Witam smile
Jestem chłopakiem ale zarejestrowałem się na Waszym forum drogie Panie, ponieważ mam problem i mam nadzieje że pomożecie mi go rozwiązać i spojrzycie na to, z Waszego, kobiecego punktu widzenia.
Problem wynika z mojej strasznej głupoty.Ważna jest dla mnie każda odpowiedź z Waszej strony nawet jeśli mają to być słowa krytyki......... Spotykałem się z dziewczyną od tygodnia.Poznałem ją przez kumpla jak u niej byliśmy.Przez ten tydzień było wszystko ok.......mówiła że spotykając mnie w końcu jest szczęśliwa....pierwsza powiedziała kocham....i że zawsze chciała mieć takiego faceta jak ja....pewnego wieczoru byliśmy u niej w pokoju w akademiku,nagle przyszedł jej kolega i powiedział że ma imieniny i że ona musi się z nim napić ....więc poszliśmy.I w tym momencie ja narobiłem takiego pasztetu że teraz nie wiem co robić.Otóż na imprezie ona rozmawiała ze znajomymi a ja dostałem kieliszek i poszła jedna druga kolejka.Nagle zauważyłem że ona chce wyjść i patrzy na mnie czy idę,a ja oczywiście głupi zostałem i piłem dalej.Po kilkunastu minutach wróciłem do niej do pokoju ,i zapytałem czy idzie ze mną się napić,powiedziała że nie........ja wróciłem z powrotem. Jak już na dobre do niej do pokoju wróćiłęm to miałem tyle wypite że pamiętam tylko jak doszedłem do łóżka i się położyłem......dalej nic nie pamiętam.......wiem tylko że zażygałem łóżko podłogę i koc.......(łóżko na szczęście nie było jej.....jedno ma w pokoju wolne).........jak rano się obudziłem.........odprowadziłem ją na zajęcia......zanim wyszliśmy to powiedziała współlokatorce że myślała że trafiła na tego jedynego.......później powiedziała że każdy ma prawo do drugiej szansy.........jak wieczorem u niej byłem to się już nie oddzywała do mnie wcale.......tylko jakieś zdawkowe rozmowy i ukradkowe spojrzenia.......jak wychodziłem powiedziała mi że jest na mnie wściekła,straciłem jej zaufanie mam się do niej nie oddzywać,że potrzebuje czasu i mam czekać aż sama się do mnie odezwie..........przez następne dni wysyłałem jej smsy..........następnie po kilku dniach poszedłem do niej z różą aby przeprosić.....ale nic to nie dało.......na początku ignorowała mnie,tak jakby mnie nie było........później jak wyszliśmy żeby porozmawiać to powiedziała mi że różą sprawy nie załatwie,nadal jest zła i dużo wody w rzece upłynie zanim jej przejdzie,mam grubą kreskę. a tymi smsami i strzałkami to pogarszam sprawę...że miłe i słodkie jest to co mówię ale ona potrzebuje czasu żeby wszystko przemyśleć i sobie poukładać..........a to że daje jej róże to przypomina jej jej poprzedniego faceta który co chwile coś nie tak robił.......na drugi dzień przychodził z różą i ona mu od razu wybaczała......traktował ją jak przedmiot i zabawkę...........powiedziała mi też że nie da się wkręcić w kolejne bagno bo za dużo się przy tamtym napłakała i za dużo ją ranił...........ja jej powiedziałem że nigdy bym tak nie postępował i że mi bardzo zależy ale nic to nie dało. Na koniec mi powiedziała że przyjdzie do mnie po kolczyki (zostawiła u mnie kilka swoich rzeczy) i wtedy porozmawiamy ale muszę cierpliwie czekać. Jak od niej wyszedłem to odniosłem takie wrażenie że odgrywa się na mnie za te przykrości które jej tamten sprawiał......... Później rozmawiałem z jej współlokatorka (stwierdziłem że jeśli nie chce ze mną rozmawiać to może z nią rozmawiała o tym) i powiedziała mi że jej od tego momentu co syfu narobiłem w pokoju od tak przeszło że jej nie zależy (przez ten jeden numer przeszło jej nagle od tak?)......że chce mi to dać do zrozumienia swoim zachowaniem ,aha i że po tygodniu na mówienie jej że ją kocham jest za wcześnie (tylko że ona sama pierwsza powiedziała że mnie kocha po 4 dniach,ja pierwszy kocham nie powiedziałem). Chwile później napisała mi że jeszcze raz szczerze z nią rozmawiała i doszły do wniosku że powinienem ją zabrać gdzieś,szczerze porozmawiać i postawić ultimatum że jeszcze jeden taki wybryk i koniec tego co jest między nami.......i że nie skreśla mnie definitywnie ale potrzebuje czasu.No i nie oddzywa się do mnie już dwa tygodnie...... od tamtego numeru z tym piciem.........a ja czekałem...............zadawałem sobie pytanie czy zapomni,wybaczy i da drugą szanse? Nie wiem co mi do głowy strzeliło żeby wtedy w ogóle pić. Straciłem jej zaufanie i gdy byłem sam uświadomiłem sobie ile mogę stracić.........minęły dwa tygodnie.
Pewnego dnia, nagle mi wysłała smsa że jest u mnie koło chaty i że chce zabrać swoje rzeczy.Jak przyszedłem to tylko cześć cześć, żadnej rozmowy nic,zabrała swoje rzeczy i tyle.......aha i jeszcze przyszła z koleżanką bo niby jej koleżanka chciała mi oddać materiały z uczelni ale myślę że to był tylko pretekst do tego żeby uniknąć jakiejkolwiek rozmowy z jej strony. A później jak je odprowadziłem na przystanek i próbowałem jakoś zagadać to zostałem zbyty......niby poszła zobaczyć o której jedzie tramwaj. Wtedy jak poszła zobaczyć tramwaje to jej koleżanka powiedziała że się spieszą i że są umówione na obiad bo jej nowy chłopak gotuje.....jak mi to powiedziała to mi ręce opadły......jak później jej smsa napisałem że mnie olewa i że ja chce porozmawiać to odpisała że wtedy się spieszyły a poza tym to ostatnio niewiele czasu ma.......to że jej koleżanka powiedziała że jada do jej chłopaka na obiad to było powiedziane żeby wzbudzić moją zazdrość,żeby mnie spławić czy po co?...........no i czemu powiedziała mi to przez koleżankę zamiast sama wprost? bała się? Teraz jedzie z uczelni na dziesięć dni na narty (jest na AWF-ie i jest to forma zaliczenia przedmiotu).Liczyłem że będąc na tych nartach przemyśli wszystko i coś drgnie jak wrórci,ale po tym jak wróciła z nart nie zmieniło się nic.
Po ponad trzech kolejnych tygodniach jak się nie oddzywała wczoraj napisałem jej wieczorem smsa że żałuje że tęsknie, zmarnowałem wszystko i wiem że pisząc niczego już nie zmienię ale skoro nie miała czasu wcześniej żeby się spotkać i szczerze porozmawiać (nie lubię o takich rzeczach rozmawiać przez kom ani smsy bo dla mnie to większego znaczenia nie ma),to piszę tego właśnie smsa. Wysyłając go byłem przekonany że go przeczyta i nie odpisze....Ku mojemu zaskoczeniu o 1 napisała że ma czas wieczorem i czy przyjdę to spokojnie porozmawiamy.No a jak akurat dzisiaj mam siłownie,jutro trening więc nie mam zbytnio czasu(wiem raczej że z tego już nie będzie nic więc wiem czego mogę się spodziewać po tej rozmowie).Początkowo nie odpisywałem(była przyzwyczajona że odpisywałem w ciągu minuty i dziennie potrafiłem wysłać z 1o esów)następnego dnia napisała czy przyjdę czy nie bo nie wie jak sobie dzień rozplanować.Ja jej odpisałem że nie dam rady bo mam trening.Po chwili mi odpisała że może się zobaczyć tylko dziś i tylko wieczorem.Jak odebrałem wiadomość to odniosłem wrażenie że próbuje na mnie wymóc to spotkanie.Wcześniej zawsze jak dzwoniła i chciała się spotkać to od razu byłem,odpisywałem na każdego smsa,byłem na każde zawołąnie,a jak ona chciała coś zmienić w spotkaniach itd to się godziłem.Myślę że się przyzwyczaiła że jestem na każde zawołanie a ja po tym jak przestała się do mnie oddzywać stwierdziłem że nie będę na każde jej skinienie i nie będę zmieniał wszystkiego co mam w planach tylko dlatego że ona tak chce........Po tym smsie albo sie znowu obraziła-nie wiem albo zauważyła że nie będę na każde skinienie.
I znowu nic,nie oddzywała się tydzień.Przed świętami napisała że ,,Zbliżają się święta.Chyba czas się pojednać Ona chce się spotkać? Jeśli tak to po to żeby mi powiedzieć wesołych świąt czy o co chodzi bo nie rozumiem za bardzo tego co napisała ,,chyba czas się pojednać ?
Zaproponowałem termin spotkania,miałem iść do niej do akademika i mi napisała że mogę kupić pizze a ona kupi wino to razem zjemy kolacje.Kupiłem pojechałem.Wszedłem do niej do pokoju a tam dwóch jakiś kolesi i jej a ona z koleżanką zbiera się do jakiegoś wyjścia.Myślałem że będziemy sami ale stwierdziłem że pewnie za raz pójdą a ona się poprostu się przebrała.Pomyślałem ok........i siedzimy i rozmawiamy.Okazało się że jej współlokatorka idzie na wigilie gdzieś w akademiku i zapytała się czy ona idzie z nią.Powiedziała że tak.Po chwili jej koleżanka poszła a ona powiedziała że idzie zobaczyć co tam się dzieje i tych dwóch kolesi poszło z nimi.Po paru minutach jej koleżanka wróciła i powiedziała że mam przyjść do nich a wigilie.Później dostałem smsa od niej że mam przyjść a pizze zjemy później.Stwierdziłem ok to idę.Wysłałem smsa jaki numer pokoju to napisała że 401.Znalazłem owy pokój ale nic pusto i cicho to pisze gdzie to jest i że czekam pod 401.W tym czasie ona wróciła do pokoju zabrała pizze a jej współlokatorka zabrała wino (ja to widziałem jak zabiera to wino ale stwierdziłem że może ona je kupiła specjalnie na to wyjście).Po kilku minutach wróciłem do niej do pokoju i wtedy dostałem smsa to teraz chyba wszystko jasne. W sposób dość zdaje mi się wyrachowany przekazała mi wiadomość (smsem! jakby się bała wprost powiedzieć) że nic między nami nie będzie.
Po tym co zrobiła wściekłem się strasznie.Po kilku dniach napisałem że żałuje każdej chwili spędzonej z nią,że nie jest warta znajomości a tym bardziej miłości.Ja włożyłem całe serce w to co było między nami od początku a tak pusta dziewczyna jak ona bawiła się mną i zadrwiła i żeby nie wysyłała do mnie smsów typu że zbliżają się święta i czas się pojednać bo widać jak to pojednanie wyszło.
Odpisała że że ma nadzieje że zabolało mnie tak samo mocno jak ją kiedy się spiłem do nieprzytomności.Kiedy przez kilka tygodni musiała świecić oczami i znosić drwiny znajomych. Liczy że ja skorzystam z tej lekcji i już nigdy żadnej dziewczynie nie zrobię takiego świństwa jakie zrobiłem jej.Po tym smsie postanowiłem się nie oddzywać.Moje postanowienie trwało trzy dni..........napisałem jej że chciałbym żeby odpowiedziała szczerze czy mylę się myśląc że od początku nie czuła do mnie nic,że wszystko co mówiła to były puste słowa a to że się spiłem do nieprzytomności to był pretekst.W odpowiedzi napisała że od samego początku była przekonana że w końcu udało się jej trafić na idealnego faceta.Że jestem jej ideałem i charakter wydawał się pasować do jej własnego trochę ''pokręconego'' .Liczyła że stworzymy coś trwałego i pięknego.Jednak szybko te marzenia zostały przeze mnie rozwiane....odpisałem jej (nie wiem czy dobrze zrobiłem) pytając czy wszystko stracone......
Mam nadzieje że nie opisałem tego zbyt zawile.Chciałbym abyście napisały co o tym sądzicie z punktu widzenia kobiety, czy jest jakaś szansa na to że będziemy razem czy ona jest w stanie wybaczyć i zapomnieć?........to wszystko trwa od początku listopada-momentu jak za dużo wypiłem w akademiku.......pomimo że jej napisałem w złości smsa że jest pusta i mnie dotknęła tą niby ''kolacją'' to nadal chcę naprawić oraz odzyskać to co straciłem i być z nią.....ona ma 20 lat, ja 20 będę miał za kilka dni....
(Przepraszam że powtarzam post ale nie wiem czy umieściłem go poprzednio w dobrym dziale....)