Standardowy problem góry testosteronu i deficytu estrogenów: jak drogie panie-forumowiczki zapatrują się na tzw. eskalację dotyku fizycznego na pierwszej randce? Nie mówię o wulgarności, "łapaniu za cycki", ale o zwykłym dotyku dłoni, wzięcia za dłoń, miziania dłoni (ostatnio wypaliłem na ten temat do jednej kobiety, to mi powiedziała że "nienawidzi miziania" i to mnie zainspirowało do napisania tego wątku).
Ja robię zawsze tak, że trochę dotykam tej dłoni, patrzę się w ślepka, poza lokalem biorę "pod ramię". Na razie (?) żadnej nie spłoszyłem, ale nigdy nie wiadomo. Bo czy można tak sobie lekko dotykać np. dziewczynę, co nie ma wielkiego doświadczenia w randkowaniu i ma raczej małą otwartość i pewność siebie? Z jednej strony pokazujesz własną "męską" pewność siebie, zdecydowanie, zainteresowanie, ale też czy czasem to nie zraża co poniektórych?