jest dobrym człowiekiem" ??? Zapytaj może jego żonę, jaki koszmar teraz ona przeżywa? "Teraz żyje, jak każdy inny obywatel"- każdy dobry obywatel jeśli nie ćpa i nie pije, to przynajmniej ma kilka kochanek...
P.S Według mnie jest cały czas złodziejem ( kradnie żonie siebie a dzieciom ojca), kłamcą ( nie muszę tłumaczyć) i jest cały czas na skraju przepaści!!!!
tyle ode mnie...
Żaba, jeśli go naprawdę kochasz musisz sobie zdawać sprawę z tego, że nałogu nigdy nie da się wyleczyć do końca i człowiek może potem kompensować sobie jedno uzależnienie drugim ( jak widać na załączonym obrazku). Jednocześnie nigdy nie można skreślać człowieka- po terapiach, leczeniu i dobrej woli ( to niestety długo trwa i trzeba siły bliskich, aby to wytrzymać- to nazywa się współuzależnieniem i też wymaga pomocy psychologa) chory człowiek nie tyle będzie "wyleczony", ale będzie "zdrowiał" przez resztę życia. Wiele cierpliwości i miłości potrzeba osobie, która będzie mu przez to życie towarzyszyła. Zastanów się, czy będziesz miała na to siłę.
Pozdrawiam serdecznie ![]()
Ciężko mi powiedziec czy takie życie będzie mi odpowiadało...Najgrosze jest to,że się zakochałam...sama już u siebie widze swoje zaślepienie bo mimo,że po jego wyjeździe dowiedziałam się o nim różnych niemiłych rzeczy nie jestem w stanie go skreślic..jednego czego nie wybaczyłabym nigdy to zdrada a on mi akurat nigdy nie dawał powodów do zazdrości...Strasznie chcę mu pomóc wiem ze jest bardzo mała szansa na to ze nam się uda ale mimo wszystko myślę ze może byc dobrze...to człowiek ktory cpa 10 lat...wszystko co tylko moze byc jest w nim zaburzone...całe zycie jego problemy byly załatwiane pieniędzmi rodziców którzy teraz nie tyle ze sie od niego odwrócili ale z ich strony brak juz jakiegokolwiek wsparcia..nie wierzą ze pojechał się leczyc tylko uwazają ze uciekł przed problemami...Nie wiem co robic,bo mimo tego że przysporzył mi dużo problemów(okłamuje rodzców mowiąc ze wyjechał za granice,byłam wzywana w jego sprawie na policje) to i tak go kocham bo nikt mnie nigdy nie traktował z takim szacunkiem jak on i nigdy nie mialam tak oddanego faceta dlatego właśnie nie chce go zostawiac bo to nie pomoże ani mi ani jemu:( straszna sytuacja wolałabym żeby naprawde siedział za granicą nawet i 2 lata...ale zebym miala ta pewnosc ze nasze wspolne zycie sie ułoży...teraz niestety nigdy juz nie bede miała takiej pewnosci...
10 2011-01-23 22:07:00 Ostatnio edytowany przez Truskaweczka30 (2011-01-23 22:17:04)
SAYONARA to ze go podziwiam to bardziej mi chodziło o to ze z takiego życia jakie miał,(a naprawde znikome były szanse na to ze wogóle wyjdzie z tego,był nad przepaścią),z tego ćpania,zycia kryminalisty mozna powiedziec i dramatu jaki wtedy miał wyszedł,że dał rade z tym skończyc,ze przeszedł przez istne katusze,(wiem,wiem na własne życzenie)...chodziło mi o ten konkretny przypadek,chciałam ukazac Zabie ze jednak mozna z tego wyjsc ze znam taką osobę,ze jest taki przykład który mogę podac,ale nie znaczy ze do tego nie powróci...a ze ma kochanki w trakcie małzenstwa to inny temat,i niewiem czy ma to cos wspólnego z jego zyciem przeszłym czy nie ale wiadomo ze tego nie podziwiam no sorry...wrecz potepiam to wiadome...Masz racje moze wpadł z jednego nałogu w drugi nałog.....sama niewiem...ale chłopak od tamtego czasu a minęło troche lat,nie cpał i nawet nie próbował i nie obraca sie w zadnym złym towarzystwie (ponoc bardzo łatwo znowu wrócic)to chyba duzo i sie trzyma a do reszty zycia nie wnikam...a w nawiasie powiem ze żona niestety nie wie ze ma kochanki,ale co ja moge zrobic....nie wtrącam sie i ztego co wiem ona tez swieta nie jest,oczywiscie to nie znaczy ze ma ją zdradzac...byc moze zycie przeszłe w jakims stopniu zaważyło na tym co jest teraz ale tego niewiem,naprawde niewiem bo niby z kąd mogę sie tylko domyslac.A pozatym trzeba sie bardzo dokładnie zastanowic czy z taką osoba chce sie budowac związek i ciągle zyc w strachu o jutro...
Zaba jesli sie zdecydujesz musisz wiedziec ze życie niestety nie bedzie lekkie,i chyba nie umiałabym zaufac takiemu facetowi,a z drugiej strony racja ze nie mozna tez przekreslic kogos bo byc moze nigdy nie wróci do zycia narkomana...powodzenia i pozdrawiam.
11 2011-01-29 20:23:54 Ostatnio edytowany przez wekpa (2011-01-29 20:25:14)
Miałam kiedys chłopaka narkomana.Kiedy się poznaliśmy był juz po leczeniu,po monarze.Był bardzo dobrym chłopakiem.Ułozył sobie życie ,uporządkował,miał dobrą pracę,kupił sobie auto.Rzucił wszystko palenie,picie,narkotyki.Nasze drogi sie rozeszły ,bo któregoś dnia stwierdził ,że chce byc sam.I to mu źle wyszło.Po pół roku poznał dziewczyne,w której się zakochał ,zamieszkali razem ,tyle ,że ten związek go zrujnował.Zaczął znów cpac,po 3 latach(ona też brała).Rzucił pracę ,bo się nie dawał do funkjonowania ,zaczął pic ,palic.Także wszystko jest kwestia towarzystwa.Myślałąm ,że jest silny psychicznie ,okazało się ,że nie.Ma z tego powodu strasznego moralniaka.Dzwonił do mnie ostanio prosił bym mu pomogła.Też teraz jestem w sytuacji walki samej z sobą,bo nie wiem co zrobic.Trochę mnie to przeraża.Ale wiesz wydaje mi się ,że warto dac drugą szanse,choc to ciężkie.Znam go od tej dobrej strony i wierze,że jeszce może taki byc.Może jestem zbyt ufna wobec ludzi,ale czasem dobrze jest komuś dac szanse ,wiarę,pokazac tą lepszą stronę.Skoro wtedy mu się udało po tylu latach wyleczyc ,to wiem ,że teraz tymbardziej z tego wyjdzie.
Wiesz..też tak myśle ze warto dac szansę...u mnie mijają dopiero 2 tygodnie od rozstania z mojej strony parą nie jesteśmy on nic o tym nie wie bo jest w ośrodku i się nie dowie bo jak po 3 czy 4 miesiącach do mnie zadzwoni to taka informacja przez telefon może sprawic ze wyjdzie i nie skonczy leczenia:/ Trochę sobie w głowie poukładałam nie wiem czy chce z nim byc wiem ze nie jestem na tyle silna zeby zyc z takim człowiekiem...zdradziłam go...myślałam ze będzie łatwiej a jest tylko gorzej...najgorsze ze na przemian nienawidze go i kocham.Jestem w kropce nie wiem co zrobic zaczełam się spotykac z facetami ale zaden nie dorasta mu do pięt..zaden mnie w zaden sposob nie pociąga..z drugiej strony nie zasługuje na to zeby czekac na niego rok i się męczyc.Czekac nie potrafię nie czekac chyba też nie:/Moja rodzina myśli ze wyjechał za granice nikt o niczym nie wie...Wstyd mi się do tego przyznac bo jak będziemy jeszcze kiedys razem nie chce zeby miał etykietkę narkomana...Jest możliwośc zebysmy się zobaczyli w maju i chyba wtedy mu powiem..że nie chce..Od jego wyjazdu wyszło na swiatło dzienne mnóstwo spraw przez które mam teraz problemy...Ludzie dookoła mowią rozne rzeczy a ja nie wiem ile w tym jest prawdy...wiem tez ze jak go zapytam to będzie kłamał...chora sytuacja..Moim zdaniem warto dac szanse ale ja nie jestem przekonana czy osobą która powinna dawac szanse jestem ja..Z drugiej strony nigdy bym sobie nei wybaczyła jakbym go zostawiła a wyszłoby tak ze ogarnął sie w 100 % i jest porządnym człowiekiem..Miłośc jest podobno na dobre i złe..tylko czemu ja mam byc tą samarytanka która wiecznie pomaga a nie otrzymuje sama zadnego wsparcia..tyle myśli przechodzi mi przez głowe ze nie wiem co mam robic..
Hej Żaba!Nie wiem czy historia którą Ci przytoczę może Ci w czymś pomóc,ale może jednak...Na samym początku chciałam Ci powiedzieć,że jako osoba nie zażywająca narkotyków nigdy nie zrozumiesz narkomana,choćbyś bardzo chciała.Zapewne mylisz się też twierdząć,że amfetaminę wziął tylko kilka razy na początku Waszego związku...Tych ''razy''zapewne było mnóstwo.Jeśli chcesz być szczęśliwa musisz się liczyć z tym,że jakiekolwiek kontakty z Nim uniemożliwią Ci normalne życie.Z tego co widzę już jesteś w okropnym stanie psychicznym,a jesteś taka młoda...Pewnie wciąż trujesz się myślami,On przesłania cały świat...Znałam jednego narkomana i przyznam szczerze,że coś nawet między nami było,ale było to krótko.Pomimo to zostawiło to ślad na mojej psychice...Miałam 20 lat On trochę więcej.Non stop feta(inne specyfiki też się zdarzały),kłamstwa,kradzieże...Wpadł w jakieś tarapaty.Potem znalazł sobie dziewczynę-laska naiwna,pod 30 i z dzieckiem.Sępił od Niej kasę i dalej robił swoje.W końcu spowodował wypadek i zginął Jego przyjaciel,który bardzo mu ufał.Nawet mu nie pomógł tylko uciekł z miejsca wypadku!!!Potem udawał,że On nie prowadził,tylko ten kolega,którego w zasadzie uśmiercił(jakby zadzwonił na pogotowie to pewnie by żył...).Teraz siedzi,nawet nie wiem ile dostał,nie interesuje mnie Jego los.Ciekawe tylko jak wytrzymuje,bo ćpał od 10 lat praktycznie.Każdemu potrafił wchodzić do tyłka dla własnej korzyści,wszystko żeby tylko móc się naćpać.A jak przyszło co do czego to odwracał się tyłkiem.Każdy zły,każdy winny tylko nie On...Znałam Go krótko ale uwierz mi,że zawiódł mnie też i wiem,że jakiekolwiek kontakty z ćpunem ZAWSZE zmienią Twoją psychikę,dobiją Cię i będziesz wciąż szukała winy w sobie.Wiem,że jest Ci ciężko,ale trzymam za Ciebie kciuki.Pamiętaj,że liczysz się Ty,a nie tylko On i Jego nałóg!
ŻABA podziwiam Ciebie a jednoczesnie starsznie się dziwie...
chcesz całe swoje młode lata spędzić na nawracaniu ćpuna który bierze od 9 lat????
wybacz , ale ja nie wierzę w takie powroty na dobra drogę , jesli już miał okazję inie dał rady to zwyczajnie jest słaby psychicznie , moralnie i nie wiem jak jeszcze....
teraz zamiast się uczyć , spędzać czas z rówieśnikami , chodzić do kina , korzystać z tych 20 lat , to zamartwiasz sie o niego ...
pomysl czy on tez by tak nad toba sie roztkliwiał gdy to ty byś była narkomanką/??
poszukaj sobie normalnego chłopaka , bo on jeśli nawet z nałogu wyjdzie nie bedzie juz nigdy tak jak kiedyś przed braniem!!! zawsze będziesz miała obawy ze wróci , zawsze będziesz musiała być czujna i nigdy nie będziesz mogła na 100% zaufac , pomyśl.. bo 20 lat ma sie tylko raz!!!!!
Sprawy się nieco pogmatwały...bo wyszedł z ośrodka...i aktualnie znajduje się za granicą pod nadzorem rodziców i pracuje żeby oddac długi..no i komplikacja..niby wszystko pięknie ale coś nie tak.Dajecie mi dużo rad i bardzoz a to dziękuję dużo w tym co piszecie jest prawdy i mi to już siedzi w głowie..mimo tego cięzko podjąc tą ostateczną decyzję..bo ciągle mam cholerną nadzieje ze tym razem wyjdzie na ludzi.Dodam,iż tam gdzie jest jest bardzo pilnowany ma robione testy pracuje po 12 h dziennie..no ale co z tego,całe życie nikt go pilnowac nie będzie..teraz jest kochany dzwoni pisze mówi że tęskni..jest takim człowiekiem który potrafi sobie owijac ludzi wokół palca tak że wszyscy mu jedza z reki..no ja chyba też;/straszne to jest uczucie..może faktycznie jestem za młoda i świadczy o tym chociażby fakt że nie potrafię tego zakończyc..i tak źle i tak niedobrze.Z drugiej strony jakbym ja była na jego miejscu też bym nie chciała żeby wszyscy po kolei mnie opuszczali..może jak ktoś w końcu na poważnie weźmie go "za wsiarz" i porządnie strząchnie to się ogarnie..ale i tak mimo wszystko już do końca życia będzie to człowiek z przeszłością..
Jestem w prawie identycznej sytuacji. Tyle tylko ze sama nie mam watpliwosci co do tego zeby czekac na chlopaka az wyjdzie z odwyku. Moze rozni sie troche od twojego bo jest bardzo silny i sam ssie pozbieral i poszedl na odwyk. Niestety mimo iz oboje sie kochamy nad zycie, nie mozemy byc razem.. moi rodzice robia nam pieklo na ziemii. Jesli go kochasz to przetrwasz. Ja niestety nie mooge byc z nim, a ty mozesz byc . Docen to .