Witam serdecznie drogie Panie.
Ehh co tu dużo mówić, po cieżkiej nocy i cholernie głupich snach zwracam się do was o radę.
Ja mam 25 lat a moja dziewczyna jest 5 lat młodsza. Jestesmy ze sobą 6 miesięcy bez 9 dni. Długo walczyłem o słowa Kocham Cie ale wkońcu je usłyszałem ponad miesiąc temu. Czułem się najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. To tak naprawde pierwsza osoba którą Pokochałem i chciałbym kochać do Końca. Układa i układało się wszystko swietnie. Jestem z nią na dobre i na złe.
Jednak...
Po roku wrócił jej przyjaciel ( gej ) który mieszkał na czas studiów w innym kraju. Wczesniej byli najlepszymi przyjaciółmi jednak przed wyjazdem coś nie zagrało między nimi. Widziałem jak moje Kochanie przeżywa to po tak długim czasie i namawiałem ją do spotkania, telefonu, rozmowy. Byleby tylko lepiej się poczuła. Tak też zrobiła. Wrócił do miasta.
1 spotkanie 2 spotkania 3 spotkania. Siedzieliśmy przy kolacji w pierwszy dzień swiąt. Chciała się z nim spotkać ale skoro przyjechałem do nich wieczorem umówiła się na inny dzień. Jednak per przyjaciel zadzwonil wieczorem czy jednak się nie wybiorą razem. Oczywiście się zgodziła. Chociaż bardzo nie było mi to na rękę bo chciałem wieczór spędzić z nią wsiadłem w auto i po chwili zawiozłem ją na spotkanie. Wiem jak ważne dla niej to było.
Ehh. Przyjechałem po nią po spotkaniu żeby podrzucić do domu i tutaj się zaczeło. Opowiadała że on ma jakąś nieciekawa sytuacje z chłopakiem, że rozmawiali dużo i są w takim wieku że powinni się wyszaleć, że boi się że nie jest gotowa na stały związek a wie że ze mna tak to wygląda, że jest rozdarta bo bardzo jej na mnie zalezy i mnie kocha i że nie chce mnie zranić.
Ogólnie rzecz biorąc, jestem zdenerwowany i znowu do mojego serce wlała się niepewność z którą tak walczyłem. Wcześniej podczas paromiesięcznej walki o " Kocham Cie " czułem to samo. Czuje jakby to wszystko mogło poprostu się rozpaść, a w życiu nie zależało mi na kimś tak jak na niej.
Nie wiem jak wy to drogie panie widzicie, chciałbym znać wasze zdanie.