netkobietyWszystkie działy
Psychologia

"dziedziczność" schizofrenii...

12 odpowiedzi10 689 wyświetleńzałożony przez aniol_nocy, 12.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » "dziedziczność" schizofrenii...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

1

Temat: "dziedziczność" schizofrenii...

Moja babcia zachorowała w wieku dwudziestukilku lat. Dziadek jej nie szanował, bił ją, sama musiała zająć się czwórką dzieci. Leżała całymi dniami na łóżku, nic nie robiła w domu, nie zajmowałą się dziećmi ( domem zajmowało się najstarsze z rodzeństwa - moja mama). Miała za sobą pobyt w szpitalu psych. Dziadek miał to w nosie, słuchał swojej mamy, czasem pił. 
Choroba ucichła na wiele lat, potem znów się odezwała i się zaczęło. Babcia gadała pierdoły na mnie, mamę, rodzinę, wzywałą pogotowie, policję, że rodzina chce ją zabić etc.


Jak wyglądało dzieciństwo mojej mamy - wiecie. Poznała tatę, zaszła w ciążę (od babci wiem, że nie planowaną), 6 lat później urodziła siostrę - która stała się oczkiem w głowie rodziców.
Ja zawsze czułam się odrzucona, siostra zawsze miała lepiej niż ja. Moja mama od zawsze widziała rzeczywistość inną niż jest: ni przyjmowałą do siebie wielu faktów, była mściwa, oschła, uważała, że wszyscy muszą jej słuchać bo inaczej pożałują.
W gim zaczęłam palić, wgarować, wpoznałam nieodpowiednią osobę. W wieku 16 lat zaszłam w ciążę. Urodziłam syna. I tak życie płynęło. Mały stał się najważniejszy w domu, mnie zupełnie nikt nie zauważał. Byłam popychadłem. Potem weszłam w kolejny głupi związek, w którym facetowi chodziło o jedno a ja głupia myślałam, że kocha...
Podczas tego miałam wiele stanów depresyjnych, lękowych, traciłam chęć do życia, moja samoocena jest znikoma, nie umiem się o nic starać, nie umiem mówić prawdy - kłamie.

Mój powiedział, że chce abym poszła się zbadać pod kątem schiofrenii, bo moje postrzeganie świata jest "nie takie jak powinno".

Czy schizofrenia jest "dziedziczna"? Czy ja naprawdę moge......

2

Odp: "dziedziczność" schizofrenii...

a jakie jest twoje postrzeganie świata??

3 Ostatnio edytowany przez Tosia (2010-10-12 22:23:58)

Odp: "dziedziczność" schizofrenii...
aniol_nocy napisał/a:

Czy schizofrenia jest "dziedziczna"?

tak

aniol_nocy napisał/a:

Czy ja naprawdę moge.....

możesz-ale nie musisz smile

Ale ja myślę, że to nie schizofrenia w Waszej rodzinie jest przekazywana z pokolenia na pokolenie.
Stawiam raczej na emocjonalny głód, jakiego doświadczała Twoja matka, potem Ty...być może babcia.
Dobrze byłoby gdyby ktoś przerwał tę sztafetę pokoleń...
Jeśli udasz się do psychologa, być może Ty będziesz tą osobą smile.

Zatroszcz się o siebie, Aniołku smile

4 Ostatnio edytowany przez aniol_nocy (2010-10-13 10:26:27)

Odp: "dziedziczność" schizofrenii...

empatyk - to jest tak, że wiele rzeczy w życiu robiłam, uważając za słuszne. Rozumiem, że to normalne, że robimy coś pod siebie, a potem może okazać się, że to jednak nie był najlepszy wybór, jednak w moim przypadku to nie jeden, dwa, czy dziesięć wyborów.
Dziś płacę za to gorzką cenę. Najgorsze jest to, że ja dziś sama nie wiem czemu tak czy inaczej postąpiłam. Nie znam powodów tamtych decyzji...

Czasem czuje się jakbym żyła w filmie. Robie coś co wiem, ze jest złe czy czego nie powinnam robić, ale nie mam poczucia tego, że jest złe. Jakbym nie zdawała sobie sprawy z tego, że istnieją konsekwencje.  Z tego powodu mój związek wygląda nienajlepiej, bo robie coś przeciw mojemu facetowi. Najgorsze to, że nawet starać się poprawić nie umiem bo "wiem", że będę robić dobrze ale i tak ktoś to uzna za złe : starać się nie warto.

Czasem - przejmuję się bzdurami, błahostkami, wtedy mam drżę z nerwów, nie mogę spać, myślę ciągle, że spotkają mnie konsekwencje, boje się iść do pracy jeśli jej "problem" dotyczył...

Moje życie to jeden wielki stres.
Nie mam zadnej siły napędowej, ciągle bym tylko spała, żeby przespać dzień. Nic mnie nie cieszy, nie bawi. Miałam kiedyś "takie złe" myśli...

5

Odp: "dziedziczność" schizofrenii...

U mnie w rodzinie tez jest problem z ta chorobą.. Choruje na nią Babcia i siostra mojej mamy...  sad 
Ja tez jestem ososbą nerwowa  mam chwile zalamania...  bo zawsze odczuwalam ze to ja musze wszystko sama robic ze nie moge na nikogo liczyc...
Najwazniejsze w zyciu jest to by miec dla kogo zyc  ja mam 2 synków.
  Aniólki jesli masz stresujące bardzo zycie i do jakiegos lekarza ktory nakieruje Ci na dobre strony zycia bo schizofremii sie  nie wraca ta choroba bedzie do konca zycia.. i ciagle na lekach... bez mozliwosci posiadania dzieci... i normalnej rodziny.

6

Odp: "dziedziczność" schizofrenii...

Z tego co czytałam na ten temat to jest możliwe iż przechodzi ona z pokolenia na pokolenie, a w Twoim przypadku próbowałabym za wszelką cenę się zmobilizować do działani. Może znalexienie pasji w życiu by Ci pomogło ?

7

Odp: "dziedziczność" schizofrenii...

Kasia-Domańska, ja mam dla kogo żyć - mam syna. Jednak przy mojej samoocenie itp. nawet w tym [wychowaniu] uważam, ze jestem beznadziejna.

kajatar - miałam pasję. jednak każda z nich umierała śmiercią naturalną.
Grałam wiele lat na gitarze - Chodziłam na lekcje - zrezygnowałam bo niczego mnie nie uczono. Grałam w domu - przestałam gdy nikt nie chciał mnie już słuchać. Śpiewałam, nagrywałam piosenki - przestałam, kiedy doszło do mnie, że i tak nic nie osiągnę, nie mam głosu jak J.Lo, piosenki, które pisałam były wyłącznie smutne, nie miałam weny...
Robiłam kolczyki - ale mój zapał też zgasł.

Zmotywować siebie do działania próbowałam już setki SETKI razy. Bezskutecznie.

8

Odp: "dziedziczność" schizofrenii...

Aniłoku proponowalabym isc do jakiegos psychologa...
Ja mam niestety ale problem z moim mezem. i tym ze nie potrafie powiedziec mu ze to koniec...  bo czuje ze ja przez zniego tracę chęci do zycia..

9

Odp: "dziedziczność" schizofrenii...

Kasu, myślałam nad tym. Ale to nie takie proste.
Boje się, jakieś opinii, rozmów etc / może dlatego, zeby facet nie pomyślał, że jestem wariatką.

Z drugiej strony, nie mam nikogo z kim mogła bym pogadać. Rodzina się odwróciła, koleżanek nie mam, dnie spędzam praca - dom, praca - dom. Mój facet mówi, że on jest moim przyjacielem i jemu mogę zawsze wszystko powiedzieć (wyobrażacie sobie, wyżalić się na faceta - facetowi?)
Mój "świat" to pani z pracy siedząca naprzeciw, znam każdy kolor jej włosa; facet, dziecko. Nic więcej. Z nikim więcej nie rozmawiam nie licząc "cześć" na korytarzu...
On też nie ma nikogo bo nie pochodzi stąd w efekcie czego nikt nas nie odwiedza etc. Ja zawsze lubiłam kontakt z ludźmi, możliwość pogadania na co on mi mówi, że jestem "taką latawicą"... sad

10

Odp: "dziedziczność" schizofrenii...

zaczeły Cie dołowac  rzeczy ktorymi sie nigdy wczesniej nie przejmowałas.  tak jak ja... 
kiedys mi ktos powiedział ze jestem wariatką. powiedzialam owszem.. Jestem wariatką...  Bo kocham człowieka który na mnie nie zasluguje...  jestem wariatką bo walcze o  to co i tak bedzie pozniej bez znaczenia... i nikt mi nie powie ze ja to dobrze robię

Planuję isc do psychologa by pomogł mi postawic mnie  na dobry tor....
   
Zawsze sie bałam swojego meza... powiedziec mu swoje zdanie... w spokoju i opanowaniu.... 
Moj maz to taki typ czlowieka co potrafi nie zle zgnebic... i powiedziec przykre słowa... a zaraz potem powiedziec mi ze mnie kocha nad zycie... Od taki dwulicowa Świnia... Jesli ktos tu powinnien sie leczyc to On 
nie Ty i nie ja.. smile
  Wiem ze boisz sie opini i rozmow... ale to niestety buduje ten glupi swiat...:|

11

Odp: "dziedziczność" schizofrenii...
aniol_nocy napisał/a:

Podczas tego miałam wiele stanów depresyjnych, lękowych, traciłam chęć do życia, moja samoocena jest znikoma, nie umiem się o nic starać, nie umiem mówić prawdy - kłamie.

Mój powiedział, że chce abym poszła się zbadać pod kątem schiofrenii, bo moje postrzeganie świata jest "nie takie jak powinno".

Czy schizofrenia jest "dziedziczna"? Czy ja naprawdę moge......

Szanowna Pani,
psychozy schizofreniczne z całą pewnością są w pewnym stopniu dziedziczne - proszę jednak pamiętać, że na ostateczne wystąpienie psychozy mają  zawsze wpływ czynniki:
- biologiczne (konstrukcja emocjonalna i genotyp, a więc i dziedziczenie),
- psychologiczne (Pani osobowość i cechy psychiczne)
  oraz społeczne (rodzina, wpływ bliższego i dalszego otoczenia).

Dlatego nie jest powiedziane, że dziecko osób chorujących z pewnością zachoruje - w gruncie rzeczy trudno jest to ryzyko w sposób wiarygodny ocenić. Z całą pewnością określone nieprawidłowości w obrębie każdej z wyżej wymienionych grup czynników ryzyka podwyższają niebezpieczeństwo zachorowania, zaś ich wpływ wspólny jest naprawdę groźny. Mówiąc prościej, oznacza to, że jeśli jest Pani dzieckiem osoby chorującej, słabo radzi sobie Pani ze stresem i w dodatku ma Pani trudną sytuację rodzinną - ryzyko zachorowania może być naprawdę duże.

U osoby predestynowanej do zachorowania (a dzieci osób chorujących należą do tej grupy), ryzyko jest zawsze nieco podwyższone. Dlatego powinna Pani zainteresować się swoim stanem psychicznym - bez paniki i dramatyzowania, ale rzeczowo i odpowiedzialnie. Zwłaszcza, że widzi Pani u siebie apatię, zniechęcenie i brak napędu. Zmiany takie są istotnie niepokojące, zwłaszcza, jeśli nie ustępują przez dłuższy czas i w sposób istotny sprawiają Pani dyskomfort w codziennym życiu.

Polecam kontakt z lekarzem - psychiatrą w Poradni Zdrowia Psychicznego - takie usługi nie kosztują (dostępne są w ramach podstawowej opieki zdrowotnej) a zyska Pani fachową opiekę, wsparcie i pewne poczucie bezpieczeństwa. Specjalistów obowiązuje także ścisła tajemnica zawodowa.
W PZP pracuje zawsze psycholog, który zapewne chętnie poświęci Pani czas i rozwieje wiele Pani wątpliwości.

Na nasze wielkie szczęście do historii odeszły czasy, w których diagnoza "schizofrenii" była miażdżącym wyrokiem. W czasach obecnych psychozy schizofreniczne mają dużo lżejszy przebieg i łatwiej poddają się leczeniu, przede wszystkim wtedy, kiedy pacjent autentycznie zaangażowany jest we własną terapię (to ostatnie jest naprawdę na wagę złota).

Być może pewnym dla Pani pocieszeniem będzie to, że pacjent ze schizofrenią, zwłaszcza na początku choroby, niezwykle rzadko sam szuka pomocy. Sam fakt, że jakaś osoba martwi się stanem swojego zdrowia psychicznego w pewnym sensie dobrze świadczy o jej kondycji psychicznej - pacjent psychotyczny rzadko kiedy uważa, że dzieje się z nim coś niedobrego. I naprawdę rzadko (jeśli w ogóle) z własnej inicjatywy wybiera się do lekarza (brak krytycyzmu wobec własnych objawów chorobowych to właśnie objaw w psychozach podstawowy).

Podejmując kontakt z lekarzem psychiatrą robi sobie Pani wielką przysługę. Z pewnością nie jest Pani skazana na zachorowanie, ale naszym świętym obowiązkiem i niezbywalnym prawem jest dbać o własne zdrowie, zwłaszcza wówczas, kiedy czujemy się zagrożeni. Okresowe kontrole lub po prostu zwyczajna pogawędka z lekarzem na pewno dobrze Pani zrobią, choćby tylko na zasadzie pozbycia się dręczących Panią obaw.

Proszę pamiętać, że nawet ewentualna choroba, wcześnie wykryta daje lepsze rokowanie, niż choroba zaniedbana i nieleczona. A jeśli w porę zasięgnie Pani specjalistycznej porady, da sobie Pani ogromną szansę na dobre życie.

Proszę się też nie dać nikomu straszyć. Ktoś na tym Forum napisał, że schizofrenia to wyrok i brak możliwości posiadania dzieci - nie wiem doprawdy, skąd zwłaszcza to ostatnie przekonanie...

Proszę być dobrej myśli i zadbać o własne zdrowie.

Pozdrawiam serdecznie smile

12

Odp: "dziedziczność" schizofrenii...

Witam Wszystkich Mam taka sprawe.. Od roku spotykam sie z facetem ktory ma chora mame na schizofremie. Na poczatku gdy sie poznalismy nie mieszkali razem ale ze wzgledu na to ze matka przebywala w domu ktory pozostaje ich wlasnoscia..a nie bylo tam za specjalnych warunkow moj facet zdecydowal sie z nia zamieszkac i zrobic tam generalny remont. Tak wiec mieszka juz z nia moze..pol roku(okolo). Na poczatku malo spotykalam sie z jego mama.. Duzo sie nasluchalam od niego ze jego mama ma tendencje do roznych "pomyslow".. Np.odnosnie spotykanie sie jego z kobietami. Jak jakas widziala to potrafila powiedziec ze np.naslali ja niemcy itp. Prawde mowiac jest to moj pierwszy raz kiedy spotykam sie z osoba chora na schizofremie. Sila rzeczy czesciej sie z Nia widuje od kiedy zamieszkaja razem. I z tego co widze i nawet rozmawiam z facetem naprawde dobrze mnie odbiera. Na poczatku bylam bardzo zmieszana..nie do konca wiedzialam jak sie zachowac. Zawsze staram sie zachowywac naturalnie i uprzejmie. Nie mam z tym problemow. Staram sie tez zagaic jakas rozmowa w jej strone i nawet ze mna rozmawia ale nie chce tez robic czegos na sile. Kiedys moj powiedzial mi ze byc moze dlatego tez tak nie tolerowala jego bylych kobiet poniewaz zawsze chcialy rozmawiac z nia na sile a ona nie miala ochoty. Od swiat nawet powiedzialabym ze nasze relacje sie troszke polepszyly. Jestem dosc ciepla osoba i wchodzac do nich do domu w swieta podeszlam do niej usciskalam ja i wycalowalam i zlozylam zyczenia choc nigdy wczesniej nie bylo takiej sytuacji bysmy sie tak zblizyly. Ale wygladala na zadowolona. Na drugi dzien zawolala syna i dala mu prezent dla mnie tylko zaznaczyla ze to jest dla mnie i ze od niej. Bylo mi strasznie milo. Mysle ze nawet mnie lubie A teraz przejde do rzeczy.. Chcialabym jej jakos pomoc..tzn.. jak jest przeziebiona to nic nie chce wziasc ostatnio tak bardzo ja meczylo ze myslalam ze sie udusi..fatalna sprawa. Najpierw chcial ja przekonac moj facet zeby sobie cos wziela..ale bez rezultatu. Pozniej bedac u nich robilam to samo to wytlumaczyla mi ze ona pije kawe i nie moze laczyc ze soba takich rzeczy..ciezko w takich sprawach do niej dotrzec.. chcialabym wiedziec jak ja moge naklonic do pewnych rzeczy..? Moj kolejny problem to taki ze..Moj facet jest bardzo nerwowa osoba. A odkad z nia mieszka mam wrazenie ze jest jeszcze gorzej. Prawda jest ze to on dba o caly dom itp.bo jego mama jest w stanie np.cos ugotowac ale nic wiecej.. Rozumiem ze moze mu byc ciezko..Ale czasami ja tez nie wytrzymuje tego napiecia.. Widze jak mu ciezko z cala ta sytuacja. Mowi mi tez o tym. Najlepiej jakbysmy zamieszkali razem ale ja nie moge na razie. Po za ja nie wiem czy jestem w stanie zamieszkac z nimi. Zastanawiam sie tez czy on mieszkajac z nia nie lepie od niej pewnych rzeczy.. W sumie do niektorych zdarzylam sie przyzwyczaic.. Ale mysle czy to nie odbije sie tez jakos negatywnie na nim.. Nie wiem..mam nadzieje ze ta sytuacja go nie wykonczy. I zastanawiam sie cos by zmienilo moje mieszkanie z nimi skoro on ciagle bedzie mial na glowie swoja chora matke... Pozdrawiam.. Prosze o jakies podpowiedzi..

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » "dziedziczność" schizofrenii...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026