Witam wszystkie odważne, piszące tu osoby. Odważne, bo szukacie dla siebie pomocy, bo każda z nas chce się przecież czuć dobrze. Tylko, że ja dotychczas prawie nigdy o tym nie odważyłam się powiedzieć na głos. Jak jest mi bardzo źle.
Laura, mam prawie identyczną sytuację i rozumiem cię doskonale. Od wielu lat czuję się samotna, mimo pracy, dzieci, związku, jednak zaczynam mysleć, że to nie sytuacja w jakiej jestem czyni mnie samotną. Może to wyda się bezsensowne, ale kiedyś w domu rodzinnym, marzyłam by choć jednego dnia być w domu sama, wyobrażałam sobie, że będę sama mieszkała, pracowała i będę szczęśliwa. Jednak, kiedy wyjechałam na studia do innego miasta, mieszkałam sama i zaczęły mi być z tym źle. Potem, kiedy wyszłam za mąż po raz kolejny poczułam się samotna, mąż dużo pracował. Pomyślałam, że z pewnością pojawienie się dzieci wyczekiwanych i ukochanych spowoduje, że moja samtność zniknie. I owszem znikła, ale suwerenność, swoboda decyzji, zarządzania czasem. A moja samotność, mimo wielu obowiązków utrzymała się do dziś. Zapewne, wielokrotnie przez lata, żle definiowana, bo niejednokrotnie była to depresja. Tyle, że nie szukałam pomocy, leczenia, gdyż uważałam się za tak mądrą, że sobie pomogę samej. Efekt: odczuwanie przyjemności jedynie w chwilowych przyjemnościaciach, oczywiscie nie w kategoriach nałogu: seksu, słodyczy, alkoholu.
Znam te myśli, o tym, że zacznę ćwiczyć, nie jeść słodyczy itd. Jednak na myslach zwykle poprzestaję.
Dziś nie mam wielu mądrych ani pokrzepiajacych wniosków. I wiem, że dziś nikomu nie potrafię pomóc, jestem jednak wdzięczna, że mogłam przeczytać, że nie jestem w potrzasku samego siebie sama.
Moje Drogie,
wiem też, że nie uleczy mnie przyjaźń z innym człowiekiem, jedynie może mnie uleczyć zaprzyjaźnienie się w pierwszej kolejności z samą sobą. Raczej powinnam zacząć od przepracowania przeszłości (czyt. dzieciństwa), potem zaakceptowaniu siebie, łącznie z wadami, zaletami, wyglądem(choć wydaje mi się, że większość tu z nas jest przez otoczenie postrzegana jako atrakcyjne:)). Pewnie potem powinnam pomysleć co mogę zmienić w życiu by lepiej siebie traktować(wiem, że zawsze można wiele zmienić). Na końcu dopiero powinnam szukać przyjaźni z innymi, aby im nie zaszkodzić swoją toksycznością w stosunku do samej siebie.
I cóż z tego wszystkiego co powyżej, skoro wymądrzanie się to jedno a lenistwo to drugie:(.
Fajnie mieć przyjaciół, ale trzeba im umieć dawać, żeby od nich dostawać. A ja tego teraz chyba nie potrafię.
Po raz piewszy napisałam na forum, bo chciałabym abym "usłyszeć" szczere opinie na tego co myślę i jak się czuję.