Hej wszystkim jestem tu nowa i jeszcze nie czytałam wszystkich tematów na forum, ale znając życie pewnie znajdzie gdzieś się temat nieszczęśliwej miłości ale nie chciałam żeby mój został zaszufladkowany i potraktowany ogólnikowo.
Nie mam do kogo zwrócić się o pomoc wiec postanowiłam poszukać jej w internecie.
Trudno opisać cala sytuacje w kilku zdaniach ale postaram się choć podejrzewam, że będzie tego sporo do opisania.
Zacznę od tego ze mam 26 lat i mieszkam w dosyć dużym mieście na zachodzie Polski. W zeszłym roku w marcu postanowiłam, że pójdę zrobić sobie prawo jazdy bo uznałam że to już najwyższy czas. Byłam wtedy jeszcze z chłopakiem (M) z którym spędziłam 6 lat w związku i on polecił mi szkołę swojego kolegi. Kurs zaczęłam w marcu trwał do maja wtedy miałam pierwszy egzamin który niestety zawaliłam stres panika a na dodatek dzień wcześniej rozstałam się z M. Po niezdanym egzaminie musiałam dokupić godziny do wyjeżdżenia no i wtedy to się właśnie zaczęło?.mój instruktor (B kolega mojego byłego chłopak w moim wieku)?który szczerze się przyznam spodobał mi się od początku i który dawał mi sygnały, że ja też mu się podobam. Zaczęliśmy flirtować, wspólne jazdy, godziny przegadane na gg, przyjeżdżał pod moje okno żeby mnie tylko zobaczyć, dzwonił codziennie, pisał smsy itp. W pewnym momencie oświadczył mi, że jest po rozwodzie pomyślałam ok. nie stanowi to dla mnie problemu. Spotykaliśmy się dalej angażowałam się coraz bardziej i bardziej. Któregoś razu powiedział mi, że z tym rozwodem to jednak nie jest tak do końca bo jest w trakcie rozwodu, nie mówił bo bał się, że nie będę chciała się z nim spotykać etc. Byłam zła ale jak sobie to przemyślałam postanowiłam brnąć w to dalej(to było silniejsze ode mnie), bo nie mieszkali już razem bo sprawa w sadzie była już wyznaczona na 8 października bo ja już się tak zaangażowałam?.przez całe wakacje pomieszkiwaliśmy u niego razem, było cudownie. Obiecał mi wtedy pewna rzecz, że po rozprawie w październiku jako on to mówi przyjedzie po mnie i mnie ?porwie? do siebie tak już żebym mieszkała oficjalnie i na stałe. W między czasie wyszedł problem jego uzależnienia od marihuany bo popalał ja dość często ale pomyślałam, że damy sobie z tym rade.
We wrześniu zaczęło się coś psuć mówił, nie możemy być razem bo on krzywdzi ludzi bo jest złym człowiekiem generalnie było widać, że ma bardzo niska samoocenę.
Przed rozprawą nie widzieliśmy się jakis tydzień ale myślałam, że wszystko gra ale w dniu rozprawy dowiedziałam się, że jednak nie grało bo po prostu nie przyjechał do mnie i mnie nie ?porwał?. Byłam zdruzgotana nie odpowiadał na smsy na telefony nic bez słowa przestał się odzywać.
Próbowałam walczyć z dołem ale cały czas wierzyłam, że to jest miłość która musi to wytrwać pomimo przeciwności losu, że nie wierze ze się to tak skończyło. I nagle w grudniu odezwał się poprosił o spotkanie oczywiście byłam zła, że mnie tak potraktował ale mu wybaczyłam. Wytłumaczył mi, że żona nie stawiła się w sądzie i nie dostał rozwodu, że było mu wstyd przyjść do mnie i powiedzieć, że dalej musimy czekać, na domiar złego jak to mi powiedział, że wymusiła na nim to, że znowu razem zamieszkali ponieważ nie dawała sobie rady finansowo, że mieszkają w osobnych pokojach, że na kolejna rozprawę trzeba znowu czekać, że przez to zamknął szkołę nauki jazdy, że pali jeszcze więcej niż palił. To wszystko co mówił tak bolało ale ja go kochałam tak bardzo, że nie potrafiłam sie od niego odwrócić. Pare razy spotkaliśmy się jeszcze i znów kontakt się urwał??do wiosny. Na wiosnę odezwał się i powiedział, że podejmuje walkę na szeroka skalę, że chce rzucić palenie, że w sierpniu ostatecznie wyprowadza się jego żona bo kupuje mieszkanie bo dostała kredyt i najważniejsze chce o nie jeszcze raz zawalczyć. Znowu odżyły moje uczucia byłam taka szczęśliwa. Bardzo się od tego czasu starał poszedł do psychologa, żeby poradzić sobie z samym sobą, przestał palić, odzywał się do mnie no i nadszedł dzień, troszkę się to przeciągnęło ale w zeszły czwartek wyprowadziła się jego żona ostatecznie z domu i zaraz po tym złożył następnego dnia przy mnie nowy pozew o rozwód. Mieliśmy zamieszkać razem od października, mówiliśmy nawet na poważnie o dziecku, w przyszłym tygodniu mieliśmy jechać na 5 dni na urlop?..jednak wszystko się zmieniło w mgnieniu oka. W sobotę wieczorem przyjechałam do niego wypiliśmy piwko pooglądaliśmy TV wylądowaliśmy w łóżku i jak już miało przyjść coś do czegoś on mi nagle mówi nie no to ja dalej się nie poddawałam bo zawsze jak tak mówił to mnie podpuszczał żebym się bardziej do niego dobierała zazwyczaj odpuszczałam ale tym razem nie odpuściłam i w pewnym momencie wstał z łóżka wyszedł do kuchni wrócił i położył mi na łóżku 20 zł i powiedział że to na taxówke. Byłam w szoku ubrałam się i spytałam czy jest pewien, że chce mnie widzieć po raz ostatni odpowiedział tak. Myślałam jak tak można. W złości przy wyjściu powiedziałam mu tylko, że jest gnojem. Potem z rana jeszcze napisałam smsa ze potraktował mnie jak szmatę, że bawił się moimi uczuciami ze wiem teraz ze to wszystko co mówił to były kłamstwa, że jak można przez taki incydent zerwać znajomości, nie odpisał?..dopiero w poniedziałek z pracy na gg napisał, że przyjechałam do niego tylko po to żeby się napić i bzykać. Jak to przeczytała byłam wściekła jak on mógł tak pomyśleć i przekreślić wszystko przez taki incydent oczywiście napisałam, że mam o to żal, że ja mu tyle raz potrafiłam wybaczyć a on mi nie może??? Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić i dalej nie wiem bo żyć mi się nie chce. Potrafiłam jeszcze schować dumę do kieszeni i zadzwoniłam do niego tego samego dnia z zapytaniem czy jak jest w stanie mnie jeszcze oglądać czy moglibyśmy się spotkać, spytał po co powiedziałam, że chce przeprosić za ten incydent(choć uważam, że to nie była tylko moja wina), że chce żebyśmy pogadali zgodził się?jechałam do niego z taka nadzieja. Od razu przeprosiłam od razu zaatakował, że za co przecież napisałam mu, że to jego wina to powiedziałam za co ja się czuje winna i poprosiłam, żeby mi wybaczył powiedział że wybacza. Potem spytałam żeby nie przekreślał uczucia i wspólnych planów przez takie coś, powiedział mi ze zachowałam się jak jego żona zachowywała się przez 4 lata, że go wyzywała i obwiniała za wszystko i on już tak nie chce żyć i się tego po mnie nie spodziewał, że by sobie dal rękę uciąć, że nigdy w życiu ode mnie takiego czegoś nie usłyszy. Tłumaczyłam mu, że poniosły mnie nerwy, że każdy ma granice cierpliwości ja już na niego rok czekam i poniosło mnie, że taka nie jestem ale nic moje prośby i tłumaczenia nie dały. Powiedział, że nie da mi drugiej szansy, że w tym temacie powiedział już wszystko co ma do powiedzenia. Tak bardzo Go kocham jestem w stanie wybaczyć wszystko i nie mogę zrozumieć, że przez takie coś to się zakończyło. Jak spytałam czy mnie kocha powiedział ze w tym momencie to nie ma znaczenia. Po prostu nie mogę tego pojąć, nie chce mi się żyć, jeść, nie mam do kogo się zwrócić o pomoc. Jedyna osoba z która mogła bym szczerze porozmawiać to mój brat ale jest niestety w Irlandii i pewnie powiedziałby mi ?a nie mówiłem".
Ja wiem, że to jest chore ale ja już mam taka sieczkę w głowie, że mam nadzieje, że on się jeszcze odezwie, że to nie koniec bo nie dociera to do mnie, że tak się stało tak z dnia na dzień i przez takie coś. Każdego ponoszą nerwy i każdy chyba chociaż raz w życiu powiedział coś czego bardzo potem żałował. Dlaczego on mi nie dal drugiej szansy
((((??? Już bym wolała chyba usłyszeć ze mnie nie kocha. Na dodatek od poniedziałku mam dwa tygodnie urlopu i w domu oszaleje chyba snuje się w szlafroku i nie chce mi się nic
((( a najgorsze jest w tym wszystkim, że wiem, że nie powinnam ale mam nadzieje
((
pomocy
((