"Jak się dochodzi to zawsze jest dobrze.Przecież ja cię na siłę nie trzymam,ani ty mnie(...).Trzeba mieć to coś by mnie zdobyć i mieć".
Tak powiedział mi mężczyzna,z którym jestem związana emocjonalnie.On jest z kimś-twierdzi,że ma wszystko,ja jestem z kimś,kogo nie kocham ...Od kilku lat widujemy się codziennie w pracy,pisujemy tysiące maili,znamy nawzajem swoje myśli,mamy swoje tajemnice,w tym wspomnienia upojnych nocy...Wiele razy kłóciliśmy się,mówiliśmy "odejdź",i...wracaliśmy do tej tak zwanej przyjaźni.Lubię go,on mnie.Jak zrozumieć jego słowa???
Podobne tematy
On ma wszystko, Ty nie masz niczego. Taki deserek jesteś...do pieszczenia jego chorego ego, do bzykania po godzinach, do emaliowania, do tysiąca innych rzeczy...tylko nie do tego by być jego partnerką.
widzę,jak codziennie lgną do niego inne kobiety,może mieć każdą...bywało nie raz,że byłam o jakąś zazdrosna...mówiłam wtedy:odejdź,jeśli mnie nie kochasz...a on wciąż,że jestem tylko przyjaciółką,koleżanką,że przecież ma kobietę...po czym mówi mi o zakamarkach swojej duszy,wierz mi-niejeden facet nie umiałby powiedzieć o sobie takich rzeczy,proponuje spotkanie...i tęsknię,i wracam,i on wraca...on do swojej kochanki,ja do swojego kochanka...on mówi,że ze mną jest coś nie tak,ja że z nim...jestem mu wierna,dobra dla niego,lojalna...robię błąd?
widzę,jak codziennie lgną do niego inne kobiety,może mieć każdą...bywało nie raz,że byłam o jakąś zazdrosna...mówiłam wtedy:odejdź,jeśli mnie nie kochasz...a on wciąż,że jestem tylko przyjaciółką,koleżanką,że przecież ma kobietę...po czym mówi mi o zakamarkach swojej duszy,wierz mi-niejeden facet nie umiałby powiedzieć o sobie takich rzeczy,proponuje spotkanie...i tęsknię,i wracam,i on wraca...on do swojej kochanki,ja do swojego kochanka...on mówi,że ze mną jest coś nie tak,ja że z nim...jestem mu wierna,dobra dla niego,lojalna...robię błąd?
Nie tyle blad bo kochasz i trwasz w tym;;;ale wlasnie.... trwasz. Marnujesz sobie kawal zycia i zatruwasz dusze..
To niema przyszlosci jak na moje oko. Jestes odskocznia od codziennosci;
ja to rozumiem tak :
Jak się dochodzi to zawsze jest dobrze.Przecież ja cię na siłę nie trzymam,ani ty mnie(...).
Dobrze mu z Tobą, ale bez Ciebie też będzie mu dobrze. Nie trzyma Cię, czyli nie zależy mu na tym, abyś przy nim była.
Trzeba mieć to coś by mnie zdobyć i mieć".
Nie masz tego czegoś. Nie podobasz się mu jako osoba, z którą mógłby stworzyć związek.
To zdecydowanie nie ma sensu. Tracisz czas na coś, z czego nic nie będzie. Ja bym na Twoim miejscu dała wybór: albo Ty, albo jego partnerka. Oczywiście, że wybierze ją. Prędzej, czy później się to skończy.
Masakra! Normalnie aż krew się podgotowuje, jak takie cos czytam... Wiesz co, ja bym chyba dała spokoój, ale wcześniej bym mu powiedziała, co o tym wszystkim mysle! I jak jego slowa byly raniace.
Myślę o Tym, że powinnaś przemyśleć sobie czego Ty na prawdę chcesz? Chcesz zasługiwać na miłość mężczyzny, czy chcesz tak po prostu być kochana, chcesz być do pogadania, do pokochania w razie czego? A z drugiej strony, chcesz być z kims kogo nie kochasz? Pewnie, że rozwiązania nigdy nie sa łatwe, ze łatwo to się mówi. Myślę, że powinnas być szczera wobec samej siebie i nie bać się. Szkoda czasu tkwić w związku, który nie daje satysfakcji i szans na zmianę. Świat jest pełen fascynujących mężczyzn - nie ideałów, ale myslę, że warto próbować znaleźć kogoś przy kim poczujesz się wartościowa, nie będziesz miała dylematów i nie będziesz musiała być zazdrosna. Trzymam kciuki i życzę podejmowania słusznych decyzji.
8 2010-11-22 08:00:27 Ostatnio edytowany przez słaba kobietka (2010-11-22 09:16:39)
Witajcie,wspaniale,że jesteście...Dziękuję za każde słowo:-).Powiem tak:już nie raz powiedział mi takie raniące słowa.Zawsze od razu wykrzyczałam mu,co czuję.Bez zająknięcia,bez "owijania w bawełnę",a na koniec owo "odejdź"...Widziałam go potem w pracy,jak się miotał,z nikim nie rozmawiał,biały jak ściana,stał i patrzył na mnie jak dziecko bezradny...i po jakimś czasie napisał do mnie,o byle czym...byle nawiązać kontakt...oj,różnie bywało,nieraz musiał się nagimnastykować...a jak między nami było dobrze,był wesoły,energiczny,fajny chłop:-).Jest to człowiek,który nie pokazuje swoich uczuć,szorstki,taki sobie narcyz,ale jak przychodzi do wymiany zdań między nami,często sam o sobie mówi właśnie w taki sposób.Nie wiem skąd to się w nim bierze,może to dlatego,że wychował się bez ojca,tylko z matką,z którą do dziś mieszka.Dziewczyna wpada do niego na chwilę,w weekendy na popołudnia.A ja mieszkam z mężczyzną,którego nigdy nie kochałam,jest prostym,zaradnym,dobrym dla mnie człowiekiem.Mamy wobec siebie poważne zobowiązania. Jestem pewna,że od lat kocham jednak tego mojego zimnego drania,no i że niedługo napiszę Wam,że się odezwał.Dziś w pracy oczywiście podszedł do mnie i jak gdyby nigdy nic zaczął gadać na temat naszej roboty,byłam w szoku-po takich słowach,po takiej kłótni?!A ja mu na to:wcale cię nie słucham,sam nie wiesz co gadasz...
9 2010-11-22 08:08:23 Ostatnio edytowany przez słaba kobietka (2010-11-22 08:58:26)
nieraz sobie myślę,że on nie wie,co to znaczy kochać kobietę...że wciąż mu się wydaje,że to jeszcze nie to...czasem myślę,że jest osamotniony...a czasem,że brak mu piątej klepki...bo wierzcie mi,niejedni ludzie po latach małżeństwa nie znają siebie,tak jak my...czy można kochać egoistycznego,zimnego wiecznego chłopca?albo czy idzie się jakoś odkochać,jak zrani?na zawołanie?
no i właśnie się odezwał...napisał mi maila:"nic ,setka zaliczona / mama odwieziona / jem obiad , kawa i idę kimać bo spałem od 7 do 9".Robiliśmy dziś nadgodziny na nocnej zmianie.Mama wyjechała do sanatorium,nie mógł się doczekać tego wyjazdu,wolna chata itd.,żartował,że jak mama wyjedzie będę mieć okazję wykorzystać go na maxa.Dosłownie,to są jego słowa.Wiedziałam,że w taki sposób nawiąże kontakt...Dodam jeszcze,że kiedy spotykamy się u niego,zawsze ktoś nas widzi.Ludzie się znają,jego dziewczyna mieszka kilka domów dalej.Ja jestem z innego miasta.I on nie boi się wcale,że ona się dowie...
Kurcze, a może on wcale tej dziewczyny nie ma?! Tylko tak ściemnił, żeby trzymać potrzebny mu dystans....???????
Kochana powiedz mu jasno, że albo jesteście razem jako para, albo Was nie ma WCALE. Zobaczymy co wybierze, jeśli to pierwsze, to masz powód do radości. Jeśli zostanie przy swojej dziewczynie, to odejdź. Nie zgadzaj się na to, abyś była tą drugą. To nie jest stanowisko godne wartościowej kobiety, jaką niewątpliwie jesteś. ![]()
A swoją drogą dlaczego jesteś z facetem, którego nie kochasz? Z tego co rozumiem, nie jesteś z nim szczęśliwa. Boisz się samotności? Jeśli nie, to nie męcz się w tym związku. Na swojej drodze jeszcze spotkasz wartościowego mężczyznę, z którym będziesz szczęśliwa. A najważniejsze - nie będziesz tą drugą ![]()
Trzeba mieć to coś by mnie zdobyć i mieć".
Chciał Ci powiedzieć, że Ty "tego czegoś" nie masz?
Daje Ci do zrozumienia, że jestes dla niego tylko laską do łóżka?
Tylko po co?? Przecież jest w związku z dziewczyna podobno??
A może inaczej? Może tej dziewczyny on wcale nie ma, tylko tak mówi, bo Ty masz faceta??
Radziłabym: usiąść spokojnie i porozmawiać.
Odpowiedziec sobie na pytania, czy możecie/chcecie być razem naprawdę. Zerwać poprzednie związki i zamieszkać z sobą. Bez jego mamusi.
Jeżeli nie dojdziecie do porozumienia, to należy zerwac ten dziwny związek, oparty na dorywczym seksie, niczym innym.
wiele myślę o tym,co piszecie...wiem,kim jest jego dziewczyna,spotykają się do ośmiu lat,nie są zaręczeni...wiem jak wygląda...czy on ją kocha,skoro zdradza ze mną fizycznie,emocjonalnie...?kiedy ludzie go pytają,dlaczego się nie żeni,mówi,że jego żona jeszcze się nie urodziła...jest mu z nią wygodnie,to wiem na pewno.Powiedział mi kiedyś,że nie mogę go kochać.Dlaczego?przecież to nie boli-zapytałam.Bo nigdy nie będziemy razem-odpowiedział.Chcę mieć swoje dzieci,ułożyć sobie życie.A ja?cóż,mam nastoletnie dzieci,kredyt hipoteczny,przeszłość...Przed nim całe życie...Jakie uczucie pokonałoby takie bariery?Czyż nie dlatego utrzymuje dystans?Czyż nie boi się przyznać sam przed sobą do swoich uczuć?Przeraża go moja miłość,przeraża go moje kocham...Serce mi krwawi,płaczę przed Wami,łzy są gorzkie...Czasem kochać znaczy dać wolność...był jeszcze następny mail z prośbą o spotkanie,nie odpowiadam,nie zobaczymy się przez kilka dni...dodajcie mi sił dziewczyny,kocham go...
słaba kobietka - kiedy przeczytałam twój ostatni post przypomniała mi się pewna sprawa sprzed lat (znam ją od Niego) On 24 lata kawaler, Ona 32 lata w konkubinacie z 13 letnią córką. Ona zakochana, On szczerze nie kochł jej, nie chciał z nią być na stałe, seks mu pasował (ona nie zajdzie w ciąże bo jest w stałym związku, doświadczona, wierna) mówił w prost chcę panny, ślubu i dziecka ale nie z tobą. I mimo że opna wiedziała to liczyła na cud - i przeliczyła się po 3 latach powiedział jej żadnych kontaktów mam kogoś, potem się ożenił i ma dziecko jest szczęśliwy , co z nią nie wiem bo to on jest moim znajomym nie ona - ale myślę żę czuła się strasznie.
Tak mi się to skojarzyło bo historie bardzo podobne ale zakończenie jak widzisz smutne dla niej. Myślę że on jest o tyle szczery że mówi wprost pasujesz mi jako powiernica i kochanka ale tylko do momentu gdy ja tego będę chciał i na to masz być gotowa że pewnego dnia powiem żegnaj i nie chcę scen, łez itd..... bo wiesz w co się wpakowałaś. Wiem że to straszne ale ja to tak widziałam wtedy u nich i niestety dziś u ciebie.
miałam sen-o tym,że moja mama mnie opuściła...obudziłam się na wpół przytomna...nigdy mama mnie nie zostawiła,to podświadomość wysyła mi takie sygnały...obudziło się we mnie dziecko bezradne...nie funkcjonuję w tej chwili jak należy...strasznie,przerażająco źle się czuję...kiedy wiem,że on tam jest,że czeka,że wystarczy pójść,żeby znów poczuć się lepiej...walczę sama ze sobą...o swoje własne życie...czy on też cierpi???
Witajcie,wczoraj,kiedy pisałam tutaj o tym,jak się czuję,on w tym samym czasie wstawił na swoim profilu Nasza Klasa zdjęcie.Mało kiedy coś nowego się tam pojawia.Jest to obrazek z netu,małe afrykańskie dziecko umierające z głodu.I podpis,że wyrzuty sumienia zamienią każdą wygraną w porażkę...
Nie odpuścił,pisał,dzwonił...w końcu zapytałam:dlaczego ja?Odpisał:jestem młody,mam potrzeby,chcę uprawiać z tobą seks.zrobię wszystko,żeby trwało to jak najdłużej.Kilka razy ta sama wiadomość...i wciąż:wpadnij dziś,jutro,na noc...Spotkaj się ze mną.Czy on kocha swoją dziewczynę???
Czy on kocha swoją dziewczynę? No, bardzo wątpię... ale z tego co piszesz jasno wynika , że do ciebie też nic nie czuje, chodzi mu wyłącznie o sex i mówi ci o tym wprost. Pewnie że nie chce zrywać kontaktu bo pasuje mu taki układ, a w razie czego zawsze może powiedzieć , że nigdy niczego ci nie obiecywał. Jak dla mnie, to on jest jeszcze strasznie niedojrzały , zwykły palant, gówniarz. Najgorsze jest to ,że ty go kochasz , ale spróbuj o nim zapomnieć na pewno będzie to trudne, ale nie jest niemożliwe.
Lori,ja też myślę,że on jeszcze jest niedojrzały,jak dziecko we mgle.Może dlatego,że mama wychowała go jednego,bez ojca?Jest dużym dzieckiem.Mamy oboje po trzydziestce,choć on jest ode mnie pięć lat młodszy.Czasem było tak,że nie chciał seksu,tylko pogadać,szukał oparcia,przyjaźni i nigdy go w tym nie zawiodłam.Gdybym miała wybrać-przyjaciel,czy kochanek,wybrałabym przyjaźń...bo dobrze mi z nim,cokolwiek robię.Tylko...
...miał urodziny.po prostu pojechałam do niego...ze śniadaniem,rano,bez zapowiedzi...nigdy nie był tak szczęśliwy,zdziwiony,spokojny...wiem,jestem słaba-uległam swojej słabości...padło słowo:wierność..."jak mam być ci wierny?mam babę,ty jego..."
daj sobie z nim spokój, wszystko co miało być zostało powiedziane, tylko tracisz czas i próbujesz biegac w bagnie...a to wciąga i nic innego nie daje. Nie łudź się, że ją zostawi, bo już dawno by to zrobił...
Droga Szpilo,powiem Ci,że nie rezygnuję z niego choćby dlatego,że jego obecność w moim życiu daje mi siłę do pokonywania trudności.Kiedy próbuję rozstać się z nim,kiedy dorastam do takiej decyzji,"odbieram" sobie povera...Nic mi wtedy nie wychodzi,samopoczucie bliskie obłędu,najprostsze czynności stają się katorgą.Wystarczy,że mu się zwierzę,pobędę choć chwilę,czasem wymienię z nim spojrzenie,porozmawiam z nim,jak czarodziejską różdżką wracają mi siły do życia.I ja działam na niego tak samo.W moim związku brak od zawsze rozmowy,prawie wcale nie jesteśmy razem,nic wspólnie nie robimy,seks tak nieudany,że całe życie od niego uciekam.Trzymają nas razem pieniądze.Czy to moje nieudane życie będące jedną wielką depresją i udręką nie jest powodem ,że brnę w to bagno?Tak trudno zrezygnować mi z człowieka,przy którym zaspokajam wszystkie swoje życiowe "braki"...
hmmm....a ja nie wiem,kim dla niego jestem...kiedy chce kupić kurkę,buty,jakąś rzecz,pyta mnie o zdanie,o radę...kiedy ma kłopoty w pracy,pyta o rozwiązanie problemu...o seksie bez ogródek,o pieniądzach bez problemu,znam jego numer konta w banku,problemy zdrowotne,osobiste...wiem co kupił i co kupi,co ma i czego pragnie,razem decydowaliśmy o jego meblach,płytkach...kiedyś sam mi powiedział,że przeraża go to,iż rozmawiamy jak stare małżeństwo...on wie jaką noszę bieliznę;-)...i jak tu się rozstać???
hmmm....a ja nie wiem,kim dla niego jestem...kiedy chce kupić kurtkę,buty,jakąś rzecz,pyta mnie o zdanie,o radę...kiedy ma kłopoty w pracy,pyta o rozwiązanie problemu...o seksie bez ogródek,o pieniądzach bez problemu,znam jego numer konta w banku,problemy zdrowotne,osobiste...wiem co kupił i co kupi,co ma i czego pragnie,razem decydowaliśmy o jego meblach,płytkach...kiedyś sam mi powiedział,że przeraża go to,iż rozmawiamy jak stare małżeństwo...on wie jaką noszę bieliznę;-)...i jak tu się rozstać???
traktuję to nasze forum trochę jak pamiętnik...nie miejcie mi-proszę-tego za złe...wydarzyła się ciekawa sytuacja w naszej firmie...zaczęli bywać na chwilowych pogawędkach różni faceci...nasi koledzy z pracy...takie tam hahaha...szczególnie jeden,nasz przodownik pracy...było wiele śmiesznych sytuacji,zażartowałam w końcu do niego:"bawisz się moim kosztem:-)))",a ten kolega natychmiast się uspokoił,spoważniał i napisał mi na kartce:"ja się nie bawię"...nasi współpracownicy,którzy nie wiedzą o mojej przyjaźni z mężczyzną o którym piszę tu,na tym forum,wciąż sobie żartują,że podobam się tamtemu pracowitemu...bo ja wiem,zwyczajny facet...ale,ale-mój przyjaciel zobaczył tą kartkę i od tej pory jest wściekły,już raz napadł słownie na tamtego,do nikogo się nie odzywa,stoi i patrzy się na mnie,nie zważając na ludzi...dziś do mnie podszedł,zagadał coś tam o nagraniu paru płyt...śmiałam się,powiedziałam w żartach,że nic nie ma za darmo...on:"co ja mam ci dać.nic nie mam:-("
powiedział dziś tak:"dziękuję za wszystko,że jesteś dla mnie dobra.tego się nie zapomina"...
hmm mogłabym się pod tym podpisać... mam podobną sytuację. Tylko ja jestem na DETOX^e lecze sie z tego pana
czarna86,kiedy nastąpił przełom,po którym zdecydowałaś się na DETOX ;-)?skąd czerpiesz siłę?pozdrawiam:-)
zapraszam do mnie do moich niesamowitych historii, tam przeczytasz więcej.
Każda kobieta, szuka czegoś więcej, nie chciałam tylko namiastki...
I ty pewnie też nie chcesz...
To tak, jakbys była dla niego matką a nie kobietą... Radzi się Ciebie,prosi o wsparcie, żali ale cały czas mam poczucie że robi to tak, jakby matkę zamienił na Ciebie...Ty też, zauważ to wreszcie, jesteś w związku który jest dla Ciebie opoką(rodzicielską???) a nie związkiem partnerskim...Związkiem z dojrzałym mężczyzną...
Podsumuję;wg mnie oboje szukacie w sobie rodziców a nie partnera na życie...Uciekacie w ramiona rodzicielskie, to regres...
Wybacz,kochana...Ani Ty ani Twój ukochany nie podejmujecie decyzji o"puszczeniu ręki" partnera,z którym jesteście aktualnie. Może, gdzieś w głębi,boicie się albo nie chcecie być ze sobą?Choćby po to, żeby nie prysł czar "idealnej miłości idealnego partnera/ki?":
Witaj AlicjaK.:-),czy jesteś psychologiem?Tak głęboko ujęłaś mój problem,dałaś mi wiele do myślenia.Wiesz,on istotnie traktuje mnie jak matkę,nieraz mam wrażenie,że liczy na moją bezinteresowną miłość,nawet wtedy,kiedy na nią nie zasługuje.Zupełnie jak z miłością matczyną,która po prostu jest...Oboje weszliśmy w dorosłość z bagażem trudnego dzieciństwa.Jestem z rodziny,gdzie ojciec jest alkoholikiem,pamiętam piekło i nie mogę liczyć na wsparcie emocjonalne rodziców.On półsierota(ojciec zmarł na raka).Kiedyś zapytałam,o czym marzy,czego najbardziej pragnie.Odpowiedział:"Spotkać się jeszcze raz z moim tatą.Jak żył niczego mi nie brakowało".
Mój obecny partner,ojciec moich dzieci,jest człowiekiem z patologicznej rodziny,z kryminalną przeszłością.Jednak przez te lata,kiedy jesteśmy razem resocjalizował się społecznie,dziś mamy więcej niż nie jeden ustawiony życiowo od początku człowiek.Jest pracowity,zaradny,spokojny,nie mogę natomiast liczyć na jego pomoc i zrozumienie odnośnie wychowania dzieci,prowadzenia domu,wsparcia duchowego.Nie rozmawiamy,nigdzie nie chodzimy,każde z nas wie,co do niego należy.Przyzwyczaiłam się,że prawie nigdy go nie ma,nie znam innego życia...
Mój Pan,o którym piszę w tym wątku,nie jest w niczym podobny do mojego partnera.Jednak to do Niego tęsknię,jego kocham,choć mam przecież poukładane życie,poczucie bezpieczeństwa...To regres,masz rację...Chciałabym znaleźć istotę problemu i odpowiedź na pytanie:"Dlaczego?"
Czar idealnej miłości,hmmm...Widzę wady mojego kochanie,a mimo to trwam...jeśli są trudności,pokonuję je...Gdybym miała być z Nim,zdaję sobie sprawę z trudności,ale boję się na pewno tylko tego,że miałabym Go obarczyć odpowiedzialnością za moje dzieci,całym tym bagażem kobiety z przeszłością itd.Nie chcę,żeby był nieszczęśliwy,może jakaś dziewczyna może dać mu więcej...bo ja kocham,tylko kocham...
czarnaa86,życie w bajce bez chemii jest możliwe,jednak męczące...pragnę tej chemii,to coś daje mi siłę...
Witaj!!!!! Dziewczyny już napisały że on traktuje cię jak matkę, ale po ostatnim twoim wpisie uważam że to bardziej ty traktujesz go jak jedno ze swoich dzieci: chcesz chronić, radzisz, kochasz bezwarunkową milością. Cechy milości matczynej i nie ma tu miejsca na partnerstwo i mam takie wrażenie że twoja milośc do niego też ma inny odcień niż ta jaką dażyłaś kiedyś swojego życiowego partnera. I dlatego może nie umiesz odejśc od niego bo czujesz tak jak matka która nagle ma oddać swoje dziecko innej/innemu i puścić w świat żeby układało sobie życie - zaborcza milośc. A z jego strony wygodna "synowska" ale wiec że kiegy on trafi na kobietę {nie "matkę"} miłośc życia pójdzie do niej nie oglądając się na ciebie a ty będziesz pusta i osierocona.
Przykro że życie takie pisze scenariusze, życzę mimo wszystko szczęścia
nigdy nie kochałam ojca moich dzieci,to była wpadka z obcym dla mnie człowiekiem...było dziecko,wspólne zamieszkanie,dzień po dniu,rok po roku...tyle lat...aż się zakochałam w zupełnie innym mężczyźnie...nieraz myślę,że przecież nie jest moją własnością,że jeśli zechce-odejdzie i ułoży sobie życie...i co mi wtedy zostanie prócz wspomnień?chcę,żeby moje dzieci odeszły,wychowuję je dla świata,ale nie,aby On odszedł...bo co mi
pozostanie:-(
.czy on ją kocha,skoro zdradza ze mną fizycznie,emocjonalnie - faceci bzykają kobiety które nie są im specjalnie bliskie.Po prostu to jest seks -nic więcej.Jak to powiedział jeden koleś to jest jak zrobienie kupy.
Wykorzystuje Ciebie i tą dziewczynę a on sam czeka na jakąś boginie która ma to coś ...
Tak można zupełnie stracić głowę, tylko potem jakoś nie tęgo jest gdy spadną różowe okulary...
Jesli tego nie skonczysz będziesz całe zycie tkwic w tak chorym układzie,tylko gorzej będzie jak ci kiedys powie cos w stylu-wiesz zakochałem sie chce byc z nia itp,co wtedy?co zrobisz?jak sie bedziesz czuła?wtedy nie poradzisz sobie,bedzie bardzo cięzko ......a widze ze juz jest cięzko,juz cierpisz ale masz rodzine,to wszystko skomplikowane ,niestety,zycie nam daje po dupie,ale naprawde im dalej bedziesz brnęła tym gorzej,z drugiej strony on tez częsciowo jest zaangazowany w te sytuacje,musisz miec to cos co go przyciaga,czyli rządzi chemia,u mnie tez o te chemie chodzi,której nie ma w małzenstwie.....tylko zastanów sie czy to wszystko jest warte swieczki,wiem ze cięzko jest skonczyc ,poprostu odejsc...wiem to bo ciągle sie wraca i wraca i wraca,mimo wszystko..............pozdrawiam
Ile masz dzieci?
ALe na samej chemii też nie buduje się związku. Zresztą on nawet nie mówi o tym że chciałby z Tobą być...
Na początku będziesz cierpiała ale później będzie lepiej...
chyba lepiej zachować miłe wspomnienia niż na końcu mieć gorzkie rozczarowanie....
dziewczyny,dziękuję Wam za każde słowo...dziś chciałabym Was zapytać o to,co myślicie o takich facetach,jak mój kochany?czy to jest normalne,zdrowe,a może naturalne podejście do życia,do miłości,do kobiety...Powiedzcie,proszę...
Kochana to nie jest normalne ani zdrowe bo normalny facet jesli chce byc z dziewczyna to z nią jest a on...........no cóz trudno powiedziec co z nim nie tak,mam wrazenie ze poprostu ma Ciebie bo chce ,bo mu tak wygodnie bo sprawia mu przyjemnosc bycie z Toba w intymnych chwilach,no i wie ze zawsze Jestes ,ma jakby taka otwarta furtkę...jakby co,jest tez moze prózny troche bo nie musi nic robic a Ty Jestes....tak maja Kochanki niestety........a on dobrze sie bawi...ciekawa jestem co by było jakbys sie postawiła i powiedziała ze dalej tak niechcesz i chcesz to skonczyc,co on zrobi?..a moze wtedy sie okaze ze jednak mu zalezy ale musiałabys byc nieugięta.pozdrawiam Cieplutko:)
jesteś jego zabawką, którą może się pobawić odstawić, a potem jeśli tamta lub tamte mu się znudzi\ą wróci do Ciebie dalej się pobawić
A czy zadałaś sobie pytanie dlaczego Ciebie pociąga facet który jest tak niedostępny? dlaczego pozwalasz się tak ranić?
Nie zadawaj pytań o niego pytaj siebie o swoje uczucia.
pytam siebie o swoje uczucia...widzę,że we mnie jest jakiś straszny problem...przypominam sobie nasze kłótnie,ostre wymiany zdań,gdzie mówiłam,że Go kocham,a On wtedy wpadał w jakąś histerię,dostawał szału...wypowiedział wszystkie możliwe argumenty "przeciw",ranił,upokarzał...myślałam zawsze,że to dobrze,iż szczerze mówię o tym,co czuję,On nieugięcie swoje"nigdy nie będziemy razem,żadnego związku,nie kocham,jesteś NiEnOrMaLnA"...i po wszystko wracał,nie po seks,tylko mówić o swoim strasznym samopoczuciu,o problemach,po poradę...tak naturalne było dla mnie,że mnie potrzebuje,że nie mogę Go zostawić samego...szybko zapominałam krzywdę,nie umiem gniewać się na Niego...czy jestem nienormalna?
On nie może Ciebie tak traktować! Nie pozwalaj sobie na to, bo on w pewnym sensie CIę upokarza
Wiesz co mi to przypomina??
jak jest dobrze to Cię nie chce... ALe jak trwoga to do Boga(czyt do Ciebie)
chcesz tak funkcjonować w jego życiu??? nie wierzę
dokładnie tak-"jak jest dobrze to Cię nie chce... ALe jak trwoga to do Boga(czyt do Ciebie)",musiałabym być kamieniem,skałą...przypomniało mi się,jak powiedział kiedyś,że lepiej,jak jestem daleko i może z daleka patrzeć na mnie i nie dosięgnąć...hmmm...próbuję od kilku dni znów nie odzywać się do Niego,widać jest o to zły,udaje,że mnie nie widzi(typowe dla Niego),ale jak w pracy w pewnym momencie zaczęły lecieć mi z tyłu,na głowę książki z górnej półki,to tylko On jeden krzyknął:"Boże!!!" i tylko On ten incydent zauważył...zdradził się,że jednak jest czujny:-)i że jednak cały czas ma mnie w polu widzenia:-)...ach,baran z Niego i tyle;-)
A więc jesteś chusteczką ...Przyjdzie wyżali się bzyknie przy okazji .Po prostu full wypas.Nie masz poczucia jakbyś była na lekkim haju?
czuję się jak nic nie warta rzecz,przedmiot,poczucie mojej wartości spadło do zera...kiedy czytam,co piszecie dziewczyny...jestem nikim,skoro pozwalam traktować się jak byle co...
mam tylko ciało...moje ciało jest puste...nie mam duszy...moja dusza została z Nim...a On całymi godzinami w pracy patrzy na moje puste ciało...chce zobaczyć wyraz moich oczu...a ja ich nie mam,nic nie widzę...bo nie mam duszy...bo oczy są zwierciadłem duszy...
Kobieto, zajedziesz się.
Proszę, skończ ten "związek" bo sama widzisz, że do niczego dobrego nie prowadzi.
Co z niego masz? Zacytuję:
" moje ciało jest puste... nie mam duszy".
Znajdź w sobie tyle siły i zerwij kontakt z tym chłopakiem. Wyjdzie Ci to na lepsze. ![]()
nie możesz tak funkcjonować tak się nie da. Zostaw sobie wspomnienia, miłe... ale to nie ma sensu, będziesz tylko cierpiała i się pogrążała... MUSISZ ZADECYDOWAĆ W PRAO, W LEWO LUB PRZED SIEBIE, BYLE NIE NA SKRÓTY!!!
51 2010-12-21 02:12:06 Ostatnio edytowany przez sayonara (2010-12-21 02:29:29)
Będę brutalna- jeśli ma naprawdę kogoś, Ty jesteś tą drugą, to "wycycka" jeszcze i trzecią i kolejną..nie ma skrupułów i jak mały chłopczyk trzyma się tej "mamusi" ( pisałaś o traumie z jego dzieciństwa) Chyba musi mieć opiekunkę, która pogłaska, zrozumie, zna problemy ( nawet stan konta).Przypasowałaś mu w tym momencie idealnie. Może on kiedyś się naprawdę zakocha, ale wtedy będzie to widać- będzie szanował TĘ SWOJĄ JEDYNĄ, a nie wykorzystywał jej miłość, aby rozwiązywać swoje problemy. Chyba że na zawsze zostanie skrzywdzonym dzieckiem. Wiem, że go kochasz, ale nie jesteś dla partnerką, wbrew temu co myślisz, ale mamuśką, sama na to pozwoliłaś.
P.S. Przepraszam, przeczytałam wszystkie Twoje posty jeszcze raz uważnie, bo na drugiej stronie miałam blokadę. Widzę, że to co sama pomyślałam, napisały Ci już życzliwe osoby wcześniej. To o MATCE. Ale chyba coś w tym jest- z powodu braku miłości w Twoim związku, uczepiłaś się faceta, który okazuje Ci chociaż namiastkę tego, co sobie za miłość uznajesz. Ale nie tędy droga. Poczekaj dziewczyno (obojętnie ile masz lat) na kogoś, kto nie odezwie się nigdy do Ciebie słowami które przeczytałam w Twoim pierwszym poście. Życzę Tobie kogoś takiego, a wbrew pozorom, pewnie jeszcze jacyś fajni, mniej narcystyczni i egoistyczni faceci jeszcze są na tym świecie
:):) Pozdrawiam serdecznie
jak to zakończyć,skoro codziennie go widuję???
Może za miast dobrych wspomnień pamiętaj o tym że ten człowiek Cie nie szanuje.
Może należy przestać się oszukiwać - tu nie ma miłości
Może należy przestać żyć fantazjami a przyjżeć się temu co masz -pisałaś o mężu....
Na pewno praca nad poczuciem własnej wartości.
Kiedyś czytałam że żadna zdrowa kobieta nie pozwala traktować się jak przedmiot.Zbyt bardzo się kocha i szanuje.Po prostu odchodzi.
Sama kiedyś byłam chusteczką.Facet jak sam mówił byłam dla niego odskoczniom od rzeczywistości.To była jakaś forma uzależnienia.Wszystko wyglądało tak samo -dzień stawał się piękniejszy,w pracy można było jakoś przeżyć-tak było do czasu kiedy wszystko nazwałam po imieniu.
słaba kobietka, Twoja historia wygląda tak, jakbyś dążyła do samodestrukcji. Prędzej czy później nie wytrzymasz napięcia, emocji, choćby z żalu ..i co wtedy?
Zastanowiłaś się co zrobisz jeśli Twój Ukochany powie Ci stop = zakochałem się/żenię się? Przecież on Ci już daje do zrozumienia, że nie interesujesz go jako kobieta =dziewczyna, tylko jak OBIEKT SEKSUALNY (tanio, szybko, z dostawą do domu). Przepraszam za ostry język, nie chcę Cię w żaden sposób urazić, chcę Ci uświadomić całą sytuację.
Dlaczego dajesz sobą tak pomiatać?! Jesteś mówiącą lalką czy człowiekiem?
55 2010-12-21 23:16:30 Ostatnio edytowany przez słaba kobietka (2010-12-21 23:22:19)
codziennie myślę o tym,co piszecie kochane,żadnym słowem nie czuję się urażona i za każdą obiektywną opinię dziękuję/tego mi potrzeba/żadna z Was nie pozostawia cienia nadziei,nikt nie daje szansy/rozumiem to i całą sobą krzyczę:"nie chcę być poniewierana"/nie znam jednak innego życia,tylko pełne przemocy,wulgaryzmów,nie widziałam nigdy w swoim domu miłości,szacunku i być może dlatego to wszystko wytrzymuję przez tyle lat,bo widziałam,że idzie tak żyć/jak wygląda miłość?jak zakochany mężczyzna kocha kobietę?nie wiem.../o moim obecnym partnerze życiowym powinnam założyć osobny wątek,może dojrzeję do takiej decyzji...z nim odbyłam tylko raz w życiu rozmowę o nas,raz mnie słuchał,a ja płakałam/to było po sprawie sądowej o alimenty na dzieci,rozeszliśmy się wtedy,miałam zostać sama,jednak wrócił/nikt wtedy nie popierał naszego rozstania,wrócił/i trwam dalej w tym związku bez miłości/My World,pytasz,co zrobię,jeśli ukochany zechce się ożenić?wiesz,chciałabym ocalić przyjaźń,być wtedy Jego przyjaciółką,bo jednak oprócz tych złych chwil są i dobre,nie piszę tu o nich/czy nie lepsze to rozwiązanie,niż udawanie ,że jesteśmy dla siebie obcy?
nie wiem już,czy bardziej krzywdzi mnie On swoją brutalną prawdą,czy ja Jego swoją miłością/"będę zawsze i tylko twoim przyjacielem"...a ja pragnę Go na własność,w tym problem...
Sama siebie okłamujesz -piszesz że chcesz być jego przyjaciółką a potem że chcesz mieć go na własność.
mam na myśli,że chciałabym doczekać takiej kolejności zdarzeń,znaleźć w sobie taką mądrość i siłę,aby nie stać się z Nim obcymi ludźmi,lecz przyjaciółmi,cokolwiek życie przyniesie...
napisał:"daj sobie ze mną spokój,szkoda dla mnie czasu,zanim do końca..."/jak myślicie,co miało być w miejscu tych trzech kropek?i dlaczego nie dokończył swojej wypowiedzi?
Wiesz,myślę że on ma już dość.Męczy go ta cała sytuacja,daje Ci to do zrozumienia.Zastanawiasz się co miało być w miejscu trzech kropek a on po prostu Tobą manipuluje.Słuchaj co on do Ciebie mówi...
napisał:"daj sobie ze mną spokój,szkoda dla mnie czasu,zanim do końca..."
Wdepniesz w g... Może być?
Pewnie mu imponuje, że ma taką wielbicielkę, która, mimo wszystkich sygnałów, świata poza nim nie widzi. TO łaskocze jego ego. A przy tym jaki tajemniczy. To nie pierwszy sms niedokończony, abyś myślała, co też autor miał na myśli. Fajną ma chłopak zabawę. Tylko czy ty naprawdę chcesz być zabawką?
może ....mnie znienawidzisz za to co Tobie robie.
Kobieto czego ty potrzebujesz zeby się obudzić i OLAĆ GO?!!!
62 2010-12-27 22:07:26 Ostatnio edytowany przez drgrab5 (2010-12-27 22:08:16)
Pusty Skurwysyn, przez Takich jak ON właśnie jesteśmy szufladkowani jako panicze przy których należy skakać i mający tylko Kobiety za marionetki...
Wiem że ciężko...pracujecie razem, ja z Moją Byłą też pracuje razem...jest masakra, prawdopodobnie jestem emocjonalnie uzależniony od Niej, ale mówie Ci...zrób to czego ja nie potrafie, rzuć piździelca
Potrzebuję Kochani Waszych słów i opinii tu,na tym forum...żeby się obudzić,nauczyć jakoś żyć od nowa...I opinii mężczyzn-Twój post drgrab5 jest dla mnie ważny,bo zaczynam mieć nadzieję,że fajni faceci jeszcze są na tym popapranym świecie:-)
Staram się być normalny....choć sam walczę o związek i o Kobietę . Będzie ciężko, ale powalczę
"To głód duszy sprawia,że kobieta dokonuje w życiu wyborów wpędzających ją w obłąkańczy taniec,który kończy się pod drzwiami kata"
Myślę że tak to się właśnie ma.
w domu rodzinnym pustka emocjonalna -a więc snucie marzeń o miłości.Co o niej wiedziałam?Prawie nic.Więc kiedy pojawił się on to wystarczyło że był.A jaki był -był tworem mojej wyobrażni.A więc w małżeństwie -pustka.Przez większość małżeństwa był alkohol.To jest tak jakbym teraz dopiero poznawała swojego męża tzn chciałabym go poznać,nie jest to wcale łatwe.Zamknięty szczelnie w swej skorupie.I poznałam jego...
W przeciwieństwie do męża czuły,chętny do dzielenia się ze mną swoim światem.Potrafiliśmy sobie powiedzieć wiele rzeczy o których nikt inny nie wiedział.Myślałam że nie lubię seksu.Teraz wiem że lubię seks.Seks polegający na wzajemności,delikatnym dotyku,pieszczocie.Inni ludzie zauważyli jak bardzo się zmieniam.Ze smutnej kobiety stałam się kobietą radosną.Nagle zaczęłam słyszeć komplementy nawet od mężczyzn.Mówił "możesz być niespodzianką dla mężczyzny"Przestałam chodzić do psychiatry,brać prochy na depresje.Swiat nabrał barw.Chciało się rano wstać ,iśc do pracy... I nagle bum...Jesteś moją tajemnicą,odskocznią od rzeczywistości.Z czasem powiedział że się mnie boi że jestem jego stresorem -dlaczego ?- był w związku z kobietą ,do tego alkoholik i lekoman.A więc kolejny niedostępny.Nie wiem czy kochał tamtą kobietę.Dzięki niej miał dom bo jak sam mówił sam nie miał nic.Była dla niego ważna.Pamiętam jak raz po odlotowych pieszczotach gdy zamkną już rozporek powiedział mi o swoim marzeniu - "marzymy o córce".
I wydarzyło się coś cudownego - zaczęłam słuchać siebie.słuchałam co do mnie mówił i obserwowałam swoje reakcje.On mnie rani,wykorzystuje,ma za nic.Między czasie szukałam odpowiedzi dlaczego kolejny raz dałam się nabić w butelkę. Znalazłam odpowiedz -to głód duszy.