netkobietyWszystkie działy
Poznajmy się ...

Potrzebuję waszej pomocy.

7 odpowiedzi1 579 wyświetleńzałożony przez Jeszcze_mlody, 26.12.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » POZNAJMY SIĘ ... » Potrzebuję waszej pomocy.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

1 Ostatnio edytowany przez Jeszcze_mlody (2010-12-26 21:35:10)

Temat: Potrzebuję waszej pomocy.

Witam wszystkich. smile

Przepraszam, że jako facet udzielam się na kobiecym forum, ale jak zauważyłem - nie jestem pierwszy, a niektórym to chyba troszkę pomogło.

Chciałbym wam przedstawić historię swojej miłości i związku, który chyba niestety się już zakończył - a być może mógłby trwać jeszcze przez długie lata?

Jestem bardzo młodym człowiekiem, pełnoletnim, ale nie mam jeszcze nawet dwudziestu lat. smile
Jako, że chciałbym pozostać anonimowy - nie opiszę wszystkiego dokładnie, ale sens sytuacji zostanie jak najbardziej zachowany.

Może na początek powiem coś o sobie - mimo swojego wieku jestem człowiekiem dość konserwatywnym.
Już teraz wyobrażam sobie samego siebie jako wiernego i kochającego partnera, w przyszłości oddanego męża i ojca, który uczciwie dzieli się ze swoją żoną obowiązkami. Jeszcze parę lat temu zdarzyły mi się chwile młodzieńczej słabości, bezsensowne flirty na imprezach - dwa razy doszło do niewielkiego zbliżenia. Teraz - odrzuca mnie, kiedy pomyślę, że coś takiego zrobiłem - szanuję siebie i szanuję innych, a zaliczanie czy lizanie się na imprezach jest dla mnie abstrakcją. Może nie ma dla mnie miejsca w XXI wieku, ale w głębi duszy wierzę w tą jedyną, wieczną miłość niczym z bajki - i chyba stąd wziął się mój problem. Nie akceptuje przypadkowego seksu, a jedynie ten ze stałą partnerką - i wynikający z miłości.

Przejdę teraz do historii związku, który stał się dla mnie problemem.
Zaczęło się to nieco ponad rok temu. Poznaliśmy się i od samego początku coś w nas iskrzyło. Przez kilka następnych dni mocno kombinowałem jak zagadać i jak wszystko rozegrać, żeby niczego nie zepsuć. Dużo rozmawialiśmy, kilka razy się spotkaliśmy i kiedy poznaliśmy się lepiej - stało się coś pięknego, byliśmy razem. W dniu, kiedy pierwszy raz trzymaliśmy się za rękę i się pocałowaliśmy dosłownie miałem motylki w brzuchu - nie mogłem zasnąć, byłem kilkanaście centymetrów nad ziemią.

Co dalej?
Przez kilka miesięcy związek rozwijał się - wszystko było super, spędzaliśmy ze sobą coraz więcej czasu, a ja byłem gotowy zrobić dla tej dziewczyny wszystko. Często już ostatkiem sił wsiadałem w jakikolwiek środek komunikacji i gnałem do niej, żebyśmy mogli się zobaczyć choćby na pół godzinki. Oboje akceptowaliśmy swoje przyzwyczajenia, przyjaciół - i mimo kontaktów z płcią przeciwną nie byliśmy zazdrośni. Wszyscy dookoła mówili nam, że z daleka widać jak bardzo jesteśmy ze sobą szczęśliwi.

A co jeszcze dalej?
Z każdym miesiącem spotykaliśmy się coraz częściej. Zaczęliśmy zostawać u siebie na noc - początkowo, bez większych zbliżeń - później i te się pojawiły - co jest chyba normalne. Niestety oboje nawet nie zauważyliśmy, kiedy zamknęliśmy się w jakimś kokonie - kontakty ze znajomymi zostały mocno ograniczone, a my spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę - przez bardzo długi czas oboje byliśmy z tym bardzo szczęśliwi.

Co było nie tak?
Sami oboje długo tego nie widzieliśmy, ale teraz, kiedy być może jest już za późno, zrozumieliśmy swoje błędy. Zarówno ja jak i ona panicznie baliśmy się porzucenia - wynikła z tego niejednokrotnie głupia, aczkolwiek bardzo silna zazdrość. Obwinialiśmy sami siebie - raczej nigdy nie byliśmy w stanie powiedzieć drugiej osobie - przesadzasz, nie podoba mi się Twoje zachowanie, czy czegokolwiek w tym smaku. Oboje straciliśmy poczucie własnej wartości, zaniedbaliśmy wszystkich i wszystko dookoła z wyjątkiem siebie - do dla siebie mieliśmy masę czasu.

Czy któraś ze stron kochała mniej?
W trakcie związku wielokrotnie miałem takie poczucie, że jestem kochany mniej. Bardzo mocno się starałem, często nawet kosztem własnego zdrowia - ale czego nie robi się z miłości. Teraz wiem, że oboje kochaliśmy się tak samo - bardzo mocno. Sam nie zauważałem drobnych zdarzeń, dzięki którym mógłbym zrozumieć jak bardzo zależy na mnie mojej partnerce. Także jeśli o to się rozchodzi - nie uważam, żeby któraś ze stron nie kochała. Moim zdaniem darzyliśmy siebie ogromnym uczuciem - i chyba tylko brak jakiegoś doświadczenia zepsuł naszą relację.

Dlaczego w ogóle o tym piszę?
Całkiem niedawno coś pękło - znowu wynikło to z panicznego lęku, zazdrości - i głupiego zachowania - tym razem z mojej strony - choć moja partnerka niejednokrotnie zachowywała się identycznie. Coś pękło i potrzebowaliśmy kilku dni na zrozumienie swoich błędów. Całe to wydarzenie było dla mnie szokiem, który z pomocą wielkiego uczucia sprawił, że moje szare komórki pracowały przynajmniej na zdwojonych obrotach - i chyba naprawdę dużo zrozumiałem. Ona? Potrzebowała na to troszkę więcej czasu, ale chyba też.

Co zrozumieliśmy?
Zrozumieliśmy, że nie możemy zamykać się na innych. Że nikt nie jest w tej sytuacji winny i musimy tylko pamiętać, żeby to co było nigdy więcej się nie powtórzyło. Dotarło do nas również, że musimy zadbać w naszym związku również o samych siebie i pielęgnować swoje pasje, zaspokajać własne potrzeby.

I co?
Rozmawialiśmy ze sobą, wypełznęliśmy z dołka emocjonalnego i odbudowaliśmy w sobie poczucie własnej wartości, poradziliśmy sobie z naszą psychiką. Postanowiliśmy walczyć - skoro się kochamy to jest o co, prawda? Też tak myślałem - i mimo, że czasami było mi ciężko - nie dawałem za wygraną. Uważam, że jestem w miarę silny psychicznie i nie mogłem się w tym momencie poddać - po prostu nie mogłem zaprzepaścić swojej życiowej szansy.

Ale co teraz?
Ja ją kocham i nie chcę się poddawać - ale wiem, że muszę pomyśleć też o sobie.
Dowiedziałem się od mojej, niestety już byłej, partnerki - że co prawda mnie kocha, ale jak brata.
I że nie ma już siły ani ochoty na związki, ale nie chce tracić ze mną kontaktu, bo uważa mnie za bardzo wartościowego człowieka.
Osobiście też uważam ją za cudowną dziewczynę i wiem, że gdybyśmy stworzyli teraz zdrowy związek byłbym szczęśliwy.
Ona mówi, że gdyby było tak jak na początku - czyli zdrowo - też byłaby szczęśliwa. Powiedziała nawet, że jeśli miałaby się z kimś związać za jakiś czas to chciałaby żebym był to ja - bo jak mówi, uważa mnie za super człowieka - tylko nie chce mnie aktualnie krzywdzić.

Jakieś wnioski?
Szanuję i rozumiem jej decyzję - chociaż w głębi duszy uważam to też za pójście na łatwiznę. Ale wiem, że nie każdy ma tyle zapału i siły co ja i być może potrzebuje odpoczynku.
Kontaktu nie możemy całkowicie zerwać, przynajmniej przez jakiś czas - i tutaj naprawdę nie da się nic zmienić.

Z naszym rozstaniem póki co radzę sobie w miarę dobrze - chciałbym też, żeby ona była szczęśliwa.
Ale nie zmienia to faktu, że w głębi duszy pragnę być obok niej - jak w bajce, do końca życia.

Proszę o waszą pomoc.
Dać jej odpocząć i czekać jak to wszystko się potoczy, a być może zaprzepaścić tym szansę na to, że kiedyś będziemy razem?
Walczyć - jeśli tak, to jak?
Maksymalnie ograniczyć kontakt i spróbować o niej zapomnieć?

Nadal ją kocham i czuję też, że w głębi duszy jej potrzebuję. Potrzebuję jej ciepła, potrzebuje dawać jej poczucie bezpieczeństwa, spokoju. Chcę, aby osoba, którą kocham była bezpieczna i szczęśliwa - może zabrzmi to trochę egoistycznie, ale myślę, że akurat egoizm mną w tym momencie nie kieruje - marzę, żeby była taka u mojego boku.

Na pewno nie napisałem wszystkiego i chętnie odpowiem na pytania.
Dziękuję wszystkim, którzy dotrwali w czytaniu do końca. smile

2

Odp: Potrzebuję waszej pomocy.

Witam. Wiesz opowiadasz po troszke moją historie smile Jestem z moim partnerem trzy lata. On istny samiec, latał za panienkami jak mógł. Zdarzyła się okazja to jej nie przepuścił. Poznał mnie i zaczęła się nasza wielka miłość. Zazdrość, oddalenie się od znajomych, czułam się jak na sznurku. Odeszłam, chociaż mocno kochałam być może znudziło mnie takie życie. Starał się jak mógł. Ale mnie to już męczyło. Starał sie a ja byłam coraz bardziej obojętna. Aż wreszcie on przestał się starać dał mi wolną ręke. Wtedy poczułam jego brak, tak cholernie silny brak.. Zaczął chodzić na imprezy, spotykać się z innymi (tyle, że nasz kontakt był minimalny - prawie wogóle go nie mieliśmy) było mi bardzo ciężko. W końcu po jakimś czasie. Koło 1,5 miesiąca, spotkaliśmy się i zaczęło być znów pięknie i kolorowo. Znów mieliśmy motylki w brzuchach i te dreszcze co na początku... Według mnie daj jej odpocząć i spraw aby poczuła, że nie tylko Tobie ma zależeć. Tak naprawde doceniamy coś dopiero wtedy jeśli musimy o coś się starać i walczyć. Jeżeli jest coś co możemy mieć bez żadnego wysiłku i walki, bez żadnych starań to nie ma dla nas takiej wartości. Odpocznij, rozluźnij się wyjdź ze znajomymi.. i zaczekaj, bądź cierpliwy. Nie pokazuj jej jak bardzo Ci zależy skoro ona tego nie robi. Niech zrozumie, że naprawde może Cie stracić. Pozdrawiam i życze powodzenia smile

3

Odp: Potrzebuję waszej pomocy.

Szczerze mówiąc to teraz moje myślenie się troszkę zmieniło. smile
Jeśli miłość to na dobre i złe - bez ucieczek.

Co ma być to będzie, jeśli mamy być razem to będziemy - ale póki co chyba bym tego nie chciał.
Mam żyć w świadomości, że jak coś się posypie to ona znowu ucieknie? smile
A co jeśli będę miał wypadek, przede mną będzie 10 lat rehabilitacji i usłyszę wtedy - ja nie mam na to siły?

Nie wiem co będzie, ale zakładam, że z nią czy bez niej będę szczęśliwy. smile

4

Odp: Potrzebuję waszej pomocy.

dokładnie. Albo razem wszystko przetrwacie albo osobno. Chociaż w moim związku nie bywa zawsze kolorowo staramy się z tym walczyć i być na dobre i zle. Moim zdaniem powinienes pokazac jej ze poradzisz sobie bez niej i jestes niezalezny od niej i równie dobrze możesz mieć udane i kolorowe życie. Po co nam mężczyzna który jest na każde zawołanie. Zależy nam na tym o co trzeba sie starać i zawsze to działa w dwie strony. Chociaż z początku będzie Ci ciężko dać jej wolną ręke i o nią nie zabiegać - spróbuj i bądź silny smile Znajdź sobie jakieś zajecia, napraw stare znajomości. Pokaż, że też potrafisz mieć własne życie, bez niej. Uwierz, jeżeli jest to prawdziwe i szczere uczucie zauważy zmiany w twoim zachowaniu zrozumie, że tak naprawde wszystko może stracić i wróci. Jestem pewna smile

5 Ostatnio edytowany przez Jeszcze_mlody (2010-12-30 22:24:14)

Odp: Potrzebuję waszej pomocy.

Tylko ja już tego powrotu nie potrzebuje - chyba, że ma być to powrót oparty na szczerej i prawdziwej miłości. smile
I tu chyba się różnimy - bo ja marzę o tym, żeby być dla swojej kobiety na każde zawołanie - broń boże dawać się wykorzystywać - ale żebym był zawsze, kiedy mnie potrzebuje. smile Żeby czuła się jak księżniczka 365 dni w roku - ale jak widać nie każda kobieta tak chce. smile

Radzę sobie i to świetnie - mam naprawdę wspaniałych przyjaciół. smile
Zrozumiałem, że być może stało się lepiej - a jeśli nie i mamy być kiedyś ze sobą to będziemy. smile

Boli mnie tylko coś innego - to, że być może bardzo ale to bardzo pomyliłem się z oceną człowieka - może będąc zaślepionym przez miłość.
Bo generalnie potrafię zajrzeć człowiekowi w duszę i widzę często to, co ludzie ukrywają. Widzę skrywaną dobroć, dobre serce - dostrzegam też ukryte zło.

W tym przypadku były momenty, że coś mnie strzeliło i się zastanawiałem - ale zawsze miłość odrzucała wszelkie przemyślenia.
Nie potrafiłem być na tyle silny, żeby przeciwstawić się miłości i zastanowić się nad pewnymi rzeczami. smile
Chociaż wiem też, że taka jest moja natura. Jestem wrażliwy i romantyczny - i bardzo cenie sobie uczucia. smile A jeśli dodam do tego, że wierzę w dobroć każdego człowieka - i generalnie uważam, że ludzie są dobrzy.. to mimo umiejętności dostrzegania prawdziwej natury człowieka dostałem w tym przypadku po uszach. smile

Ale trzeba brać życie jakim jest. smile

6

Odp: Potrzebuję waszej pomocy.

Jesteś bardzo dojrzały jak na swój wiek. Kobieta, którą wybierzesz będzie bardzo szczęśliwą kobietą. Życze powodzenia w znalezieniu partnerki swojego życia smile Trzymaj się !!

7

Odp: Potrzebuję waszej pomocy.

Dziękuję i również życzę powodzenia w każdym aspekcie życia. smile

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » POZNAJMY SIĘ ... » Potrzebuję waszej pomocy.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026