Wyprowadziłam się, mimo że kocham.... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 106 ]

Temat: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Witam wszystkich, czytam to forum od jakiegoś czasu, analizuję, próbuję Wasze historie odnieść do swojej.... Postanowiłam napisać tutaj, może zdołam się pozbierać.... Historia będzie nieco długa.
Jesteśmy ze sobą 16 lat, 8 lat po ślubie. Związek myślałam, że idealny, ale teraz po latach gdy sobie przypominam naszą historię, to bardzo krótko czułam się naprawdę ważna i kochana. Między nami jest naprawdę źle od 8 lat, od kiedy urodziła się córka. Dziecko nieplanowane ale chciane. Mąż bardzo się ucieszył na wiadomość o ciąży. Po porodzie był dwa tygodnie na urlopie, bardzo mi wtedy pomagał. Po urlopie włożył stopery do uszu i tak mu zostało do dzisiaj.... Śpi w stoperach. Powiedział, że on musi się wysypiać. Nigdy, nawet jeden raz nie wstał do dziecka w nocy, nie udało mi się z nim ustalić żebym mogła się wyspać chociaż jedną noc w miesiącu, np w weekend (mała budziła się co 3 godziny przez wiele wiele miesięcy, do dzisiaj nie przespała w całości nawet jednej nocy, a ja razem z nią). Popełniliśmy ten błąd, że kilka miesięcy po porodzie postanowiliśmy zbudować dom, więc zaczęło się spędzanie każdej wolnej chwili i zarywanie nocy przez męża przy laptopie - sam projektował dom i sam czytał o różnych technologiach, wybierał firmę itd.... Nas jakby nie było. Nie mam o to żalu, bo rozumiem, że to był bardzo trudny czas. Mąż wracał z pracy i siadał do swoich zajęć lub jechał na budowę, a ja ciągle robiłam mu awantury, krzyczałam, że mam dość takiego życia, że jestem ciągle sama itd. Do tego miałam depresję poporodową, która nie była leczona, miałam myśli samobójcze. Mąż nie wspierał, ale ja jego też nie... Przeprowadziliśmy się do domu, gdy mała miała 2,5 roku. I wtedy powiedział mi ze nic do mnie nie czuje, jest wypalony, NIC. Przez rok mijaliśmy się, żyliśmy obok siebie jak obcy ludzie, dziecka nie zauważał, traktował ją jak powietrze, zresztą przez te 2,5 roku był z nią może dwa razy na spacerze.... Po roku mijania się oswiadczył ze chce sie rozwieść, kazal mi sie wyprowadzić. Przeprowadziłam się do rodziców. Po 1,5 tygodnia przyjechał i prosił żebym wróciła. Wróciłam - niestety, nie postawiłam żadnych  warunków.... Żadnych zmian itd. Mąż praktycznie nigdy nie pomagał mi w domu, dzieckiem  też się nie zajmował. Zaczął spędzać z małą czas chyba dopiero jak poszła do pierwszej klasy. Przez pierwsze dwa miesiące szkoły nie wiedział, gdzie jest szkoła. Nigdy nie zawiózł jej ani nie odebrał. Lekarz, zebrania, dentysta, psycholog, to wszystko jest na mojej głowie, on zawsze tlumaczy sie brakiem czasu. Praktycznie od urodzenia córki, od kiedy zaczęły się miedzy nami kłótnie nie ma bliskości, czułości, wspólnie spędzanego czasu, prarktycznie nic. W weekendy on zajmuje sie swoimi sprawami, ma swoje hobby, czasem raz w miesiącu łaskawie spędził z nami weekend. Od kilku lat mówiłam że jest źle, że jestem nieszczesliwa, żebysmy coś z tym zrobili, żebyśmy poszli na terapię. On uważa ze terapia jest potrzebna ale nie nam tylko mnie, że problem jest w mojej głowie, że jego brak czasu nie jest zależny od niego, po prostu siła wyższa. Dodatkowo jeszcze zaczęłam z nim rozmawiać o naszej sytuacji majątkowej - dom zbudowalismy za wspolnie wzięty kredyt, który razem spłacamy od 8 lat, ale na jego działce. Nie miałam pojęcie podpisując ten kredyt, że nie będę miała żadnych praw do budynku, dowiedziałam sie o tym kilka lat temu, gdy kazal mi sie wyprowadzic i poszlam wtedy do prawnika z pytaniem co ja mam robić. Mój mąż niezle zarabia, ale bardzo duzo wydaje, praktycznie całą pensję. Ja zarabiam mniej więcej podobnie, czasami więcej niż on. Poruszyłam kwestię własności, powiedzialam ze skoro razem go splacamy to proszę zeby dopisal mnie do dzialki, bo nie chce byc lokatorem we wlasnym domu, chcę byc na równych prawach. Zaproponowałam, że mogę od niego kupić część działki, jeśli ma problem z uwspólnieniem. Absolutnie nie chce o tym słyszeć, powiedział żebym zapomniała, że będę miała prawo własności. No, może za 10 lat to zrobi, tak powiedzial. Ale nie teraz. Wziął kredyt na motocykl, na który nie wyraziłam zgody, teraz spłacamy go wspólnie bo będąc żoną jego długi ciążą też na mnie. Rok temu założyłam oddzielne konto, bo miałam dość wiecznego braku pieniedzy. Swoja pensje przelewam na oddzielne konto, daję mu na wspólne wydatki. Po moich bezskutecznych prośbach o zmiany w naszym związku straciłam do niego serce, przestałam mieć ochotę na seks. Nie kochaliśmy się prawie rok. Śpię właściwie od porodu z córką, żeby nie wybudzała mnie kilka razy w ciągu nocy. Gdy prosiłam go żebyśmy cos z tym zrobili, żebysmy poswiecili kilka czy kilkanascie nocy zeby odprowadzac ją do łóżka i wreszcie zaczeli spac jak mąż i żona, odparł, że skoro ją tak nauczyłam, to teraz mam sobie radzić sama. Groziłam że jesli nic sie nie zmieni, wyprowadzę się. Zrobiłam to dwa miesiące temu... Zabrałam córkę i wynajęłam mieszkanie. Następnego dnia on przyjechał i powiedzial - w tym tygodniu widze cie z powrotem w domu. Żadnych rozmów, żadnych obietnic zmian, nic... Nie wróciłam. Pierwszy miesiąc był cholernie trudny, płakałam codziennie. Kocham go i wiem, że gdyby  tylko on pokazał że chce coś zmienić, że mu zależy, że on mnie kocha - wróciłabym bez wahania. Rozmawialiśmy kilka razy w tym czasie - powiedzialam ze oprocz zmian miedzy nami, moim warunkiem powrotu jest uwspólnienie domu i terapia małżeńska. Wytłumaczyłam mu że nie chcę pracować na coś co nie jest moje. Nie zgodził się. Doszedł do wniosku ze "poleciałam na jego majątek" i tylko o to mi zawsze chodzilo (gdy sie poznalismy, on nie mial nic, mieszkalismy przez kilka lat w moim mieszkaniu). Jestem rozdarta. On przyjezdza do corki czasami, wobec mnie zachowuje sie jak obcy facet. Przez ostatnich kilka lat żyłam w emocjonalnej lodówce, zero uczuć z jego strony, zero czułości, przytulenia. I tłumaczę sobie - czy ja chcę tak spędzić resztę życia??????? Z drugiej strony czuję się winna - że może gdybym zaczęla zmiany od siebie, zaczela jemu okazywac uczucia, przestała sie czepiac, to moze on  tez by sie zmienił.... Ale miałam już dość jego życia obok, wiele razy prosiłam go żeby pomógł mi w domu, twierdził że nie ma w czym pomagać. Brak seksu na pewno zamknął go na mnie jeszcze bardziej. Ale jak mam się kochać z człowiekiem, na którego wsparcie nie mogę liczyć. Trzy razy jechałam z dzieckiem do szpitala, z czego dwa razy sama bo jego nie było... Nie wiem co mam robić - wyprowadziłam się przeciez sama, sama podjęłam tę decyzję a teraz cholernie tęsknię i płaczę..... Zastanawiam się nad powrotem, ale wiem, że jeśli teraz sama wrócę to będę przegrana w jego oczach. Dodam jeszce że mąż kilka lat temu miał epizod poważnej choroby psychicznej, podejrzewał wszystkich że chcemy się go pozbyć. Leczył się ponad rok, objawy ustąpiły. Zastanawiam się czy znów coś się z nim złego nie dzieje...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

No właśnie, odpowiedz sobie czy chcesz tak żyć...
Wyobrażasz sobie co będzie kiedy będziesz chora, stara... Czy On jak Mąż stanie na wysokości zadania i pomoże Ci w czymkolwiek? Musisz zadbać o siebie i Córkę sama, rozpocząć nowe życie, niestety chyba bez Niego.

3 Ostatnio edytowany przez Markotny (2018-12-30 09:23:43)

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Po pierwsze szacunek ze potrafiłas odejść sama. Kobiety rzadko maja odwagę, która znajdują gdy pojawia się kochaś. Nie wiem ile masz lat, ale chcesz ryzykować kolejne lata w niepewności? Ty z nim nic nie zbudujesz bo nie ma u was status quo w związku. On ma nad tobą przewagę i nie jesteś w stanie tego zmienić. U mnie w małżeństwie było podobnie. Bardziej zależało mi na żonie niż jej na mnie. W ten sposób gdy on wie ze jesteś od niego słabsza zawsze będzie na ciebie miał destrukcyjny wpływ. Wiem ze szkoda domu czy majątku, ale to nie jest warte zdrowia psychicznego. Ja np wziąłem tylko auto i moje ciuchy ale choć zacząłem spokojniej spac. Owszem depresja, leki ale nie było już stresu nad moja głowa. Ciężko ci ale z tygodnia na tydzień staniesz się spokojniejsza, powoli pewne rzeczy będą się oddalały. To bardzo długi proces, ale analizując co jest nieuniknione zrozumiesz ze tak było najlepiej. Jesteś z nim wiele lat. Wyobrażasz sobie takie życie przez kolejne 30? Musisz mieć wsparcie, rozmawiać, jeśli nie masz nikogo w realu to tu nikt nie odmówi ci rozmowy. Szukaj czegoś co będzie odwracać twoja uwagę. Zaglądaj tu jak najczęściej. Chcesz pogadać to pisz na priv, bo u mnie minął rok i wiem jak to jest. Widać ze jesteś obrotna. Poradzisz sobie. Uwierz ze jeśli z nim zostaniesz on będzie cię deptał coraz bardziej. Musisz utrzymać poczucie własnej wartości. Inaczej będziesz w coraz gorszym stanie. Jego widzenie ogranicz do minimum. Niech nawet czeka na dziecko przed drzwiami. Nie wpuszczaj bo gdy zobaczy ze się sprzeciwiasz to może mu rosnąć agresja. Wiem ze go kochasz, ja tez kochałem, nadal mam uczucia ale teraz ważne byś nauczyła się myśleć zdroworozsadkowo.
Ps. Wyrzuty sumienia to normalna sprawa.

4

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Juz nawet pomijajac uczucia autorki to ten facet ma kompletnie w d. własne dziecko. Jest skreslony.

5

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

1. Idź do prawnika i ureguluj wasze sprawy majątkowe. Żebyś nie musiała spłacać jego kredytów. Nie znam się na tym.
2. Idź do prawnika i sądu po alimenty dla córki.
3. Rozejdź się z nim. Łączą Cię z nim tylko Twoje niespełnione nadzieje.
On nigdy nie będzie Twoim mężem. Nie będzie ojcem Waszego dziecka. Nie będzie Twoim kochankiem. Nie będzie Twoim przyjacielem. I jeszcze dodatkowo obarczy Cię swoimi długami, złością, egoizmem i pogardą.

6

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Zakładając taką opcję, że zdecydowalabys się na rozwód, to czy fakt, iż się wyprowadzilas nie obroci się przeciwko tobie, bo facet np powie że on jest ok a ty ciągle robisz mu pod górkę, że porzuciłas dom, jego dobrego męża i że zabrałaś dziecko.
Może ktoś zna się na takich sprawach i podpowie ci?
Bo jakby nie patrzyl, on jest w stanie udowodnić ci, że porzuciłas dom.
Zawalczyć o należna tobie i twojej córce część majątku mogłabyś siedząc w tym domu i rozwodząc się z nim na swoich warunkach.

7

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
Markotny napisał/a:

Po pierwsze szacunek ze potrafiłas odejść sama. Kobiety rzadko maja odwagę, która znajdują gdy pojawia się kochaś. Nie wiem ile masz lat, ale chcesz ryzykować kolejne lata w niepewności? Ty z nim nic nie zbudujesz bo nie ma u was status quo w związku. On ma nad tobą przewagę i nie jesteś w stanie tego zmienić. U mnie w małżeństwie było podobnie. Bardziej zależało mi na żonie niż jej na mnie. W ten sposób gdy on wie ze jesteś od niego słabsza zawsze będzie na ciebie miał destrukcyjny wpływ. Wiem ze szkoda domu czy majątku, ale to nie jest warte zdrowia psychicznego. Ja np wziąłem tylko auto i moje ciuchy ale choć zacząłem spokojniej spac. Owszem depresja, leki ale nie było już stresu nad moja głowa. Ciężko ci ale z tygodnia na tydzień staniesz się spokojniejsza, powoli pewne rzeczy będą się oddalały. To bardzo długi proces, ale analizując co jest nieuniknione zrozumiesz ze tak było najlepiej. Jesteś z nim wiele lat. Wyobrażasz sobie takie życie przez kolejne 30? Musisz mieć wsparcie, rozmawiać, jeśli nie masz nikogo w realu to tu nikt nie odmówi ci rozmowy. Szukaj czegoś co będzie odwracać twoja uwagę. Zaglądaj tu jak najczęściej. Chcesz pogadać to pisz na priv, bo u mnie minął rok i wiem jak to jest. Widać ze jesteś obrotna. Poradzisz sobie. Uwierz ze jeśli z nim zostaniesz on będzie cię deptał coraz bardziej. Musisz utrzymać poczucie własnej wartości. Inaczej będziesz w coraz gorszym stanie. Jego widzenie ogranicz do minimum. Niech nawet czeka na dziecko przed drzwiami. Nie wpuszczaj bo gdy zobaczy ze się sprzeciwiasz to może mu rosnąć agresja. Wiem ze go kochasz, ja tez kochałem, nadal mam uczucia ale teraz ważne byś nauczyła się myśleć zdroworozsadkowo.
Ps. Wyrzuty sumienia to normalna sprawa.

Mam 41 lat... Ja ciągle mam do siebie pretensje, że może gdybym się nie wyprowadziła, tylko zaczęła zmiany w naszym związku od siebie, wymusiłabym zmiany na nim. Z drugiej strony on nigdy nie dałby mi tego, czego tak mi brakuje - uwagi i czułości. To bardzo spokojny facet, zrównoważony, awantury wszczynałam ja - z bezsilności. Zdarzyło mu się raz podnieść głos.... Tylko raz. Właśnie ten jego spokój mnie ujął gdy się poznaliśmy. Pamiętam go sprzed urodzenia dziecka - zawsze uśmiechnięty, przegadaliśmy razem niejedną noc. Było nam ze sobą dobrze. A teraz - żyję wspomnieniami i łudzę się że to wróci. Córka ma 8 lat, przez ostatni rok można powiedzieć że nawiązali kontakt. Zabiera ją czasami na noc do siebie. Najbardziej boli mnie, że odpuścił, że nie walczy o rodzinę, o mnie sad Od lat nie usłyszałam że mnie kocha. Chociaż nigdy nie był wylewny, podobnie jak ja. Ale mimo wszystko potrzebuję bliskości. Od jakiegoś roku przestałam się awanturować, po prostu odpuściłam, bo widziałam że nie ma efektów. Odcięłam go od moich pieniędzy i seksu. Zarzucił mi cynizm..... A ja chciałam tylko żeby mnie wreszcie zauważył....

8

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
Marata napisał/a:

1. Idź do prawnika i ureguluj wasze sprawy majątkowe. Żebyś nie musiała spłacać jego kredytów. Nie znam się na tym.
2. Idź do prawnika i sądu po alimenty dla córki.
3. Rozejdź się z nim. Łączą Cię z nim tylko Twoje niespełnione nadzieje.
On nigdy nie będzie Twoim mężem. Nie będzie ojcem Waszego dziecka. Nie będzie Twoim kochankiem. Nie będzie Twoim przyjacielem. I jeszcze dodatkowo obarczy Cię swoimi długami, złością, egoizmem i pogardą.

Póki co nie jestem gotowa złożyć pozwu, chyba ciągle mam nadzieję, że on zawalczy o nas. Na dziecko nie daje mi żadnych pieniędzy, woła jeszcze ode mnie, bo mu brakuje.

9

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
ulle napisał/a:

Zakładając taką opcję, że zdecydowalabys się na rozwód, to czy fakt, iż się wyprowadzilas nie obroci się przeciwko tobie, bo facet np powie że on jest ok a ty ciągle robisz mu pod górkę, że porzuciłas dom, jego dobrego męża i że zabrałaś dziecko.
Może ktoś zna się na takich sprawach i podpowie ci?
Bo jakby nie patrzyl, on jest w stanie udowodnić ci, że porzuciłas dom.
Zawalczyć o należna tobie i twojej córce część majątku mogłabyś siedząc w tym domu i rozwodząc się z nim na swoich warunkach.

Nie wyobrażałam sobie mieszkać z nim i brać udział w sprawie rozwodowej... Kilka miesięcy temu rozmawiałam z prawnikiem, powiedział że mogę mieszkać gdzie chcę, jeśli powiadomię go o miejscu pobytu dziecka. Ja nie chcę orzekania o jego winie, jeśli się rozwiedziemy, chciałabym zrobić to szybko, bez orzekania o winie, bo nie mam zdrowia żeby stresować się w sądzie... W ogóle ewentualna sprawa rozwodowa to dla mnie jakiś kosmos, osobista tragedia sad

10

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Sprawa to betka
Takie życie to tragedia.
Mam wrażenie, że popełniasz jakiś grzech zaniechania a czas leci i 40 już przeleciało.
Czy on kogoś ma "na boku"? Może być ktoś konkretny a mogą być przypadkowe kontakty.
Sprawdź. Znam przypadek gdzie życie małżeńskie od lat usycha, on niby ok ale ma drugą twarz i wiele kontraktów z innymi kobietami. Wygadał się tylko przez przypadek jak się zwierzyłem z moich problemów z żoną.
Zawalcz, wzbudź w nim zazdrość czy realnie czy na niby. Jak to go nie poderwie do zmian to szukaj nowego faceta - chyba, że wolisz sama. Masz okienko czasowe. Jak przeczekasz w takiej lodówce jeszcze z 10 lat to będzie żal.
Dobre aliment, żeby na ratę wystarczyło :-)

11

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Gdy nachodzą mnie wątpliwości, gdy chcę do niego wracać, przypominam sobie takie zdarzenie - dziecko spędza noc u dziadków 50 km od domu, o godz. 23:00 dzwoni babcia, że jedzie z małą do szpitala - bardzo wysoka gorączka i dreszcze, brak kontaktu. Wsiadam do samochodu, jest noc, pada deszcz, jadę do córki. Nie zaproponował że pojedzie ze mną. Po drodze jeszcze zatrzymała mnie policja - jechałam 110 km/h na terenie zabudowanym... Uświadomili mi że gdyby wyskoczył mi na drogę jakiś zwierzak, byłoby po mnie. Mąż nie zadzwonił sprawdzić czy dojechałam i co z córką. Rano też nie zadzwonił. Tłumaczył że gdyby coś się działo to przecież dałabym mu znać...

12

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
dexx napisał/a:

Sprawa to betka
Takie życie to tragedia.
Mam wrażenie, że popełniasz jakiś grzech zaniechania a czas leci i 40 już przeleciało.
Czy on kogoś ma "na boku"? Może być ktoś konkretny a mogą być przypadkowe kontakty.
Sprawdź. Znam przypadek gdzie życie małżeńskie od lat usycha, on niby ok ale ma drugą twarz i wiele kontraktów z innymi kobietami. Wygadał się tylko przez przypadek jak się zwierzyłem z moich problemów z żoną.
Zawalcz, wzbudź w nim zazdrość czy realnie czy na niby. Jak to go nie poderwie do zmian to szukaj nowego faceta - chyba, że wolisz sama. Masz okienko czasowe. Jak przeczekasz w takiej lodówce jeszcze z 10 lat to będzie żal.
Dobre aliment, żeby na ratę wystarczyło :-)

Na bank nikogo nie ma, sprawdzałam. Poza tym on nie miałby czasu na te sprawy. Jest ciągle zajęty, po pracy zajmuje się swoimi sprawami, wraca do domu i znika w innym pokoju albo w garażu. Z zazdrością próbowałam - umówiłam się ze znajomym, który jest wolny i z jego córką (no i z naszą córką) na plac zabaw kilka razy - tak, żeby mąż wiedział z kim się spotykamy. Zero reakcji, gdy spytałam czy nie jest zazdrosny, powiedział że nie ma o kogo... Tylko nie wiem czy chodziło mu o mnie czy o tego znajomego... Jestem atrakcyjną kobietą, mężczyźni zwracają na mnie uwagę.  Zdarza się, że klienci zapraszają mnie na kawę (żeby było jasne - nie umawiam się z klientami, ale jest to miłe, gdy obcy facet zwraca na mnie uwagę). A mąż - woli zająć się sobą i swoimi sprawami. Od lat nie byliśmy w kinie czy na kolacji poza domem.

13

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Tytuł twojego wątku brzmi: pomimo, że kocham...tzn co kochasz?

14

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Z mojej strony wygląda to tak jak piszę, on z kolei mówi że "czym on sobie zasłużył że ma taką żonę", w sensie że jestem wiecznie niezadowolona, zrzędząca i czego by mi nie dał to będzie źle. Fakt, że taka byłam, ale miałam swoje powody - on uważał że jeśli pobudował dom to może osiąść na laurach. Gdzie codzienne wspólne życie, miłość, wsparcie, obecność. Jego ciągle dla nas nie było, miałam skakać z radości że mieszkam w domu, w którym wieje pustką?....

15

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
zawiedziona01 napisał/a:

Z mojej strony wygląda to tak jak piszę, on z kolei mówi że "czym on sobie zasłużył że ma taką żonę", w sensie że jestem wiecznie niezadowolona, zrzędząca i czego by mi nie dał to będzie źle. Fakt, że taka byłam, ale miałam swoje powody - on uważał że jeśli pobudował dom to może osiąść na laurach. Gdzie codzienne wspólne życie, miłość, wsparcie, obecność. Jego ciągle dla nas nie było, miałam skakać z radości że mieszkam w domu, w którym wieje pustką?....

Moim zdaniem niepotrzebnie tak analizujesz. Skup się na tym, jak jest, a nie na tym, jak powinno być.

16

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
rampampam napisał/a:

Tytuł twojego wątku brzmi: pomimo, że kocham...tzn co kochasz?

Kocham go sad A może raczej wyobrażenie o tym, jaki był kiedyś. I kocham nasz dom, który sama, bez jego pomocy urządzałam sad A teraz siedzę w obcym mieszkaniu i nie wiem co ze sobą zrobić... Święta spędziłam z rodzicami, drugi dzień świąt sama, bo wziął córkę do siebie. Sylwester sama z córką. Z jego strony zero inicjatywy...

17

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
zawiedziona01 napisał/a:
rampampam napisał/a:

Tytuł twojego wątku brzmi: pomimo, że kocham...tzn co kochasz?

Kocham go sad A może raczej wyobrażenie o tym, jaki był kiedyś. I kocham nasz dom, który sama, bez jego pomocy urządzałam sad A teraz siedzę w obcym mieszkaniu i nie wiem co ze sobą zrobić... Święta spędziłam z rodzicami, drugi dzień świąt sama, bo wziął córkę do siebie. Sylwester sama z córką. Z jego strony zero inicjatywy...

Moim zdaniem kochasz mit. Coś, czego nie ma. Jak wiele kobiet w takiej sytuacji. Spróbuj zobaczyć swojego męża takim, jaki naprawdę jest. Najlepiej cudzym oczami. To może Ci pomóc.

18

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Historia z dzieckiem.... Facet może mieć coś nie tak z głową.
Absolutnie wykonaj mentalny zwrot. Z nim nic dobrego nie osiągniesz. Im wcześniej to zrobisz tym lepiej.
Tak to wygląda "z boku".

19

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Dziękuję Wam, że mogę się wygadać. Z tego co czytałam na innym forum, chyba jestem jedną z tych kobiet, które kochają za bardzo. Uzależniona emocjonalnie od męża sad Od kiedy się wyprowadziłam, całe dnie analizuję naszą sytuację i nasz związek. Wyrzuty sumienia. Poczucie winy. Usłyszałam od niego że po ślubie zmieniłam się diametralnie. Oczywiscie, zmieniłam się ale nie po ślubie tylko po urodzeniu dziecka, bo przestałam być jego matką. Przestałam skakać wokół niego, bo pojawiło się dziecko. Zarzucił mi, że z mojego zachowania wnioskuje (on) że praktycznie od ślubu dążyłam do rozwodu... Na pytanie po co w takim razie wyszłam za mąż nie potrafi odpowiedzieć. Mówi że nigdy go nie kochałam a ja dla niego zrobiłabym wszystko, chciałam tylko po prostu spędzać z nim czas i marzyłam żeby wreszcie stał się ojcem dla naszej córki. Ponad pięć lat mieszkaliśmy pod miastem, obok lasu, przez te pięć lat był z córką na rowerze DWA razy hmm I mówi że się czepiam.

20

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

No nie odczarujesz go w tym życiu.
Przykro "patrzeć" jak on o Ciebie nie "walczy".
Musisz to zaakceptować mimo, że boli i pójść swoją drogą.
Mam wrażenie, że naprawdę trzeba dużo spieprzyć żeby zniechęcić do siebie żonę - statystycznie, bo trafiają się wariatki.

21

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Gdy kilka lat temu, kiedy córka miała 2-4 lata skarżyłam się teściowej, że jej syn nie interesuje się dzieckiem i nie poświęca mu czasu, usłyszałam od niej, że dziecko w tym wieku nie potrzebuje ojca hmm

22 Ostatnio edytowany przez Marata (2018-12-30 14:41:39)

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
zawiedziona01 napisał/a:
rampampam napisał/a:

Tytuł twojego wątku brzmi: pomimo, że kocham...tzn co kochasz?

Kocham go sad A może raczej wyobrażenie o tym, jaki był kiedyś. I kocham nasz dom, który sama, bez jego pomocy urządzałam sad A teraz siedzę w obcym mieszkaniu i nie wiem co ze sobą zrobić... Święta spędziłam z rodzicami, drugi dzień świąt sama, bo wziął córkę do siebie. Sylwester sama z córką. Z jego strony zero inicjatywy...

smile
Urządź swoje życie bez niego. Z córką. Ma już 8 lat i jest kumata. Sylwester z córką? Może być super! Szampan dla dzieci,przysmaki, kupcie jakieś fajerwerki i razem możecie odpalić smile Może być wspaniale! Jak facet był dotychczas tak strasznie zaangażowany to ciekawie jak Wasze sylwestry dotychczas wyglądały...

Możesz z córką urządzić mieszkanie. Takie dostosowane do babskich potrzeb. Tylko Wasze. Chcesz mieć wszystko na różowo-żółto i z zielonym brokatem? A kto Ci zabroni?

Postaraj się nie zaniedbywać - możesz raz na jakiś czas zabrać córkę do kawiarni. Gdy mąż zabiera córkę do siebie - Ty masz czas na swoje zainteresowania bez dzieci - koleżanki, ploteczki, koledzy...

Rozumiem, że jest Ci ciężko bo chciała byś tworzyć życie z nim. Ale się nie da. Koleś wpędza Cię w długi i jakieś niejasne pretensje.
Masz ten komfort, że już z nim nie mieszkasz i nie musisz brać pod uwagę jego fochów i dziwnych zachowań.

23

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

No właśnie dziwne jest to, że on nigdy nie miał fochów... Chodził po domu i wyglądał na zadowolonego. I to też w nim ceniłam - zadowolenie z życia i pogodę ducha. Dopóki poruszałam tematy bieżące, było ok, tzn jakby między nami nigdy nic złego się nie zadziało. Jak tylko poruszałam temat nas, naszego  związku, stawał się niemiły i jego dobry humor znikał.
Nasze dotychczasowe Sylwestry - zwyczajnie siedzieliśmy z dzieckiem w domu, ale lubiłam to. Ehhhh....

24

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Wariuję, tęsknię za nim i nie mogę znaleźć sobie miejsca, myślę o nim non stop sad

25

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Skup się na sobie i na dziecku - szkoda tracić czas na kogoś, dla kogo jesteście tylko ewentualnie opcją.

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.
Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
zawiedziona01 napisał/a:

Wariuję, tęsknię za nim i nie mogę znaleźć sobie miejsca, myślę o nim non stop sad

Dziewczyno, za kim tęsknisz? Za socjopatą? Za człowiekiem pozbawionym empatii? Za facetem, który zagarnął na własność Wasz dom?

Idź do psychologa, psychiatry i na terapię.  Przestań o nim myśleć jako ideale, bo daleko mu do tego. Zacznij myśleć o sobie, o córce, walcz o Wasze szczęście.

27 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-01-03 15:57:30)

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Autorko, sytuacja z choroba dziecka, jak jechałaś narażając swoje życie, a on nawet nie zadzwonił, żeby zapytać o mała itd- pamiętasz jak to opisałaś?
Powiem ci szczerze, że gdyby coś takiego trafiło na mnie, to stracilabym serce do kogoś takiego i to bezpowrotnie. To psychopata.
Wiej od niego, bo całkiem skrzywi ci psychikę i skrzywi ci dziecko.
Z odległości wszystkie wydaje ci się teraz fajne, ale uwierz mi, gdy wrócisz będzie jeszcze gorzej, bo psychol przekroczył kolejną granice i będzie upadlal cię coraz bardziej.
To psychopata.

28 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2019-01-03 17:45:40)

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Syndrom sztokholmski.
Wierzę w Ciebie !

29

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Rozumiem Cię. Kochasz tego mężczyznę, tęsknisz strasznie za tym, jak było kiedyś, jak się starał, jaka byłaś szczęśliwa i bardzo marzysz o tym, aby to wróciło.. Mam tak samo. Jestem w podobnej sytuacji, tyle, że bez dziecka, ślubu i wspólnego kredytu, czyli Ty masz "gorzej", że tak to ujmę... Ale uczucie takie samo. Niestety szansa na to, że to co było kiedyś wróci, jest marna. Trzeba to sobie jasno uświadomić. I naprawdę usiąść i pomyśleć, czy chcesz, żeby Twoje życie już do końca było takie, jak opisałaś? Czy chcesz i dasz radę tak? Ile tak wytrzymasz?

30 Ostatnio edytowany przez exshop (2019-01-04 00:30:40)

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Hej czytając to co napisałaś o waszych relacjach to tak jakbym czytała o sobie . 15 lat razem 12 latania córka.  Od 5 lat masakra . Mój mąż nie włożył sobie zatyczek do uszu ale tak to wygląda jakby je miał. Już raz się rozstalismy obiecał poprawę niestety nic się nie zmieniło.  Mieszkamy w moim mieszkaniu mój mąż nie ma nic swojego cała wypłatę przepieprza na swoje przyjemności. Nie łączy nas ostatnio nic. Ja siedzę na telefonie on na telefonie zero rozmów uczuc . Nic oprócz pretensji...  Od roku był temat zmiany mieszkania na dom miał odkładać pieniądze miał coś dac w końcu od siebie . Domy byliśmy oglądać 8 stycznia miałam podpisać umowę o kupno domu do którego brakuje naprawdę nie wiele . Ale co się okazało on nie ma nic. 2 dni temu mega awantura . Ostentacyjnie się spakował i się wyprowadził.  Czeka aż to przeprosze i pozwolę by to wszystko tak wyglądało dalej... jest mi ciężko ..tyle lat razem.. Ale czytając podobne historie myśląc za czym ja tęsknię wiem że muszę to przetrwać.  Wiem że wystarczy moje słowo i on wróci .. Ale po Co? Co to za życie?myślę że coś jeszcze mi sie od życia należy tylko nie z nim. Polecam ci skonatowac sie z innym prawnikiem . To z ziemia nie jest twoja nie znaczy że nie masz.praw do domu wszystko co kupione w trakcie małżeństwa jest wspólne chyba że macie rozdzielnosc majątkowa i każdy zakup na oddzielną osobę
Też od 2 dni siedzę analizuje rozpamietuje A potem się pukam po głowie.  Co niby się wielce zmieni na moja niekorzyść... Nic...nadal byśmy się wykanczali nadal było by jak jest . A tak jest nadzieja na lepsze jutro

31

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Nie jestem sama, to budujące, że jest na więcej... Dzisiaj zauważyłam że gdy go nie widzę to tęsknię, wspominam dawne fajne czasy, widzę go uśmiechniętego i takiego mojego. A jak jest fizycznie obok (dzisiaj odwiedził córkę), mam dystans, czuję się spięta i chyba już nie byłabym w stanie odbudować dawnej bliskości gdy widzę chłód w jego oczach....

32 Ostatnio edytowany przez szeptem (2019-01-04 10:30:31)

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Bardzo dobrze zrobiłaś że się wyniosłąś, składaj o rozwód i absolutnie nigdy do niego nie wracaj!!! On sie nie zmieni, możesz być tego pewna. Koszmar być w takim "związku" - o niebo lepiej być samej nawet do końca, życia ale przynajmniej mieć komfort psychiczny. Ratuj się póki jeszcze możesz i nie wierz, że coś tu się cudownie odmieni bo niestety, to nie nastąpi. Ty możesz sobie jeszcze życie ułożyć. Ale najpierw pobądź sama i uporządkuj swoje sprawy oraz odródź się psychicznie. Daj sobie czas na stanięcie na nogi. Potem będzie już tylko lepiej...

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
zawiedziona01 napisał/a:

Dzisiaj zauważyłam że gdy go nie widzę to tęsknię, wspominam dawne fajne czasy, widzę go uśmiechniętego i takiego mojego.

Idealizujesz. Te "fajne czasy" to kiedy były? Chyba jakieś 8 lat temu, przed narodzinami dziecka, co? Ty już nawet nie pamiętasz tych czasów, tylko wyobrażasz sobie. Żyjesz wyobrażeniami o tym facecie, on taki nie jest.

zawiedziona01 napisał/a:

A jak jest fizycznie obok (dzisiaj odwiedził córkę), mam dystans, czuję się spięta i chyba już nie byłabym w stanie odbudować dawnej bliskości gdy widzę chłód w jego oczach....

O czym Ty piszesz? O jakim odbudowaniu bliskości? Nawet po jego postawie widać, że on Cię nie kocha, co Ty chcesz odbudowywać?
Byłaś u psychologa?

Promyczku, bardzo dobrze to ujęłaś. Syndrom Sztokholmski.

34

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Historia z chorobą córki pokazuje, że jesteście mu uczuciowo obojętne. Obie.
Tęsknisz za jego wyidealizowanym obrazem, stworzonym we własnej głowie i nie przyjmujesz do wiadomości tego prawdziwego. Mało tego, wciąż szukasz winy w sobie.
Obudź się autorko.
Słowa twojej teściowej, że małe dziecko nie potrzebuje ojca, są znamienne. Prawdopodobnie w tej rodzinie emocjonalny chłód jest normą, przykro mi.
Ty masz zupełnie inne wyobrażenia o rodzinie, o partnerstwie i całe życie będą się te obrazy ścierać. On jednak inny nie będzie, bo nie potrafi. Ty będziesz mu coraz bardziej gderać, albo zaakceptujesz takie beznadziejne życie. Każda opcja będzie zła dla córeczki, rosnącej w domu bez miłości.
Zadbaj o siebie i dziecko, bo on tego nie zrobi. Nie w sferze emocji.

35

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
exshop napisał/a:

Hej czytając to co napisałaś o waszych relacjach to tak jakbym czytała o sobie . 15 lat razem 12 latania córka.  Od 5 lat masakra . Mój mąż nie włożył sobie zatyczek do uszu ale tak to wygląda jakby je miał. Już raz się rozstalismy obiecał poprawę niestety nic się nie zmieniło.  Mieszkamy w moim mieszkaniu mój mąż nie ma nic swojego cała wypłatę przepieprza na swoje przyjemności. Nie łączy nas ostatnio nic. Ja siedzę na telefonie on na telefonie zero rozmów uczuc . Nic oprócz pretensji...  Od roku był temat zmiany mieszkania na dom miał odkładać pieniądze miał coś dac w końcu od siebie . Domy byliśmy oglądać 8 stycznia miałam podpisać umowę o kupno domu do którego brakuje naprawdę nie wiele . Ale co się okazało on nie ma nic. 2 dni temu mega awantura . Ostentacyjnie się spakował i się wyprowadził.  Czeka aż to przeprosze i pozwolę by to wszystko tak wyglądało dalej... jest mi ciężko ..tyle lat razem.. Ale czytając podobne historie myśląc za czym ja tęsknię wiem że muszę to przetrwać.  Wiem że wystarczy moje słowo i on wróci .. Ale po Co? Co to za życie?myślę że coś jeszcze mi sie od życia należy tylko nie z nim. Polecam ci skonatowac sie z innym prawnikiem . To z ziemia nie jest twoja nie znaczy że nie masz.praw do domu wszystko co kupione w trakcie małżeństwa jest wspólne chyba że macie rozdzielnosc majątkowa i każdy zakup na oddzielną osobę
Też od 2 dni siedzę analizuje rozpamietuje A potem się pukam po głowie.  Co niby się wielce zmieni na moja niekorzyść... Nic...nadal byśmy się wykanczali nadal było by jak jest . A tak jest nadzieja na lepsze jutro

Myślisz racjonalnie, nic już nie stracisz, możesz jedynie zyskać na rozstaniu. Ja niby też to wiem ale od rana mam takiego doła że rozkleiłam się kompletnie sad

36

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
Pokręcona Owieczka napisał/a:
zawiedziona01 napisał/a:

Dzisiaj zauważyłam że gdy go nie widzę to tęsknię, wspominam dawne fajne czasy, widzę go uśmiechniętego i takiego mojego.

Idealizujesz. Te "fajne czasy" to kiedy były? Chyba jakieś 8 lat temu, przed narodzinami dziecka, co? Ty już nawet nie pamiętasz tych czasów, tylko wyobrażasz sobie. Żyjesz wyobrażeniami o tym facecie, on taki nie jest.

zawiedziona01 napisał/a:

A jak jest fizycznie obok (dzisiaj odwiedził córkę), mam dystans, czuję się spięta i chyba już nie byłabym w stanie odbudować dawnej bliskości gdy widzę chłód w jego oczach....

O czym Ty piszesz? O jakim odbudowaniu bliskości? Nawet po jego postawie widać, że on Cię nie kocha, co Ty chcesz odbudowywać?
Byłaś u psychologa?

Promyczku, bardzo dobrze to ujęłaś. Syndrom Sztokholmski.

Byłam u psychologa jeszcze przed wyprowadzką. Uświadomił mi ważną rzecz o której tak wcześniej nie myślałam - że to nieprawda że mąż nie ma dla nas czasu tylko po prostu nie chce, to kwestia priorytetów w życiu... Myślałam że dam radę sama ale jednak  masz rację, że potrzebuję psychologa.

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Tak, potrzebujesz pomocy i wsparcia psychologa/terapeuty.
Trzymam za Ciebie kciuki i wierzę, że dasz radę.
To, że masz córkę, powinno dodawać Ci sił, bo walczysz również o jej poczucie bezpieczeństwa.

38

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Jak na osobę, która od lat żyje w takim związku i tak dokonałas wiele, bo wyprowadzilas się. Przecież to duży wyczyn.
Dasz więc radę także i dalej.
Zacznij sobie spokojnie od psychologa i przede wszystkim musisz jedno zrozumieć, by jakoś radzić sobie w chwilach słabości, czyli wtedy gdy tęsknisz.
Pamiętaj o tym, że czas i odległość bardzo łagodzi wszystkie rany, człowiek wypiera ze swojej świeżej pamięci różne przykrości, bywa że dochodzi nawet do idealizacji jakiejś osoby i jest to zupełnie normalne. Natomiast rzecz ma się zupełnie inaczej, gdy pobożne życzenia albo wyidealizowane wspomnienia konfrontują się z rzeczywistością.
Co z tego, że wrocilabys do tamtego domu?
Myślisz, że byłoby dobrze albo chociaż odrobinę lepiej niż kiedyś?
Niestety, ale byłoby jeszcze gorzej, bo jak pisałam wcześniej, przekroczona została pewna granicą, facet wylądowałby miękko i tylko nauczyłby się, że z tobą może sobie pogrywać jeszcze bardziej podle.
Nie minąłby miesiąc, a ty już żałowałbys tego powrotu.

39

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Złóż wniosek o alimenty i zawalcz o swój finansowy wkład w budowę domu - BO JEDNO I DRUGIE CI SIĘ NALEŻY, a szybko ci przejdzie.

40

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Autorko, jak najbardziej należy Ci się zwrot nakładów dokonanych na budowę tego domu ...

The past cannot be changed,
forgotten, edited, or erased.
It can only be accepted.
Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
IsaBella77 napisał/a:

Autorko, jak najbardziej należy Ci się zwrot nakładów dokonanych na budowę tego domu ...

Tylko musi mieć to udokumentowane. Fv, świadków, zdjęcia, przelewy.
Mało tego, aby sąd przyjął pozew, powód musi zapłacić określony procent od wartości o jakiej zwrot się ubiega. Samemu jest z tym ciężko, więc warto zatrudnić adwokata, który też nie bierze mało.
Droga ciężka i długa, podobno do wygrania. Ja stanęłam na początku.

Przede wszystkim alimenty i terapia.

42

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
Pokręcona Owieczka napisał/a:
IsaBella77 napisał/a:

Autorko, jak najbardziej należy Ci się zwrot nakładów dokonanych na budowę tego domu ...

Tylko musi mieć to udokumentowane. Fv, świadków, zdjęcia, przelewy.
Mało tego, aby sąd przyjął pozew, powód musi zapłacić określony procent od wartości o jakiej zwrot się ubiega. Samemu jest z tym ciężko, więc warto zatrudnić adwokata, który też nie bierze mało.
Droga ciężka i długa, podobno do wygrania. Ja stanęłam na początku.

Przede wszystkim alimenty i terapia.

U nas to był kredyt, więc dokumentem będa raty płacone od lat z naszego wspólnego konta.

43

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
zawiedziona01 napisał/a:
exshop napisał/a:

Hej czytając to co napisałaś o waszych relacjach to tak jakbym czytała o sobie . 15 lat razem 12 latania córka.  Od 5 lat masakra . Mój mąż nie włożył sobie zatyczek do uszu ale tak to wygląda jakby je miał. Już raz się rozstalismy obiecał poprawę niestety nic się nie zmieniło.  Mieszkamy w moim mieszkaniu mój mąż nie ma nic swojego cała wypłatę przepieprza na swoje przyjemności. Nie łączy nas ostatnio nic. Ja siedzę na telefonie on na telefonie zero rozmów uczuc . Nic oprócz pretensji...  Od roku był temat zmiany mieszkania na dom miał odkładać pieniądze miał coś dac w końcu od siebie . Domy byliśmy oglądać 8 stycznia miałam podpisać umowę o kupno domu do którego brakuje naprawdę nie wiele . Ale co się okazało on nie ma nic. 2 dni temu mega awantura . Ostentacyjnie się spakował i się wyprowadził.  Czeka aż to przeprosze i pozwolę by to wszystko tak wyglądało dalej... jest mi ciężko ..tyle lat razem.. Ale czytając podobne historie myśląc za czym ja tęsknię wiem że muszę to przetrwać.  Wiem że wystarczy moje słowo i on wróci .. Ale po Co? Co to za życie?myślę że coś jeszcze mi sie od życia należy tylko nie z nim. Polecam ci skonatowac sie z innym prawnikiem . To z ziemia nie jest twoja nie znaczy że nie masz.praw do domu wszystko co kupione w trakcie małżeństwa jest wspólne chyba że macie rozdzielnosc majątkowa i każdy zakup na oddzielną osobę
Też od 2 dni siedzę analizuje rozpamietuje A potem się pukam po głowie.  Co niby się wielce zmieni na moja niekorzyść... Nic...nadal byśmy się wykanczali nadal było by jak jest . A tak jest nadzieja na lepsze jutro

Myślisz racjonalnie, nic już nie stracisz, możesz jedynie zyskać na rozstaniu. Ja niby też to wiem ale od rana mam takiego doła że rozkleiłam się kompletnie sad


Trudno się dziwić . Ja niby wiem że już nic nie tracę że w sumie zmienia się tylko to że nie ma jego rzeczy A zanim zasnę leżę i ryczę. Ale to chyba normalne.  W końcu tyle.lat razem tyle wspomnień i dobrych i złych planów .. marzeń A najbardziej boli to że ktoś kto był najbliższy nie zrobił dla mnie nic ..

44

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Niestety, ale dobrze zrobiłaś. Po pierwsze Twój mężczyzna nie szanuje Twoich obaw, zmartwień ani cierpienia.  Możesz powtarzać mu przez kilka lat o co go prosisz, co Cie boli, a nawet jeśli się coš zmienia to tylko na chwilę. To oznacza, że nie traktuje Twoich uczuć poważnie. Nie martwi się o to, że czujesz się fatalnie tylko mówi, że masz wracać do domu i kropka. Powinien uszanować Twoja decyzje i wspierać Cię jeśli Cię kocha i chce abyś do niego wróciła. Wrócisz, ale będziesz tego za jakiś czas BARDZO żałować i znowu odejdziesz lub On to zrobi. Krzyczałaś na niego i wymagałaś, bo byłaś bezradna i zawiedziona, a to zamiast do niego dotrzeć odsunęło go tylko od Ciebie co oznacza, że w przyszłości gdy pojawi Ci się słabszy czas ponownie nie okaże empatii a będzie Ci wyrzucał, że masz problem ze soba. Nie daj sobie wmówić, że TYLKO TY potrzebujesz terapii, bo to w ZWIAZKU Z NIM pojawiły się te problemy więc to WASZ ZWIAZEK potrzebuje terapii. Jednak to nie oznacze, ze nie byloby warto zainwestowac pieniedzy też w samodzielna terapie, ktora moglaby Ci uswiadomić, ze jestes silna kobieta, ze staralas sie utrzymac to wszystko wylacznie na swoich barkach, ale zabrakło pomocy Z JEGO STRONY. Powinnas isc na terapie zeby uzmyslowic sobie ze w tej relacji czujesz ze musisz wszystko ratowac a On nie jest partnerem, ktory ruszy Ci na pomoc gdy bedziesz tego potrzebowac. Na Twoja corke, podswiadomie wplywa obraz waszego zwiazku od kilku lat, widzi ze cierpisz choc uzmyslowi to sobie jak bedzie starsza. Musisz zaczac wpajac jej priorytety zdrowego zwiazku, w ktorym nie trzeba domagac sie milosci od mezczyzny, tylko takiego ktory sam z checia ja ofiarowywuje. Wolisz meczyc sie z nim wiele lat czy pomeczyc sie sama przez jakis czas i na nowo byc promienna? To bedzie trudne, ale zrobilas juz pierwszy krok i musisz byc konsekwentna, jesli jednak chcesz z nim zostac MUSI CI POKAZAC ZE ROZUMIE CO ROBIL ZLE I CO POWINIEN ZMIENIĆ. Ze nie wrocisz do niego na jego warunkach, bo zyjesz na nich juz wiele lat, ze chcesz wrocic teraz na swoich warunkach, ktore przeciez DADZA WAM SZCZESCIE I SA FAIR. To nie sa jakies warunki z kosmosu tylko rakie, ktore pozwola wam zbydowac zdrowa relacje.

zawiedziona01 napisał/a:

Witam wszystkich, czytam to forum od jakiegoś czasu, analizuję, próbuję Wasze historie odnieść do swojej.... Postanowiłam napisać tutaj, może zdołam się pozbierać.... Historia będzie nieco długa.
Jesteśmy ze sobą 16 lat, 8 lat po ślubie. Związek myślałam, że idealny, ale teraz po latach gdy sobie przypominam naszą historię, to bardzo krótko czułam się naprawdę ważna i kochana. Między nami jest naprawdę źle od 8 lat, od kiedy urodziła się córka. Dziecko nieplanowane ale chciane. Mąż bardzo się ucieszył na wiadomość o ciąży. Po porodzie był dwa tygodnie na urlopie, bardzo mi wtedy pomagał. Po urlopie włożył stopery do uszu i tak mu zostało do dzisiaj.... Śpi w stoperach. Powiedział, że on musi się wysypiać. Nigdy, nawet jeden raz nie wstał do dziecka w nocy, nie udało mi się z nim ustalić żebym mogła się wyspać chociaż jedną noc w miesiącu, np w weekend (mała budziła się co 3 godziny przez wiele wiele miesięcy, do dzisiaj nie przespała w całości nawet jednej nocy, a ja razem z nią). Popełniliśmy ten błąd, że kilka miesięcy po porodzie postanowiliśmy zbudować dom, więc zaczęło się spędzanie każdej wolnej chwili i zarywanie nocy przez męża przy laptopie - sam projektował dom i sam czytał o różnych technologiach, wybierał firmę itd.... Nas jakby nie było. Nie mam o to żalu, bo rozumiem, że to był bardzo trudny czas. Mąż wracał z pracy i siadał do swoich zajęć lub jechał na budowę, a ja ciągle robiłam mu awantury, krzyczałam, że mam dość takiego życia, że jestem ciągle sama itd. Do tego miałam depresję poporodową, która nie była leczona, miałam myśli samobójcze. Mąż nie wspierał, ale ja jego też nie... Przeprowadziliśmy się do domu, gdy mała miała 2,5 roku. I wtedy powiedział mi ze nic do mnie nie czuje, jest wypalony, NIC. Przez rok mijaliśmy się, żyliśmy obok siebie jak obcy ludzie, dziecka nie zauważał, traktował ją jak powietrze, zresztą przez te 2,5 roku był z nią może dwa razy na spacerze.... Po roku mijania się oswiadczył ze chce sie rozwieść, kazal mi sie wyprowadzić. Przeprowadziłam się do rodziców. Po 1,5 tygodnia przyjechał i prosił żebym wróciła. Wróciłam - niestety, nie postawiłam żadnych  warunków.... Żadnych zmian itd. Mąż praktycznie nigdy nie pomagał mi w domu, dzieckiem  też się nie zajmował. Zaczął spędzać z małą czas chyba dopiero jak poszła do pierwszej klasy. Przez pierwsze dwa miesiące szkoły nie wiedział, gdzie jest szkoła. Nigdy nie zawiózł jej ani nie odebrał. Lekarz, zebrania, dentysta, psycholog, to wszystko jest na mojej głowie, on zawsze tlumaczy sie brakiem czasu. Praktycznie od urodzenia córki, od kiedy zaczęły się miedzy nami kłótnie nie ma bliskości, czułości, wspólnie spędzanego czasu, prarktycznie nic. W weekendy on zajmuje sie swoimi sprawami, ma swoje hobby, czasem raz w miesiącu łaskawie spędził z nami weekend. Od kilku lat mówiłam że jest źle, że jestem nieszczesliwa, żebysmy coś z tym zrobili, żebyśmy poszli na terapię. On uważa ze terapia jest potrzebna ale nie nam tylko mnie, że problem jest w mojej głowie, że jego brak czasu nie jest zależny od niego, po prostu siła wyższa. Dodatkowo jeszcze zaczęłam z nim rozmawiać o naszej sytuacji majątkowej - dom zbudowalismy za wspolnie wzięty kredyt, który razem spłacamy od 8 lat, ale na jego działce. Nie miałam pojęcie podpisując ten kredyt, że nie będę miała żadnych praw do budynku, dowiedziałam sie o tym kilka lat temu, gdy kazal mi sie wyprowadzic i poszlam wtedy do prawnika z pytaniem co ja mam robić. Mój mąż niezle zarabia, ale bardzo duzo wydaje, praktycznie całą pensję. Ja zarabiam mniej więcej podobnie, czasami więcej niż on. Poruszyłam kwestię własności, powiedzialam ze skoro razem go splacamy to proszę zeby dopisal mnie do dzialki, bo nie chce byc lokatorem we wlasnym domu, chcę byc na równych prawach. Zaproponowałam, że mogę od niego kupić część działki, jeśli ma problem z uwspólnieniem. Absolutnie nie chce o tym słyszeć, powiedział żebym zapomniała, że będę miała prawo własności. No, może za 10 lat to zrobi, tak powiedzial. Ale nie teraz. Wziął kredyt na motocykl, na który nie wyraziłam zgody, teraz spłacamy go wspólnie bo będąc żoną jego długi ciążą też na mnie. Rok temu założyłam oddzielne konto, bo miałam dość wiecznego braku pieniedzy. Swoja pensje przelewam na oddzielne konto, daję mu na wspólne wydatki. Po moich bezskutecznych prośbach o zmiany w naszym związku straciłam do niego serce, przestałam mieć ochotę na seks. Nie kochaliśmy się prawie rok. Śpię właściwie od porodu z córką, żeby nie wybudzała mnie kilka razy w ciągu nocy. Gdy prosiłam go żebyśmy cos z tym zrobili, żebysmy poswiecili kilka czy kilkanascie nocy zeby odprowadzac ją do łóżka i wreszcie zaczeli spac jak mąż i żona, odparł, że skoro ją tak nauczyłam, to teraz mam sobie radzić sama. Groziłam że jesli nic sie nie zmieni, wyprowadzę się. Zrobiłam to dwa miesiące temu... Zabrałam córkę i wynajęłam mieszkanie. Następnego dnia on przyjechał i powiedzial - w tym tygodniu widze cie z powrotem w domu. Żadnych rozmów, żadnych obietnic zmian, nic... Nie wróciłam. Pierwszy miesiąc był cholernie trudny, płakałam codziennie. Kocham go i wiem, że gdyby  tylko on pokazał że chce coś zmienić, że mu zależy, że on mnie kocha - wróciłabym bez wahania. Rozmawialiśmy kilka razy w tym czasie - powiedzialam ze oprocz zmian miedzy nami, moim warunkiem powrotu jest uwspólnienie domu i terapia małżeńska. Wytłumaczyłam mu że nie chcę pracować na coś co nie jest moje. Nie zgodził się. Doszedł do wniosku ze "poleciałam na jego majątek" i tylko o to mi zawsze chodzilo (gdy sie poznalismy, on nie mial nic, mieszkalismy przez kilka lat w moim mieszkaniu). Jestem rozdarta. On przyjezdza do corki czasami, wobec mnie zachowuje sie jak obcy facet. Przez ostatnich kilka lat żyłam w emocjonalnej lodówce, zero uczuć z jego strony, zero czułości, przytulenia. I tłumaczę sobie - czy ja chcę tak spędzić resztę życia??????? Z drugiej strony czuję się winna - że może gdybym zaczęla zmiany od siebie, zaczela jemu okazywac uczucia, przestała sie czepiac, to moze on  tez by sie zmienił.... Ale miałam już dość jego życia obok, wiele razy prosiłam go żeby pomógł mi w domu, twierdził że nie ma w czym pomagać. Brak seksu na pewno zamknął go na mnie jeszcze bardziej. Ale jak mam się kochać z człowiekiem, na którego wsparcie nie mogę liczyć. Trzy razy jechałam z dzieckiem do szpitala, z czego dwa razy sama bo jego nie było... Nie wiem co mam robić - wyprowadziłam się przeciez sama, sama podjęłam tę decyzję a teraz cholernie tęsknię i płaczę..... Zastanawiam się nad powrotem, ale wiem, że jeśli teraz sama wrócę to będę przegrana w jego oczach. Dodam jeszce że mąż kilka lat temu miał epizod poważnej choroby psychicznej, podejrzewał wszystkich że chcemy się go pozbyć. Leczył się ponad rok, objawy ustąpiły. Zastanawiam się czy znów coś się z nim złego nie dzieje...

45 Ostatnio edytowany przez smallangel (2019-01-05 15:25:37)

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Mam wrażenie jakbym czytała dwie różne historie - ja i użytkownicy wypowiadający się przede mną.

Zawiedziona - stosowałaś przemoc emocjonalną w małżeństwie, niby dostrzegłaś to - ale zacierasz dość szybko pod wpływem wypowiedzi innych osób.
Znęcałaś się nad Mężem psychicznie, stosując różne formy przemocy - manupulacje, agresję itp, więc dzisiaj jesteś tu gdzie jesteś.
Niestety przespałaś moment by przestać to robić i zbierasz żniwa swego postępowania.

Niepotrzebnie inni wpędzają Cie w rolę ofiary - zgubne to bywa dość mocno.
A wygrzebać się z tego, nie lada wyzwanie.
Póki będziesz głęboko w tym tkwiła, nie będziesz dostrzegała rzeczywistości.

Przepraszam, że tak bezpośrednio.

46

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
smallangel napisał/a:

Mam wrażenie jakbym czytała dwie różne historie - ja i użytkownicy wypowiadający się przede mną.

Zawiedziona - stosowałaś przemoc emocjonalną w małżeństwie, niby dostrzegłaś to - ale zacierasz dość szybko pod wpływem wypowiedzi innych osób.
Znęcałaś się nad Mężem psychicznie, stosując różne formy przemocy - manupulacje, agresję itp, więc dzisiaj jesteś tu gdzie jesteś.
Niestety przespałaś moment by przestać to robić i zbierasz żniwa swego postępowania.

Niepotrzebnie inni wpędzają Cie w rolę ofiary - zgubne to bywa dość mocno.
A wygrzebać się z tego, nie lada wyzwanie.
Póki będziesz głęboko w tym tkwiła, nie będziesz dostrzegała rzeczywistości.

Przepraszam, że tak bezpośrednio.

Właśnie mam poczucie winy. I wyrzuty sumienia. I myśli, że gdybym mimo wszystko zaczeła okazywać mu uczucia zamiast walczyć, może byśmy byli dzisiaj w innym miejscu. Ale myślę też, że oboje znęcaliśmy się nad soba psychicznie. Czy kochający mąż wychodzi z pokoju, gdy żona skarży się na związek i płacze na kanapie? I prosi wiele razy żebyśmy razem coś z tym zrobili? Żebyśmy poszli na terapię? On mówi - to ty masz problem, ja jestem prawie idealnym mężem i ojcem. Proszę żeby pomógł mi rozwiesić pranie, bo jest tego naprawdę dużo - jego odpowiedź - to twoja robota, narobiłaś sobie zaległości to teraz sobie radź. Pomoc przy sprzątaniu - nie, ponieważ "nie ma w czym pomagać". Wstać w nocy do dziecka - nie, bo on pracuje i musi się wysypiać. Pomoc w ogrodzie - nie, bo on nie lubi grzebać w ziemi... Czytałam książkę "Pięć języków miłości" Chapmana i myślę, że gdybym może zawzięła się i okazywała mu miłość mimo jego chęci pomocy w czymkolwiek, może ocknąłby się. A może nie. Ciężko stwierdzić co by było gdyby. Żałuję, że zanim się wyprowadziłam nie wypróbowałam tej ostatniej deski ratunku. Ale skoro on nie nalega na nasz powrót, nie robi właściwie nic, żeby coś naprawić - nie wiem czy w ogóle mnie kocha. Może jest zbyt dumny żeby przeprosić. A może po  prostu uważa że nie ma za co przepraszać.

47

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Może oboje powinniśmy się przeprosić za to co było, zapomnieć o przeszłości, odciąć się od niej grubą kreską i zacząć od nowa. Tylko dlaczego mam przeczucie że to się nie uda...

48

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
zawiedziona01 napisał/a:

Mam 41 lat... Ja ciągle mam do siebie pretensje, że może gdybym się nie wyprowadziła, tylko zaczęła zmiany w naszym związku od siebie, wymusiłabym zmiany na nim. Z drugiej strony on nigdy nie dałby mi tego, czego tak mi brakuje - uwagi i czułości. To bardzo spokojny facet, zrównoważony, awantury wszczynałam ja - z bezsilności. Zdarzyło mu się raz podnieść głos.... Tylko raz. Właśnie ten jego spokój mnie ujął gdy się poznaliśmy. Pamiętam go sprzed urodzenia dziecka - zawsze uśmiechnięty, przegadaliśmy razem niejedną noc. Było nam ze sobą dobrze. A teraz - żyję wspomnieniami i łudzę się że to wróci. Córka ma 8 lat, przez ostatni rok można powiedzieć że nawiązali kontakt. Zabiera ją czasami na noc do siebie. Najbardziej boli mnie, że odpuścił, że nie walczy o rodzinę, o mnie sad Od lat nie usłyszałam że mnie kocha. Chociaż nigdy nie był wylewny, podobnie jak ja. Ale mimo wszystko potrzebuję bliskości. Od jakiegoś roku przestałam się awanturować, po prostu odpuściłam, bo widziałam że nie ma efektów. Odcięłam go od moich pieniędzy i seksu. Zarzucił mi cynizm..... A ja chciałam tylko żeby mnie wreszcie zauważył....

smallangel napisał/a:

Mam wrażenie jakbym czytała dwie różne historie - ja i użytkownicy wypowiadający się przede mną.

Zawiedziona - stosowałaś przemoc emocjonalną w małżeństwie, niby dostrzegłaś to - ale zacierasz dość szybko pod wpływem wypowiedzi innych osób.
Znęcałaś się nad Mężem psychicznie, stosując różne formy przemocy - manupulacje, agresję itp, więc dzisiaj jesteś tu gdzie jesteś.
Niestety przespałaś moment by przestać to robić i zbierasz żniwa swego postępowania.

Niepotrzebnie inni wpędzają Cie w rolę ofiary - zgubne to bywa dość mocno.
A wygrzebać się z tego, nie lada wyzwanie.
Póki będziesz głęboko w tym tkwiła, nie będziesz dostrzegała rzeczywistości.

Przepraszam, że tak bezpośrednio.

Witajcie. Wydaje się, że te dwa cytaty doskonale charakteryzują problem. Autorko wątku, dalsze działanie Twego męża to już pokłosie Twoich działań, zaniechań i oczekiwań względem męża, a jak mówią mądre podręczniki zmiany należy zaczynać od siebie. Nie twierdzę, że mąż jest bez winy, bo można w nim dostrzec pewne  zachowania socjopaty, jednakże pytanie brzmi, czy Twoje zachowanie nie doprowadziło do takiej sytuacji. Jesteś przekonana, że mąż nie ma nikogo na boku, co wydaje się być dziwne, zważywszy na okoliczność, że od roku nie uprawiacie sexu.
Po przeczytaniu Twojej relacji, bo oczywiście nie znamy relacji męża, byłbym bardzo ostrożny z wydaniem ostatecznego osądu, kto zawinił i być może jest dla was jeszcze szansa, ale trzeba usiąść na neutralnym gruncie i pogadać. A pierwsze pytanie powinno brzmieć, czy jeszcze chcemy to wspólnie  kontynuować? W każdym razie powodzenia.

49

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
Thorpe napisał/a:
zawiedziona01 napisał/a:

Mam 41 lat... Ja ciągle mam do siebie pretensje, że może gdybym się nie wyprowadziła, tylko zaczęła zmiany w naszym związku od siebie, wymusiłabym zmiany na nim. Z drugiej strony on nigdy nie dałby mi tego, czego tak mi brakuje - uwagi i czułości. To bardzo spokojny facet, zrównoważony, awantury wszczynałam ja - z bezsilności. Zdarzyło mu się raz podnieść głos.... Tylko raz. Właśnie ten jego spokój mnie ujął gdy się poznaliśmy. Pamiętam go sprzed urodzenia dziecka - zawsze uśmiechnięty, przegadaliśmy razem niejedną noc. Było nam ze sobą dobrze. A teraz - żyję wspomnieniami i łudzę się że to wróci. Córka ma 8 lat, przez ostatni rok można powiedzieć że nawiązali kontakt. Zabiera ją czasami na noc do siebie. Najbardziej boli mnie, że odpuścił, że nie walczy o rodzinę, o mnie sad Od lat nie usłyszałam że mnie kocha. Chociaż nigdy nie był wylewny, podobnie jak ja. Ale mimo wszystko potrzebuję bliskości. Od jakiegoś roku przestałam się awanturować, po prostu odpuściłam, bo widziałam że nie ma efektów. Odcięłam go od moich pieniędzy i seksu. Zarzucił mi cynizm..... A ja chciałam tylko żeby mnie wreszcie zauważył....

smallangel napisał/a:

Mam wrażenie jakbym czytała dwie różne historie - ja i użytkownicy wypowiadający się przede mną.

Zawiedziona - stosowałaś przemoc emocjonalną w małżeństwie, niby dostrzegłaś to - ale zacierasz dość szybko pod wpływem wypowiedzi innych osób.
Znęcałaś się nad Mężem psychicznie, stosując różne formy przemocy - manupulacje, agresję itp, więc dzisiaj jesteś tu gdzie jesteś.
Niestety przespałaś moment by przestać to robić i zbierasz żniwa swego postępowania.

Niepotrzebnie inni wpędzają Cie w rolę ofiary - zgubne to bywa dość mocno.
A wygrzebać się z tego, nie lada wyzwanie.
Póki będziesz głęboko w tym tkwiła, nie będziesz dostrzegała rzeczywistości.

Przepraszam, że tak bezpośrednio.

Witajcie. Wydaje się, że te dwa cytaty doskonale charakteryzują problem. Autorko wątku, dalsze działanie Twego męża to już pokłosie Twoich działań, zaniechań i oczekiwań względem męża, a jak mówią mądre podręczniki zmiany należy zaczynać od siebie. Nie twierdzę, że mąż jest bez winy, bo można w nim dostrzec pewne  zachowania socjopaty, jednakże pytanie brzmi, czy Twoje zachowanie nie doprowadziło do takiej sytuacji. Jesteś przekonana, że mąż nie ma nikogo na boku, co wydaje się być dziwne, zważywszy na okoliczność, że od roku nie uprawiacie sexu.
Po przeczytaniu Twojej relacji, bo oczywiście nie znamy relacji męża, byłbym bardzo ostrożny z wydaniem ostatecznego osądu, kto zawinił i być może jest dla was jeszcze szansa, ale trzeba usiąść na neutralnym gruncie i pogadać. A pierwsze pytanie powinno brzmieć, czy jeszcze chcemy to wspólnie  kontynuować? W każdym razie powodzenia.

Czy możemy to kontynuować tez zwiazek jeśli on nie wyraża chęci zmian, nie chce iść na terapię małżeńska i nie chce uwspólnić domu, który wspólnie wybudowaliśmy i wspólnie spłacamy od wielu lat i nadal będziemy go spłacać razem jeśli zostaniemy ze soba? Czyli mam pracować na jego własność, jego nieruchomość, do której nigdy nie będę mieć prawa? Nie wyobrażam sobie postawić kogoś (najblizsza osobę) w takiej sytuacji - spłacaj ze mna kredyt na dom, który należy tylko do mnie hmm

50

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Szybkie pytanie. Jaki był przed narodzinami córki  ? Nie obchodzi mnie czy kochany, czuły, dobry w łóżku ale czy był twoim partnerem czy nie ? Sama sobie takiego wybrałaś.

51

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
zawiedziona01 napisał/a:

Czy możemy to kontynuować tez zwiazek jeśli on nie wyraża chęci zmian, nie chce iść na terapię małżeńska i nie chce uwspólnić domu, który wspólnie wybudowaliśmy i wspólnie spłacamy od wielu lat i nadal będziemy go spłacać razem jeśli zostaniemy ze soba? Czyli mam pracować na jego własność, jego nieruchomość, do której nigdy nie będę mieć prawa? Nie wyobrażam sobie postawić kogoś (najblizsza osobę) w takiej sytuacji - spłacaj ze mna kredyt na dom, który należy tylko do mnie hmm

Ty juz wszystko wiesz i nawet zrobiłaś krok w dobrą stronę, teraz tylko wytrwać i otworzyć się na nowe.

52

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
ja86 napisał/a:

Szybkie pytanie. Jaki był przed narodzinami córki  ? Nie obchodzi mnie czy kochany, czuły, dobry w łóżku ale czy był twoim partnerem czy nie ? Sama sobie takiego wybrałaś.

W codziennym życiu - nie był, niestety, partnerem hmm Wszystko było na mojej głowie, ale nie przeszkadzało mi to, bo byliśmy sami. Po pojawieniu się dziecka zaczęło mi to bardzo przeszkadzać.

53

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Jedyna prośba /życzenie/ nadzieja ze wytrwasz  i obronisz swoje przekonania i decyzje. Ten typ żeruje na fakcie ze go kochasz i chce zebyś "tanczyla tak jak on zagra"....trzyma cię "czesciowo" w garsci - a faceci to lubią ..! Praktycznie mu to pochlebia :-0  Wyniosłaś się z domu i to objaw SIŁY ! Słuchaj i weź do serca wiele rozsądnych ludzi którzy dali ci rady w poprzednich wypowiedziach! Myśl o tobie i twojej córeczce .  Tutaj  u mnie we Wloszech mowi sie...: maschilista anaffettivo :-/  Zajmuje się córka raz na 100 lat, obojetny jest w stosunku do ciebie.niestety ..znikly uczucia , ale wygodnie mu trzymac cię " pod ręka.." Jedyny problem to ta wieź emocjonalna..prawdziwa pulapka.  Jestes w polowie drogi do celu - skoncentruj się i walcz o TWOJ i TWOJEJ corki dobrobyt .

54 Ostatnio edytowany przez smallangel (2019-01-12 13:53:50)

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....
zawiedziona01 napisał/a:
smallangel napisał/a:

Mam wrażenie jakbym czytała dwie różne historie - ja i użytkownicy wypowiadający się przede mną.

Zawiedziona - stosowałaś przemoc emocjonalną w małżeństwie, niby dostrzegłaś to - ale zacierasz dość szybko pod wpływem wypowiedzi innych osób.
Znęcałaś się nad Mężem psychicznie, stosując różne formy przemocy - manupulacje, agresję itp, więc dzisiaj jesteś tu gdzie jesteś.
Niestety przespałaś moment by przestać to robić i zbierasz żniwa swego postępowania.

Niepotrzebnie inni wpędzają Cie w rolę ofiary - zgubne to bywa dość mocno.
A wygrzebać się z tego, nie lada wyzwanie.
Póki będziesz głęboko w tym tkwiła, nie będziesz dostrzegała rzeczywistości.

Przepraszam, że tak bezpośrednio.

Właśnie mam poczucie winy. I wyrzuty sumienia. I myśli, że gdybym mimo wszystko zaczeła okazywać mu uczucia zamiast walczyć, może byśmy byli dzisiaj w innym miejscu. Ale myślę też, że oboje znęcaliśmy się nad soba psychicznie. Czy kochający mąż wychodzi z pokoju, gdy żona skarży się na związek i płacze na kanapie? I prosi wiele razy żebyśmy razem coś z tym zrobili? Żebyśmy poszli na terapię? On mówi - to ty masz problem, ja jestem prawie idealnym mężem i ojcem. Proszę żeby pomógł mi rozwiesić pranie, bo jest tego naprawdę dużo - jego odpowiedź - to twoja robota, narobiłaś sobie zaległości to teraz sobie radź. Pomoc przy sprzątaniu - nie, ponieważ "nie ma w czym pomagać". Wstać w nocy do dziecka - nie, bo on pracuje i musi się wysypiać. Pomoc w ogrodzie - nie, bo on nie lubi grzebać w ziemi... Czytałam książkę "Pięć języków miłości" Chapmana i myślę, że gdybym może zawzięła się i okazywała mu miłość mimo jego chęci pomocy w czymkolwiek, może ocknąłby się. A może nie. Ciężko stwierdzić co by było gdyby. Żałuję, że zanim się wyprowadziłam nie wypróbowałam tej ostatniej deski ratunku. Ale skoro on nie nalega na nasz powrót, nie robi właściwie nic, żeby coś naprawić - nie wiem czy w ogóle mnie kocha. Może jest zbyt dumny żeby przeprosić. A może po  prostu uważa że nie ma za co przepraszać.

Nie chciałabym byś miała poczucie winy, a wzięła odpowiedzialność za swoje. Ponieść odpowiedzialność, a nie zarzucać się wzajemnie i przerzucać winą.
W Waszym małżeństwie brak było również komuniakcji. Umiejętność rozmawiania, używania słów - jest bardzo istotna.
I słuchania.

Naprawa związku nie należy tylko do Ciebie. I Ty i On - gdybyście wzięli odpowiedzialność za swoje, mogłoby się udać.
Nie chciałabym niczego rokować, ale czasami już nie ma czego po prostu ratować.

55

Odp: Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Mąż chce żebyśmy spróbowali - ze względu na dziecko przede wszystkim. Powiedział że postara się poświęcać nam więcej czasu i dzielić obowiązkami. Spytałam co z domem - z własnością, czy nadal mam być lokatorką we własnym domu. Tej kwestii on nie chce poruszać - nie ma zamiaru uwspólnić formalnie działki. I już sama nie wiem co robić. Z jednej strony kocham go i chciałabym spróbować, z drugiej - chciałabym mieć poczucie bezpieczeństwa finansowego, wiedzieć że budujemy coś wspólnie, wspólnie wkładamy wysiłek dla wspólnych korzyści. Boję się, że nawet jeśli między nami się jakimś cudem ułoży, zawsze będę miała z tyłu głowy, że pracuję na jego majątek nie mając nic w zamian. I będę czuła się wykorzystywana. Serce kontra rozum. Serce mi mówi "spróbuj", rozum - że nie ma sensu, układaj sobie życie z kimś innym, z kim będziesz wspólnie budować waszą przyszłość. Boję się też, że jeśli nie spróbuję być z nim jednak, będę żałować do końca życia. A jeśli spróbuję i się nie uda - stracę kolejne lata życia. Nie wiem co mam robić, dostaję wariacji...

Posty [ 1 do 55 z 106 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Wyprowadziłam się, mimo że kocham....

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018