netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

zostawił mnie tydzień po porodzie...

10 odpowiedzi8 501 wyświetleńzałożony przez angelka81, 24.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » zostawił mnie tydzień po porodzie...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1

Temat: zostawił mnie tydzień po porodzie...

Witam was dziewczyny:) trafiłam tu do was przypadkowo, ale się bardzo cieszę, że znalazlam takie forum - jestem już gotowa o tym pisać. Duzo czytalam waszych wypowiedzi. kazda z naszych historii jest podobna, ból taki sam i czekanie na niego...

A oto moja historia:

3 lata temu poznałam faceta na sympatii, okazał się "fajny", blisko odsiebie mieszkaliśmy, to byl plus. reasumując. Nasi rodzice znali się juz wczesniej, obydwie strony sie  cieszyły, my bylismy w sobie zakochani. Było cudownie. Plany o ślubie, budowanie domu - nawet działkę mielismy wybraną i sypneło się nagle w jeden dzień. Nie chciał wytłumaczyć mi dlaczego. Zwyczjnie powiedział, ze to koniec. Oczywiscie ja płakałam, prosłam, rozmawiam i nic - gówno. Finito. Myslałam, że świat mi sie zawalił i wtedy znowu zalogowałam sie na sypatii, żeby sie odstresować, popisać, zmienic horyzonty. I tak po rozstaniu z tym pierwszym, po miesiącu (tak szybko) poznałam mojego przyszłego męża. Przez sympatię - pisałam mu jak to tamten mnie skrzywdził, jak bardzo kochałam i jak bardzo nie nawidzę mężczyzn, a on mnie pocieszał - na początku przez internet, a potem bo bardzo nalegał w realu.

Spotkalismy się, dał mi róze, kawiarnia, lody i pierwszy raz w zyciu zaszalałam - poszłam z facetem na pierwszej randce do łózka:) Nie powiem, nie zalowałam. Dałam z siebie wtedy wszystko. Całą noc sie kochalismy, albo raczej ja uprawiałam seks, a on sie kochał. Ja potraktowałam to jako odskocznie, wiedziałam, ze raczej juz sie z nim nie spotkam. Nie chciałam powaznych związków. Ale facet nie odpuszczał (chociaz, nie rozumiałam dlaczego - bo ja na niego miejscu nie chciałabym zony, która oddaje się tak łatwo na pierwszej randce). Ale jak napisałam, nie odpuszczał, dzwonił, smsował, tak padajacego faceta na kolanach nie widziałam. Warto jescze dodac, że ja miałam 28 lat i pracuję w szkole, a on ma 34 i jest tajniakiem/zakłada tez podsuchy itp = pracuje w policji, ale nigdy nie widziałam go w garniturze. imponowało mi to, ze taki ciekawy facet, z taką pracą (jak James Bond), przystojny tak się stara. Po dwóch tygodniach od pierwszej randki, powiedział mi, ze mnie kocha i jestem miłoscią jego zycia, ja oczywiscie byłam szczera, az do bółu i mówiłam prawdę - potrzebuję czasu. Zaszybko mi to wszystko było, zwłaszcza, ze  o tamtym jeszcze nie zapomniałam. Ale mój amant nie odpuszczał. Z dnia nadzień zdobywał moje serce. Dawał mi poczucie bezpieczenstwa, mówił to co chciałam usłyszeć. W końcu i moje serce zaczeło kochać - zresztą jak można było być taką zimną. i stało się po 2 miesiacach znajomosci przyjełam jego oświadczyny. Bardzo go pokochałam. Tamten pierwszy i tamta milość wydawała mi się smieszna. Wyznaczylismy datę slubu,, 27 czerwiec 2009 roku, ok 10 misiecy od poznania. Zamieszkał ze mną w domu, gdzie mieszkałam z rodzicami. Dom byl duzy. Rodzice go polubili i było super. Przygotowywalismy się do ślubu i wesela. W lutym był mały kryzys - z jego strony, chciał jakby się wycofać, przynajmniej chciał się wyprowadić z mojego rodzinnego domu. Przestal sie dogadywac z moja mamą. Ale kryzys został zazegnany i wytrwalismy do slubu. Całe nasze narzeczeństwo i podróz poslubna to wielka była dla nas zabawa. Kochaliśmy się i fizycznie i emocjonalnie az do bólu. Nasze hasło to: Będziemy się  kochać całe zycie i jeszcze jeden dzien dłuzej. Wychodząc za niego za mąż nie miałam jakich kolwiek wątpliwosci. Wiedzialam, że to on jest miłoscią mojego zycia. Po slubie dalej mieszkalismy u rodziców, jemu to nie pasowało, ale milczał i zaciskał zęby., ale jednocześnie prowokaował moja matkę do spiec. Było jasne, że sie nie lubią. Ani ona, ani on nie byli fer. Zaplanowalismy dziecko. Bardzo oby dwoje tego chcieliśmy. Od razu, bez zadnych oczekiwań zaszłam w ciąże. Pod koniec, około 7/8 miesiaca ciązy bardzo się zmienił. Zawsze w nocy mnie przytulal, szeptał mi do ucha, ze kocha, masował nogi jak mialam nocny skurcz, chodził ze mną do toalety. W dzien wysyłał setki smesów z pytaniem jak się czuję. Chodził  ze mnną do lekarza, na usg, szkołe rodzenia. Ale w 8 miesiacu nagle powoli się zmieniał, z dnia nadzień był zimniejszy. W łózku obracał sie plecami, w ciągu dnia nawet nie zadzwonił...itp. I na poczatku 9 miesiąca przyjechał z pracy, w drzwiach zrobił awanturę, zaczął się czepiać mojej matki - obraził ją. Ja słuchajac tego myślałam, ze facet z choinki się urawał, wiedziałam, że się nie lubią, ale zawsze sie tolerowali, a on ja zwyczajnie szukał zaczepki. Nie miał racji. Zrobil taka  rodzinną jazdę w 9 miesiącu!Oczywiscie próbowałam ich pogodzić być mediatorem bo zyciowe rewolucje - czyli wyprowacka, nie byly mi w takiej chwili potrzebne. W rezultacie, przeprosilam matkę za jego zachowanie, ale do rozwiązania broniłam męża. Wspólnie podjelismy decyzje, że się po porodzie wyproowadimy do mieszkania, które mamy tylko wynajmowlismy (małe), albo sami cos wynajmiemy. Moi rodzice nawet ucieszyli sie z takiej decyzji. Ale nie rozumieli dlaczego obstaję za takim "bydlakiem". Obrazili się na mnie, że pozwalam na jego zachowanie. Ale prawde mowiac nie mieli do końca racji. Urodziłam, tydzien poo terminie, przez planowane cesarskie cięcie, pięknego, zdrowego synka - Oktawiana. Rodzice nie odwiedzili mnie w szpitalu - mimo wysylanych do nich smsów. Twierdzili, że nie chcą się wtrącać. Zresztą jego rodzice tez nie byli bo od poczatku im nie lezałam i czułam, że mnie nie akceptują. Ale i ja i on mówilismy, ze z rodzicami nie żyjemy. Mąż w szpitalu, nagle zrobił się opiekuńczy, ciepły...tak jak dawniej. Myślałam, że nasza miłość znowu się odnawia, że mąż trzymając naszego syna, jest tym samym człowiekiem jak go poznałam. na takiego wyglądał. Wrocilismy do domu tego mojego z myśłą, że pod koniec wrzesnia się wyprowdzimy na swoje. wypisali mnie w niedziele, a on w poniedziałek pojechał oglądac mieszkanie do wynjaęcia. Przyjechał i stwierdzil, że lokum które wczesniej znalezlismy nie jest odpowiednie, właściciel nie poważny , drogo itp. Mimo tego, przekonałam go do tego mieszkania, tylko 3ba było wpłacic facetowi 3 tyś zaliczki, kaucji, więc We wtorek pojechał do banku po nasze pieniądze (lokata). Po południu przyjechał i stwierdził, ze się nie wyprowdzi w to wynajete mieszkanie. oddał mi połowe sumy z naszej lokaty i sam sie spakował proponując mi również mozliwość zamieszkania w jego mieszkaniu (pisałam o nim wczesniej). Okazało się, że jego mieszkanie, które miało byc wynajmowane - nie jest. po tem sprawdziłam, ze nasza lokata byla juz zerwana jak byłam w 8 miesiacu ciązy, że zabrał już połowe swoich rzeczy jak bylam w szpitalu...Ja zdecydowanie nie chciałam się przeprowadzic do jego mieszkania - bo małe, brudne, stare, na duzym blokowisku, gdzie pełno podejzanych typów. Nie taką przyszlóść chciałam dla mojego dziecka, A w ogole byłam swiezo po porodzie, jeszcze miałam szwy. Maz się wyprowadzil, ale pisał smsy, czasami dzwonił w 1 tygodniu. Potem zaczęłam bardzo tęsknić, brakowało mi jego, w końcu podjełam decyzje, ze się wyprowdzę z dzieckiem do tego mieszkania - aby ratować małżeństwo. Ale on nagle stwierdził, że mnie nie kocha i nie chce nas 9mnie i dziecka) w mieszkaniu. Więc, musiałam powinac ogon, przeprosić rodziców (chociaż nie miałam tak za bardzo za co) i zostac u nich. Bo gdzie zaraz po porodzie miałam isc. Wierzyłam, że mąż się obudzi i przyjdzie po nas i tak minął wrzesien. We wresniu dał mi tylko 300zł na dziecko, w październiku też - uważa że więcej zarabiam niz on. Chcialam się z nim dogadać, najpierw po zlosci a potem po dobroci - bez rezultatu. Chciałam sie pogodzic, przepraszałam , prosilam, tłumaczyłam - a on jak beton. nawet nie chciał rozmawiać i wytłumaczyc dlaczego. (Na pewno nie chodzi tu o inną kobietę - jestem tego pewna)Zmuszona byłam isć do adwokata, który napisal pozew i złózył go - separacja.
Wczoraj pojechałam do jego rodziców, nie rozmawiałam z nimi od roku. Zastałam tam jego. Zaczęlismy wszyscy rozmawiać. jego rodzice nie chcą, żebysmy sie rozeszli, on zrzuca winnę na moją matkę, że to on się wpier... . , że on ja nie cierpi, ze ja nie potrafię się jej sprzeciwic i się wyprowdzić, ze nie mam swojego zdania itp. Moze i ma trochę racji, ale z drugiej strony on jakby był w 100% fair i mialabym w nim teraz oparcie to bylibysmy razem. Na koniec mnie przytulił i wrociłam do dziecka, do domu. Myslałam, że jego rodzice mu przetlumaczą, że jest głową rodziny i powinien być odpowiedzialny za mnie i za dziecko. Ale nie odezwał się dziś. A ja czekałam i się łudziłam. Tak mnie kusi żeby zadzwonić, ale wiem że nie mogę się ciągle poniżać to jemu powinno zalezeć na ratowaniu rodziny.

i to moja historia. próbuję zabic go w moim sercu i okładac sobie życie...ale jednoczesnie go dalej kocham - błędne koło

Po dwóch tygodniach znajomosci w realu powiedział mi, że mnie kocha. ja wtedy nie byłam gotowa  na powazny związek, ja raczej tylko szukałam pocieszenia

2 Ostatnio edytowany przez wikuś (2010-10-25 15:30:13)

Odp: zostawił mnie tydzień po porodzie...

Wiesz mam podobną historię do Twojej. Też mieszkam z moją rodziną - dom dół sisotra ze swoją góra my i dziecko i moja matka. Mój też jej nie znosi podaje podobne powody do tych, co Twój mąż, i jeszcze z tych że moja matka pracuje jako terapeuta od ulzależnień od alkoholu a on sobie lubi wypić, jego ojciec to alkholik itd tworzą się wzajemne pretensje i tworzenie hstorii że on się robi taki sam. Dużo by pisać o tym wszystkim ale ostatnio notorycznie obraża moją matkę nawet w towarzystwie swojej rodziny. Też chwilami nie wiem co robić,bo nie chce wiecznych konfliktów nie pomaga nam to. Nie mamy gdzie iść ja do jego rodizców nie chce bo jego ojciec jest taki a nie inny, nie chce żeby moje dziecko na to patrzyło. Nie wiem też co zrobić z tym wszystkim. NIE STAĆ nas na własne m a zwynajmem trudno też fin i parę innych problemów.

A tobie coż mogę doradzić zamieszkajcie sami, moze to coś pomoże,może jak nie będzie wtrącajacej się teściowej to będzie wam łatwiej się porozumieć. Tak czy siak b Ci współczuję tego jak się zachował.

3

Odp: zostawił mnie tydzień po porodzie...

Angelko, przykro mi się zrobiło czytając twoją historię sad
Czegoś tutaj nie rozumiem, skoro całą winę zwala na twoją matkę to dlaczego nie chciał, żebyś zamieszkała z nim i synkiem w tym " obskurnym " mieszkaniu - jak to sama ujęłaś. Może go to wszystko przerosło ??? Wiadomo na początku małżeństwa zdarzają się małe kryzysy czy też ciche dni, ale czy trzeba od razu uciekać ??? U mnie również podobna sytuacja, odwieczny problem mąż - moja mama, również zarzucał mi, że nie potrafię się przeciwstawić, że to ona jest na pierwszym miejscu.... i wiesz co miał rację. Było nam ciężko, bo nie mieliśmy jak iść na swoje on nie chciał mieszkać z moją mamą, a ja nie chciałam mieszkać u jego rodziców.... w końcu doszliśmy do kompromisu i dzięki temu mieszkamy już na swoim i nie pozwalamy, zeby żadna ze stron się do nas wtrącała.

Tobie bym poradziła, żebyś się z nim spotkała sam na sam i szczerze porozmawiała, wszystko wszystkim, ale powinien  wyjaśnić ci całą tą sytuację, swoje zachowanie, skoro go bardzo kochasz i wiesz, że on również to walcz.... ale jeżeli nie... nie poniżaj się. Trzymam za was kciuki

Śliczne imię wybrałaś dla synka, tak samo jak  mój synek  smile

4

Odp: zostawił mnie tydzień po porodzie...

jak juz doszłam do siebie - to chcialam isc do tego jego mieszkania, ale on powiedział nie. Powód: nie ufa mi bo bardziej kochalam mamusie niż jego. A ja uważam, ze facet albo mnie nie kochał, albo przeraził sie odpowiedzialnosci bo po co wstawać w nocy do dzieciaka, zmieniac pieluchy... jest zwyczajnie nieodpowiedzialnym mamisynkiem.

a teraz ........pozew o separację wysłany, a w nim alimnenty 1000 zł i jeszcze zabezpieczenie alimentatayjne w tej samej kwocie. Wiem, że 1000 niedostane, ale wzięłam dobrego adwokata i zedrze z niego wszystko co można. A niech boli.............przynajmniej dziecko bedzie miało:)

Ps już krzyczy, ze jak oplaci wszystkie rachunki, zaplaci te alimenty to nie będzie miał co jesc - a ja mu na to - to trzeba było 10 razy pomysleć co się robi.

A ja dalej go glupia kocham..........czasami nucę sobie piosenkę Bajmu: 'zabiłam go, calą mocą swą, gdy zostawił mnie na dnie" - czasami pomaga.

5

Odp: zostawił mnie tydzień po porodzie...

Nie jesteś głupia, jesteś zakochana.

angelka81 napisał/a:

Nasze hasło to: Będziemy się  kochać całe zycie i jeszcze jeden dzien dłuzej

i co? nagle jemu tak przeszło? Ślub, dziecko, hasło, nic dla niego nie znaczą? Przecież przy ślubie składa się pewne deklaracje. Czy to dla niego nic nie znaczy? Jeju, co za człowiek!

angelka81 napisał/a:

Potem zaczęłam bardzo tęsknić, brakowało mi jego, w końcu podjełam decyzje, ze się wyprowdzę z dzieckiem do tego mieszkania - aby ratować małżeństwo. Ale on nagle stwierdził, że mnie nie kocha i nie chce nas 9mnie i dziecka) w mieszkaniu

Szkoda tylko że nie powiedział tego wcześniej. Mógł Ci to oznajmić przed ślubem. To, że on nie chce dziecka, to nie znaczy, że nie jest jego ojcem. Teraz musi ponosić odpowiedzialność za swoje czyny. I tyle.

Angelko, porozmawiaj z nim spokojnie, bez kłótni,bez krzyku. Zapytaj co jest takim prawdziwym powodem tego co się stało. Wytłumacz mu, że potrzebujesz męża, który da Ci oparcie i pomoc, a nie maminsynka, który nie potrafi wziąć na siebie odpowiedzialności. Zapytaj czy jest jakaś szansa na naprawienie tego małżeństwa. Jeżeli nie, to faktycznie, separacja to najlepsze wyjście.

6

Odp: zostawił mnie tydzień po porodzie...

moje zdanie jest nastepujące: a nawet mozna je potraktowac jakoo powazna radę!!! "przyjaciół sie wybiera, a rodzine ma sie taka jaką ma" - on powinien sie ożenić z sierotą zuperłna z bidula!!!! jesli kocha to szanuje ropdziców, rodzenstwo itp. facet malutki,ze...to nie męzczyzna to chloptaś!!!!
Nie obwiniaj niczym rodziców, to on powinien zachowac sie jak w przyslowiu "wszedles we wrony, kracz jak ony". A co ci rodzice mają zrobic????daja dach nad glową, ciesza się ze slubu, wnuka i co mają jeszcze udowadniać?? może i maja jakieś swoje wady, jak kazdy z nas, ale oni są u siebie i o tym trzeba pamiętać. Nie mozesz się godzić na wybory "mąż albo matka" - to chore!!!
Jak chce dziecko wychować??bez babci,dziadka??? nie jest to normalne, jego psyche jest pod wielkim ???????dlatego teraz lepiej po sojemu wychowac dziecko i omijac go wielkim łukiem

7

Odp: zostawił mnie tydzień po porodzie...

Joasiu, masz w 100% rację, dziękuję ci za te słowa. Muszę to przetrwać, ale jest to bardzo trudno. Bardzo chciałabym aby było dobrze, ale nie jestem Matką Teresą... oj dostałam od życia duzego kopniaka

8

Odp: zostawił mnie tydzień po porodzie...

Bardzo dobrze Joasia napisała
dziecku dziadkowie sa tak samo potrzebni jak rodzice i kazać wybierać Tobie miedzy nim a rodziną to tak jakby dziecko miało wybierać między tata a babcią...a przecież ono potrzebuje i ojca i dziadków

9

Odp: zostawił mnie tydzień po porodzie...

Przykra sprawa i wiem jak to boli ale też wiem, że facet z czasem zrozumie, tylko potrzebny jest czas, jemu się wydaje,że dziecko nigdy nie będzie duże a ty sobie nie ułożysz życia z kimś innym i z jego dzieckiem, tylko będziesz za nim wiecznie płakać i tu się może mocno rozczarować. Mam inną sytuację, to ja walczę jako facet i zabiegam i chciałbym przyspieszyć czasu ale nie mogę.

10

Odp: zostawił mnie tydzień po porodzie...
maciej123 napisał/a:

Przykra sprawa i wiem jak to boli ale też wiem, że facet z czasem zrozumie, tylko potrzebny jest czas, jemu się wydaje,że dziecko nigdy nie będzie duże a ty sobie nie ułożysz życia z kimś innym i z jego dzieckiem, tylko będziesz za nim wiecznie płakać i tu się może mocno rozczarować. Mam inną sytuację, to ja walczę jako facet i zabiegam i chciałbym przyspieszyć czasu ale nie mogę.

mam nadzieję, że masz rację - że zrozumie, jesteś facetem wiec wiesz lepiej, ale mnie juz dla niego nie będzie, dzisiaj podjęlam decyzje, że to koniec. Dzies tu na forum przeczytałam i mi się spodobało: TEN PAN JUŻ TU NIE WYSTĘPUJE

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » zostawił mnie tydzień po porodzie...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026