Jestem mało wylewna, ciężko mi mówić o uczuciach i zawsze martwiłam się tym, że to ja będę stwarzać problem w jakichś relacjach damsko-męskich, aż nie poznałam kogoś, kto jest jeszcze bardziej oschły niż ja. Nie spotykamy się długo, nie oczekuję od niego deklaracji i obietnic, bo ja też nie potrafiłabym na ten czas dużo powiedzieć, jednak zastanawiam się co to właściwie za ?układ?. Gdy się poznaliśmy, to on postarał się o zdobycie mojego numeru, zaprosił na kawę i już wtedy zauważyłam, że jest dosyć oziębły ? jego smsy były krótkie, rzeczowe, potrafił milczeć kilka dni, a później zwyczajnie odzywać się i proponować spotkanie. Odpowiadało mi to i chyba tym mnie zaciekawił ? nie był taki jak inni, nie wchodził mi na głowę, nie ograniczał. Nasza relacja powoli posuwała się do przodu, doszło do jakichś czułości. Po około miesiącu zaczął nową pracę, na której bardzo mu zależało. Pracuje od poniedziałku do piątku, praktycznie całe dnie, rozumiem to i szanuję, jednak mam wrażenie, że gdzieś mi ucieka, że nasz kontakt słabnie. Czekałam tylko, aż mi to oznajmi, jednak za każdym razem, gdy się widzieliśmy, wszystko było zupełnie w porządku. Po kilku takich tygodniach, w których potrafił nie odzywać się do mnie 4-5 dni, coraz bardziej zastanawiało mnie, o co właściwie chodzi i czego on chce. Irytowało mnie to, że gdy ja pisałam z pytaniem co u niego, bardzo często kończyło się na propozycji spotkania z jego strony ? dlaczego sam pierwszy nie wyszedł z tą propozycją? Skoro wiedział, że ma trochę czasu, to dlaczego nie pomyślał o mnie i o spędzeniu go ze mną, a gdy przypominałam o sobie smsem, nagle wpadało mu to do głowy i zapraszał mnie jakby nigdy nic? Chciałam z nim o tym porozmawiać, jednak tu pokazał swoją kolejną cechę charakteru ? jest totalnie niepoważny. Zaczyna żartować, droczyć się ze mną, po kilku minutach starań usłyszałam od niego, że robi to specjalnie ? specjalnie jest oschły, w jakim celu? Bo tego niestety mi już nie uświadomił. Pytałam wiele razy, czy coś się dzieje, odpowiadał, że przecież wszystko dobrze, że po prostu jest zmęczony po pracy i wtedy nie ma nawet ochoty rozmawiać.
Nie wiem co mam o tym myśleć, przecież gdyby mu zależało, postarałby się o mnie. A ja już nie raz poczułam się jakbym przestała istnieć i w momencie, kiedy szykowałam się na poważną rozmowę, on zwyczajnie obejmował mnie i całował w czoło, a ja znowu byłam totalnie zdezorientowana, że według niego problemu nie ma.
Właściwie nie wiem, czy wiąże z nim jakieś poważne plany. Póki co żyje dniem dzisiejszym, dogadujemy się, miło spędzamy czas, staram się nie angażować, jednak przesadne milczenie z jego strony staję się irytujące, bo tak naprawdę nie wiem, na czym stoję. Jak zachowałybyście się na moim miejscu? Czy on jest w stanie się zmienić?
Podobne tematy
Jestem w podobnej sytuacji. Jakieś dłuższe przerwy, kiedy się nie widzimy są dobijające. Nie odzywa się do mnie przez kilka dni, ja także. Potem wybucham. piszę że mnie rani. On mi odpowiada, że taki poprostu jest. Wie, że za jakiś czas się zobaczymy więc cierpliwie czeka. Zawsze gdy ja napiszę, on odpisuje. Gdy powie, że zadzwoni za 30 min, wypełnia to w 100% co do minuty. Gdy się spotkamy jest cudownie, rozmawiamy, przytulamy się. Nie ma seksu więc nie o to chodzi.
Jednak jest mała różnica. Gdy powiem, że jego zachowanie sprawia mi przykrość on nie zaczyna żartować. Tylko przeprasza i mówi, że postara się zmienić. Tylko, że za jakiś czas jest podobnie.
3 2011-01-03 23:27:30 Ostatnio edytowany przez biała-czekolada (2011-01-03 23:34:51)
No właśnie - gdy ja piszę, zawsze odpisuje; kiedy pytam, czy się zobaczymy, zawsze znajdzie czas (chociaż rzadko to robię, bo wiem, że ma naprawdę mało wolnego czasu i po prostu łatwiej będzie, gdy to ja się dostosuję do jego propozycji. No i faktycznie w większości to on wychodzi z propozycją. Kiedy z jakiegoś powodu odmawiam, naciska, dopytuje się, czy nie mogę czegoś przesunąć, pouczyć się u niego - w sumie zachowuje się tak, jakby naprawdę chciał tego spotkania.)
Potrafi mnie objąć, kiedy idziemy ulicą, złapać za rękę, kilka razy powiedział do mnie jakoś czule, a gdy jesteśmy sami, dochodzi między nami do jakichś zbliżeń, ale ja tak właściwie nie wiem na czym stoję. Wydaje mi się, że niektóre rzeczy po prostu do czegoś zobowiązują. A on zachowuje się tak jakby wszystko było proste i oczywiste, tylko nie wiem w którą stronę - czy według niego nic między nami nie ma, jest miło i tyle, czy może uważa, że skoro do różnych rzeczy między nami doszło, to możemy uznać, że się spotykamy i głośno mówić o tym nie trzeba?
Jednak jest mała różnica. Gdy powiem, że jego zachowanie sprawia mi przykrość on nie zaczyna żartować. Tylko przeprasza i mówi, że postara się zmienić. Tylko, że za jakiś czas jest podobnie.
Ech, on jest chyba zbyt dumny, żeby powiedzieć mi to "przepraszam". Za każdym razem gdy się widzimy, on nie dostrzega żadnego problemu i śmieje się ze mnie, że się szybko i bez powodu denerwuję. Niczego nie obiecuje, nie zapewnia mnie o niczym, wciąż czuję tę niepewność. Ostatnio spytałam, czy jestem mu obojętna, ale uznał, że nie. Póki co czekam, aż mi to w jakikolwiek sposób okaże..
W ogóle zauważyłam, że dla wielu facetów jest oczywiste, ze jak się spotykają z dziewczyną, trzymają za ręce, całują, to są parą, a dziewczyna wolałaby jednak usłyszeć na czym stoi.
W ogóle zauważyłam, że dla wielu facetów jest oczywiste, ze jak się spotykają z dziewczyną, trzymają za ręce, całują, to są parą, a dziewczyna wolałaby jednak usłyszeć na czym stoi.
Ja nie oczekuję od niego jakiś zapewnień, że mnie nigdy nie opuści, albo tego, czy "oficjalnie" jesteśmy razem. Nawet nie mamy jakiejś konkretnej daty, od której jesteśmy razem i będziemy mogli świętować każdą miesięcznicę, dla mnie to nie jest ważne. Gdy idziemy razem chodnikiem nie trzymamy się za ręce. Ja jednak czuję jego bliskość.
jest miło i tyle, czy może uważa, że skoro do różnych rzeczy między nami doszło, to możemy uznać, że się spotykamy i głośno mówić o tym nie trzeba?
Może dla facetów to wszystko jest dużo bardziej proste. Mi ogólnie większość rzeczy pasuje, tylko ten brak kontaktu z jego strony, gdy się nie widzimy dłużej. Nieodzywanie się do siebie przez tydzień jest dla mnie dziwne, tym bardziej że w międzyczasie były święta i żadnych życzeń od niego nie dostałam.
Rozmawiałam z nim o tym kilka razy i mam już pewne wnioski. Oni poprostu nie uznają takiej formy kontaktu. Oczywiście już wyrosłam z wieku, w którym nie rozstawałam się kom, strzałki i sms cały czas. Ale tak raz na tydzień gdy się nie widzimy to fajnie byłoby porozmawiać chociaż przez kom. Powiedział mi też kiedyś, że nie potrafi kontynuować rozmowy przez telefon i sms, dla niego jest to forma komunikacji dzięki której podaje tylko proste i krótkie komunikaty. Może coś w tym jest. Za to gdy się spotkamy mamy o czym rozmawiać.
W ogóle zauważyłam, że dla wielu facetów jest oczywiste, ze jak się spotykają z dziewczyną, trzymają za ręce, całują, to są parą, a dziewczyna wolałaby jednak usłyszeć na czym stoi.
Hm, myślisz, że on może uważać, że jesteśmy razem? Kiedy się spotykamy w sumie tak to wygląda, a później cisza.. co ja mam sobie myśleć? Podobnie jak Małgorzatka - nie oczekuję jakiś oficjalnych zapewnień, bo póki co nie jest mi to potrzebne, tylko chciałabym to czuć, a w sumie poza spotkaniami ciężko z tym u niego. Jeżeli nie chce się wiązać to też powinien ze mną o tym porozmawiać, skoro jest między nami tak jak jest, to chyba mogę oczekiwać jakichś wyjaśnień co do tego wszystkiego
Może dla facetów to wszystko jest dużo bardziej proste. Mi ogólnie większość rzeczy pasuje, tylko ten brak kontaktu z jego strony, gdy się nie widzimy dłużej. Nieodzywanie się do siebie przez tydzień jest dla mnie dziwne, tym bardziej że w międzyczasie były święta i żadnych życzeń od niego nie dostałam.
Rozmawiałam z nim o tym kilka razy i mam już pewne wnioski. Oni poprostu nie uznają takiej formy kontaktu. Oczywiście już wyrosłam z wieku, w którym nie rozstawałam się kom, strzałki i sms cały czas. Ale tak raz na tydzień gdy się nie widzimy to fajnie byłoby porozmawiać chociaż przez kom. Powiedział mi też kiedyś, że nie potrafi kontynuować rozmowy przez telefon i sms, dla niego jest to forma komunikacji dzięki której podaje tylko proste i krótkie komunikaty. Może coś w tym jest. Za to gdy się spotkamy mamy o czym rozmawiać.
U mnie bardzo podobnie to wszystko wygląda. Dla niego utrzymywanie kontaktu i życzenia nie są na tyle ważne i istotne, a dla mnie jest to jednoznaczne z tym, że o mnie nie myśli. On tłumaczy się pracą, że jest zmęczony kiedy wraca wieczorem i nawet nie ma ochoty rozmawiać. A jak było u was na początku? Która strona się starała i zabiegała o ten kontakt? Bo u mnie mimo wszystko to jemu bardziej zależało. Kiedy się rozchorowałam, potrafił do mnie pisać kilka dni pod rząd, pytać o spotkanie, oczywiście nie jakoś nachalnie, ale widać było, że kontaktu urwać nie chce, a potem zaczęła się ta jego praca i sama nie wiem, czy to przez to, czy może poczuł, że mnie ma? a może zwyczajnie mu się odechciało? nie wiem co o tym myśleć, bo my również bardzo dobrze się dogadujemy na spotkaniach.
8 2011-01-04 02:22:19 Ostatnio edytowany przez anuska (2011-01-04 02:32:17)
Z moim facetem jest podobnie z tym,że codziennie dzwoni nawet po kilka razy. Widzimy sie ostatnimi czasy raz w tygodniu przez jego prace i to że mieszkamy w innych miastach.Kiedyś było inaczej ale coż zrobić.
Problem polega na tym iż moj R. nie mówi o uczuciach owszem mówi ,że kocha spytał sie czy go kocham ostatnio ja ,że tak on na to ,że tylko to sie liczy więc mam pewność.Chodzi o to ,że nie stara się mnie pocieszyć kiedy mi źle a jest mi źle bardzo mysle ,ze to jak sie czuje na codzien podlega już pod depresje. Nie reaguje na moje sms-y pełne nieszczęścia wczoraj w przypływie emocji napisałam mu jak źle sie czuje że nie moge sie odnaleźć ,że czuje sie jak wrak człowieka. Nic nie odpisał a dziś zadzwonił i zachowywał sie jakby nigdy nic zawsze uśmiechniety od ucha do ucha to taki typ który ma w sobie optymizm wiecznego Piotrusia Pana i bujanie w obłokach dla niego nie ma rzeczy trudnych nie do rozwiązanie wszystko jest albo białe albo czarne. Ja przyznam ,że jestem bardzo nieznośna wszystko wyprowadza mnie z równowagi jestem mega nerwowa. Wieczorem wkurzył sie na mnie coś tam głupiego palnęłam i koniec nie odzywa sie na esy też nie reaguje pełne bólu i cierpienia duszy. Jesteśmy ze sobą prawie 2 lata chciałabym,żeby zaczął coś planować myśleć o Nas poważnie ale niestety nic z tego. W sumie nie znam jego myśli bo mi o niczym nie mówi nie umie pocieszyć ostatnio będąc u Niego rozkleiłam sie popłakałam powiedziałam jak bardzo czuje sie beznadziejnie ale on tylko przytulił mnie mocno i widać było , że nie wie co powiedzieć w takiej sytuacji.Nawet mnie nie odprowadził na przystanek zresztą rzadko to robi. I właśnie takie można powiedzieć bzdury mnie osłabiają, mam już poważne wątpliwości co do naszego związku.Nie wiem jak mam z nim rozmawiać jak już zaczynam coś mówić to sie blokuje bo wiem ,że i tak mnie nie wysłucha. On uważa ,że taka jestem bo nie mam pracy ani żadnych zajęć, i wmawiam sobie różne rzeczy i sie łamie. W części to prawda. Ale czy on nie widzi tego ,że nam sie związek rozwala? to nie jest już to co było jeszcze pol roku temu i to nie jest tylko moja wina!!!! Tak mi go brak.Dodam ,że za miesiąc kończy 29 lat i nie zapowiada sie na to zeby sie ustatkował w najbliższym czasie.
Tacy faceci są nie wszyscy umieją okazywać uczucia, a my przez nich Bóg wie co myślimy ehhh mam już dość. ![]()
A jak było u was na początku? Która strona się starała i zabiegała o ten kontakt?
Poznaliśmy się na imprezie, rozmawialiśmy trochę. Później czasami na uczelni. Ja zrobiłam ten pierwszy krok. Od kolegi wzięłam jego nr i napisałam mniej więcej coś takiego: Dobrze mi się z tobą rozmawiało i moglibyśmy to kiedyś powtórzyć. Najpierw napisał, że z miłą chęcią, a kilka dni później podał termin konkretnego spotkania. Następnie to on najczęściej proponował spotkania w sumie można powiedzieć, że tak 3:1
. Teraz też raczej on wychodzi z inicjatywą spotkania, tylko zazwyczaj to wygląda tak, że przychodzi do mnie.
czy to przez to, czy może poczuł, że mnie ma? a może zwyczajnie mu się odechciało?
Też zapytałam o to, odpowiedział mi mniej więcej coś takiego. W ciągu dnia ma sporo zajęć i poprostu nie ma czasu aby myśleć i wspominać. Ja cokolwiek robię co chwilę myślę o nim. Widać faceci są inaczej skonstruowani. Tęsknotę zaczyna odczuwać dopiero wieczorem gdy położy się spać.
Z moim facetem jest podobnie z tym,że codziennie dzwoni nawet po kilka razy.
Chodzi o to ,że nie stara się mnie pocieszyć kiedy mi źle a jest mi źle bardzo mysle ,ze to jak sie czuje na codzien podlega już pod depresje.
Nie reaguje na moje sms-y pełne nieszczęścia wczoraj w przypływie emocji napisałam mu jak źle sie czuje że nie moge sie odnaleźć ,że czuje sie jak wrak człowieka. Nic nie odpisał a dziś zadzwonił i zachowywał sie jakby nigdy nic
Widzisz to nie jest podobna sytuacja. Nasi partnerzy nie kontaktują się z nami prawie wcale. Twój dzwoni kilka razy w ciągu dnia, mój raz na tydzień gdy się dłużej nie widzimy.
Poza tym myślę, że to jest kwestia tego, że Twój chłopak ma już dość wiecznie smutnej, niezadowolonej z życia partnerki i stara się lekceważyć takie stany depresyjne. Ja nie piszę, że jestem smutna, chyba że wynika to z jego zachowania. W sumie to niezbyt często jestem smutna, czasami tylko ale są to drobnostki. Ty oczekujesz, że Twój partner na każdy Twój sms pełen żalu i boleści będzie dzwonił i powtarzał "nie smutaj, będzie dobrze itp" Widzisz jemu także wtedy się nastrój pogarsza więc wychodzi z założenia, że przejdzie Ci niedługo. Stąd ten telefon na drugi dzień "jak gdyby nigdy nic".
OK masz racje w 100% ,to we mnie jest problem i tylko we mnie.Jednym słowem jestem beznadziejna i żałosna w każdej sprawie.
Rozejde sie z nim bo szkoda go dla takiej marudy jak ja. I to tyle na ten temat.
mialam identycznie .. i rowniez mnie to wkurzalo tylko ja w odpowiedzi na moje pytania typu ' na czym stoje' 'na czym polega nasz uklad' slyszalam jego wykrety i stwierdzene ze nie moge wymagac od niego wyznan bo nie jestem na razie miloscia jego zycia i ze na to potrzeba czasu. czas sobie lecial a my pozostawalismy w takim nie okreslonym ukladzie . i doszlo do zerwania bo ja ne wytrzymalam kiedy mnie stracil docenil i chcial juz wrocic do mnie tak na 100% wrocilam czy dobrze nie wiem ale wiem ze czasami warto postwiac wszystko na 1 karcie bo jesli nie tupniemy stanowczo noga ze cos nam nie pasuje tylko dajemy to delikatnie do zrozumienia oni nie chca nawet zmieniac zasad na jakich sie opieracie bo tak im po prostu wygodnie.
Dziewczyny niektórzy faceci tacy są , ale to nie znaczy , że im na Was nie zależy. Mój partner na początku był identyczny ... ale ja sobie postanowiłam , że ani razu nie wyjdę z inicjatywą i za każdym razem dawałam mu wolną rękę ... odzywał się ... ale z czasem coraz bardziej się angażował .... niektórzy faceci potrzebują takiej wolności zeby poczuli ze niby maja kontrole nad wszystkim ... ale tak na prawdę jest inaczej. Ja nie żałuję , że byłam taka wstrzemięzliwa .... bo teraz jestesmy udaną parą a on mnie szanuje i zbyt szybko mu nie pokazalam , ze mi na nim zalezy ![]()
OK masz racje w 100% ,to we mnie jest problem i tylko we mnie.Jednym słowem jestem beznadziejna i żałosna w każdej sprawie.
Rozejde sie z nim bo szkoda go dla takiej marudy jak ja. I to tyle na ten temat.
Nie jesteś beznadziejna. Tylko następnym razem jak będziesz miała zły humor to zadzwoń np do przyjaciółki. Facet z czasem po codziennych Twoich "smutnych" telefonach dojdzie do wniosku, że nie wie o co Ci chodzi. Przyzwyczai się do tego i będzie traktował jako coś normalnego. Cokolwiek by nie zrobił i tak jest źle. Faceci także mają uczucia
starają się aby ich partnerka była w dobrym humorze. Jeżeli nic nie pomaga to czują się bezradni, a napewno nie lubią tego stanu.
mialam identycznie .. i rowniez mnie to wkurzalo tylko ja w odpowiedzi na moje pytania typu ' na czym stoje' 'na czym polega nasz uklad' slyszalam jego wykrety i stwierdzene ze nie moge wymagac od niego wyznan bo nie jestem na razie miloscia jego zycia i ze na to potrzeba czasu
Ja nie zadaję tego typu pytań mojemu partnerowi. Raz jeden zapytałam po dłuższym braku odzewu z jego strony podczas wakacji, czy według niego coś jest między nami. Odp, że napewno jakaś więź i czas okaże. Od tamtej pory nie pytałam o to. Jednak czuje całą sobą, że jemu zależy. Zrobił mi jakiś czas temu mega niespodziankę i napewno jeżeli byłabym mu obojętna nie chciałoby mu się. Przygotował dla nas founde. Cały dzień jedliśmy owoce zanurzając je w czekoladzie. A na koniec gdy się dowiedziałam, że zjadłam ponad dwie tabliczki czekolady odp abym się nie przejmowała, bo świetnie wyglądam.
Czule i troskliwie mnie dotyka, nie jest nachalny, nie współżyliśmy jeszcze. Facet, któremu nie zależy raczej się tak nie zachowuje.
Ivee to nie jest kwestia pokazania tego, że mi zależy. "Nie wiszę" na nim, nie wymagam ciągle jego uwagi. Nie proponuję ciągle spotkań. Teraz to raczej on wychodzi z inicjatywą.
Tylko gdyby podczas naszego rozstania odzywał się częściej. Wystarczyłyby już dwa telefony na tydzień.
Też zapytałam o to, odpowiedział mi mniej więcej coś takiego. W ciągu dnia ma sporo zajęć i poprostu nie ma czasu aby myśleć i wspominać. Ja cokolwiek robię co chwilę myślę o nim. Widać faceci są inaczej skonstruowani. Tęsknotę zaczyna odczuwać dopiero wieczorem gdy położy się spać.
No tak, ten mój też ma sporo na głowie, pracuje całe dnie, ale kurcze, ja naprawdę nie oczekuję wiele, jeden sms w czasie przerwy w pracy czy wieczorem to tak dużo? Zadając takie retoryczne pytania coraz bardziej mam wrażenie, że nic z tego nie będzie..
OK masz racje w 100% ,to we mnie jest problem i tylko we mnie.Jednym słowem jestem beznadziejna i żałosna w każdej sprawie.
Rozejde sie z nim bo szkoda go dla takiej marudy jak ja. I to tyle na ten temat.
Ale on dzwoni, pokazuje, że myśli, że mu zależy, więc dlaczego jesteś taka nieszczęśliwa? Może to odbierać jako fakt, że nie cieszy Cię jego telefon, jego obecność, też byłoby mi głupio, gdybym dostawała przykre smsy od kogoś, na kim mi zależy i dla kogo się staram - to oznacza, że szczęścia tej osobie nie daje.. Pokaż mu, że jesteś z nim szczęśliwa.
Dziewczyny niektórzy faceci tacy są , ale to nie znaczy , że im na Was nie zależy. Mój partner na początku był identyczny ... ale ja sobie postanowiłam , że ani razu nie wyjdę z inicjatywą i za każdym razem dawałam mu wolną rękę ... odzywał się ... ale z czasem coraz bardziej się angażował .... niektórzy faceci potrzebują takiej wolności zeby poczuli ze niby maja kontrole nad wszystkim ... ale tak na prawdę jest inaczej. Ja nie żałuję , że byłam taka wstrzemięzliwa .... bo teraz jestesmy udaną parą a on mnie szanuje i zbyt szybko mu nie pokazalam , ze mi na nim zalezy
Chciałabym w to wierzyć, ale zaczynam wątpić. Póki co mam postanowienie, żeby się nie odzywać. Wytrwać wytrwam, bo potrafię czegoś dotrzymać, jeżeli sobie postanowię. Powiedziałam mu, że czuję, że coś jest nie tak, a teraz daje mu wolną rękę, mój numer zna.
Ja nie zadaję tego typu pytań mojemu partnerowi. Raz jeden zapytałam po dłuższym braku odzewu z jego strony podczas wakacji, czy według niego coś jest między nami. Odp, że napewno jakaś więź i czas okaże. Od tamtej pory nie pytałam o to. Jednak czuje całą sobą, że jemu zależy. Zrobił mi jakiś czas temu mega niespodziankę i napewno jeżeli byłabym mu obojętna nie chciałoby mu się.
Czyli wy się już dłuższy czas spotykanie? Oj, to na pewno wiesz, że musi mu zależeć, jak widać po prostu taki jest. My znamy się zaledwie 2 miesiące i ja tak naprawdę mało o nim wiem.
Jestem strasznie w tym pogubiona. Denerwuje mnie to, bo on na pewno zauważył, że mnie to jego milczenie męczy, a mimo to nie zrobi nic, żeby mnie zapewnić o tym, że on chce. Jak się poznaliśmy na imprezie od razu poczułam, że mu się spodobałam, rozmawiał ze mną, patrzył mi w oczy, a pod koniec, kiedy wszyscy mnie przytulali i żegnali się ze mną, on stał z boku z rękami w kieszeni, później jeszcze doszło między nami do niezbyt miłego incydentu, za który nawet nie przeprosił, tylko wyszedł - byłam pewna, że już go więcej nie zobaczę, no bo przecież oczywiste, że gdyby mu choć trochę zależało, to by się wtedy tak nie zachował, a jednak - następnego dnia napisał.
Inna sytuacja - po kilku naszych spotkaniach z jego inicjatywy zaczął milczeć, minęły chyba 3 albo 4 dni, szczerze mówiąc pomyślałam, że coś wyszło nie tak i mu się odwidziało, napisałam zwykłego smsa i, jak się okazało, chyba czekał na jakiś odzew z mojej strony, bo od razu zaatakował mnie pytaniami, czy dzisiaj do niego wpadnę, a potem jeszcze nalegał i nalegał.
Ten nasz kontakt popsuł się tak od kiedy zaczął nową pracę. Może mniej więcej to przybliżę: widzieliśmy się na początku grudnia, po 2 dniach napisał do mnie smsa, po kolejnych 2 ja napisałam, czy się jakoś zobaczymy, a on, że tak, tylko póki co pracuje do późna, a na weekend wraca do domu, w poniedziałek nadal milczał, więc spytałam, czy ma zamiar się odezwać, wtedy okazało się, że jeszcze pracował, po pracy był jakiś oschły, więc spytałam, czy chce ten kontakt utrzymywać, ale uznał 'no pewnie'. Za trzy dni dostałam smsa, po kolejnych trzech zaproponował spotkanie. Potem w tygodniu przez 2-3 dni wymienialiśmy jakieś pojedyncze smsy, przeleciały święta, ale oprócz życzeń, nie było żadnego odezwu. W końcu napisałam, wymieniliśmy kilka nieprzyjemnych smsów, tzn. ja byłam nieprzyjemna, on się ciągle zgrywał, a w którejś z kolei wiadomości zaprosił mnie do siebie, jednak w przypływie złości odmówiłam. Z tego wszystkie spotkaliśmy się następnego dnia, bo ja chciałam porozmawiać. Życzenia na sylwestra i dalej cisza, bo przecież od poniedziałku pracuje, ech. Może ktoś się obiektywnie wypowie? Bo ja już nie mam siły tego interpretować..
niestety ale czesto praca przysłania w zyciu faceta wiekszosc wolnego czasu .My myslimy o nich nawet kiedy widzimy sie z naszymi znajomymi jestesmy poza domem czyli jestesmy ZAJETE ale nadal mamy ich w glowie. Oni natomiast potrafia odciac jedno od drugiego gruba linia i nie łaczyc tego ... szczeze im tego zazdroszcze.
Nie potrafie ci poradzic nic wiecej jak nie obciazaj go swoimi rozczarowaniami co do jego zainteresowania Toba , jesli Ci na nim zalezy i widzisz w nim potencjalnego swojego faceta to uzbroj sie w cierpliwosc i pogodz sie z tym ze na razie to praca odgrywa w jego zyciu decydujaca role a ty jestes gdzies tam obok . I kiedy wraca zmeczony po tej jego WYMARZONEJ pracy do domu marzy jedynie by isc spac i wstac rano znowu do swojej WYMARZONEJ pracy ktorej poswieca tyle czasu i uwagi ktora Ty chcialabys zeby skupił na Tobie. Niestety to walka z wiatrakami bo nawet jesli mialabys mu wylac kubel zimnej wody na leb to on i tak nie zmieni swoim priorytetow jesli sam nie odczuje takiej potrzeby i nie zrozumie ze to Ty powinnas byc na 1 miejscu.
Dalas mu do zrozumienia ze Ci nie odpowiada jak jest i teraz przestan do tego nawaracac czekaj na jego sygnaly , uwierz mi ze nawet najbardziej niesmialy facet czy macho jesli zacznie mu na czyms zalezec nawet da sie upokorzyc zeby zdobyc kobiete na ktorej mu zalezy.
wiec daj mu wolna reke tak jak piszesz , niech sobie pracuje cieszy sie ta swoja WYMARZONA praca i zobaczysz ze w koncu zacznie sie zastanawiac dlaczego nie pisze ? nie obraza sie ? nie ma do mnie pretensji ze jest tak a nie inaczej.
Oni reaguja dopiero kiedy widza ze jest inaczej niz bylo niestety ;/
Ja rowniez musialam sie zmierzyć z ta presja . Tyle ze moj facet mial wybrac w sumie miedzy mna a praca jaka mu zaproponowali. Jesli by ja przyjal liczylo by sie to z tym ze widywalibysmy sie nie czesciej niz raz na miesiac albo nawet na 2 miesiace... na szczescie jej nie przyjal ale bral to pod uwage co rowniez mnie bolalo ... bo liczyl sie z tym ze z czegos musi zrezygnowac ja bym sie nie zawahała , w ogole bym nie brala pod uwage takiej ewentualnosci no ale to faceci ;/
Czyli wy się już dłuższy czas spotykanie? Oj, to na pewno wiesz, że musi mu zależeć, jak widać po prostu taki jest. My znamy się zaledwie 2 miesiące i ja tak naprawdę mało o nim wiem.
Niedawno minęło jakieś pół roku jak się spotykamy. Jednak nadal uważam, że jest to bardzo mało. Nie mogę powiedzieć, że to ten jedyny na całe życie, chociaż być może już bym chciała mieć kogoś na stałe. Dwa miesiące - to o niczym nie świadczy. Myślę, że chłopak jeszcze sobie wszystko w głowie układa.
Ten nasz kontakt popsuł się tak od kiedy zaczął nową pracę. Może mniej więcej to przybliżę: widzieliśmy się na początku grudnia, po 2 dniach napisał do mnie smsa, po kolejnych 2 ja napisałam, czy się jakoś zobaczymy, a on, że tak, tylko póki co pracuje do późna, a na weekend wraca do domu, w poniedziałek nadal milczał, więc spytałam, czy ma zamiar się odezwać, wtedy okazało się, że jeszcze pracował, po pracy był jakiś oschły, więc spytałam, czy chce ten kontakt utrzymywać, ale uznał 'no pewnie'. Za trzy dni dostałam smsa, po kolejnych trzech zaproponował spotkanie. Potem w tygodniu przez 2-3 dni wymienialiśmy jakieś pojedyncze smsy, przeleciały święta, ale oprócz życzeń, nie było żadnego odezwu. W końcu napisałam, wymieniliśmy kilka nieprzyjemnych smsów, tzn. ja byłam nieprzyjemna, on się ciągle zgrywał, a w którejś z kolei wiadomości zaprosił mnie do siebie, jednak w przypływie złości odmówiłam. Z tego wszystkie spotkaliśmy się następnego dnia, bo ja chciałam porozmawiać. Życzenia na sylwestra i dalej cisza, bo przecież od poniedziałku pracuje, ech. Może ktoś się obiektywnie wypowie? Bo ja już nie mam siły tego interpretować..
Myślę, że to przede wszystkim kwestia pracy. Poza tym nerwy w tej kwestii są zupełnie niepotrzebne, bo pokazujesz mu jak bardzo jest to dla Ciebie istotne, a on się zgrywa jak sama napisałaś. Ja zawsze w takiej sytuacji mówię, że jego zachowanie sprawia mi przykrość. Wtedy jest zazwyczaj dłuższa rozmowa przez tel, bez wyrzutów i krzyków. Zresztą jemu chyba to wszystko także sprawia przykrość, bo nie śmieje się ze mnie, stara się wytłumaczyć swoje zachowanie. Tylko potem znowu jest to samo.
Podczas pisania tego posta zadzwonił do mnie ustalić konkrety jutrzejszego spotkania. Więc może jednak coś się będzie zmieniało w tej materii. Tylko trzeba czasu i rozmowy.
Niedawno minęło jakieś pół roku jak się spotykamy. Jednak nadal uważam, że jest to bardzo mało. Nie mogę powiedzieć, że to ten jedyny na całe życie, chociaż być może już bym chciała mieć kogoś na stałe. Dwa miesiące - to o niczym nie świadczy. Myślę, że chłopak jeszcze sobie wszystko w głowie układa.
(...)
Myślę, że to przede wszystkim kwestia pracy. Poza tym nerwy w tej kwestii są zupełnie niepotrzebne, bo pokazujesz mu jak bardzo jest to dla Ciebie istotne, a on się zgrywa jak sama napisałaś. Ja zawsze w takiej sytuacji mówię, że jego zachowanie sprawia mi przykrość. Wtedy jest zazwyczaj dłuższa rozmowa przez tel, bez wyrzutów i krzyków. Zresztą jemu chyba to wszystko także sprawia przykrość, bo nie śmieje się ze mnie, stara się wytłumaczyć swoje zachowanie. Tylko potem znowu jest to samo.Podczas pisania tego posta zadzwonił do mnie ustalić konkrety jutrzejszego spotkania. Więc może jednak coś się będzie zmieniało w tej materii. Tylko trzeba czasu i rozmowy.
Pół roku to całkiem sporo.. Wiadomo, że ciężko ocenić, czy to właśnie ta wielka miłość, ale jeżeli wszystko idzie w dobrym kierunku, to myślę, że ten brak kontaktu, kiedy się nie widzicie, nie jest taki znaczący. Oczywiście jesteś kobietą i jak to kobieta potrzebujesz pewnie chociaż ciut poczucia bezpieczeństwa i zapewniania, a niewątpliwie taki sms czy telefon w środku tygodnia dostarczyłby tego, ale cóz.. myślę, że ma taki charakter, a jeżeli maksymalnie mu zaufasz - jemu i temu uczuciu, to przywykniesz do tego, albo i on się zmieni pod wpływem tego wszystkiego. Zresztą sama od czasu do czasu możesz napisać, przecież to nic złego ![]()
Chyba faktycznie nerwy są niepotrzebne. On jest strasznym luzakiem, potrafi się ze wszystkiego śmiać i ciężko z nim w ogóle poważnie porozmawiać. A ja chyba wolę się pozłościć i powściekać niż pokazać, że ktoś mnie rani.
Chwilę temu do mnie napisał, moje 4 dni milczenia się chyba opłaciły. No i pisze tak, jakby wszystko naprawdę było w porządku.. nie zapeszając ![]()
cierpliwości .....
ja uwazam , ze jesli facet na wszystkich pozostalych plaszczyznach jest ok wzgledem Was , tylko na tej jednej nie to nie powinnyscie sie tak bardzo martwic , tymbardziej , ze kobiety potrafia wyczuc czy facetowi na nas zalezy
natomiast jesli facet ma olewczy stosunek do Was na kilku plaszczyznach ... nie wykazuje zainteresowania najzwyczajniej ... a nie dlatego ze jest zapracowany to olejcie takiego ...
to ze dla mezczyzny jest istotna praca i zalezy mu na niej to tylko powinnyscie sie cieszyc ...... nie mylic z pracoholikiem ...
taki facet ktory szanuje prace jest dobrym materialem na przyszlego meza ... na przyklad
chcialybyscie miec nieroba ktory by tylko lezal na wyrze i odpisywal na Wasze wszystkie smsy bo nie mialby nic lepszego do roboty ? ... po pewnym czasie i Wam by sie to znudzilo ... bo ze slodkich tekstow nic by dalej nie wynikalo ...
Zresztą sama od czasu do czasu możesz napisać, przecież to nic złego smile
Piszę do niego czasami, dzwonię. Gdy on przestał się ze mną kontaktować ja też przestałam. Jednak zauważyłam, że powoli zaczyna się już sytuacja zmieniać na lepsze
Wystarczy trochę cierpliwości.
kobiety potrafia wyczuc czy facetowi na nas zalezy
Właśnie ja wyczuwam, że mu zależy, jednak czasami rozum zaczyna mieć przewagę nad sercem. Wówczas pojawiają się myśli typu: Skoro jemu zależy to dlaczego przez tydzień się nie odzywa. Wtedy odsuwam na bok uczucia i na chłodno kalkuluję. Bilans wychodzi różny. Zazwyczaj jednak więcej argumentów jest za tym, że jest zaangażowany w ten związek, jednak czasami gdy mam gorszy dzień - nie wytrzymuję.
taki facet ktory szanuje prace jest dobrym materialem na przyszlego meza ... na przyklad
chcialybyscie miec nieroba ktory by tylko lezal na wyrze i odpisywal na Wasze wszystkie smsy bo nie mialby nic lepszego do roboty ? ... po pewnym czasie i Wam by sie to znudzilo ... bo ze slodkich tekstow nic by dalej nie wynikalo ...
Byłam kiedyś z jednym, który ciągle brał pieniądze od rodziców i o ile dobrze się orientuje to do dzisiaj (ma 22lata) nie skalał swoich rąk pracą. Powiedziałam wtedy, nigdy więcej. Dlatego doceniam to, że wypełnia swoje obowiązki (aktualnie nie pracuje, ale gdy się poznaliśmy pracował dorywczo), nie jest leniwy.
Nie chodzi mi o słodkie teksty. Tylko brakuje mi z jego strony jakiegokolwiek kontaktu, gdy się dłużej nie widzimy. Dwie rozmowy telefoniczne na tydzień w zupełności by wystarczyły. W gimnazjum były akcje z wierszykami przepisanymi z internetu. Już wyrosłam ![]()
Chyba zaczynam rozumieć o co Ci chodzi .... ale tak sobie myślę , że może być ciężko z tym , żeby on tak z dnia na dzień zmienił podejście , to on musiałby zrozumieć , że coś jest nie tak z jego zachowaniem i wykazać trochę więcej inicjatywy. No nie wiem co Ci doradzić ... im częsciej będziesz sie poddawac i pierwsza odzywac tym gorzej. Widzisz ... moj facet na poczatku znajomosci potrafil sie nie odzywac po 2 tygodnie ... albo tydzien ... a ja jakos to wytrzymywalam bo wiedzialam ze jest zapracowany i intuicja mi podpowiadala , ze warto czekac ... no ale potem to sie zmienilo i to diametralnie.
tak sobie myślę że może być ciężko z tym , żeby on tak z dnia na dzień zmienił podejście , to on musiałby zrozumieć, że coś jest nie tak z jego zachowaniem i wykazać trochę więcej inicjatywy.
moj facet na poczatku znajomosci potrafil sie nie odzywac po 2 tygodnie ... albo tydzien ... a ja jakos to wytrzymywalam bo wiedzialam ze jest zapracowany i intuicja mi podpowiadala , ze warto czekac ... no ale potem to sie zmienilo i to diametralnie.
Z dnia na dzień może się nie zmienić. Ale dzisiaj przypominałam sobie nasze pierwsze tygodnie i ostatni miesiąc - muszę powiedzieć, że jest lepiej. Jeszcze trochę spróbuję go bardziej zrozumieć, myślę że można to zmienić. Nie jest sztuką zrezygnować ze związku, ja zamierzam jeszcze trochę powalczyć. Myślę, że warto bo z nim mogę porozmawiać na wiele tematów, a nie tylko o głupotach jak to było w poprzednich związkach. Dyskutujemy na płaszczyznach wielu dziedzin, a czasami jego wiedza mnie zaskakuje. Właśnie takiego partnera do rozmów przede wszystkim szukałam.
Spróbuję postępować tak jak Ty na początku swojego związku, tylko muszę być bardziej konsekwentna. I wytrzymać ten tydzień, gdy nie będzie się odzywał. W sumie ja czasami też mogłabym się odezwać pierwsza, ale raczej postaram się zrobić tak aby więcej kroków było z jego strony.
Witam
Moze ktoras z was mi pomoze. Jestem z facetem od prawie 3 miesiec,on jest po rozwodzie i ma 7 letnia corke. Problem polega na tym, ze od tygodnia milczy,powiedzial ze on musi zatesknic i sie odezwie.Co byscie zrobiły na moim miejscu? dzieki za pomoc..
23 2011-01-06 20:25:22 Ostatnio edytowany przez anuska (2011-01-06 20:25:52)
Że musi zatęsknić???? Phi. A co on sobie mysli ,że będziesz czekała aż on szanownie zatęskni? Nie rozumiem Go
A mi się wydaje, że powinna zrobić tak jak facet powiedział. Czasami można mieć już "dosyć" ciągłej obecności tej drugiej osoby, jej zapewnień o miłości, tęsknocie itp. Mam na myśli takie "zagłaskanie kota na śmierć".
Właśnie ja wyczuwam, że mu zależy, jednak czasami rozum zaczyna mieć przewagę nad sercem. Wówczas pojawiają się myśli typu: Skoro jemu zależy to dlaczego przez tydzień się nie odzywa. Wtedy odsuwam na bok uczucia i na chłodno kalkuluję. Bilans wychodzi różny. Zazwyczaj jednak więcej argumentów jest za tym, że jest zaangażowany w ten związek, jednak czasami gdy mam gorszy dzień - nie wytrzymuję.
Właśnie. czuję się jak na huśtawce - dzisiaj znowu na dole. Czasami sobie myślę, że może też podejdę do tego bardziej na luzie - nie będę wymagać od niego, żeby się angażował, sama też odpuszczę, ale są dni, kiedy boli mnie to, że potrafi być taki obojętny, nieczuły, ja potrzebuję kontaktu z nim - jemu tego najwyraźniej nie brakuje. Ciągniemy to i nic z tego właściwie nie wychodzi. I nie mam pojęcia, czy on taki po prostu jest, czy może kogoś jeszcze ma..? Jakby się zachowywał, gdyby naprawdę spotykał się jeszcze z kimś innym?
Czasami tylko czekam, aż on to skończy i powie mi, że to nie ma sensu, że się nie dogadamy, bo szukamy czegoś innego - byłoby mi dużo łatwiej, bo wyrzuciłabym to z głowy i zapomniała, a w takiej sytuacji on daje mi ciągle odrobinę nadziei, ciągle zachowuje się, jakby nic złego się nie działo, więc ja zaraz myślę "głupia, może faktycznie jest dobrze".
Zastanawiam się, czy po 2 miesiącach mogę zapytać go, czego on właściwie ode mnie oczekuje? Kiedyś powiedział do mnie "moja x", kiedy jesteśmy razem mówi "kochanie", całujemy się, dotykamy, na pożegnanie na środku ulicy dostaję od niego buziaka w usta, czy to do czegoś zobowiązuje, jeżeli nie było oficjalnej rozmowy? Wydaje mi się, że tak, ale faceci nie przestaną mnie zadziwiać.. Co sądzicie?
Spróbuję postępować tak jak Ty na początku swojego związku, tylko muszę być bardziej konsekwentna. I wytrzymać ten tydzień, gdy nie będzie się odzywał. W sumie ja czasami też mogłabym się odezwać pierwsza, ale raczej postaram się zrobić tak aby więcej kroków było z jego strony.
Chyba też muszę się tego konsekwentnie trzymać, chociaż czasami aż mam ochotę zadzwonić, albo podejść do niego do pracy, i krzyknąć "powiedz, czy ci w ogóle zależy, bo już nie mogę cię znieść!"
Widzisz ... moj facet na poczatku znajomosci potrafil sie nie odzywac po 2 tygodnie ... albo tydzien ... a ja jakos to wytrzymywalam bo wiedzialam ze jest zapracowany i intuicja mi podpowiadala , ze warto czekac ... no ale potem to sie zmienilo i to diametralnie.
Gdyby moja intuicja była taka trafna, też wykazałabym się większą cierpliwością, ale ja naprawdę wątpię, że jestem dla niego kimś, kogo traktuje poważnie. Nasłuchałam się o związku przyjaciółki, gdzie facet nie daje jej chwili wytchnienia i zapycha idealnie swój i jej wolny czas, aby mogli go spędzić razem.. A ja czuję, że on tego nie potrzebuje. Wiem, że ma chwile wolnego, ale nawet o mnie nie pomyśli, zajmuje się swoimi sprawami i nie uważa, że to stracony dzień - to mnie najbardziej boli.
Witam
Moze ktoras z was mi pomoze. Jestem z facetem od prawie 3 miesiec,on jest po rozwodzie i ma 7 letnia corke. Problem polega na tym, ze od tygodnia milczy,powiedzial ze on musi zatesknic i sie odezwie.Co byscie zrobiły na moim miejscu? dzieki za pomoc..
Na pewno nie byłoby mi łatwo, ale gdybym usłyszała coś takiego, to dałabym mu chociaż trochę czasu, bo nie wszystko stracone. Poczekaj jeszcze tydzień, a potem poproś o spotkanie i powiedz, że chcesz wiedzieć na czym stoisz, że miał czas, żeby to przemyśleć, a jego milczenie Cię męczy.
Właśnie. czuję się jak na huśtawce - dzisiaj znowu na dole. Czasami sobie myślę, że może też podejdę do tego bardziej na luzie - nie będę wymagać od niego, żeby się angażował, sama też odpuszczę, ale są dni, kiedy boli mnie to, że potrafi być taki obojętny, nieczuły, ja potrzebuję kontaktu z nim - jemu tego najwyraźniej nie brakuje.
Jesteście małżeństwem i musicie się zostawać na dłuższy czas? Ja z moim chłopakiem nie mieszkamy razem, studiujemy tylko w tym samym mieście. Piszesz, że brakuje Ci kontaktu, ale tylko wtedy gdy jest w pracy?
Nasłuchałam się o związku przyjaciółki, gdzie facet nie daje jej chwili wytchnienia i zapycha idealnie swój i jej wolny czas, aby mogli go spędzić razem.. A ja czuję, że on tego nie potrzebuje. Wiem, że ma chwile wolnego, ale nawet o mnie nie pomyśli, zajmuje się swoimi sprawami i nie uważa, że to stracony dzień - to mnie najbardziej boli.
A koleżanka jest szczęśliwa w takim związku? Ja w sumie wolę już mniej się spotykać, niż w każdej wolnej chwili. Musimy mieć też czas na swoje prywatne sprawy. Widuję się z chłopakiem tak średnio 2x w tygodniu. 3x byłoby tak optymalnie. 2 także wystarczą tym bardziej że spędzamy wtedy kilka godzin ze sobą. Czasami cały dzień.
Już sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć, bo w tym tygodniu bardzo często się ze mną kontaktował, a widzieliśmy się tylko w środę. Tak się zastanawiam, czy on nie wie przypadkiem, że ja się udzielam tutaj na forum. Dosyć dobry jest jeżeli chodzi o komputer i te klocki. Niby zmieniłam ustawienia i historia jest na bieżąco kasowana. Ma dostęp do mojego komputera, więc być może jakoś trafił na to forum ![]()
27 2011-01-07 01:18:13 Ostatnio edytowany przez biała-czekolada (2011-01-07 01:19:36)
Jesteście małżeństwem i musicie się zostawać na dłuższy czas? Ja z moim chłopakiem nie mieszkamy razem, studiujemy tylko w tym samym mieście. Piszesz, że brakuje Ci kontaktu, ale tylko wtedy gdy jest w pracy?
Kiedy jest w pracy, to wiem, że ciężko o kontakt i nie mam do niego żadnych pretensji. W tygodniu ja studiuję, on siedzi w pracy do późna, co drugi weekend ma szkołę, a co jakiś czas wraca do domu, bo nie jest z mojego miasta. tak więc złapać się jest trudno, zazwyczaj są to soboty, wiadomo. Miesiąc temu miał znacznie luźniejszą pracę, więc widywaliśmy się tak mniej więcej 2 razy w tygodniu, teraz to się zmniejszyło do 1 spotkania tygodniowo, albo 1 na dwa tygodnie.. do tego nie mam żadnych zapewnień, że to dla niego ważna, nie wiem kompletnie czego się po nim spodziewać i jak on to odbiera.
A koleżanka jest szczęśliwa w takim związku? Ja w sumie wolę już mniej się spotykać, niż w każdej wolnej chwili. Musimy mieć też czas na swoje prywatne sprawy. Widuję się z chłopakiem tak średnio 2x w tygodniu. 3x byłoby tak optymalnie. 2 także wystarczą tym bardziej że spędzamy wtedy kilka godzin ze sobą. Czasami cały dzień.
Już sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć, bo w tym tygodniu bardzo często się ze mną kontaktował, a widzieliśmy się tylko w środę. Tak się zastanawiam, czy on nie wie przypadkiem, że ja się udzielam tutaj na forum. Dosyć dobry jest jeżeli chodzi o komputer i te klocki. Niby zmieniłam ustawienia i historia jest na bieżąco kasowana. Ma dostęp do mojego komputera, więc być może jakoś trafił na to forum
To fakt, nie jest szczęśliwa, czuje się osaczona, ale.. po prostu widać, jak zachowuje się facet, któremu zależy - wiadomo, że nie każdy będzie zachowywał się tak samo, ale ciężko jest, kiedy porównuję jego oziębłość do czułości, jaką dostaje przyjaciółka, ciężko wtedy wierzyć, że to coś poważnego.
On czuje się znacznie pewniej ode mnie, pokazuje to, mówi rzeczy, których ja bym nie wypowiedziała, bojąc się, że wyjdę na idiotkę. I nie wiem, czy jest sens z nim o tym rozmawiać, bo wtedy poczuje się jeszcze pewniej, a ja znowu zareaguję nerwowo na jego milczenie, co, mam wrażenie, daje mu jakąś chorą satysfakcję.
A jeżeli przeczytał to, co tutaj pisałaś - myślę, że to nic złego, zrozumie jak Ty to odbierasz i jakie to dla Ciebie ważne i jeżeli z tego powodu się poprawi, to tylko pozazdrościć, bo to chyba odpowiedni facet ![]()
Dziewczyny no tak jak już wcześniej wspomniałam - są różne typy mężczyzn. Jedni od samego początku bardzo absorbują kobietę a drudzy nie.
Moja znajomość w ogóle była dziwna i inna od poprzednich ... bo na początku bardzo rzadko się spotykaliśmy ... dosłownie raz na miesiąc .. i tylko sobie wysyłaliśmy takie smsy " przypominacze" zeby przypadkiem ktores z nas nie zapomnialo , ze sie w ogole spotykamy ... no albo on dzwonil ... ale to w naszym przypadku na prawdę wynikało z zapracowania ... mi bylo wtedy o tyle latwiej to zrozumiec bo sama nie mialam duzo wolnego i czesto musialam odmawiac spotkan bo zwyczajnie siedzialam w pracy, ale dawalam mu nadzieję i on mi ... bo brak spotkan wynikal tylko i wylacznie z braku wolnego czasu. Dlatego tez jak juz zostalismy parą to szybko podjęlismy decyzję o wspolnym zamieszkaniu ... zeby wiecej czasu razem spedzac. I jak sie do niego przeprowadzilam to bardzo czesto on wyjezdzal za granice na kilka dni .... bo zajmuje sie sprowadzaniem aut na sprzedaz .... w sumie byl taki okres ze czesciej go nie bylo jak byl ..... ale ja wiedzialam ze to przez prace wiec mi to nie przeszkadzalo. Z reszta zanim sie przeprowadzilam to niekiedy nocowalam w jego pustym mieszkaniu zeby przypilnowac domu pod jego nieobecnosc. Jak sie wiazalismy to on odrazu mnie uprzedzil ze ma taka a nie inna prace i ze jak chce z nim byc to musze to przetrawic ... i dalam radę. Na dzien dzisiejszy on ma stala prace tutaj w miescie .... rzadziej wyjezdza ... takze mam go na codzien dla siebie
. Najgorsze juz za nami. Ja nie mialam aurat wątpliwosci , że mu zalezy bo nawet jak konczylam prace o 22 ( nie mieszkajac z nim) a on tez jakos tak wracal do domu .. to prosil zebym wpadla po pracy chociaz na godzinę ....
Ja juz mialam rozne przypadki zwiazkow i mysle ze na prawde faceta da rade wyczuc ....
29 2011-01-07 20:09:18 Ostatnio edytowany przez Małgorzatka (2011-01-07 20:12:01)
a co jakiś czas wraca do domu, bo nie jest z mojego miasta. tak więc złapać się jest trudno, zazwyczaj są to soboty, wiadomo.
To przykre, że mimo małżeństwa nie mieszkacie tak na co dzień razem.
To fakt, nie jest szczęśliwa, czuje się osaczona, ale.. po prostu widać, jak zachowuje się facet, któremu zależy - wiadomo, że nie każdy będzie zachowywał się tak samo, ale ciężko jest, kiedy porównuję jego oziębłość do czułości, jaką dostaje przyjaciółka, ciężko wtedy wierzyć, że to coś poważnego.
Tak myślałam, o tym więcej. W sumie to już wolę związek z nutką niepewności (czasami ta "nutka" niestety brzmi za długo), niż gdyby facet na każdym kroku zapewniał mnie o swojej dozgonnej miłości, kocha nigdy nie opuści i wogóle różne takie zapewnienia.
Dzisiaj np widzieliśmy się od 8 do 17. Niedawno wyszedł i doceniłam fakt, że mogę wejść na forum napisać kilka postów. Gdybyśmy byi ciągle ze sobą, to pewnie nie miałabym kiedy, nie wspominając już o moich innych zainteresowaniach.
W sumie to miły dzień spędziliśmy. Ja miałam jedną sprawę do załatwienia, wyszliśmy, w drodze powrotnej kupiliśmy wino
(nawet dwie butelki, na wszelki wypadek
), zjedliśmy obiad i oczywiście podyskutowalismy sobie trochę. O konstrukcji dachów - czy krokwie 8x17 cm są niezbyt wystarczające, ścian, kominów w budynkach
o tym czy lepszy jest ryż biały czy brązowy i dlaczego.A także jak zrobić sygnał sos (alfabet morse'a), tak aby można było go normalnie odtworzyć jak mp3. Rozmawialiśmy na temat tego jak powstał Petersburg
Poruszyliśmy także temat szkockich spódniczek i różnych wzorów krat. W środę gdy się spotkaliśmy rozmawialiśmy na temat pieców, odpylaniu dymu, odzyskiem ciepła z dymu itp. Nie wiem dlaczego, ale nie nudzą mnie takie tematy. Może dlatego, że oboje studiujemy na politechnice. Dla mnie jest to bardzo interesujące. Nie spotkałam jeszcze żadnego faceta, z którym mogłabym właśnie porozmawiać na tak wielu płaszczyznach różnych dziedzin. Nie mam na myśli tylko stałych partnerów. Żaden inny nie miał tak szerokich zainteresowań. Za każdym razem gdy się spotkamy powie mi coś czego nie wiedziałam. Nie wiem może przesadzam, w sumie fakt że się nie odzywa nie jest tak istotny wobec tak barwnych naszych spotkań.
Uwielbiam te nasze rozmowy ![]()
Ja juz mialam rozne przypadki zwiazkow i mysle ze na prawde faceta da rade wyczuc ....
Ja także odczuwam, że jemu zależy i to bardzo. Tylko pozostaje kwestia małe kontaktu z jego strony. Czytałam już tutaj na forum wiele historii, w których były opisane piękne spotkania, czułe słowa. Gdy przychodziło do rozstania, nagle wszystko się psuło, on się nie odzywał. Nie chcę aby mnie także to spotkało. Dlatego z jednej strony ciągle obserwuję i analizuję każdy jego ruch i słowo. Czy aby nie mówi tego w jakimś konkretnym celu. Po to aby zmylić moją czujność. Z drugiej strony serce się szamoce
i krzyczy, abym już w końcu poddała się temu uczuciu, a nie ciągle analizowała. Jednak po dzisiejszym spotkaniu już coraz bardziej jestem pewna, że to ten właściwy ![]()
Ivee życzę powodzenia ![]()
30 2011-01-09 10:09:00 Ostatnio edytowany przez mc89 (2011-01-09 10:10:10)
Małgorzatka , gratuluję związku , w końcu trafiłem na przykład jakiejś udanej relacji na forum . Wydaje mi się ,że w życiu trzeba mieć umiar we wszystkim w kontaktach w związku także , nie rozumiem po co tak na sobie wisieć cały jak to poniektórzy ,a potem nawet nie być w stanie dogadać się w najłatwiejszych sprawach . Nie widujesz się z chłopakiem codziennie , ale tak jak mówisz , każde Wasze spotkanie jest niezwykłe , ponadto widzisz ,że partner rozwija się z każdym dniem , więc nie marnuje czasu , w którym się nie widzicie , to chyba dobrze rokuje czyż nie ?
p.s. zawsze byłem orędownikiem hasła "dziewczyny na politechniki"
Do Białej Czekolady: Mój od dwóch i pół miesięcy były facet zachowywał się wobec mnie bardzo podobnie pod koniec naszego związku. Mogę wiedzieć, w jakim mieście rozgrywa się "akcja" Waszej znajomości/związku? Niepokoi mnie ta analogia ![]()
Małgorzatka , gratuluję związku , w końcu trafiłem na przykład jakiejś udanej relacji na forum . Wydaje mi się ,że w życiu trzeba mieć umiar we wszystkim w kontaktach w związku także , nie rozumiem po co tak na sobie wisieć cały jak to poniektórzy ,a potem nawet nie być w stanie dogadać się w najłatwiejszych sprawach . Nie widujesz się z chłopakiem codziennie , ale tak jak mówisz , każde Wasze spotkanie jest niezwykłe , ponadto widzisz ,że partner rozwija się z każdym dniem , więc nie marnuje czasu , w którym się nie widzicie , to chyba dobrze rokuje czyż nie ?
Na forum można znaleźć kilka wpisów o naprawdę udanych relacjach. My jesteśmy dopiero na etapie kształtowania związku, jeszcze tak naprawdę się nie poznaliśmy i jestem ciekawa co będzie dalej
Dogadujemy się naprawdę dobrze, myślę że tworzymy dobrze rokujący związek, czas pokaże.
Fakt zajmuje się wieloma rzeczami, niekoniecznie związanymi z jego kierunkiem. Czasami wie więcej na temat mojej dziedziny niż ja. Mam za sobą weekend i muszę powiedzieć, że był on inny od tych poprzednich, wszytko zmierza w dobrą stronę ![]()
Do Białej Czekolady: Mój od dwóch i pół miesięcy były facet zachowywał się wobec mnie bardzo podobnie pod koniec naszego związku. Mogę wiedzieć, w jakim mieście rozgrywa się "akcja" Waszej znajomości/związku? Niepokoi mnie ta analogia
wolałabym nie ujawniać miasta, ew. Ty możesz dać znać, gdzie toczył się Twój związek, zobaczymy ![]()
Małgorzatka: naprawdę Ci zazdroszczę, że trafiłaś na jakiegoś poukładanego faceta, gratuluję budowania związku i mam cichą nadzieję, że mnie też kiedyś to spotka, bo teraz się chyba wszystko rozwaliło. W sumie nie ma za czym płakać, bo nie dostawałam od niego za dużo czułości ani zainteresowania, ale jakaś malutka nić przywiązania powstała. Myślałam, że im facet starszy, tym mądrzejszy, ale najwyraźniej jego to nie dotyczy. Teraz już widzę, że ostatnio nawet nie potrafił ze mną porozmawiać - mimo iż sama naciskałam i zmuszałam go do tej rozmowy, wolał mnie całować i udawać, że wszystko jest w porządku - w jakim celu? nie mam pojęcia.
Reszcie życzę powodzenia ![]()
Moje miasto to Poznań. Dodam też, że mój facet miał (ma) 25 lat, bo pisałaś, że jest starszy.
PS. Naprawdę, uderzająco podobny schemat zachowania...
Moje miasto to Poznań. Dodam też, że mój facet miał (ma) 25 lat, bo pisałaś, że jest starszy.
PS. Naprawdę, uderzająco podobny schemat zachowania...
To nie, ja nie z Poznania, a on jest o rok młodszy od Twojego
kompletnie nie wiem co o tym wszystkim myśleć, trwam w jakimś zawieszeniu
Małgorzatka: naprawdę Ci zazdroszczę, że trafiłaś na jakiegoś poukładanego faceta, gratuluję budowania związku i mam cichą nadzieję, że mnie też kiedyś to spotka, bo teraz się chyba wszystko rozwaliło. W sumie nie ma za czym płakać, bo nie dostawałam od niego za dużo czułości ani zainteresowania, ale jakaś malutka nić przywiązania powstała. Myślałam, że im facet starszy, tym mądrzejszy, ale najwyraźniej jego to nie dotyczy. Teraz już widzę, że ostatnio nawet nie potrafił ze mną porozmawiać - mimo iż sama naciskałam i zmuszałam go do tej rozmowy, wolał mnie całować i udawać, że wszystko jest w porządku - w jakim celu? nie mam pojęcia.
Dziękuję
Widzisz ja zanim trafiłam na tego obecnego niestety musiałam się kilka razy sparzyć, czasami bardzo boleśnie. teraz jest dobrze, chciałabym móc powiedzieć tak i za rok, a potem za kilka lat... Wszystko jest jeszcze w fazie kształtowania się. Muszę powiedzieć, że wiele się zmieniło. Rozmawiamy teraz nawet 2xdziennie. Wszystkie rozmowy wychodzą z jego inicjatywy. Chyba moje podejrzenia są słuszne.
To chyba nie zależy od wielu biologicznego, ale od dojrzałości emocjonalnej. Niektórzy dosyć późno ją osiągają. Kobiety z natury chyba wcześniej dojrzewają emocjonalnie.
Życzę powodzenia w poszukiwaniu tej drugiej połówki, z którą się "zgrasz" i będziecie się dobrze rozumieli.
37 2011-01-15 15:10:51 Ostatnio edytowany przez biała-czekolada (2011-01-15 15:12:26)
Dziękuję
Widzisz ja zanim trafiłam na tego obecnego niestety musiałam się kilka razy sparzyć, czasami bardzo boleśnie. teraz jest dobrze, chciałabym móc powiedzieć tak i za rok, a potem za kilka lat... Wszystko jest jeszcze w fazie kształtowania się. Muszę powiedzieć, że wiele się zmieniło. Rozmawiamy teraz nawet 2xdziennie. Wszystkie rozmowy wychodzą z jego inicjatywy. Chyba moje podejrzenia są słuszne.
To chyba nie zależy od wielu biologicznego, ale od dojrzałości emocjonalnej. Niektórzy dosyć późno ją osiągają. Kobiety z natury chyba wcześniej dojrzewają emocjonalnie.
Życzę powodzenia w poszukiwaniu tej drugiej połówki, z którą się "zgrasz" i będziecie się dobrze rozumieli.
To naprawdę niesamowite że wszystko się tak zmieniło, ach, niech Wam się tam układa, bo to wspaniałe słuchać o kształtującym się związku, kiedy oboje dają coś od siebie.. ![]()
Ja nie wiem co myśleć. Pogubiłam się w tym kompletnie. W poniedziałek strasznie na niego naskoczyłam (może mnie trochę poniosła, ale już po prostu nie wytrzymałam), nie odpisałam na dwa smsy i sama przed sobą uznałam 'okej, to koniec'. Wtedy jeszcze wieczorem zapytał, czy odwiedzę go jutro w pracy, ale odmówiłam. Było ciężko, ale wiedziałam dobrze, że ja się za dwoje starać nie mogę i siłą go do niczego nie zmuszę. We wtorek napisał, co mnie strasznie zdziwiło. Udawał chyba, że wszystko w porządku, ale był bardziej wylewny i miły, miałam wrażenie, że jakoś odczuł ten mój napad złości; ja starałam się nie ulegać, odpisywałam zimno i krótko. Dwa dni później napisałam, że pojawię się u niego w pracy (musiałam odebrać pewną rzecz, którą zostawiłam u niego już chyba miesiąc temu), on najwyraźniej się ucieszył, dostałam od niego kilka naprawdę ciepłych wiadomości, co u niego się raczej nigdy nie zdarzało. I zastanawiam się, czy to był jakiś desperacki krok z jego strony, żeby mnie zatrzymać jednak? Oczywiście rzeczy, którą chciałam odebrać, dziwnym trafem zapomniał, porozmawialiśmy, wszystko było ok, a na koniec usłyszałam "jesteśmy w kontakcie".
Staram się go zrozumieć, pracuje do późna, czekają go dwa egzaminy w niedziele, więc podobno ciągle się uczy, ale jest mi ciężko. Nie wiem, czy mu zależy, tylko jest nauczony, że tego nie okazuje, jest zmęczony i cierpi na brak czasu, czy może ze mną pogrywa, a kiedy ja się irytuje, to on nagle postanawia mnie nie tracić, tak na wszelki wypadek? Minęło 2,5 miesiąca odkąd zaczęliśmy się spotykać, chciałoby mu się znosić te moje napady złości, nie odpuściłby sobie, gdyby to nie znaczyło nic? Po czym mam poznać, że jemu choć trochę zależy?
Może po prostu sobie z Tobą pogrywa i chce Cię sprawdzić. Albo jest do lekkoduch, który często zapomina.
Po czym mam poznać, że jemu choć trochę zależy?
Ja poznałam po tym jak mnie traktuje podczas spotkań. Nie zmuszał do niczego, w sensie jakiś większych pieszczot, dba o szczegóły. czule dotyka, gładzi po twarzy, włosach. Nikomu przed nim się nie chciało, tzn. robili to na "odczepnego", niech się cieszy. On potrafi bardzo długo gładzić mnie czule po włosach, tak troskliwie... Bardzo mnie szanuje. Przepuszcza w drzwiach, podaje rękę, obejmuje troskliwie, gdy np jest tłok. Takie małe szczegóły, które składają się na całość. Gdy spojrzy w oczy, odpływam. Jest w nich coś takiego, takie przekonanie o uczuciu. Po tym poznaję że jemu zależy.
Ja poznałam po tym jak mnie traktuje podczas spotkań. Nie zmuszał do niczego, w sensie jakiś większych pieszczot, dba o szczegóły. czule dotyka, gładzi po twarzy, włosach. Nikomu przed nim się nie chciało, tzn. robili to na "odczepnego", niech się cieszy. On potrafi bardzo długo gładzić mnie czule po włosach, tak troskliwie... Bardzo mnie szanuje. Przepuszcza w drzwiach, podaje rękę, obejmuje troskliwie, gdy np jest tłok. Takie małe szczegóły, które składają się na całość. Gdy spojrzy w oczy, odpływam. Jest w nich coś takiego, takie przekonanie o uczuciu. Po tym poznaję że jemu zależy.
Analogicznie - również do niczego mnie nie zmuszał, widziałam, że chciał, ale nawet mi kiedyś powiedział, ze mnie nie zmusza, że to nie tak.. nigdy nie naciskał, nie nalegał, nie pokazywał, że się jakoś irytuje i niecierpliwi. nie jest zbyt romantyczny, powiedziałabym, że prawie w ogóle, ale potrafi mnie objąć, potrzeć czule po ramionach, złapać za rękę, gdy jest ślisko, albo zatrzymać troskliwie przed ruchliwą jezdnią, kiedy ja się zagadam, pamiętam jak kiedyś złapał mnie za stópki, żeby sprawdzić czy są zimne (bo ja taki zmarzluch jestem), to było urocze. Ogólnie od samego początku za wszystko płacił i nie chce nawet słyszeć, że miałabym oddać mu pieniądze, w drzwiach przepuszcza, jak jest okazja, to zdejmie płaszcz. jeżeli chodzi o nasze spotkania, to raczej nie mam mu nic do zarzucenia, dobrze się przy nim czuję.
Zaczęłam się zastanawiać, czy problem po części nie leży we mnie. Jestem okropnie zamknięta w sobie i nieufna i szczerze mówiąc chyba nigdy pierwsza go nie pocałowałam, nie objęłam, nie przytuliłam się do niego, a zawsze, kiedy było mi smutno, udawałam, że jestem wściekła i tą złością się zakrywałam. Nie potrafiłam mu pokazać słabej i czułej kobiety.. myślicie, że to istotne, że on mógł to jakoś dziwnie odebrać?