Witam.
Mam pewien problem..MIanowicie wczoraj moj chlopak z ktorym jestem od prawie 6 miesiecy oswaidczyl mi ze poiwnnismy zmienic nasze stosunki na "przyjacielskie" i zalapac dystans. Oznacza to wedlug niego ze bedziemy sie normalnie spotykali, bedziemy ze soba blisko "fizycznie" ale i ja i on bedziemy wolni. Po pewnym czasie "moze" do siebie wrocimy..Jak zapytalam go czy mnie kocha zmieszal sie i odpowiedzial ze nie wie, pomimo tego ze dwa dni wczesniej zapewnial mnie o swojej milosci..Powiedzialam mu ze nie godze sie na taki "uklad" jaki zaproponowal i powiedizalam ze albo definitywnie sie rozstajemy albo nic nie zmieniamy...na to on powiedzial ze nie chce sie rozstac, po prostu chce bysmy byli przyjaciolmi. Powiedizal takze ze narazie nie ma nikogo innego na oku ale nie wyklucza ze w przyszlosci moze ktos sie pojawic...nie chce go stracic bo bardzo go kocham,nie wyobrazam sobie mojego zycia bez niego..nie wiem co zadecydowalo o takiej decyzji z jego strony...co prawda czesto byly miedzy nami sprzeczki ale to takie drobne,zaden zewiazek nie jest idealny. Mieszkamy w jednym miescie ale widzimy sie raz na tydzien na 2h..no coz moze tak musi byc..ale to nie powod do przechodzenia w faze przyjacielstwa..Czy myslicie ze taki odpoczynek od siebie cos zmieni? Ze moze jak sie od niego odetne to zateskni? I wroci? A moze to nie ma sensu? Co o tym myslicie? Dodam iz oboje mamy po 17 lat.