Witam,
postanowiłam założyć ten wątek, bo średnio sobie radzę z problemem, który wyrósł tak nagle obok mnie.
Pewnego pięknego wieczora dostałam memesa.
Taki tam szary mememes, którego nie rozumiałam póki nie dotarło do mnie co na nim jest.
Wynik testu ciążowego.
Koleżanka zaszła w ciążę. I nie jest z tego powodu zachwycona. I.. następnym o co mnie prosiła jest "poszukanie sposobów" na pozbycie się.
Migam się.
Ogólnie mam ostre podejście do tematu. Uważam, że kobieta ma prawo decydować sama o sobie. Wkurza mnie to, że może się okazać, że urodzę dziecko, któremu zmajstruję jeszcze gorszą psychę niż mi zafundowano.
Ale nie umiem "tak o" pomagać komuś w tym.
Mam prawdziwy mętlik w głowie.
Bo uważam, że ma prawo przerwać ciążę, ale nie chcę żeby to robiła tak o. Domowymi sposobami.
Wyganiam ją do lekarza, cokolwiek.
Nie powiem - szukałam w necie na ten temat. I spodziewam się tutaj tego samego co tam.
Piętnowania jej.
I teraz chcę przejść do sedna sprawy.
Jest jedna słuszna rada - urodzić i oddać. I te radę, ale zwykle bardzo niegrzecznie sformułowaną również odnalazłam w tamtych tematach.
Tylko, że nikt nie mówi o tym, ze taka kobieta jest piętnowana.
Społeczeństwo nie pozwala im usunąć, każe rodzić, a potem wyrzuca poza nawias za bycie "wyrodną matką".
I jeżeli ktoś zaprzeczy - ośmieszy się. Taka jest prawda.
Ona już podjęła decyzję. Nie mam na nią wpływu, ale mam straszny mętlik etyczny w głowie - wynik tego, że zbyt wiele się zastanawiam.
Kiedyś mnie też to może dotknąć. A wtedy nie będę myślała na tyle trzeźwo, żeby patrzeć na to tak, jak dziś.
Zresztą... Mam poronienie za sobą. Szczęście - bo nie mam warunków i mam własne powody by dzieci nie mieć, ale uczucie...
Pamiętam po dziś dzień te dwie godziny zamrożenia w niezidentyfikowanym uczuciu ni to żalu ni radości.
Jak to się ma do tego, że wszyscy tak bardzo pragną dziecka?
A może właśnie dlatego komuś, kto go nie chce odmawia się prawa do człowieczeństwa?
;/