Witam cieplutko,
Mój problem pewnie nie jest odosobnionym przypadkiem z tematu "teściowa kontra synowa".... W skrócie przedstawie swój problem i prosze o rady
Jesteśmy z moim partnerem razem od 6.5 roku w czym 4 lata mieszkamy razem z dala od rodziców ze wzdlęgu na studia..Ale studia się skończyły i postanowiliśmy podjąć decyzje o ślubie oraz o powrocie do stron rodzinnych i zamieszkać u moich rodziców.. Na dzień dzisiejszy przeraża mnie wizja mieszkania nie opodal teściowej (bo tylko 5 minut drogi). Na poczatku znajomości z narzeczonym relacje z teściową były wręcz idealne, były momenty iz bardziej ją uważałam niż swoją rodzoną mame, zawsze miła i pomocna co do mnie.. ale w związku jak to w związku bywało różnie.. o każdej kłótni teściowa wiedziała wszystko albo od swojego synusia albo odemnie<poprostu czasami szukałam rady i pomocy u niej- niestety ona wykorzystała to teraz przeciwko mnie że robie z jej syna najgorszego>..oczywiście mi uwagi nie zwracała ani o tym ze mną nie rozmawiała,za to z czasem zaczeła chodzić po rodzinie i po sąsiadach opawiadając o naszym związku, o naszych problemach.. warto podkreślic ze przyszły mąż jest osobą dość zazdrosną a teściowa w rozmowach z nim podgadywała go jeszcze bardziej.. co kończyła sie kolejnymi awanturami, wyzwiskami co do mnie.. Wszystko zaczeło odbijać sie na nas i rozstaliśmy sie na pare miesięcy.. Wtym czasie każde z nas miało przelotne koleżenskie znajomości i swoje życie..ale serce nie sługa, i wróciliśmy do siebie zapominając o tym co było i tworząc coś nowego i lepszego..AlE teściowa nie może tego znieśc..
Moja sytuacja wyróżnia się tym że teściowa przy moim narzeczonym a swoim synie udaje idealną, zaprasza mnie na kawki, imprezki rodzinne, ciągle uśmiech na twarzy gdy mnie widzi..Myslałam że naprawde sytuacja jest taka jaka powinna być..ale pare dni temu teściowa postanowiła przeprowadzić z synem rozmowe o mnie.. To co wygadywała na mój temat<bo oczywiście chłopak mi o wszystkim powiedział> przeszło najśmielsze oczekiwania... Zaczeła się wypytywać z kim sie spotykałam podczas naszej przerwy i wrzucać jak tak mogłam<jakbym miała całe życie być sama>, zarzadała mojego świadectwa ukonczenia studiów bo stwierdziła że "dawałam dupy wykładowcom i chce zobaczyć rezultat tego"- a to dlatego ze miałam stypendium a wg niej dobre oceny nie można miec bez innego powodu, skontrolowała moje profile na nk komentując przy tym że kazdy kolega tam to mój potencjalny były kochanek.. W związku ztym że niestety nie moge znaleśc pracy i siedze póki co w domu a narzeczony pracuje i nas utrzymuje zaczeła wykrzykiwać że on mnie utrzymuje, kupuje prezenty, tyle we mnie inwestuje a ja go wykorzystam i zostawie pójdąc sie kurw.. z innymi. Zaczeła mu doradzać by mnie zostawił i nie marnował sobie życia, że tyle dziewczyn wolnych<oczywiście wymieniając po imieniu które by do niego pasowały>Zaczeła wywlekać historie kiedy się nam nie układało, dodając cos od siebie i tworząc przytym takie brednie że w głowie się nie mieści.. A najbardizej wstrząsneło mnie to że dzień przed zaprosiła mnie na imieniny i siedziałyśmy przy jednym stole i wszystko było cacy.. i nawet po tej rozmowie z synem na drugi dzień mnie widząc zapraszała na kawke jakby nigdy nic..
Pewnie usłysze w komentarzach że to mój przyszły mąż powinien stanąc w mojej obronie i się odezwać..ale jak sam stwierdził był poprostu w szoku ze tu data ślubu ustalona, wszystko umówione, sala orkiestra o ona z dnia na dzień mówi to co mówi i to w taki sposób..gdy rano poszedł do niej i zaczął rozmowe by go nie buntowała nagle się tak rozchorowała że rozmawiac nie mogła, zaczeła płakać że ona źle nie chce tylko mówi co myśli...
Zastanawiam sie co robić, czy nie zrezygnować ze ślubu i nie wchodzić w bagno. Kocham mojego faceta ale z wielu opowiadań wiem że uporczywa teściowa i częściowy mamisynek przeważają nad miłością...
Dosyć że czepia się mnie i chodzi z tym po rodzinie i sąsiadach to również czepia się mojej rodziny.... nAwet będąc 200 km od niej wydzwania codziennie do synka i wypytuje sie co robi w każdej minucie ale oczywiście w tedy gdy jest w pracy bym niesłyszała ich rozmów...
Warto wspomnieć że ma drugiego straszego syna który mieszka za granicą i się ożenił..Miał ten sam problem z matką i aktualną zoną.. ale wyjechali za granice i swoje opinie teciowa roznosi teraz po innych i obraża synową dalej..ale oczywiście jak przyjeżdza to uśmiech z twarzy nie znika...
Nie nawidze takiego fałszywego zachowania...
Nie chce też robić awanur, bo wiem że gdybym sama zareagowała to rozmowa z nią przeistoczyłaby się w kłótnie... albo jak wiele razy było w wypieranie sie że ona nic takiego nie powiedziała,że ona miała coś innego na myśli....
Poza tym boje się po ślubie że moje dziecko miałoby miec taką babcie w której domu jest istne piekło..Ciągłe kłótnie z mężem, ciągłe wyzwiska... Rozumiem że może miec do mnie zarzuty bo bywały różne sytuacje a wiadomo jak osoby starsze postrzegają pewne rzeczy u młodych, ale wyrażać sie o przyszłej synowej <kur.., dziwk..> nie jest dla mnie normalne.. Jak mam do takiej osoby powiedzieć po ślubie "MAMO" . Nie chce też odseparowywać narzeczonego od matki bo jaka jest matka taka jest ale jakiś szacunek się należy..
Troszke się rozpisałam ale jak pomyśle o niej to ciśnienie się podnosi odrazu... Poza tym to moja przyszłośc.....
Pozdrawiam ![]()