Pierwszy raz zdecydowałam się na szukanie pomocy tak oficjalnie, a może nawet nie pomocy tylko wsparcie, wymiany myśli, doświadczeń...
Mam na imię Ania,
właśnie zakończyłam 5 letni związek.
Nie wiem jak poradzić sobie z bólem, z samotnością...
To była moja decyzja. Oczywiście pojawia się pytanie: dlaczego? Nie było zdrady, wielkiej kłótni, nowego mężczyzny. Nie było nic, żyłam w związku pustym, w którym nie mogło wydarzyć się już nic dobrego. Nie mielismy wspólnych planów na przyszłość, na życie.
Wracałam do domu i opuszczała mnie cała energia, nie chcialam NIC chociaż normalnie jestem osoba aktywną, otwartą.
Mój partner tego nie widział, moze już zapomniał jaka byłam gdy się poznaliśmy, nie wiedział jak funkcjonuje poza domem, bo w przeciwieństwie do mnie nie lubi spotkać towarzyskich.
Nadszedł taki moment, że zapragnęłam zmiany, zapragnęłam dowiedzieć się czy może być inaczej.
Nie chciałam zdradzać, postanowiłam odejść.
Wybrałam fatalny okres, tuż przed świętami - powiedziałam mu to - był zdziwiony.
Więc widzicie - to ja jestem TA ZŁA. To ja wszystko skończyłam, nie mając nawet konkretnego powodu.
I uwierzcie mi, to nie boli mniej, to boli koszmarnie, boli fizycznie, boli!
Znalazłam mieszkanie, wyprowadzam się, dzis obudziłam sie jeszcze w starym, sama, mam wolny dzień w pracy i to jest koszmar.
To jest pustka, nikt do mnie nie mówi, nikt nie czeka na obiad, nikogo nie obchodzi, że nie mam co ze sobą zrobić.
I pomyślałam sobie, że poza pracą tak właśnie będą wyglądały moje dni, weekendy. o ja zrobię z 26 dniami urlopu? Jak spędzę kolejne weekendy?
Dla kogo wstanę rano z łóżka?
Do kogo powiem "dzień dobry"?
Mam czego chciałam. Wiem, nie zasługuję na wiele więcej, ponoszę konsekwencje własnej decyzji.
Wszystko to wiem ale nic nie zmniejsza tego koszmarnego bólu i strachu.
kochane kobietki, wszystkie które kiedyś zostały pozucone, zostały postawione w takiej sytuacji przez waszych partnerów - uwierzcie mi, obydwie strony cierpią tak samo.
Jak sobie poradzić z tą pustką?