Witam. Piszę tutaj ponieważ sprawa przez którą przechodzą mnie już przerosła i nie jestem sobie dłużej sam z tym radzić. Jestem mężczyzną (25 lat) zakochanym (tak z tego wychodzi) zakochanym w dziewczynie w moim wieku. Chodziliśmy razem do gimnazjum, liceum, później studia lic. Zerwaliśmy dwa lata temu. Powodów była masa, mało rozmawialiśmy szczerze, w momencie kiedy ja się zaangażowałem, ona się bardzo zdystansowała. Zrywała ze mną (na początku naszego związku) twierdząc że jest niegotowa , że w pewnym sensie chcę się bawić, że ją ograniczam itd. Mimo wszystko trwałem i za każdym razem po pewnym czasie wybaczałem (jej wypady ze znajomymi - kolegami, picie do nieprzytomności) ale ustalając że czegoś takiego nie będę tolerował. Po pewnym czasie miałem już dość, psychika mnie przytłoczyła i zerwałem z nią na dobre. To było dwa lata temu. Nie odzywaliśmy się do siebie. Ja próbowałem rozpocząć nowy rozdział w życiu. Zapomnieć o niej. Nie udało się. Czego nie potrafię zrozumieć bo twardo stąpam po ziemi i myślę racjonalnie o swoim o ile się pojawi przyszłym związku. Niestety, dzień po dniu narastała we mnie gorycz. Własna godność nie pozwoliła mi się do niej odezwać mimo że tęskniłem. I tutaj pojawia się moje pierwsze pytanie, czy miłość faktycznie działa bez naszej woli? Mimo wielu ran których doświadczyłem przez jej zachowanie, ciągle ją kocham. Każde działanie (wiem - chore), pracę czy wizerunek społeczny, w myślach i tak wiąże z nią. Jeżeli mam jakiekolwiek wyobrażenie o przyszłości to nie potrafię jej w tym nie uwzględnić. Wiem że nasze rozstanie było nieuchronne i wiem że pewnie najlepiej dla nas obojga było by całkowicie urwać kontakt... ale. niedawno byłem na imprezie w klubie gdzie ją spotkałem. Porozmawialiśmy, niestety przesadziliśmy z alkoholem i się później całowaliśmy. Później obróciliśmy to bardzo zręcznie w żart jednak... Ona stwierdziła że bardzo ciężko jej było beze mnie choćby jako "przyjaciela". Widujemy się teraz, oglądamy film, wychodzimy razem. Jako "przyjaciele" - nic więcej. Dziwne są jednak przelotne niby "niezobowiązujące" muśnięcia dłońmi itp. Ma wielu znajomych, wielu kolegów którzy są jej w stanie pomóc w każdej chwili więc sprawa tym bardziej dziwna. Najlepsze jest to że nawet będąc szczerym, gdybym jej powiedział co do niej czuje, to jestem pewien że ją to wystraszy. "nie szukam narazie niczego poważnego, nie chcę związku" itp. Jednak wiem mimo wszystko z kilku pewnych źródeł że ciągle do mnie coś czuje. Czuła cały czas. Zrezygnować całkiem zerwać kontakt i żyć bez jej obecności? Jej przyjaciólka powiedziała mi też że mówiła jej że jeśli by się chciała z kimś na zawsze związać to ze mną tylko że... no właśnie. Nie wiem już co o tym wszystkim myśleć, co robić. Nie chcę tkwić w martwym punkcie, ale nie chcę tez odciąć ją całkowicie bo wiem że by jej było bardzo ciężko. Doradźcie coś, z góry dziękuję i wszystkiego dobrego w nowym roku życzę.
Podobne tematy
Jesli odnowiliscie kontakt, to nie moglibyscie sie umowic na powazna rozmowe w 4 oczy? Moglbys jej powiedziec, co czujesz i jesli sie zgodzi dajcie sobie jakis czas do namyslu, w ktorym podejmiecie decyzje, czy chcecie zaczac (a przynajmniej sprobowac) od nowa...czy jednak jestescie pewni, ze to calkowity koniec.
Jesli postanowice zaczac od nowa, to przynajmniej bedziecie widzieli, czy jest Wam razem lepiej niz kiedys, czy tak samo, czy jednak gorzej.
Piszesz, ze minely 2 lata od Waszego rozstania. Moze ona juz sie "wybawila", pouzywala zycia i teraz jest juz dojrzalsza i bardziej gotowa na staly zwiazek? Macie po 25 lat, czyli to raczej pora zeby przynajmniej ZACZĄĆ powazniej myslec o swojej przyszlosci.
Jesli nie porozmawiacie szczerze, to problem sam sie nie rozwiaze i bedziecie sie tak meczyc (a przynajmniej Ty) przez kolejne lata.
Trzymam kciuki i zycze powodzenia, bo widac ze jestes dojrzale myslacym chlopakiem i ze zalezy Ci na niej:)
Tproud widać że Wam na sobie zależy. Ale bezwzględnie powinniście nauczyć się ze sobą szczerze rozmawiać.
Nie wiem jak długo trwa odnowienie znajomości, w każdym razie nie śpieszyłabym się na Twoim miejscu z rozmową na temat związku. Za to starałabym się zbudować silną przyjazn, Jeśli masz ochotę ją przytulić, dotknąć- zrób to delikatnie, żeby wyczuć czy taka bliskość jej pasuje. Jeśli nabierzecie do siebie zaufania zaciśnianie więzi stanie się naturalnym krokiem na przód.
Poważne, rozstrzygające rozmowy mogą na tym etapie zburzyć wszystko.
Zastanawia mnie tylko jedna rzecz. Jak to jest z tym "używaniem życia"?, nawet jeśli się wyszalała, nawet jeśli jest dojrzalsza, pozostaje kwestia jej ogromnego zaplecza znajomości. Jak do tej pory wiem, że ma wielu kolegów i znajomych. Nigdy nie byłem osobą aż tak towarzyską zawsze poświęcałem większość czasu na rozwój swoich "Dziedzin" praca, studia, muzyka(pracuje też jako producent muz). Ciężko mi w ogóle mieszać się w taki wianuszek mężczyzn którzy (wiem że tylko rozmowy itd ale mimo wszystko) bywają u niej kilka razy w tygodniu i lepiej znają jej rodziców niż ja sam. Zresztą pewnie (suche fakty) jej rodzice bardziej przychylnie patrzą na tych "przybyszów" niż na mnie. taki mój urok;)
Znam ją dość długo i wiem czego się można spodziewać po takiej rozmowie w 4 oczy. ona "nie wie, nie jest zdecydowana nie jest pewna, boi się zobowiązań, nie wyobraża sobie póki co przyszłości z mężczyzną" . Dając sprawie spokój i rezygnując z niej wiem że po pewnym czasie ułożę sobie życie. Ale tylko na zewnątrz. Zawsze będzie osobą która wie dokładnie o czym myślę i drugie pół zdania kończy za mnie. Pozostanie w środku i mimo tego że w rzeczywistości materialnej wiem że jest możliwe ruszenie dalej. W środku nie ruszę. I wiem też że po pewnym czasie i tak się odezwie i tak będzie się chciała widywać. Po pewnym czasie przybiegnie ze łzami w oczach a ja ją będę chciał objąć tylko czy... powinienem tak w nieskończoność?
5 2011-01-02 20:36:19 Ostatnio edytowany przez zakochana/zdolowana (2011-01-02 20:38:52)
No to nie zazdroszczę Ci... nie wiem, czy dobrze to widzę, ale chyba kochasz ją całym sercem.
Ja bardzo kocham swojego chlopaka, czasem nawet wydaje mi sie, ze az za bardzo. We wszystkich swoich planach widzę jego i tez ciezko byloby mi zniesc, gdyby az tak lubil towarzystwo plci przeciwnej, jak Twoja byla dziewczyna.
Sama juz nie wiem, co Ci doradzic... moze faktycznie zachowaj się tak, jak radziła alaclaudie, a dopiero potem poproś o naprawdę szczerą rozmowę. Spróbuj się do niej stopniowo zbliżać, a wtedy już sam wyczujesz, czy ona tego chce, czy jednak traktuje to z dystansem i nie jest zainteresowana. Być może ta dziewczyna boi się zostać skrzywdzona? Nie wiem, jak zniosła Wasze rozstanie? Pisałeś, że Ty z nią zerwałeś..może boi się, że teraz możecie się znów nie dogadac i że skonczy się podobnie?
Napisałeś:
Znam ją dość długo i wiem czego się można spodziewać po takiej rozmowie w 4 oczy. ona "nie wie, nie jest zdecydowana nie jest pewna, boi się zobowiązań, nie wyobraża sobie póki co przyszłości z mężczyzną".
Ale może teraz, jeśli ponownie się do siebie zbliżycie, to ta rozmowa będzie wyglądała zupełnie inaczej? Może się okazać, że ona zaczyna poważniej myśleć o zbudowaniu związku? Nie dowiesz się jeśli nie sprobujesz zadziałać! Pewnie znasz powiedzenie: KTO NIE RYZYKUJE, TEN NIE MA...
Ja też kiedyś nie wyobrażałam sobie, że aż tak bardzo zaangazuję się w związek...i co? Stało się;)
Może dziewczyna też już powoli dojrzewa do takiej decyzji.
I jeszcze coś...wiem, że to trudne bo myslę podobnie jak Ty, ale nie można przesadzac... spróbuj wyluzować z podejściem do jej znajomości z chlopakami...Skoro z żadnym z nich do tej pory nie stworzyła powaznego zwiazku, to znaczy że nie masz az tak duzych powodów do obaw. Rozważ tez taką sytuację, że ona też zna Ciebie długo i być może obawia się, że będziesz jej znow robił wyrzuty z powodu jej kolegow...i nie chce sie czuc ograniczana.
Mysle, ze zeby udalo sie Wam odbudowac zwiazek, powinniscie oboje przemyslec swoje zachowanie i potrzeby.
Działaj chłopie, działaj!:) Lepiej działać i sparzyć się choćby kilka razy, niż potem całe życie żałować, ze zaprzepaściło się jakąś szansę...a zwłaszcza miłość! Być może nawet miłość na całe życie...
Nie obawiam się. Ale nigdy nie byłem "samcem" który by był w stanie rywalizować o kobietę z innymi mężczyznami. Jeśli woli się spotykać z innymi mimo że nic ich nie łączy otrzymywać od nich pomoc itd to chyba na to nic nie mogę poradzić. Zabawne , że gdybym się uciekał do manipulacji, to bym ją zdobył. Jednak cena bycia szczerym jest taka że nie zawsze otrzymuje się to czego się chcę. nie wiem dziewczyny co robić, najlepszym wyjściem wydaje się odsunięcie. Mimo tego że analizując siebie wiem że ją kocham. Ale pewnych wartości nie można zaprzedawać za cenę bycia "szczęśliwym". Nawet gdyby doszło do tego że bylibyśmy razem. To czy mógłbym w przyszłości na kimś takim polegać? Na osobie (mimo tego że ją kocham) która jest nie stała w uczuciach i nie wiadomo kiedy jej się myślenie zmieni??
7 2011-01-03 03:00:23 Ostatnio edytowany przez zakochana/zdolowana (2011-01-03 03:02:15)
Ojjj..Ty chyba też do końca nie wiesz, czego chcesz...Rozumiem, że masz zasady, ale chyba jednak trochę przesadzasz. Skąd ta pewność, że ona nadal chce się wyszumieć i że nie szuka stałego związku? Nie dowiesz się, dopóki nie spróbujesz tego choćby "delikatnie wybadać".
Piszesz, że nie jesteś w stanie rywalizować z innymi mężczyznami...dla mnie to trochę dziwne... po pierwsze dziewczyny lubią, kiedy mężczyźni o nie walczą, ale to chyba normalne i naturalne, a po drugie jakbyś jej okazywał, że Ci na niej zależy, jeśli nie chcesz rywalizować z innymi potencjalnymi adoratorami? Może ona właśnie na to czeka? Może boi się, ze skoro kiedys zakonczyłes ten związek, to teraz do niej nic nie czujesz? Być może jeśli będzie miała pewność, że nadal Ci na niej zależy, to uda Wam się jakoś dogadć?
Moje dwie rady:
1) Spróbować zbliżyć się do niej i przekonać się na własnej skórze, czy faktycznie ma takie podejscie do związku, jak kiedys (a nie gdybać niepotrzebnie, bo możesz się mylić). Jeśli okaże się, że wydoroślała, myśli o stałym związku i czuje coś do Ciebie, to już dalej sam będziesz wiedział co robić.
2) Mniej optymistyczna i chyba też mniej sensowna rada: zacisnąć zęby i cierpliwie czekać kolejny rok czy dwa, aż dziewczyna naprawdę się wyszumi (bo chyba już najwyższa pora) i wtedy zacząć działać...bądź patrzeć ze smutkiem, że jakiś inny mężczyzna skorzystał i stworzył z nią stały związek i żałować, że się nie spróbowało.
rywalizować hmm dziewczyno mam wrażenie że masz jakiś poważny problem z chłopakiem. Nie jestem nie miły , po prostu widać że próbujesz wyładować frustrację a nie o to mi chodziło...Nie jestem w stanie rywalizować z jednego powodu. Jej znajomi mają sporo kasy, fajne auta, jeżdżą na "grube" imprezy jak to się mówi. Raz na miesiąc ok, ale nie jestem w stanie w każdy weekend wydawać morza pieniędzy na morze alkoholu tylko po to żebym mógł z nimi "rywalizować". Dla mnie to jest dziecinne że w tak głupich i idiotycznych kategoriach chciałoby się żeby faceci "rywalizowali". Uprawiam sporty, organizuje koncerty, i nie mam zamiaru zniżać się do czyjegoś poziomu tylko dlatego żeby komuś zaimponować tym że wydam na imprezie 200zł na jakieś kolorowe trunki. Do kina ze mną nie wyjdzie, na basen ze mną nie pójdzie, spacer odpada i wiele wiele innych rzeczy. Była taka sytuacja kiedyś że potrzebowała gotówki ok. 800zł , wziąłem zaliczkę (chodziło o naprawę samochodu jej ojca, oprócz tego zaznaczam że byliśmy razem) ale jej "przyjaciel" mnie uprzedził. Pożyczył jej pieniądze, a na czystą logikę przecież nie zrobiła nic złego więc nie miałem się o co wściekać. Sytuacji było mnóstwo. Podsumowując. Kocham ją, i nie chciałbym jej stracić, wierzę ciągle w to że się może zmienić, ale racjonalne myślenie mi mówi że ona się nie zmieni. Wiem, mam trwać przy niej i czekać aż się wyszumi być przy niej za wszelką cenę... Wiecie jak się czuje facet który umawia się na spotkanie w restauracji z dziewczyną, po czym ona przychodzi na spotkanie pijana tak że ledwo stoi na nogach? jak się czuje facet który dowiaduje się że piła ze swoimi "kolegami"? jak się czuje facet który odwozi ją do domu, kładzie spać, siedzi przy niej ? Jeśli nie nikomu nie życzę.
Kiedyś była inna. może dlatego ciągle w nią wierzę. Ale ile można? Czasem czuje się już jak kłębek nerwów, wypruty z wszelkiej nadziei. Bo wiem, że jeśli ją zostawię, za rok dwa , 10 lat. Wiem że się odezwie. Zapytacie skąd mam tą pewność. Z autopsji. i tego że każdy nam mówił że nie widział dwóch osób które by się tak świetnie dogadywały. Zostać, męczyć się ciągle się poświęcać, nawet jeśli w przyszłości taka osoba będzie nieodpowiedzialną partnerką - w imię miłości. Czy zostawić ją , nie narzucać swojej obecności, urwać kontakt i przejmować się tym za jakiś czas gdy kolejny raz powie mi że się zmieniła??
Myslę że po pierwsze z góry zakładasz że ona tak zareaguje bo ty wiesz? Ze ona to i to powie. A może tak naprawdę nic nie wiesz jakie uczucia nią targają.
Nawet jeśli po twoim odkryciu uczuć powie jeszcze nie teraz , nie jestem gotowa przynajmniej będziesz coś wiedział.
Skończą się domysły i planowanie każdej rzeczy pod jej osobę.
Druga bardzo wazna sprawa piszesz cytuję
" Podsumowując. Kocham ją, i nie chciałbym jej stracić, wierzę ciągle w to że się może zmienić, ale racjonalne myślenie mi mówi że ona się nie zmieni.''
Kochac kogoś to akceptować jego zalety i wady, nie zmieniać a kochać jakim jest! To jest podstawa. A ty oczekujesz że ukochana osoba zmieni się dla ciebie no bo patrząc na nią w zaślepionej miłości jednak widzisz wady...
A czy to nie powinno być tak że zakochani do szaleństwa nie widzimy złych cech partnera? Nie każe ci akceptować bicia po twarzy czy bo to są już jakieś skutki tego kto i jak ja wychował.
Dlaczego oczekujesz że ona sie zmieni podczas gdy ty zmienić się nie chcesz.
Nie chcesz być szczery, zdecydowany bardziej przebojowy???? Dlaczego dla niej skoro kochasz nie powalczysz, nie otworzysz serca?
Co jej trzeba się zmienić a tobie nie boś ideał?
Nastepna sprawa---
Wiem, mam trwać przy niej i czekać aż się wyszumi być przy niej za wszelką cenę... Wiecie jak się czuje facet który umawia się na spotkanie w restauracji z dziewczyną, po czym ona przychodzi na spotkanie pijana tak że ledwo stoi na nogach? jak się czuje facet który dowiaduje się że piła ze swoimi "kolegami"? jak się czuje facet który odwozi ją do domu, kładzie spać, siedzi przy niej ? Jeśli nie nikomu nie życzę.
Po co tolerowałeś takie zachowania od początku jeśli sam w środku nie cierpisz ludzi pijących i gardzisz nimi?
Wystarczyło by byś ustalił zasady w waszym związku powiedział co tolerujesz i dasz rade wytrzymać a co nie.
Podkreślić że według ciebie jej zachowanie zabija twoje uczucie.
Było być szczerym, wypowiedzieć i trzymać się zasad. A jeśli nie dała by rady ona porozmawiać dlaczego jej się nie udaje, może trzeba jej wsparcia by wytrzymała.?
Gdyby i to nic nie dało odejść bo wasze priorytety są różne.
Bo były różne, ona chciała żyć młodością, może lubi towarzystwo ludzi,śmiech rozmowy, a ty jesteś inny bardziej skryty.
A teraz może ona dojrzała co z tego ty nadal widzisz w niej te pijana dziewczynę która wstyd ci przynosiła.
Pomyśl czy jesteś w ogóle w stanie zaakceptować to że ona wyjdzie gdzieś do kumpeli na wino, czy będziesz gotowy ufać jej i akceptować to że może chciała zapić stres?
Jeśli masz w głowie ideał dziewczyny i potem zony, takiej która będzie przykładna, super wychowana,będzie twoim wsparciem, uśmiechnięta i cały czas w domu tylko dla ciebie to chyba powiedz jej to że chcesz by taka była.
Bo ona może nigdy do tego ideału nie doskoczy, bo po prostu ma inny charakter niż ty, inna osobowość.
Wtedy lepiej za wczas się nie wiązać bo zatrujecie sobie życie oboje.
tproud - twierdzą że przeciwieństwa się przyciągają - ja ze swojego doświadczenia powiem ci że owszem tak ale tylko w tedy może coś z tego wyjść gdy dwie przeciwności patrzą w tą samą stronę , a z tego co piszesz to wy nie dość że jesteście zupełnie różni to dodatkowo dążycie w innych kierunkach: ty basen ona drogie drinki itd.... Może się zejdziecie ale jeśli dalej wasze cele będą rozbieżne to nawet największe uczucie tego nie wytrzyma.
Co do twojego układania sobie życia na nowo (z kimś nowym) to po stwierdzeniu cytuję"Dając sprawie spokój i rezygnując z niej wiem że po pewnym czasie ułożę sobie życie. Ale tylko na zewnątrz. Zawsze będzie osobą która wie dokładnie o czym myślę i drugie pół zdania kończy za mnie. Pozostanie w środku " z twojej nowej znajomości nic nie wyjdzie nie można budować czegoś nowego nie zamknąwszy poprzedniego i do tego kosztem kogoś kto będzie chciał być jedynym i najważniejszym a nie tylko wypełniaczem pustki w życiu.
Według mnie kobieta 25 lat która "szaleje" bo żekomo chce się wyszumieć to nie do końca prawda ona po prostu ma taki sposób na życie i najlepiej będzie się czuła w towarzystwie "szalejącego" gościa a nie w domowej ostoi. A złote kółko na palcu nie zmieni czyjegoś charakteru co najwyżej na początku przysłoni pewne cechy które z czasem wypłyną. Chyba raczej nie jest wam po drodze.
Trudny orzeszek do zgryzienia....
Rozmów się z Nią, powiedz co Cię boli...czego oczekujesz. Nikt nie jest Jasnowidzem żeby czytać w myślach Partnera.
Ona ma 25 lat..hmm, nie zgodzę się z przedmówczynią co do tego że to już w pełni ukształtowany charakter i że się już nie wyciszy, Ludzie biorą na wstrzymanie czasem dopiero przy 30tce, musicie rozmawiać przede wszystkim wiele rozmawiać, a skoro Wasze priorytety na prawdę okażą się inne...hmm, zastanów się czy Masz na tyle siły aby czasem się naginać i to sporo bo z tego co widzę to tutaj są dwa odmienne temperamenty
Ja się tak zastanawiam czy Ty ją faktycznie tak kochasz czy tylko wspomnienia biorą górę, pożądanie...być może zazdrość o te Jej bujne życie.
drgrab5 - a znasz takie przypadki że po 50 dalej żyje się jak wolny strzelec bo poprostu taki się ma charakter i dlatego uważam że kobieta 25 lat jeśli nie ma rozrywkowego charakteru to potrafi pogodzić szaleństwo (bo nikt nie każe jej zamykać się w domu) z mysleniem poważnym o partnerze i związku.
13 2011-01-05 16:54:18 Ostatnio edytowany przez zakochana/zdolowana (2011-01-05 17:15:29)
tproud...ja nie próbuję wyładować żadnej frustracji. W ogole nie wiem skad Ci to przyszlo do glowy? Owszem mam problem z chlopakiem, dotyczący naszego miejsca zamieszkania po ślubie, ale zadnych frustracji z tego powodu nie staram się wyładować, bo ich nie mam. Bardzo go kocham i poza tym ważnym i trudnym dla naszej przyszłości tematem, dogadujemy się bardzo dobrze... i co najważniejsze nie stwarzamy sobie takich "wybujałych" problemów, jak Ty, bo wszelkie wątpliwości i problemy załatwiamy SZCZERĄ ROZMOWĄ.
Dodam, że to raczej Ty wyładowujesz SWOJE frustracje właśnie w tym poście, bo nie możesz znieść, że Twoja była dziewczyna ma tylu rywalizujących o jej względy, a być może nawet tylko o jej przyjaźń adoratorów. Skoro odpowiada jej to, że koledzy tak wokół niej "skaczą", to jak widać ona lubi ową RYWALIZACJĘ, do której Ty, jak to powiedziałeś nie chcesz się zniżyć.
Sam użyłeś słowa "rywalizacja" więc powtórzyłam je po Tobie i zinterpretowałam na swój sposób. Próbowałam Ci pomóc, ale jak widać nie da się, bo Ty prawie na każdą opinię się "wypinasz".
Większość radzi, żebyś porozmawiał z nią otwarcie, bo takimi swoimi domysłami nic nie osiągniesz i niczego się nie dowiesz. Jeśli uważasz takie rady za pozbawione sensu, to już Twoja sprawa.
Moim zdaniem (i też nie chcę być niemiła) za bardzo filozofujesz i rozmyślasz, zamiast zacząć działać. Poza tym wydaje mi się, że jesteś dosyć zarozumiałym i aż za bardzo przekonanym o swojej wartości mężczyzną. Kilkakrotnie podkreśliłeś swoje zalety i to że zajmujesz się muzyką, sportem itd. Mówisz, ze nie będziesz zniżał się do poziomu jej znajomych, a skąd wiesz jacy oni naprawdę są? Starasz się pokazać nam, że jesteś bardziej wartościowy od nich? Tylko może akurat jej bardziej odpowiadają ich zainteresowania, ich zachowanie i ich charaktery? Pewnie po mnie teraz ostro pojedziesz, ale trudno. Masz do tego prawo.
Skoro widzisz, że macie zupełnie inne zapatrywania na życie, to albo sobie ją odpuść, albo zacznij wreszcie działać i porozmawiaj z nią otwarcie. Ciągle piszesz, że ona jest taka i siaka, a spójrz na siebie...poza tym bez rozmowy nie będziesz miał pewności, czy ona nadal jest taka, jak dawniej, niczego nie wyjaśnisz i dalej będziesz sobie żył swoimi domniemaniami. Wydajesz się inteligentnym facetem, ale aż do przesady oddanym swoim pasjom i zasadom.
Atina..nie negowałem Twojej wypowiedzi, dodałem że czasem tak jest jak napisałem...ale zarówno dobrze może3 być tak jak to Ty napisałaś
zakochana/zdołowana, nie pojadę po Tobie nawet jeśli miałbym powód dlaczego miałbym kogoś obrażać/oceniać po pozorach. Fakt jest dużo winy z mojej strony, nie ukrywam tego. Może faktycznie za dużo filozofuje , może macie rację... Nie jestem zarozumiały choć mogłem sprawić takie wrażenie. Za urażenie czyichkolwiek uczuć przepraszam. Może macie rację spojrzałem teraz na to trochę z innego punktu widzenia. Co do rozrywkowości przebojowości itd... Myślę że nad tym dało by się popracować, nie też że tylko dla niej ale może dla samego siebie. Nie mam problemu z pewnością siebie ale z przebojowością może trochę. Ok spróbuje zastosować się do któregoś z pomysłu ale przyznam - potrzebuje waszej pomocy. Tak - czuje się trochę głupio o nią prosząc, nie musicie mnie dobijać:P Jeśli ona powiedzmy idzie na imprezę, niby przypadkiem znaleźć się na tej imprezie, myślę że dałoby się coś takiego zrobić. Ale co dalej? Tzn wiem, niektóre sytuację same przynoszą rozwiązania i ciekawe pomysły, ale nie chcę za bardzo się narzucać ze swoją osobą żeby jej nie wystraszyć. Może się tego obawiać jeśli wcześniej byłem trochę do przesady zazdrosny. nie chcę tego zmieniać tylko dla niej ale też dla siebie bo widzę że jest to trochę destrukcyjne i dla mnie i dla ludzi wokół. Ok przez najbliższy czas skupiam się na sobie nie na niej. Skupiam się na swoich wadach. Miałem ostatnio trochę wolnego i spotkaliśmy się. Powiedziała mi o kilku swoich adoratorach, którzy mimo że nigdy z nią nie byli twierdzą że strasznie ją kochają i nigdy nikogo tak nie kochali i chcieli by z nią być. Powiedziała mi że nigdy nie będzie w stanie do nich czegokolwiek poczuć. Ale teraz jedna rzecz. Wiem napewno że taka "całkiem szczera" rozmowę potraktuje jako zbyt nadętą, wiem napewno że dobrze by było żeby taka rozmowa wyszła spontanicznie. Tylko "jak sprawić" żeby to wyszło spontanicznie. Nie przestraszyć jej zbytnią powagą i oczekiwaniami i swoimi uczuciami, bo wiem że nie lubi zbyt wylewnych facetów ,rozczulających i wiem że tutaj faktycznie mogę mieć przewagę. teraz dopiero widzę że to było to chyba co ją mogło przyciągnąć kiedyś. Nie ulegałem emocjom, na chłodno analizowałem sytuację, nie podnosiłem głosu, nie wdawałem się "w głośne dyskusję". Może faktycznie powinienem wrócić do stanu w jakim byłem gdy się we mnie zakochała. Czyli jak ją nie przestraszyć, pokazać że jednak była też i moja wina w tym wszystkim, a przede wszystkim pokazać że jednak mi na niej zależy ale w taki sposób żeby nie odebrała tego jako ataku moich emocji na nią i w konsekwencji wymagań, ale akceptowania wad tak samo jak i zalet. proszę o jakąś radę i co najważniejsze przepraszam za swoje nieco zadufanie i zarozumiałość...
16 2011-01-05 20:33:29 Ostatnio edytowany przez zakochana/zdolowana (2011-01-05 20:48:46)
Przede wszystkim nie przepraszaj, bo raczej nikogo nie uraziłeś:)
Może spróbuj właśnie tak, jak mówisz znaleźć się na jakiejś imprezie, na której będzie ona. Może zagadaj, zaproponuj coś do picia (niekoniecznie alkohol...po prostu ogólnie daj jej wybrać, chyba, że wiesz co lubi) i zacznij rozmowę na luzie? Niekoniecznie zaraz na Wasz temat, ale na jakiś ogólny... przypomnij jej, jak Wam się kiedyś dobrze rozmawiało.
Nie wiem, czy lubisz tańczyć? Jeśli tak, to "porwij" ją na parkiet. Taniec stworzy między Wami jakąś bliskość, ale jak sam mówisz nie bądź nachalny. Rób tyle, na ile ona Ci pozwoli i postaraj się być przy tym w dobrym humorze. Ja wiem, że to trudne, ale jeśli kiedyś rozumieliście się dobrze, to jest spora szansa, że może się udać. Znasz ją już dosyć długo, jeśli wyczujesz, że ona zaczyna być zdystansowana, że coś jej się nie podoba, to przystopuj. Ale może akurat tęskni za Tobą i wszystko będzie jej odpowiadało:)
Jeśli impreza nie wchodzi w grę, to może zaproponuj wyjście w jakieś miejsce, które ona lubi? Bo na pewno ma jakieś ulubione miejsca, poza imprezami.
Pisałeś też o swojej zazdrości. Może, jeśli będzie taka sytuacja na imprezie, że będziecie rozmawiać i pojawi się tam również jakiś z jej kolegów, to postaraj się pokazać jej, że potrafisz również z nim porozmawiać, że starasz się akceptować jej znajomych i że ich obecność nie wzbudza w Tobie jakiegoś podenerwowania.
I co najważniejsze, jak sam napisałeś, nie zmieniaj się dla tylko niej...jeśli czujesz, ze jest coś, co utrudnia Ci kontakty z innymi, jest Ci z tym w pewnym sensie źle i wiesz, że potrafisz to zmienić, to zrób to, ale przede wszystkim dla siebie, dla lepszego własnego samopoczucia. A przy okazji może skorzystać na tym Twoja znajomość z ukochaną dziewczyną.
I jeszcze coś...jak to było z tym Waszym pocałunkiem? Ty go zainicjowałeś, czy raczej oboje? Ty obróciłeś potem tą sytuację w żart, czy raczej ona?
Z pocałunkiem zainicjowała go ona. Było tam wielu jej znajomych, wielu "adoratorów" . Jednak z żadnym do niczego nie doszło. Jak mówiłem pocałunek zainicjowała ona biorąc słomkę od piwa do ust, niby przedrzeźniając się, jak zabrałem to już jej usta były przy moich. Też trochę dziwne , że wobec mnie zawsze była bardzo namiętna, spodziewałem się że jeśli ruszyła dalej dopuści się do czegoś , takiego ale nie ze mną. Generalnie oboje obróciliśmy to w żart, na początku mi mówiła pół żartem pół serio że ma wyrzuty sumienia bo była pijana i że nie powinna tyle wypić. Ale jak spytałem czy żałuje niby zaczepiając ją powiedziała że nie. A z tańczeniem nie do końca , choć chyba nie jestem aż takim lewusem, ale niezbyt lubię taniec - nietowarzyski - tzn taki klubowy. Właśnie nie do końca wiem gdzie mógłbym ją zabrać, albo tam "pojawić się" oprócz imprezy. Restauracja chyba odpada, zbyt jednoznacznie prawda?? Choć może mógłbym powiedzieć że niby chciałbym coś zjeść bo jestem na mieście i jak chce to może się ze mną zabrać?? aha i jeszcze jedno pytanie (o ile mogę oczekiwać odp:)) czy dobrym pomysłem będzie "zaznajomienie" się z jej znajomymi?? z góry dzięki
18 2011-01-05 21:05:00 Ostatnio edytowany przez zakochana/zdolowana (2011-01-05 21:07:22)
No to gołym okiem widać, że ciągnie Was OBOJE do siebie:)
Najważniejsze, że odpowiedziała, że nie żałuje pocałunku...to już dobry znak.
Bardzo możliwe, że tłumaczyła się, że za dużo wypiła, bo zrobiło jej się głupio...może nie chciała, żebyś pomyślał, że jeśli Tobie uległa pod wpływem alkoholu, to że innym też. Może nie chciała, żebyś ją wziął za "łatwą" i żebyś nie wyobrażał sobie, że na wszystkich imprezach tak się zachowuje.
Jeśli restauracja odpada, to zaproponuj jej wypad na pizzę. Pizzeria nie jest zobowiązującym miejscem. Na pewno będziecie się tam czuli dużo bardziej wyluzowani niż w elegantszej restauracji. I pomysł, ze jesteś na mieście i czy chce z Tobą coś zjeść jest moim zdaniem bardzo dobry:)
Co do "zaznajomienia" się z jej kolegami, to czemu nie. Jeśli oczywiście nie robiłbyś tego całkiem na przekór sobie. No i oczywiście ostrożnie, żeby nie myślała, że próbujesz się przypodobać. Po prostu bądź sobą. Jeśli będzie okazja, żeby z nimi pogadać, bliżej się poznać, to czemu nie. Może okażą się całkiem w porządku i dzięki temu Twoje życie towarzyskie bardziej odżyje:) Jesteś młody, rozerwij się trochę. Ale oczywiście nic na siłę. Bądź otwarty, jeśli będzie okazja bliższego poznania ich, to możesz skorzystać, a jeśli po kilku spotkaniach, rozmowach stwierdzisz, że ich towarzystwo Ci nie odpowiada, to najwyżej sobie ich odpuścisz, ale nie krytykuj ich przy swojej ukochanej. Dla niej na pewno będzie ważne jeśli po prostu spróbujesz ich zaakceptować i nie będziesz strzelał fochów, tylko dlatego, że ona ich lubi.
Jeśli uległa Tobie, a żadnemu z kolegów nie, to chyba sam widzisz, że masz u niej jakieś większe względy:)
Wy to macie troche inne temperamenty z tego co piszesz...
i owszem ona bedzie z Toba ale na swoich warunkach....
albo chce z Tobą byc albo niech spada na drzewo....o tak jej powiedz ![]()
wygodna jest i tyle, a ze widzi ze masz do niej słabosć to wykorzystuje ten fakt...:rolleyes:
jak tak bardzo chce z Toba być z tego co ci opowiadała jej przyjaciółka to czemu stawia jakies ale???
toz to nie miłosć, ta dziewczyna sama nie wie z czego zyje...
ok no to jakiś tam zarys działania mam. Oczywiści nic na siłę i na początek relację czysto koleżeńskiego, zero poważnych rozmów itd. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Do Koliber, wiem że po części jest wygodna, i będzie chciała być na swoich warunkach. Ale dziewczyny mają sporo racji i fakt byłem trochę przesadnie zazdrosny KIEDYŚ. Tylko zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz. Nie to że roztrząsam przeszłość po prostu analizuje. Czemu jak kiedyś byliśmy razem NIGDY nie powiedziała mi że coś jej się nie podoba w moim zachowaniu. Dużo łatwiej by mi było zrozumieć i pójść na kompromis gdyby mi powiedziała wprost że coś jej się nie podoba.
"jak tak bardzo chce z Toba być z tego co ci opowiadała jej przyjaciółka to czemu stawia jakieś ale???" dobre pytanie biorąc pod uwagę że jeśli (mówię o KIEDYŚ) jej zależało to byłaby szczera czego oczekuje. CO do tego że nie wie z czego żyje. Wiele razy słyszałem że nie wie czy chcę z kimś być że nie wie czy chce się wiązać. Fakt możliwe że mamy różne temperamenty, ale myślę że nie byłoby to aż taką straszną przeszkodą. Skoro jestem w stanie kilka rzeczy zaakceptować i nie być zazdrosny, jeśli wiem że nie mam o co, to znaczy że mi na niej zależy i chcę z nią być, czy to znaczy że myślę kryteriami pantofla??
Nie wiem czy byłeś przesadnie zazdrosny mhmm....
Dam ci przykład ze swojego zycia, kiedyś miałam chłopaka, który:
-uderzył w twarz swojego przyjaciela za to że ze mną ROZMAWIAŁ
-chciał bym na przyszłosć nie chodziła do pracy i była tylko w domu, bo inni meżczyźni beda sie na mnie patrzeć,
-jak popatrzyłam na innego mezczyznę ot normalnym wzrokiem to potrafił nie odzywac sie do mnie przez cały dzień,
-wypytywał sie moich koleżanek o mnie i o stosunek mojej mamy do niego,
i wiele innych, których już teraz nie pamietam.....I TO JEST DLA MNIE PRZESADNA ZAZDROSC
Czemu ci nie powiedziała, ze coś jest nie tak w Twoim zachowaniu...bo jej było tak wygodnie i nie musiała sie konfrontowac, spokój i tyle, no i co za tym idzie to pewnie by pociągneło za soba lawinę pytań i watpliwosci z twojej strony...
ja tez jestem za tym zeby isc na kompromis
ale tylko wtedy kiedy dwie osoby rozmawiają ze sobą szczerze, co je boli, co im sie podoba a co ich trapi ![]()
Nie jestes pantoflem po prostu szukasz pomostu miedzy nia a Tobą i to jest bardzo dobre...
I jeśli tylko chcesz to ci sie to uda
ale musisz tez postawić własne granice, po to zebyś nie czuł sie wyssany, że tylko ty dajesz od siebie a druga strona nic ![]()
No to chyba aż taki nie byłem... Byłem faktycznie zazdrosny (może nie tyle zazdrosny co się o nią bałem) w momencie gdy np . Pojechała do W-wy z grupą znajomych: ona dwie koleżanki i 7 kolegów, gdzie wyłączyła telefon a wróciła tak wymięta jakby co najmniej dwa dni piła i ćpała. Po czym gdy jej powiedziałem że nie chciałbym żeby drugi raz coś takiego się wydarzyło to mi powiedziała że będę z nią nieszczęśliwy, i żebym sobie znalazł inną. Albo np jej kolega chciał jej na święta jako prezent kupić samochód(!) co prawda nie jakiś drogi bo za około chyba 2-3 tyś. Niby mówiła że chyba nie weźmie w konsekwencji nie wzięła ale widziałem że kilka bardziej przekonujących argumentów za i by wzięła. I tutaj akuratnie nie miałem jak z czymś takim rywalizować. U niej w domu, jej koledzy byli traktowani niczym domownicy. Zawsze z pieniędzmi, zawsze gotowi do zabawy i stawiania alkoholu. Wiedziałem że taka nie jest naprawdę bo nie była zmieniła się nie do poznania, nie wiem może problemy osobiste, ale nie byłem jej w stanie pomóc, bo nie chciała o niczym rozmawiać...a z domysłów mogłem nie wiele wywnioskować...
Czyli martwiłes sie o nią i to jest NORMALNE a nie że przesadna zazdrosc...
Sam musisz zdecydowac...
ja bym spróbowała na Twoim miejscu jeszcze raz chociazby dlatego zeby w przyszłosci nie pluć sobie w brode ze miałes szanse z której nie skorzystałeś ![]()
Może spróbuj właśnie tak, jak mówisz znaleźć się na jakiejś imprezie, na której będzie ona. Może zagadaj, zaproponuj coś do picia (niekoniecznie alkohol...po prostu ogólnie daj jej wybrać, chyba, że wiesz co lubi)
Nie wiem, czy lubisz tańczyć? Jeśli tak, to "porwij" ją na parkiet.
Jeśli impreza nie wchodzi w grę, to może zaproponuj wyjście w jakieś miejsce, które ona lubi? Bo na pewno ma jakieś ulubione miejsca, poza imprezami.
a co moze jej innego zaproponować jak nie alkohol...przeciez ona strasznie lubi alkohol
tak on moze lubi tańczyć ale ona woli ze swoimi kolegami
tak lubi dużo tajemniczych miejsc a przede wszystkim te które sa odosobnione i nieznane dla jej chłopaka na których moze sie upic do nieprzytomnosci ![]()
tproud - twierdzą że przeciwieństwa się przyciągają - ja ze swojego doświadczenia powiem ci że owszem tak ale tylko w tedy może coś z tego wyjść gdy dwie przeciwności patrzą w tą samą stronę , a z tego co piszesz to wy nie dość że jesteście zupełnie różni to dodatkowo dążycie w innych kierunkach: ty basen ona drogie drinki itd.... Może się zejdziecie ale jeśli dalej wasze cele będą rozbieżne to nawet największe uczucie tego nie wytrzyma.
Co do twojego układania sobie życia na nowo (z kimś nowym) to po stwierdzeniu cytuję"Dając sprawie spokój i rezygnując z niej wiem że po pewnym czasie ułożę sobie życie. Ale tylko na zewnątrz. Zawsze będzie osobą która wie dokładnie o czym myślę i drugie pół zdania kończy za mnie. Pozostanie w środku " z twojej nowej znajomości nic nie wyjdzie nie można budować czegoś nowego nie zamknąwszy poprzedniego i do tego kosztem kogoś kto będzie chciał być jedynym i najważniejszym a nie tylko wypełniaczem pustki w życiu.
Według mnie kobieta 25 lat która "szaleje" bo żekomo chce się wyszumieć to nie do końca prawda ona po prostu ma taki sposób na życie i najlepiej będzie się czuła w towarzystwie "szalejącego" gościa a nie w domowej ostoi. A złote kółko na palcu nie zmieni czyjegoś charakteru co najwyżej na początku przysłoni pewne cechy które z czasem wypłyną. Chyba raczej nie jest wam po drodze.
Dokładnie ![]()
Odświeżam temat bo się sporo zmieniło. Nie wiem czy ktoś tu zaglądnie ale proszę o radę. Wróciliśmy do siebie z tą dziewczyną. Jednak dowiedziałem się sporo nieciekawych faktów? Przez okres w którym nie byliśmy razem przespała się z kilkoma facetami. Dwóch z nich to moi dawni znajomi. Przyznała mi się także że jak była ze mną dwa lata temu flirtowała ze swoim byłym (tak,pogmatwane to trochę). Spotykała się z nim itd. Przyznała się też że dużo wcześniej jak zerwaliśmy drugi albo trzeci raz (mieliśmy 2mies przerwę), spała z dwoma przypadkowymi facetami poznanymi na imprezie, a miesiąc czasu była z innym gościem. Dodam że ja w tym czasie analizowałem wszystko i uwierzyłem w ?dajmy sobie czas na przemyślenie?. Zeszliśmy się całkiem niedawno zrobiłem jak poradziliście , zresztą było to dla mnie bardziej naturalne niż myślałem. Odzyskałem ją/wróciłem do niej/wróciła do mnie ? zależy podpunktu widzenia. Ale teraz dowiadując się o tym wszystkim, straciłem do niej jakiekolwiek pożądanie. Nie dość że znowu mam wrażenie że się odsuwa, to odczuwam że w każdej chwili będzie mnie mogła ponownie zdradzić. Przestała mnie podniecać w jakikolwiek sposób, bo cały czas myślę o tych z którymi mnie zdradziła wcześniej. Rozmawialiśmy o tym i powiedziałem że jej że to nie minie z dnia na dzień że to nie łatwe. Powiedziała że rozumie i że chcę ze mną być i że strasznie jej przykro,że przeprasza i że się zmieniła. Ale zastanawiam się czy jest sens coś takiego ciągnąć. Wiem że powinienem wybaczyć ,i chcę jej wybaczyć, ale gorycz we mnie urosła do kolosalnych rozmiarów. Taki ogrom czasu byłem oszukiwany i dopiero teraz o wszystkich rogach się dowiedziałem. Jeśli jej nie wybaczę będę miał wyrzuty sumienia że nie dałem szansy człowiekowi. Ale jeśli jej wybaczę, będę myślał jak ją inny posuwał, czy zabawiała się z nim tak samo jak ze mną. Przepraszam za słownictwo ale nie potrafię tego po prostu przeskoczyć?