Hej dziewczyny i nieliczni faceci,
walczę ze swoją nieśmiałością (dodam, że sporą), ale mi to nie wychodzi. Powiem tak chciałabym być aktywna ale się boję...siedzę sobie w domu i myślę, że chciałabym pójść sobie np. na fitness, siłownię, do kina, do teatru albo zapisać się na jakikolwiek kurs np. fotografii, albo manicure lub na studia podyplomowe itp, ALE..no właśnie boję się...czego ? ośmieszenia się, wydurnienia, zbłaźnienia, tego, że jak pójdę do ludzi to wszyscy będą się ze mnie nabijali, gapili jak na dziwoląga (chociaż wyglądam normalnie). Podejrzewam, że moje obawy wynikają z tego, że w dzieciństwie wstydziłam się własnego wyglądu (chociaż urody mi nie brak - teraz to wiem
) więc ograniczałam swoje wyjścia gdziekolwiek. Nigdy jednak nie było tak, że ktoś się ze mnie nabijał, wyśmiewał mnie ot tak, bez powodu. Nie miałam też sytuacji, ze się sama ośmieszyłam jakąś wypowiedzią, czynem itd. Więc nie wiem dlaczego pójście gdziekolwiek jest dla mnie straszną męczarnią i nie robię tego sama. Muszę się zawsze wybrać przynajmniej z jedną koleżanką (których obecnie brak, więc siedzę w domu). A robienie czegoś z samą sobą mi się już znudziło.
Jak mam sobie poradzić z tym ? Jak wybić sobie z głowy te durnoty? Wiem, że sama się nakręcam, wyobrażam sobie różne sytuacje, w których wszyscy się śmieją (czasem mi się to śni w nocy nawet). Przecież tak się nie da żyć ! Marnuję się w tym domu. Chciałabym ale się boję, nie mogę...jak się przełamać ?
Może ktoś z Was ma coś podobnego ? Może jakoś sobie z tym poradził ? Jak macie jakieś porady dla mnie to piszcie. Będę wdzięczna.