zraniona przez slowa - spór o ślub - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » zraniona przez slowa - spór o ślub

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 21 ]

Temat: zraniona przez slowa - spór o ślub

Dziewczyny poradzcie mi, zwiazana jestem z chłopakiem od 6 lat i zaczeło się psuć z tego powodu iż on nie chce zalegalizowac naszego związku. Powiedziała nawet kilka razy coś takiego iz "powinnam znalezc sobie kogos kto wezmie ze mna slub po roku znajomosci". Dosłownie cytuję.
Tak mnie to zabolało jak nigdy nic. Bardzo boli.....Zastanawiam się nawet czy jestem z odpowiednia osobą, skoro on sie waha, boi odpowiedzialnosci wspolnego zycia sad
Jestem naprawde załamana i po głowie mi chodzi nawet zeby spotkac sie z bylym facetem ktory jest nadal wolny........
Jest mi smutno sad

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: zraniona przez slowa - spór o ślub

Stoneczko skoro usilnie chcesz założyć białą suknię - lataj na randki jednocześnie nawet z trzema - obecnym, byłym i jakimś kolegą co się nawinie. Poważnie - przez 6 lat ( a przynajmniej przez pierwsze 2 lata) nie dowiedziałaś się jaki on ma do tego stosunek?
On się nie waha tylko wygodnie mu się żyje tak jak teraz bądz ma powód żeby się nie żenić.
Jeśli Ci na nim zależy ( nie na ślubie) to dowiedz się o co chodzi.
Skoro tyle lat żyłaś w konkubinacie po co Ci ślub?

3

Odp: zraniona przez slowa - spór o ślub

Wiesz patrze jak inne dziewczyny mają meżów i jes mi smutno, a ja zyje jak "dzikus". Poza tym czy do konca zycia tak mam zyc, my nawet razem nie mieszkamy, ja mieszkam ze szwagrem i siostra...

4

Odp: zraniona przez slowa - spór o ślub

Jestem w bardzo podobnej sytuacji co Ty, ja jestem ze swoim 7 lat ( od 2 lat narzeczonym) i też wszystko odwleka, tłumaczy się tym,że nie ma pieniędzy na slub.Mowił,ze chce mnie za żonę i.t.p,ale nic nie robi w tym kierunku.Pozostaje mi tylko czekać i mieć nadzieję,ale kiedyś moja cierpliwość się skończy...
Pozdrawiam.

5

Odp: zraniona przez slowa - spór o ślub

Witam was drogie panie. Może być to niepewność z jego strony czy dobrze wybrał lub trochę znudzony związek. Może warto porobić coś szalonego, ciekawe itp. a swoją drogą dla odważnych można się spytać jego prosto w oczy czy kocha i czuje coś do nas? Pieniądze to rzecz nabyta, wydaję mi się że chodzi o odwleczenie sprawy, wymówkę. Powiem krótko jeśli kocha to zechce, jeśli nie to trudno. Małżeństwo to nie tylko ślub itd. to odpowiedzialność którą musi każda para wziąść na swoje "barki". Polecam dobrze się zastanowić czego się chce, bo potem niema odwrotu. Choroby czy wypadki i inne takie sprawy musimy się opiekować drugą osobą tego wymaga od nas obietnica. Pozatym nie pragnę was zrażać do ślubu czy też małżeństwa tylko pragnę uświadomić wam że to nie byle jaki wybór!!! Pozdrawiam!!!

6

Odp: zraniona przez slowa - spór o ślub

ja tez ci cos napisze... u mnie z moim bylym partnerem bylo wrecz tak samo. Razem przez 6 lat!! i naprawde chcialam wziasc slub bo dosc mialam juz tych osobnych nocy, itd itd, ale kiedy zaczęlismy rozmowe na temat slubu, on jakby zrobil 3 kroki w bok.
Myslalam ze sie boi czy cos, ale wkoncu 6 lat razem to czlowieka mozna poznac! zareczylismy sie w lutym, ślub planowany był na wrzesnien tego samego roku, a w maju poprostu mnie rzucił!!!stwierdził że on nie wie czy wogóle kiedy kolwiek chce sie wiązać z kims na całe zycie... byłam załamana ale udalo mi sie pozbierac i po miesiacu poznałam obecnego męża. Ciesze sie dzis ze z byłym mi nie wyszło, bo po przeanalizowaniu sobie tych 6 lat, to może ze 3 lata były takie "dobre" a reszta do bani. I dzis kto wie? moze byłabym już nim po rozwodzie?? a ty autorko daj moze spokoj facetowi z tym slubem poczekaj miesiac, dwa moze sam ci zapropnuje, daj mu czas niech przemyśli, a ty mozesz sie rozglądac wkoło czy nie ma jakiegoś lepszego faceta?? moze "ten" to jeszcze nie jest ten JEDYNY??? pamietaj nic na siłe...nie chce ok! żegnaj Gienia świat sie zmienia! - tak to sie chyba mówi nie?

7 Ostatnio edytowany przez stoneczka (2010-10-07 10:18:01)

Odp: zraniona przez slowa - spór o ślub

Macie rację iż małżeństwo to jest ważna decyzja, na całę życie oraz zobowiazania. Zgadzam się z Toba voxi ze skoro się waha to się boi odpowiedzialności i dobrze jest mu jak jest. Może mnie tu zlinczują niektóre kobiety, ale ja już od jakiegoś czasu sie rozglądam za kims innym, nie dlatego ze nie kocham mojego faceta ale straciłam ową pewnosc czy jest on tym JEDYNYM i tylko przez to ze nie potrafi rozmawiac o wspolnym zyciu sad

Przed nim byłam z innym facetem , mieliśmy po 25 lat wtedy i planowaliśmy wspólnie zamieszkać. On się tak tego wystraszył, że nasz zwiazek sie rozpadł, przez nasze kłótnie. Nie mógł wyobrazic sobie tego iz moglby byc ojcem glowa rodziny, byc z kims jednym do konca zycia. Mowil iz "nic juz w zyciu sie nie wydarzy"...




Niedawno tez rozmawialm z moim bliskim i starszym o 10 lat przyjacielem ktory jest zonaty od wielu lat. Powiedział mi, zebym nie wychodziła za maż, gdyż ludzie spoczywają wowczas na laurach i juz sie nie starają. On uwaza iz jesli jest wiex miedzy ludzmi to zwiazek nieformalny przetrwa. Co myslicie na ten temat. Zasiał zamęt w mojej glowie i zaczynam sie w tym wszystkim gubić sad

Mam też innego przyjaciela, już po 3O stce i on uważa również iż nie warto sie z nikim formalnie wiązać.

8

Odp: zraniona przez slowa - spór o ślub

ojej, jestem w podobnej sytuacji, tylko tu dochodzi jeszcze jeden czynnik - mamusia mojego narzeczonego. Dopóki nie byliśmy zaręczeni, to byłam ok. Po zaręczynach stałam się zła, paskudna, niewychowana itp. Jego rodzina mnie nie akceptuje. Co więcej, olewa mnie totalnie - robią rodzinny obiad, zapraszają TYLKO mojego narzeczonego, a potem jak przypadkowo się spotkamy z kimś z jego rodziny, mówią że jak to dobrze, że rodzina się integruje.
Ja się staram nie przejmować tym.
Niedawno mieliśmy pójść i zarezerwować datę ślubu (planowaliśmy to od miesiąca). Dzień wczesniej był u swojej mamusi. Mija drugi tydzień, a my nie poszliśmy.

Takie sytuacje, jakie tu opisujemy są dla nas kobiet trudne. Musimy być twarde, dać sobie radę i jakoś przezwyciężyć problemy, nawet jeśli czujemy się słabe i odepchnięte. I tu powinien stanąć za nami nasz mężczyzna. Pocieszyć, pokazać, że kocha, że mu zależy.
Ale czasem tak nie jest - mój ma to gdzieś. Może się pogubił, może matka mu truje na mój temat, nie wiem. Ja mam dość, ja się usuwam na dalszy plan. Byliśmy umówieni na ten weekend, nici z naszych planów - mój narzeczony jedzie do mamusi. Niech jedzie - nie mogę mu zabronić. Ale po cichu liczę na to, że pokaże, że ma jaja i postawi się jej wreszcie. W końcu nie jest jej jedynym dzieckiem i jak odwiedzałby ją rzadziej, korona z głowy by jej nie spadła.

9

Odp: zraniona przez slowa - spór o ślub

slub to chyba jest dla rodzicow i sadiadkow...
owszem przyda sie jak sa dzieci, ale tak to sobie mysle po co ten slub??
i to fakt ze po slubie wiele zwiazkow przestaje o soebie sie tarac...a moze za mias slubu zaproponuj mu jakis dalszy krok?? np zeby zamieszkac razem...wiesz mi wtedy wszystko sie zmienia.
mysle ze sprawdzisz czy on jest w stanie zrobic cos wiecej niz spotykac sie na pare godzin czy weekendowe mieszkanie.
zastanow sie nad tym

10

Odp: zraniona przez slowa - spór o ślub

Witam Was dziewczyny smile
Miałam podobną sytuację, jestem z moim chłopakiem 7 lat, czekałam na jakieś deklaracje ale nic z tego, słyszałam zazwyczaj, że studia trzeba skończyć, że jakoś się trzeba ustawić, mieć z czego żyć a ja to bujam w obłokach...po kilku latach sytuacja się zmieniła i w końcu 'wymusiłam' ten ślub, którego on niby też bardzo chciał...i do którego i tak nie dojdzie a to za sprawą mamy mojego chłopaka...zupełnie jak u bombeczki...postanowiłam zakończyć ten związek, bo nie umiem żyć z kimś, dla kogo liczy się tylko mama i mi wmawia, że to wszystko moja wina, że ją obwiniam za wszystko, na koniec...chce mi się śmiać, że tak bardzo starałam się, żeby doszło do tego ślubu a jak się już wystarałam to i tak go nie będzie

11

Odp: zraniona przez slowa - spór o ślub

Ehhh z facetem który nie chce ślubu nie warto być. To bolesne ale prawda niestety. Ja sie spotkałam z takim okazem który zaakceptował to, że mam dziecko ale o ślubie to bedzie myślał jak bedzie w stanie zarobić najpierw (!) na swoje przyjemności, a potem na rodzine.... A wogóle to on najpierw musi się wyszaleć (26 lat jeszcze sie nie wyszalał). Po ponad roku znajomości miałam tego podejścia po dziurki w nosie i kazałam mu spadać... Cóż on się bawi do dziś a ja jestem zaręczona z bardziej odpowiedzialnym facetem smile

"Przeminęły te dni w których dziewczyna gotowała jak własna matka. Teraz pije jak własny ojciec."

12

Odp: zraniona przez slowa - spór o ślub

Wydaje mi się, że Tobie zależy przede wszystkim na tym ślubie, bo tak to wygląda. Zastanów się dobrze czy zależy ci na tym facecie czy ślubie??

Czy można przestać kochać niebo tylko dlatego, że czasem jest burza?

13

Odp: zraniona przez slowa - spór o ślub
stoneczka napisał/a:

Powiedział mi, zebym nie wychodziła za maż, gdyż ludzie spoczywają wowczas na laurach i juz sie nie starają. On uwaza iz jesli jest wiex miedzy ludzmi to zwiazek nieformalny przetrwa.

Psycholodzy/socjolodzy mówią co innego. Jakieś 60% konkubinatów rozpada się, podczas gdy małżeństw "tylko" 40%.
Co do spoczywania na laurach to wszystko zależy od osoby. Niedawno znajomy powiedział, ze u niego właśnie po ślubie obydwoje o wiele bardziej zaczęli się starać i dbać o związek, bo mają świadomość, ze będą ze sobą żyć do końca, więc nie chcą tego spartolić.

Stoneczka, zastanów się dobrze czego chcesz i czy jesteś na 100000%, ze jesteś gotowa właśnie z tym człowiekiem przeżyćcałe swoje życie. Czy on jest tego wart i czy on też tego naprawdę chce. Ślub to nie jest sam papier i status "żona".

14

Odp: zraniona przez slowa - spór o ślub

Jestem zmęczona sad Mam 31 lat i byłam w dwóch poważnych związkach. z jednym 2 lata, z drugim 5 (z tym co teraz). moja sytuacja nie jest ciekawa, nie mam stałej pracy. W listopadzie jade na miesiac do niemiec do roboty, moze nawet zostane do konca roku. Myślałam o ślubie, ze zapewni mi jakieś oparcie, spokój, względną stabilizację. Nie sądze zebym kiedykolwiek z kimkolwiek była na 100 procent pewna ze chce z nim byc do konca zycia. nie mam takich złudzeń. Mogłam je miec jak miałam 20 lat ale nie teraz po wielu doswiadczeniach z mezczyznami.
Wpadłam nawet na pomysł by sprawdzić czy jest to facet na cale zycie i spotkalam sie przez neta z paroma innymi z portalu randkowego. wiecie co z jednym bylo milo, ale ja pomalu zaczynam watpic w to czy mialabym sile jeszcze cos budowac od nowa.
Poza tym kto chcialby sie wiazac z 31 letnia bezrobotną kobietą? sad

15 Ostatnio edytowany przez atinasarz (2010-10-22 13:17:48)

Odp: zraniona przez slowa - spór o ślub

Dla mnie ta sytuacja nie tylko u ciebie ale u wielu osób które są dłłłługich związkach po kilka lat a nie potrafią zdeklarować się "chcę z tobą być aż do śmierci" jest dziwne. nigdy nikt nie do wam 105 % że tak będzie, że po grób, ale na dzień dzisiejszy są tego pewni, pewni że to ten/ta jedyna że tak jest dobrze i nie chcą niko innego. Ja znałam mojego M tylko 5 miesięcy i może to głupio zabrzmi ale po latach przyznaliśmy się sobie z M że już po paru tygodniach wiedzieliśmy że chcemy przeżyć z sobą życie - dziś jesteśmy 13 lat po ślubie i różnie było , ale dalej chcemy się ze soba zestarzeć. Więć czas nie jest istotny i jeśli ktoś nie jest pewny po roku, dwóch itd... to nigdy nie nabierze tej pewności bo byc może to nie to.
u mężczyzn jest jeszcze ten problem że stają się z wiekiem wygodni (nie tylko w małżeństwie) w luźnych związkach tym bardziej, tak jest wygodnie - TAKA UCHYLONA FURTKA - jak coś pójdzie nie tak to do widzenia bez konsekwencji typowych dla formalnych związków.
Więć myślę że po tylu latach powinno się zdeklarować tak lub tak bo życie mija.

16

Odp: zraniona przez slowa - spór o ślub

atinasarz wiesz po tylu latach bycia razem to nawet ja mam watpliwosci czy chce z nim byc, dlatego ze wkradła się rutyna. Poza tym mam taka perspektywe nieciekawa, bo mieszkamy w malym miescie i ja nie mam pracy. Dlatego teraz jeszcze czuje ze mam otwarta droge, ze moglabym wyjechac do wiekszego miasta i tam znalezc prace. co nie jest niestety latwe bo rynek pracy jest trudny.

Nie mów mi ze nie kocham i chce zostawic faceta. mnie po prostu przeraza to jaka tu bedziemy klepac biede, zyc z jednej pensji. jak mam planowac dziecko w takiej sytuacji? Na dodatek wydaje mi sie ze ja sie tylko tym przejmuje, a on zupełnie nie. Nikt nam nie pomoze, bo on nie ma rodzicow, a ja matke na emeryturze.

Skoczylam studia, mialam duza wole zycia i energii a teraz siedze w domu jak kura domowa, bez grosza przy duszyz z facetem ktory nie ma planow na zycie.....

17

Odp: zraniona przez slowa - spór o ślub

stoneczko - nie powiem że nie ,kochasz bo nie jestem tobą to ty wiesz co czujesz - masz pewne "plany" albo choć pomysł co zrobić żeby było lepiej , łatwiej (wyjazd do dużego miasta) może właśnie to jest pomysł dla waszego związku - wyjedźcie razem, zamieszkajcie, znajdźcie pracę i może wtedy będziecie mogli podjąć tą ważną decyzję. Powiem że nie wiem czy ja bym mogła żyć tak jak ty w pewnego rodzaju zawiszeniu, myślę że powinnaś działać jak nie z Nim to Sama. Nie masz dziecka , jesteś wykształcona poradzisz sobie - a on jeśli jesteś dla niego najważniejsza to poleci za tobą nawet na koniec świata lub zrobi wszystko żeby cię przy sobie zatrzymać. Najgorsze co możesz teraz zrobić to siedzieć "na tył..." i zamartwiać się działaj dziewczyno najlepsze lata przed tobą, nie zmarnuj ich.
Trzymam kciuki

18

Odp: zraniona przez slowa - spór o ślub
stoneczka napisał/a:

Skoczylam studia, mialam duza wole zycia i energii a teraz siedze w domu jak kura domowa, bez grosza przy duszyz z facetem ktory nie ma planow na zycie.....

I to jest najlepsze podsumowanie problemu, z jakim się teraz borykasz.

stoneczka napisał/a:

Myślałam o ślubie, ze zapewni mi jakieś oparcie, spokój, względną stabilizację. Nie sądze zebym kiedykolwiek z kimkolwiek była na 100 procent pewna ze chce z nim byc do konca zycia.

Te dwa zdania są zupełnie przeciwne. To dobry i zdrowy związek daje oparcie, spokój i stabilizację, nie ślub. Małżeństwo nigdy nie nalewa z pustego - czyli nie dodaje wartości relacji, która takich konkretnych wartości nie ma. Cementuje tylko to, co macie w dniu ślubu i to ewentualnie rozwija. Natomiast nie ma co liczyć na to, że jeśli w tym związku nie ma poczucia życiowego bezpieczeństwa to ono się pojawi, jeśli wyjdziesz za mąż. Do tego trzeba byłoby dwojga dojrzałych ludzi - ciężko jest w tej sytuacji ręczyć za siebie, a co dopiero za partnera, który jak na razie wykazuje zupełnie odwrotne cechy.

stoneczka napisał/a:

Niedawno tez rozmawialm z moim bliskim i starszym o 10 lat przyjacielem ktory jest zonaty od wielu lat. Powiedział mi, zebym nie wychodziła za maż, gdyż ludzie spoczywają wowczas na laurach i juz sie nie starają.

Cóż, pozostaje współczuć przyjacielowi, że spoczął na laurach i już się nie stara. Oraz tego, że zamiast zabrać się za siebie i zacząć sterować swoim losem zrzuca odpowiedzialność za swoją obecną sytuację na kawałek przerobionego drewna (czytaj Bogu ducha winny papier).
Ludzie mają taką tendencję, że nie oceniają rzeczywistości obiektywnie. Jeśli mają zalety, będą próbowali przekonać siebie, a więc i innych, że to są absolutnie wyjątkowe, niepospolite cechy. Ale jeżeli mają jakieś wady, będą przekonani, że wszyscy inni też postępują w ten sposób.

stoneczka napisał/a:

Poza tym kto chcialby sie wiazac z 31 letnia bezrobotną kobietą? sad

Pewnie nikt. Ale rzecz w tym, że wiek i stan zatrudnienia to akurat te dwie rzeczy, które nie tworzą człowieka, m.in. dlatego, że co chwila się zmieniają. Za to jeśli postawisz sobie pytanie: Kto chciałby się związać z [tu kilka Twoich zalet] kobietą? To okaże się, że na pewno ktoś będzie chciał. Tak czy inaczej nigdy się nie przekonasz, jeśli będziesz tkwiła w małym mieście z facetem, przy którym będziesz sobie tylko dodawać smutków.

Być może nie masz odwagi zaczynać od nowa. Może wolisz tkwić w tym, co masz teraz. Rozumiem, że rozstania i zmiany nie są łatwe, ale cóż, takie jest życie. A jak zawsze powtarzam: MASZ TYLKO JEDNO.

... Mam serce w ogniu i niewiele mam w tym życiu czasu, by żałować czegoś...

REGULAMIN Forum Netkobiety.pl - przeczytaj smile

19

Odp: zraniona przez slowa - spór o ślub

W 100% zgadzam się z Yvette ( jak zwykle z resztą wink )

Z tego co piszesz to widzę, że w Twoim związku jest dużo większy problem niż niechęć Twojego lubego do ślubu. Chodzi mi o Ciebie. Stokrotko, przyjrzyj się temu co napisałaś:

1. Mówisz, że wkradła się rutyna, dajesz do zrozumienia, że ten związek nie jest dla Ciebie satysfakcjonujący.
Tak więc po co ślub? Czemu chcesz się na całe życie związać z człowiekiem, z którym już teraz nie odczuwasz radości wspólnego bycia razem? Po ślubie nic sie nie naprawi, zawsze trzeba zostawić margines na zmianę na gorsze po ślubie, ale nigdy nie można liczyć na to, że ślub coś naprawi, niestety. Czy naprawdę kawałek metalu i papier wynagrodzą Ci brak satysfakcji ze związku? Pocieszysz się tym 2tygodnie, a potem wszystko uderzy znów w Ciebie ze zdwojoną siłą..

2. Piszesz, że tak naprawdę sama nie wyobrażasz sobie bycia z kimś do końca życia, ale że ślub da Ci poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa.

Nic bardziej mylnego. Jesli nie czujesz, że Twój mężczyzna to osoba, z którą chciałabys spędzić całe życie, osoba obok której chciałabyś się budzić już zawsze i dzielić z nią wszystkie swoje radości i troski to w ogóle jakaś pomyłka. Wiem, że to co napiszę zabrzmi banalnie, ale zaraz rozwinę dlaczego tak jest. Nie trafiłaś po prostu na tego jedynego. Co zaś do poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji to kochana ślub Ci tego nie da. Stabilizację i bezpieczeństwo dać Ci może jedynie Twoja niezależność finansowa i świadomość, że będziesz w stanie poradzić sobie sama w życiu bez konieczności liczenia na pomoc ze strony osób trzecich (takich jak na przykład Twój facet). To jest dopiero stabilizacja i poczucie bezpieczeństwa. Dlatego powinnaś teraz zająć się szukaniem pracy i zająć się własną osobą. Musisz dojść do momentu, w którym stwierdzisz, że sama jesteś w stanie zapewnić sobie stabilizację, a dopiero potem myśleć o włączenie w swoje życie drugiej osoby. Spójrz na to z tej strony. Weźmiecie ślub, załóżmy, że on świetnie zarabia, Ty siedzisz w domu i wychowujesz dzieci. Będziesz musiała prosić się go o każdy grosz, o najdrobniejszą sprawę. Poza tym nigdy nie wiesz co się w życiu wydarzy, może Cię zostawi? Rozwiedziecie się i co Ci zostanie? Dwójka dzieci na ręku, 800zł i brak perspektyw na życie, bo przecież całe przesiedziałaś w domu.. Czy to ma sens? Czy naprawdę tego chcesz?

3. Kto by chciał bezrobotną 31 letnią kobietę?
I tylko dlatego z nim jesteś? Bo boisz się, że nikt inny Cię nie zechce? Dlatego uzależniasz się od niego? Tylko dlatego oddajesz swoje życie w jego ręce? Kto by chciał taką kobietę? Ano widzisz, każdy szuka osoby, która jakoś rokuje. Dlatego uważam, że tak ważne jest abyś zajęła się własnym życiem i własnym rozwojem, żebyś mogła wnieść coś do związku i w razie czego żebyś mogła radzić sobie sama.

4. Piszesz, że Twój facet nie ma planów na życie.
A jaki Ty masz plan kochana? Bo z tego co czytam to Twoim jedynym planem jest wzięcie ślubu i bycie na utrzymaniu męża? Myslisz, że lepszy jakikolwiek plan niż żaden? Strasznie mnie to uderzyło co już wspominałam wcześniej. Musisz być niezależna życiowo, Ty musisz mieć najpierw plan i to dobry plan, a nie taki jak ten - najbardziej niestabilny o jakim słyszałam.

Co zaś do tego co napisałam wcześniej czyli do trafienia na 'tego jedynego' - nie mówię, że idealnego, ale jedynego. To widzisz, ja byłam 3lata z facetem, też nie miał poważniejszych planów, tak jak ten Twój, też nie wyobrażałam sobie bycia z kimś do końca życia, ale chciałam ślubu, z podobnych powodów co Ty - bo wypada, bo tyle lat razem, bo razem mieszkamy, bo znajomi biorą ślubu, bo chcę 'stabilności', też była rutyna, też niezadowolenie, też ciągłe odmowy z jego strony. Suma sumarum w końcu mnie zdradził i związek się rozpadł co było najlepszym możliwym rozwiązaniem - teraz to wiem. Potem miałam kolejnego faceta i znowu podobne myśli i znowu niewyobrażanie sobie bycia z kimś do końca życia. A teraz trafiłam na Niego smile Tego jedynego, z którym aktualnie jestem zaręczona. I teraz wiem, że chcę z Nim ślubu, bo go kocham, bo chcę i wyobrażam sobie całe życie u Jego boku. Warto było przeżyć te wszystkie związki i wypłakać te wszystkie łzy, żeby dojść do tego etapu, na którym jestem obecnie. Teraz jest inaczej, w tym momencie jest po prostu dobrze. Twój związek jak dla mnie nie rokuje za dobrze. Wydaje mi się, że jest już mocno przechodzony, eksploatujesz niewłaściwego faceta i wydaje mi sie, że w tym związku szczęścia nie znajdziesz.

Przemyśl to wszystko i najważniejsze POMYŚL O SOBIE.

Start(28.06): 166cm || 77kg
I  Faza: 75kg      (-2,0 kg)
II Faza: 66,0kg    (-9,0 kg)

20

Odp: zraniona przez slowa - spór o ślub

Tisha rozumiem to co Ty mówisz, lecz jestem przygnębiona, ze od długiego czasu nie moge znalezc pracy. A nawet zwatpiłam w jej znalezienie. Jade na miesiac za granice by zarobic troche pieniedzy, ale to nie jest zadna stabilizacja ktorej pragnę. Wroce i znou czeka mnie bezrobocie. Przyznaje sie: nie mam planu ani pomuslu na zycie, ale trudno jest miec jak sie pochodziz e wsi , jest bez grosza i nikogo kto ci pomoze.

Posty [ 21 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » zraniona przez slowa - spór o ślub

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2021