Witam,
Mam do Was kobietki zapytanie jeśli chodzi o poród rodzinny. Jestem w 11 tygodniu ciąży i bardzo bym chciała aby mój mąż był ze mną w czasie porodu. Nie wiem czy mój mąż musi mieć jakieś dokumenty, zaświadczenia. Czy może tak przy mnie być przy porodzie.
Drogie kobietki czy był ktoś bliski przy was przy porodzie? Jakie odczucia miałyście?
I jeszcze jedna sprawa od kiedy zapisać się do szkoły rodzenia?
czekam na odpowiedz.
Buźki
Podobne tematy
Witam.
Szczerze mówiąc to nie mam zielonego pojęcia czy musi mieć jakieś dokumenty, wiem tylko jedno, że chciałabym żeby mój mąż był ze mną ale to się jeszcze okaże bo wciąż się waha.... ale z tego co wiem to fajna sprawa jak ktoś ci towarzyszy chociaż są kobiety które wolą być wtedy z dala od męża...
Szkołę rodzenia zaczyna się ok. 28 tyg ciąży i naprawdę warto do niej chodzić. Niestety czasem jest platna. Jeśli chodzi o poród rodzinny, to nie wymagane są jakiekolwiek dokumenty a jedynie fartuszek ochronny dla tatusia. Powinien być odpowiednio ubrany, czyli wygodne spodnie, przewiewna bawełniana koszulka, papcie - to nam przekazała położna
Mój mąż był przy narodzinach córci a za kilka tygodni będzie przy porodzie synka - to niezastąpiona pomoc i wsparcie, jeśli oczywiście partner równiez jest chętny ![]()
Powodzenia
ja chodziłam do szkoły rodzienia jak byłam w 25 tyg bo tedy i brzusio był mały i nie było takl ciężko i bez problemu mogłam robić wszystkie ćwiczenia bez zadnej zadyszki ![]()
a co do porodu to ja z mężem sie zdecydowaliśmy że bedzie przy mnie tylko facet musi wiedzieć dlaczego tam jest... ma byc wsparciem dla kobiety i zaangażowanym przyszłym tatusiem i oczekiwania z wielką satysfakcją na swoje dzieciątko... bo jesli będzie tam tylko jako widownia to nie bedzie wpominał porodu jako cudowna przygoda i bedzie widział przed oczami same brzydkie rzeczy co potem tez może odbic sie po porodzie w łożku sypialnianym i może zmiejszyć chęc do seksu! tak Nam w szkole rodzenia Pani mówiła i faktycznie mąż gdy sie dowiedział co i czego może sie spodziewac na sali porodowej to stał sie pewniejszy że chce byc ze mną ale z powodu że na świat przyjdzie jego pierworodny synuś!! :Dtakże faceta trzeba do tego przygotować tak samo jak kobieta
5 2010-12-17 19:35:51 Ostatnio edytowany przez Basieńka (2010-12-17 19:36:14)
My jeszcze nie spodziewamy się dzidziusia ale jestem zdania ze "razem robimy - razem rodzimy" ![]()
hihi podoba mi się ten cytat ![]()
witam, przyznam szczerze że nie wyobrażam sobie porodu bez męża, u nas nie wymagano żadnych dokumentów, ale jak będziesz sobie "ziwedzać" swoją porodówkę to możesz dopytać czy coś jest potrzebne, w niektórych szpitalach płaci sie za poród rodzinny( za fartuch itp). Mąż/partner czy jakaś osoba towarzysząca jest takim łącznikiem pomiędzy kobietą rodzącą a personelem(szczególnie kiedy bóle są silne i ciężko sie w ogóle komunikować-tak było u mnie) i czówa czy kobiecie czegoś nie brakuje, woda, skarpetki itd. Położna przychodzi tylko raz na jakiś czas.Na samą końcówkę poródu mąż oczywiście może wyjść jeśli obawia się widoku krwi, albo stanąć poprostu obok Ciebie tak zeby nie widzieć "najlepszego"
. Mi jeszcze mąż bardzo pomagał masowaniem pleców przy skurczach.
Mój mąż bardzo chce być przy porodzie ale ja mam wątpliwości. Słyszałam, że kobiety czasem ze stresu wymiotują, a z wysiłku zdarza się, że noo puszczają zwieracze
strasznie boję się takiej sytuacji, wiem że mąż to wszystko zrozumie ale co jeśli potem będzie czuł do mnie obrzydzenie?
Szkoły rodzenia nie ma w moim mieście, a chciałabym chodzić...
A ja powiem Wam szczerze , że wiele kobiet , z którymi się zetknęłam , doświadczonych w tej kwestii stwierdziło , że mężczyzna jest na sali porodowej zbędny ... i gdyby miały drugi raz decydować to podziękowałyby za poród rodzinny.
No i dało mi to do myślenia , nie ukrywam i nie wiem co robić. Mój facet nie chce uprawiac ze mną seksu bo taką blokadę psychiczną przez ciążę dostał a co dopiero poród .... to już w ogóle nigdy mnie nie dotknie, eh
.
Poza tym znam siebie i wiem , że będąc tylko z personelem szpitala łatwiej będzie mi się skupić na tym co mam robić , a facet by mnie tylko niepotrzebnie rozpraszał i peszył...
Mój mąż był ze mną podczas porodu i jestem mu bardzo wdzięczna za to. Podtrzymywał na duchu i był równie przejęty (jak nie bardziej
) jak ja. Był dumny z siebie jak pozowlono mu przeciąć pępowinę
a ja miałam na kim się wyrzyć podczas skurczów...
Witajcie!!! Ja urodziłam 24 sierpnia 2010 slicznego synka ważącego aż 4,5 kg naturalnie bez znieczulenia. Rodziłam z mężem -bardzo polecam!!!!!! Nie trzeba było zadnych dokumentów tylko kartę ciąży. Wsparcie męża jest niezwykle istotne, bo akurat na polożna nie mogłam liczyć- zajmowała się innym porodem przez cc. Mąż mnie wspierał, nosił za mna kroplówkę z oksytocyna, liczył co ile minut sa skurcze i kiedy dzidziuś juz był na świecie, przeciął pepowinę. Rodziłam 11 godzin z czego 8 godzin chodziłam po mieszkaniu, a pozostałe 3 godziny na przemian chodziłam po sali porodowej albo skakałam na piłce- tez bardzo polecam, piłka naprawde działa. Mąż był przydatny, gdy dopadł mnie tzw. kryzys 7 cm- zwątpiłam,że dam radę urodzić, wtedy konieczne jest wsparcie drugiej osoby. Życzę powodzenia wszystkim przyszłym Mamom!
12 2011-01-13 12:13:44 Ostatnio edytowany przez bella89 (2011-01-13 12:18:50)
Hej! ja rodziłam w klinice moja córkę 28 października 2010r. ważyła 3100gr, mierzyła 55 cm również porod naturalny tyle, że ze znieczuleniem.
I mój partner by obecny podczas porodu, był ze mną od początku do końca.
Wspieral mnie, tak samo pomagal liczyc co ile sa skurcze, podtrzymywal podczas spacerowania z kroplówką, naprawde czulam sie bezpiecznie bo wiedzilam ze nie jestem sama.
Moj porod trwal 4 i pol godziny, był wywoływany bo córka była już po terminie 3 dni,
3 godz. bylam podlaczona pod kroplowke i spacerowałam, godzinę skakania na piłce, pół godz. parcia i Oliwia była już z nami:)
i tak jak pisała jabłuszko piłka jest super, skakałam na niej aby szyjka szybciej sie rozwierała i piłka pomagała
również polecam!!!
a i nie potrzebował moj facet żadnych dokumentów jedynie co mu kazali zabrać to buty na zmianę, bo ubranko mu dali, mial takie jak lekarze ![]()
powodzenia mamusie :*
WITAM, jestem studentką położnictwa i robię pracę badawczą na temat nacięcia krocza.
Byłabym wdzięczna gdyby Panie po porodzie mi pomogły i rozwiązały ankietę przeze mnie przygotowaną
Chciałabym dowiedzieć się na podstawie tych ankiet: 1. czy nacięcie krocza jest nadal rutyna?
2. Czy kobiety przygotowują się do porodu w celu uniknięcia nacięcia krocza? 3. Czy to boli? 4. Czy kobiety po porodzie dostają informację w jaki sposób należy dbać o krocze po porodzie?
Chętne kobiety do pomocy oraz osoby z pytaniami dotyczącymi mojej pracy, ankiety czy też porodu zapraszam do korespondencjii mailowej.
Moja ankieta jest dostępna na portalu o nazwie ankietka pod tytułem:Ankieta dla Kobiet będących po porodzie
Witajcie!
Ja również rodziłam z mężem. Chodziliśmy do szkoły rodzenia i tam bardzo fajnie opowiadano o tym, co jak będzie wyglądać (wiadomo, opowieści to jedno a rzeczywistość to drugie). Jednak On od razu zaznaczył, "nie będę przecinał pępowiny" (do dziś nie wie czemu się bał, ale miał jakiś irracjonalny strach i ja na to przystałam). Podczas porodu bardzo mi pomagał. Zwłaszcza gdy złapały mnie skurcze w nodze, to masował, wołał położną (bo nie mieliśmy położnej tylko na własne potrzeby). Trzymał za rękę i przypominał o oddychaniu, gdy się "zapowietrzałam"
Na sam koniec nikt nie pytając go o zgodę kazał mu przeciąć pępowinę i przeciął. Mało nie spadłam z łóżka... ![]()
Potem powiedział, że był to najbardziej magiczny moment w jego życiu i że w ogóle nie był w stanie odmówić (chyba nawet nie bardzo wiedział o co go proszą) ![]()
Teraz zapowiada, że na pewno przetnie pępowinę ![]()
Dla mnie był ogromnym wsparciem i pomocą.