Cześć dziewczyny,
Postanowiłam o tym napisać na forum bo powoli przestaje to ogarniać i dawać sobie z tym radę. Chodzi o moje zdrowie, kondycje psychiczną i fizyczną. W październiku wykryto u mnie lamblie to są pasożyty na wątrobie (dla niewtajemniczonych), które generalnie mnie wyniszczyły, spowodowały niedokrwistość, spadek masy ciała, brak apetytu itd. Lamblie są już wyleczone, ale pozostały mdłości i niezbyt duży apetyt. Ten problem zaczyna mnie przerastać bo przy wzroście 163 ważę 45 kilo, mam niedowagę. Chodzę po lekarzach, dziś dostałam skierowanie na gastroskopię, ale jestem już strasznie zmęczona, bo trzeba się nachodzić i naprosić o te wszystkie skierowania, a czasami nic z tego nie wychodzi, w sensie badań..niczego nie wykazują. Te mdłości mnie naprawdę dobijają
Poza tym mam manię wchodzenia na wagę doliczania się każdego dekagrama i jak jest mniej to wpadam w ryk, jakiś kompletny szał, paranoja mnie ogarniają. W zasadzie już mi się chce płakać. Zawsze miałam kompleks na tym punkcie. Mam w głowie tylko"jesteś jestem za chuda, albo taka drobna" Nie znoszę tego, nie znoszę siebie za to jak wyglądam. Zawsze podobały mi się takie silne zdrowe kobiety o pięknych kształtnych figurach. Najgorsze jest jednak że to przyświeca kompletnie moje patrzenie na świat. Nie spotkam się ze znajomymi bo jak spoglądam w lustro to automatycznie rezygnuję z wyjścia. Jestem notorycznie niezadowolona i nieszczęśliwa. Tak bardzo chciałabym to zmienić, od tylu lat...Już nie wspomnę że mój były zostawił mnie dla wyższej i pełniejsze w kształtach....
Boże ludzie co ja mam robić żeby znów być szczęśliwa.
Ja już tak dalej nie potrafię.
Znowu łzy.
P.S. Będę naprawdę mega-wdzięczna za każde słowo.