Witam serdecznie! Z góry informuję, że jest to moj pierwszy post, dlatego też proszę o wyrozumiałość.
Wlaściwie nie wiem od czego zacząć... Może w skrócie od początku.
Mam 20 lat (w marcu 21, on 23). Jesteśmy w związku od ponad 5 lat (dokładnie 5lat, 7miesięcy) z 5 miesięcznym rozstaniem. Wydaję mi sie że byliśmy dobraną parą, jednak z czasem zaczęłam odczuwać że wtargnęła "nuda" w nasz związek... Baardzo go kochałam i wiem że z wzajemnością lecz czułam się z nim jakby nieszczęśliwa... A. jest bardzo dobrym, troskliwym w stosunku co do mnie mężczyzną, jednak bardzo mało rozrywkowy (nigdy nie zabrał mnie nigdzie, oprócz imprezy), ale ja też tego nigdy od niego nie wymagałam, kochałam bezgranicznie za samą obecność i tak mi się wydaję, że przez to mogło stać się "nudno". Rozumiałam jego brak chęci na cokolwiek dlatego że cięzko pracował nawet po 12 godz 5razy w tyg. Po prostu coś jakoś chyba przygasło... w styczniu bieżącego roku wyjechał do pracy za granicę, co ja przeżywałam w pierwszych dniach, tyg, nie do opisania!!! Kompletne załamanie, nie wiedziałam jak sobie radzić:( pomyślałam-może jak troche odpoczniemy od siebie to zmieni sie na lepsze... zapomniałam wspomniec że zauważyłam jego rozmowy na "nk" z kolęzanką ze szkoły, jestem straszną zazdrośnicą:( troche robiłam jakby mu wyrzuty, ale nie przesadnie ale on powtarzał że to ona napisała "co słychac?" i tylko tyle po kilku dniach przesłała mu swój nr tel wtedy wpadłam w szał!!! Zrobiło sie nie ciekawie miedzy nami i ten wyjazd wszystko zaostrzył!! Po 3 mscach jego pobytu tam pojechałam ze znajomymi na impr (za jego zgodą) tam poznałam D. tylko bezinteresowna znajomość, ale która zaczęła się rozwjać w błyskawicznym tempie i niby tego nie chciałam wszystko działo sie tak szybko... Po pewnym czasie zaczęliśmy sie spotykać (omine szczegóły bedzie krócej) zerwałam z A. oznajmiając mu że między nami nie jest jak powinno być, że nie liczy sie z moim zdaniem bo wyjechał wbrew mojej woli, ten nr tamtej dziewczyny... On w ogóle nie przyjmował tego do świadomości! Przepraszał, błagał nawet tak płakał:( ale ja stwierdziłam że tak bedzie lepiej dla nas po co się męczyć, choć naprawde bardzo go kochałam!! Znajomość z D. sie rozwijała przyznam że bardzo mi sie podobał z wyglądu jeszcze bardziej z charakteru chwile z nim spędzone były cudowne on sie bardzo zaangażował a ja nie potrafiłam sie jakos otworzyc jakas niedostepna bylam, czasem mialam nawet dziwne zachowanie w ogole nie podobne do mnie nie wiem co sie ze mna dzialo, nie potrafilam sie jakos pozbierac, zapomniec tym bardziej ze A. na bieżąco pisal mi smsy jak mnie kocha, dlaczego, ze zawsze tylko ja,,,i to mi nie ulatwialo dowiedziala sie ze A. znalazl sobie pocieszycielke wiem ze dlatego aby sie na mnie odegrac moze zapomniec. Dziewczyna sie bardzo w nim zakochala,,,wkońcu odważylam sie napisac do niej co ich łączy bo A. wypieral sie ze to tylko znajoma, a okazalo sie ze partnerka. Dlugo korespondowałyśmy ze soba oszukiwal nas obie. Zaplanowałyśmy że przywitamy go obie i tak sie stało. Wtedy pokazał mi, udowodnil że to ja się dla niego liczę przy niej przepraszał mnie, prosił o powrót naprawde nie spodziewałam sie tego tamta w ogóle! Obie go zostawiłyśmy. Zaczęły się smsy od niego, byłam naprawde w szoku. Zadzwonił nawet do moich sióstr aby przemówiły mi do rozsądku. Tak zaczął przyjeżdżać i spróbowaliśmy od nowa. Był w Polsce miesiąc, potem znów wyjechał tzn pod koniec poździernika. Na początku nie była za dobrze-wypominanie, kłótnie, nieufność... Z czasem zaczęło układać nam się, ja wiele zrozumiałam teraz wiem że pragne szczęścia u jego boku!! Na dzien dzisiejszy wczoraj wszczęłam awanture o powrót i jest nie ciekawie:( nie odzywałam sie cały dzień on napisał że bardzo mnie kocha i wkońcu mi to udowodni-myślałam ze dzis przyjedzie a tu sie rozczarowałam:( przyjedzie za tydz i ma zamiar wyjechać ponownie ale dopiero po nowym roku (obiecał że w marcu zjedzie na stałe).
Teraz nie wiem jak postąpić, co zrobić?? Czy to ja powinnam teraz złagodzić sytuacje (choć wydaje mi sie ze wtedy "znów" mu ulegne i pokaze ze jest zawsze jak on chce) czy pozostać troche obrazona, aby wiedzial jak mi przykro??
Napisalam mu łagodnego smsa żeby zastanowil sie jaką rolę odgrywam w jego życiu, czy jest ze mna szczęśliwy i czy dalej chce byc?
To właśnie teraz czuję że powinniśmy spedzić ze sobą jak najwięcej czasu aby wszystko móc odbudowac... nie wiem co robić...:(:(
Proszę najmocniej o jakieś wsparcie, poradę...:(
Może za bardzo się rozpisałam, ale chciałam jaśniej przedstawić całą sytuacje- dziękuję jeśli ktoś zechciał przeczytać i podzielić się swoją opinią.
Pozdrawiam:(