poznaliśmy się w technikum.do tamtej pory próbowałam kilka razy popełnić samobójstwo,cięłam się.Z powodów rodzinnych nie umiałam dogadać sie z mamą i siostrą.Nie chciałam,żeby się we mnie zakochał.Odkąd zauważyłam,że zaczyna Mu na mnie zależeć robiłam wszystko,żeby to zmienić.Nie udało się 29.12.2010r.będzie nasza 3 rocznica ślubu i mamy dwójkę dzieci.On wie jaka byłam,że mam blizny na ciele.On pracuje ok.9-10 godz. na dobę w sklepie z samymi dziewczynami.To widać ,że woli siedzieć w pracy ajk w domu.Choć On mówi ,że tak nie jest.Kiedyś mogłam Mu o wszystkim powiedzieć a dziś,żebym mogła to bym wieczorem zamknęła oczy i się do niego nie odzywała.Nie mówi mi,że mnie kocha bo powinnnam o tym wiedzieć,nie dostaję prezentów,bo szkoda pieniędzy i tak wiem,że mnie kocha,nigdzie razemnie wychodzimy,bo woli towarzystwo kolegów i wcale mnie nie przytula.Nie moja wina,że lubię okazywanie uczuć.Od niedawna pracuję i mam w pracy kolegę z którym mogę pogadać,wysłucha mnie,pożartuje,weźmie na kolana,pogłaszcze.Jest miły.Chodzę spać myśląc o tym drugim i żebym umarła za swoje zachowanie.Tylko szkoda mi dzieci.Całe życie ja byłam najgorsza.Przed ołtarzem zastanawiałam się czy wychodzić za mąż.Niepotrzebnie Go pokochałam ale to jest silniejsze ode mnie.Tylko,że On mnie w ogóle nie stara się zrozumieć.
Podobne tematy
Andzia, moja byla miala ten sam problem - w dniu slubu zastanawiala sie... potem on po kilku latach zlozyl wniosek o rozwod... ale nie o tym chcialem pisac...
powiem krotko - wasz zwiazek przechodzi powazny kryzys - jesli oboje nic z tym nie zrobicie - to sie znienawidzicie a ty zdradzisz go z tym milszym bo bedziesz chciala sie poczuc lepiej i dobrze ci bedzie z kims kto zwraca na ciebie uwage... pytanie brzmi - czy chcesz aby ten czarny scenariusz sie spelnil?
mam dla ciebie dwie rady:
1) idz do psychologa
2) namow meza na terapie malzenska.
bo jesli to bedzie trwalo, wasz zwiazek stanie sie toksyczny i rozejdziecie sie w gniewie a to odbije sie na dzieciach...
musisz zrozumiec, ze masz prawo do tego, by twoje potrzeby byly zaspokajane... ja w swoim zwiazku tez nie mialem zaspokojonych swoich potrzeb, ale poswiecilem sie i udawalem ze jakos sobie z tym radze... prawda jest taka ze ja MYSLALEM ze ja kocham, gdy tak naprawde ja chcialem samego siebie do tego przekonac... bo sie znamy, bo juz mieszkamy razem, bo tyle przeszlismy... guzik prawda...
skoro cos szwankuje a jedna ze stron nie widzi (udaje ze nie widzi) problemu, to pora cos z tym zrobic...
tylko tak naprawdę nie mogę się zdecydować czy,rzeczywiście tego chcę
krotka pilka albo TAK albo NIE ![]()
jesli pozostawisz to samemu sobie, oddalicie sie jeszcze bardziej...
jesli zaczniesz dzialac, ale rozsadnie i z glowa - zero klotni, to mozesz uratowac zwiazek...
pytanie tak naprawde brzmi - czego ty chcesz?
wiem,że jestem jakaś dziwna,jestem poprostu inna.I co wieczór myślę o śmierci.mam wrażenie,że ożenił się tylko ze względu na dzieci.zresztą wszystko jedno mi już chyba.Nie wiem.Muszę pomyśleć.Dzięki
Jedyną osobą która może sprawić, że będziemy doceniali siebie jesteśmy my sami.
Inni mogą nam to tylko ułatwiać, ale nikt za nas tego nie zrobi.
Więc Andziu spróbuj nie obwiniac siebie i innych tym, tym że nie znajdujesz pomocy w drodze do poczucia się wartościową osobą.
Przyjmij po prostu że nią jesteś i nie musisz tego nikomu udowadniać.
Nawet, jak nikt nie daje Ci tego odczuć (a dzieci?). Twoja wartość nie kryje się w tym co robisz i czego nie robisz, ale w tym, że istniejesz, chcesz być szczęśliwa i nie chcesz nikogo krzywdzić.
W tym że jesteś matką, i ..... poszukaj sama w czym jeszcze i za co chialabys byc pochwalona i.... pochwal sie za to sama. :-) To wbrew pozorom nic złego, wręcz przeciwnie, masz prawo do tego, żeby samą siebie doceniać.
Zaslugujesz na to.
Andzia - nie mysl nad tym jak jest zle i bo wtedy skupiasz sie tylko na tych zlych myslach...
zacznij myslec o tych dobrych, usmiechaj sie ![]()
wtedy bedzie ci lepiej ![]()
dziękuję za podsunięcie takiego sposobu myślenia.Kiedyś myślałam,że jestem oryginalna , najwspanialsza,jedyna w swoim rodzaju.Później to się zmieniło i teraz wiem,że jeśli jeszcze żyję to tylko ze względu na dzieci.Teraz pilnuję dzieci bo one śpią a mąż siedzi z rodzicami na górze.Nawet do spowiedzi boję się iść.Może jakiś diabeł we mnie jest.Pozdrawiam.Spijcie dobrze.
teraz siedzę sama mój mąż jest w pracy z 10 koleżankami i 2 kumplami.Mam choć taką satysfakcję,że ja pracuję wśród mężczyzn.Jakoś choć tym mogę się pocieszyć.Brakuje mi Go.Kocham za bardzo to mój problem ale ja bym chciała stworzyć z Nim i z dziećmi lepszą rodzinę niż ja miałam.Coraz częściej zaczynam wątpić czy mi się uda.Jestem taka nieporadna.Nie wiem jak sprawić, żeby znowu traktował mnie jak żonę,żeby kochał i szanował???Żeby był lepszym mężem i tatusiem.
Porozmawiaj z nim o swoich potrzebach. Powiedz, że widzisz jak dużo zmieniło się w Waszym związku i że Twoim zdaniem trzeba to ratować. I że przede wszystkim chcesz to ratować. Spokojnie z nim pogadaj co Cię dręczy, martwi, co chciałabyś zmienić. Tu pomoże tylko szczera rozmowa. Jeśli będziecie trwali w tym co jest teraz to za chwilę zniszczycie Waszą rodzinę. On będzie miał dość, być może skusi się na którąś z koleżanek, Ty będziesz potrzebowała czułości więc poszukasz jej u kolegi. A dzieci ucierpią najbardziej. Piszesz, że pokochał Cię mimo Twojej zszarganej psychiki, chciał Ciebie taką jaką byłaś. Wygląda na to, że wiele razem pokonaliście. Zawsze warto walczyć o rodzinę. Potrzebujecie szczerej rozmowy no i oczywiście chęci do walki o Was...
czesc mam problem i nie mam pojecia co robic moj 4 letni zwiazek jest do dupy. Jestm młoda mam 2 letnia corke ale nie potrafie dogadac sie z moim facetem ciagle sie klucimy tak jakby milosc juz dawno wygasla. Sama nie wiem czy nadal go kocham czy to tylko przyzwyczajenie a moze strach przed samotnoscia. juz nie jest tak jak kiedys nudzimy sie soba ale zadne nie potrafi odejsc a moze wcale niechce.. nasz dzien zaczyna sie od klutni o byle co a z malego problemu robi sie ogromna awantura, godziny przykrych slow i dni bez rozmow.. boje sie odejsc ale chyba juz nie dam rady.. dawalismy juz sobie szanse, czas i nic moze to moja wina a moze problem tkwi w czyms innym mam dosc
ja Ci raczej nie pomogę mam ten sam problem.Jam mam dwójkę takich małych dzieci i mieszkam u rodziców męża.Nieraz miałam takie sytuacje jak Ty opisujesz. Zawsze miałam nadzieję ,że to się zmieni.Nieraz bym odeszła ale nie mam dokąd.Mieszkam w małej miejscowości tu siewszyscy znają a gdybym odeszła nie miałabym za co żyć.Już nieraz myślałam io rozwodzie i o śmierci tylko szkoda mi dzieci.Ja widzę,że mój mąż traktuje mnie już jak koleżankę,przyzwyczaił się do mnie.Przewiduje każdą moją reakcję.Odkąd poszłam do pracy może trochę się zmienił,bo zaczęłam bardziej dbać o siebie.Może Ty też powinnaś coś w sobie zmienić,żeby zaczął sie zastanawiać dla kogo to robisz...
juz to zrobilam zadbalam o siebie, pokazalam mu sie od innej strony i nic czasem mam wrazenie ze juz mnie kocha ze sie mna znudzil bo dla niego co kolwiek nie zrobie jest poprostu bez znaczenia. Dzis bylo to samo chyba musze odejsc tylko ze jeszcze nie wiem gdzie..
zycze ci zebys choc ty znalazla jakies rozwiazanie bo wiem co znaczy zyc z kims kto jest obojetny pozdrawiam
dzisiaj mam ten sam problem co Ty. Odejść tylko nie wiadomo dokąd.Mieszkam z mężem i jego babcią.I dzisiaj jak zwróciłam mężowi uwagę,że musi być podział obowiązków to stwierdził ,że on jest zmęczony bo jest po pracy a że ja akurat mam wolne to mi jego babcia powiedziała,że on faktycznie pracuje na to ja jej ,że ja przy dwójce dzieci też jakoś nie mam czasu poleżeć.Wiem ,że jestem bezczelna,mój mąż stwierdził,że jestem honorowa ,że nie pozwolę sobie zwrócić uwagi,babka na to, że ona tylko żartowała.Tylko ja tu jestem obca i tak się czuję nic na to nie poradzę.Ja też jestem mojemu mężowi obojętna jemu wszystko jedno jak wyglądam, co robię zawsze uważa mnie i moją rodzinę z gorszą i wkurza go to,że nauczyłam się bronić swojego zdania.Nie mam pomysłu jak się zachować jak on wróci do domu wiem ,że za jego zachowanie nie powinnam go darzyć,żadną miłością a mimo wszystko jest osobą,którą kocham najbardziej łącznie z dziećmi,żyje nadzieją,że jeszcze kiedyś stworzymy prawdziwą rodzinę niestety coraz częściej zaczynam wierzyć,że to tylko nadzieja.Zaczełam brać większe ilości różnych proszków może to mi pomoże się wyciszyć.Najgorsza jest ta obojętność...
dzisiaj walentnki a ja czuję się taka obca.Kupił mi kwiatki,bo napisałam Mu przypomnienie w tel.ale oprócz mnie kupił mojej mamie swojej mamie i babci jakby to był dzień kobiet.Zupełnie nie czuję się wyjątkowa.Wręcz niepotrzebna.Zwykła koleżanka-a jestem Jego żoną 4 rok.Nie pójde do psychologa bo mieszkam w małej miejscowości.Kiedyś był inny.Udawał,że mnie kochał.A ja teraz zasypiając myślę o koledze z pracy>Dla mojego męża jestem tylko dobra do seksu.Nawet nie wiem czy dosyć dobra do tego.Jest bez sensu.Czuję,że będe tak miała do końca życia.Jak sprawić,żebym była wyjątkowa???
Andzia. A ja zamiast czekać aż on się zmieni, wzięłabym się za siebie. Masz samobójcze myśli, to bardzo źle także dla Twoich dzieci, masz bardzo trudną przeszłość, która też może przerastać Twojego męża, bo wziął osobę z problemami, on może Cię nie szanować, bo Ty nie masz szacunku do siebie, masz zaniżone poczucie wartości. Na Twoim miejscu poszłabym do psychologa, psychoterapeuty, mimo trudności, zrób to dla siebie.