netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

nadzieja jest moja uwięzią, czy słusznie robie, że dalej wierze??

7 odpowiedzi3 865 wyświetleńzałożony przez mala.mi84, 15.09.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » nadzieja jest moja uwięzią, czy słusznie robie, że dalej wierze??

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

1

Temat: nadzieja jest moja uwięzią, czy słusznie robie, że dalej wierze??

Hej wszystkim jestem tu nowa i jeszcze nie czytałam wszystkich tematów na forum, ale znając życie pewnie znajdzie gdzieś się temat nieszczęśliwej miłości ale nie chciałam żeby mój został zaszufladkowany i potraktowany ogólnikowo.
Nie mam do kogo zwrócić się o pomoc wiec postanowiłam poszukać jej w internecie.
Trudno opisać cala sytuacje w kilku zdaniach ale postaram się choć podejrzewam, że będzie tego sporo do opisania.
Zacznę od tego ze mam 26 lat i mieszkam w dosyć dużym mieście na zachodzie Polski. W zeszłym roku w marcu postanowiłam, że pójdę zrobić sobie prawo jazdy bo uznałam że to już najwyższy czas. Byłam wtedy jeszcze z chłopakiem (M) z którym spędziłam 6 lat w związku i on polecił mi szkołę swojego kolegi. Kurs zaczęłam w marcu trwał do maja wtedy miałam pierwszy egzamin który niestety zawaliłam stres panika a na dodatek dzień wcześniej rozstałam się z M. Po niezdanym egzaminie musiałam dokupić godziny do wyjeżdżenia no i wtedy to się właśnie zaczęło?.mój instruktor (B kolega mojego byłego chłopak w moim wieku)?który szczerze się przyznam spodobał mi się od początku i który dawał mi sygnały, że ja też mu się podobam. Zaczęliśmy flirtować, wspólne jazdy, godziny przegadane na gg, przyjeżdżał pod moje okno żeby mnie tylko zobaczyć, dzwonił codziennie, pisał smsy itp. W pewnym momencie oświadczył mi, że jest po rozwodzie pomyślałam ok. nie stanowi to dla mnie problemu. Spotykaliśmy się dalej angażowałam się coraz bardziej i bardziej.  Któregoś razu powiedział  mi, że z tym rozwodem to jednak nie jest tak do końca bo jest w trakcie rozwodu, nie mówił bo bał się, że nie będę chciała się z nim spotykać etc. Byłam zła ale jak sobie to przemyślałam postanowiłam brnąć w to dalej(to było silniejsze ode mnie), bo nie mieszkali już razem bo sprawa w sadzie była już wyznaczona na 8 października bo ja już się tak zaangażowałam?.przez całe wakacje pomieszkiwaliśmy u niego razem, było cudownie. Obiecał mi wtedy pewna rzecz, że po rozprawie w październiku jako on to mówi przyjedzie po mnie i mnie ?porwie? do siebie tak już żebym mieszkała oficjalnie i na stałe. W między czasie wyszedł problem jego uzależnienia od marihuany bo popalał ja dość często ale pomyślałam, że damy sobie z tym rade.
We wrześniu zaczęło się coś psuć mówił, nie możemy być razem bo on krzywdzi ludzi bo jest złym człowiekiem generalnie było widać, że ma bardzo niska samoocenę.
Przed rozprawą nie widzieliśmy się jakis tydzień ale myślałam, że wszystko gra ale w dniu rozprawy dowiedziałam się, że jednak nie grało bo po prostu nie przyjechał do mnie i mnie nie ?porwał?. Byłam zdruzgotana nie odpowiadał na smsy na telefony nic bez słowa  przestał się odzywać.
Próbowałam walczyć z dołem ale cały czas wierzyłam, że to jest miłość która musi to wytrwać pomimo przeciwności losu, że nie wierze ze się to tak skończyło. I nagle w grudniu odezwał się poprosił o spotkanie oczywiście byłam zła, że mnie tak potraktował ale mu wybaczyłam. Wytłumaczył mi, że żona nie stawiła się w sądzie i nie dostał rozwodu, że było mu wstyd przyjść do mnie i powiedzieć, że dalej musimy czekać, na domiar złego jak to mi powiedział, że wymusiła na nim to, że znowu razem zamieszkali ponieważ nie dawała sobie rady finansowo, że mieszkają w osobnych pokojach, że na kolejna rozprawę trzeba znowu czekać, że przez to zamknął szkołę nauki jazdy, że pali jeszcze więcej niż palił. To wszystko co mówił tak bolało ale ja go kochałam tak bardzo, że nie potrafiłam sie od niego odwrócić. Pare razy spotkaliśmy się jeszcze i znów kontakt się urwał??do wiosny. Na wiosnę odezwał się i powiedział, że podejmuje walkę na szeroka skalę, że chce rzucić palenie, że w sierpniu ostatecznie wyprowadza się jego żona bo kupuje mieszkanie bo dostała kredyt i najważniejsze chce o nie jeszcze raz zawalczyć. Znowu odżyły moje uczucia byłam taka szczęśliwa. Bardzo się od tego czasu starał poszedł do psychologa, żeby poradzić sobie z samym sobą, przestał palić, odzywał się do mnie no i nadszedł dzień, troszkę się to przeciągnęło ale w zeszły czwartek wyprowadziła się jego żona ostatecznie z domu i zaraz po tym złożył następnego dnia przy mnie nowy pozew o rozwód. Mieliśmy zamieszkać razem od października, mówiliśmy nawet na poważnie o dziecku, w przyszłym tygodniu mieliśmy jechać na 5 dni na urlop?..jednak wszystko się zmieniło w mgnieniu oka. W sobotę wieczorem przyjechałam do niego wypiliśmy piwko pooglądaliśmy TV wylądowaliśmy w łóżku i jak już miało przyjść coś do czegoś on mi nagle mówi nie no to ja dalej się nie poddawałam bo zawsze jak tak mówił to mnie podpuszczał żebym się bardziej do niego dobierała zazwyczaj odpuszczałam ale tym razem nie odpuściłam i w pewnym momencie wstał z łóżka wyszedł do kuchni wrócił i położył mi na łóżku 20 zł i powiedział że to na taxówke. Byłam w szoku ubrałam się i spytałam czy jest pewien, że chce mnie widzieć po raz ostatni odpowiedział  tak. Myślałam jak tak można. W złości przy wyjściu powiedziałam mu tylko, że jest gnojem. Potem z rana jeszcze napisałam smsa ze potraktował mnie jak szmatę, że bawił się moimi uczuciami ze wiem teraz ze to wszystko co mówił to były kłamstwa, że jak można przez taki incydent zerwać znajomości, nie odpisał?..dopiero w poniedziałek z pracy na gg napisał, że przyjechałam do niego tylko po to żeby się napić i bzykać. Jak to przeczytała byłam wściekła jak on mógł tak pomyśleć i przekreślić wszystko przez taki incydent oczywiście napisałam, że mam o to żal, że ja mu tyle raz potrafiłam wybaczyć a on mi nie może??? Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić i dalej nie wiem bo żyć mi się nie chce. Potrafiłam jeszcze schować dumę do kieszeni i zadzwoniłam do niego tego samego dnia z zapytaniem czy jak jest w stanie mnie jeszcze oglądać czy moglibyśmy się spotkać, spytał po co powiedziałam, że chce przeprosić za ten incydent(choć uważam, że to nie była tylko moja wina), że chce żebyśmy pogadali zgodził się?jechałam do niego z taka nadzieja. Od razu przeprosiłam od razu zaatakował, że za co przecież napisałam mu, że to jego wina to powiedziałam za co ja się czuje winna i poprosiłam, żeby mi wybaczył powiedział że wybacza. Potem spytałam żeby nie przekreślał uczucia i wspólnych planów przez takie coś, powiedział mi ze zachowałam się jak jego żona zachowywała się przez 4 lata, że go wyzywała i obwiniała za wszystko i on już tak nie chce żyć i się tego po mnie nie spodziewał, że by sobie dal rękę uciąć, że nigdy w życiu ode mnie takiego czegoś nie usłyszy. Tłumaczyłam mu, że poniosły mnie nerwy, że każdy ma granice cierpliwości ja już na niego rok czekam i poniosło mnie, że taka nie jestem ale nic moje prośby i tłumaczenia nie dały. Powiedział,  że nie da mi drugiej szansy, że w tym temacie powiedział  już wszystko co ma do powiedzenia. Tak bardzo Go kocham jestem w stanie wybaczyć wszystko i nie mogę zrozumieć, że przez takie coś to się zakończyło. Jak spytałam czy mnie kocha powiedział ze w tym momencie to nie ma znaczenia. Po prostu nie mogę tego pojąć, nie chce mi się żyć, jeść, nie mam do kogo się zwrócić o pomoc. Jedyna osoba z która mogła bym szczerze porozmawiać to mój brat ale jest niestety w Irlandii i pewnie powiedziałby mi ?a nie mówiłem".
Ja wiem, że to jest chore ale ja już mam taka sieczkę w głowie, że mam nadzieje, że on się jeszcze odezwie, że to nie koniec bo nie dociera to do mnie, że tak się stało tak z dnia na dzień i przez takie coś. Każdego ponoszą nerwy i każdy chyba chociaż raz w życiu powiedział coś czego bardzo potem żałował. Dlaczego on mi nie dal drugiej szansy sad((((??? Już bym wolała chyba usłyszeć ze mnie nie kocha. Na dodatek od poniedziałku mam dwa tygodnie urlopu i w domu oszaleje chyba snuje się w szlafroku i nie chce mi się nic sad((( a najgorsze jest w tym wszystkim, że wiem, że nie powinnam ale mam nadzieje sad((


pomocy sad((

2

Odp: nadzieja jest moja uwięzią, czy słusznie robie, że dalej wierze??

Jego zachowanie mówi Ci dobitnie ''Nie kocham Cię" Tak naprawdę to masz kobieto szczęście w nieszczęściu .

3

Odp: nadzieja jest moja uwięzią, czy słusznie robie, że dalej wierze??

Hm. Wiesz co? Nie spotkałam się jeszcze z taką świnią...
Ten facet ewidentnie Cię nie kocha. Jesteś dla niego zabawką na pocieszenie - bardzo dobrze wie, że jak kiwnie palcem to od razu przyjdziesz, wybaczysz i pocieszysz. NIE! Skończ to jak najszybciej. Zajmij się czymś - zbliża się piękna jesień, może zaproponuj koleżance pomoc nad dzieckiem, odwiedź babcię, ciocię, mamę...
A co najważniejsze - odetnij się od niego. Jeśli masz możliwość zmień numer telefonu i gg, zniszcz wspólne zdjęcia i pamiątki.
Po jego ostatnim zachowaniu mogę się tylko domyślać, że potrzebował byle pretekstu żeby znowu Cię zranić - może pogodził się z żoną, może kogoś poznał. A później jak mu coś nie wyjdzie znowu do Ciebie wróci, a Ty znowu będziesz cierpiała...
Otwórz się na ludzi i nowe znajomości - a nuż spotkasz kogoś naprawdę wyjątkowego smile

4 Ostatnio edytowany przez lukas86 (2010-09-18 05:36:03)

Odp: nadzieja jest moja uwięzią, czy słusznie robie, że dalej wierze??

Witaj, napiszę to jako facet, choć niekoniecznie z punktu widzenia faceta, po prostu byłem w podobnej sytuacji do Twojej i moja rada - DAJ SOBIE Z NIM SPOKÓJ.Wiem ,że to nie takie łatwe,ba - TO CHOLERNIE TRUDNE ,ale to jedyne rozsądne wyjście. Moja historia wyglądała bardzo podobnie. Wielka miłość, cudowne chwile,wszystko było piękne i wyjątkowe,ale...no właśnie...Nie mogliśmy być razem, a przynajmniej ona tak twierdziła. Nie będę tu się rozpisywać co było przyczyną, ale ona miała uporządkować swoje sprawy i mieliśmy w końcu zacząć nasze wspólne życie. Po jakiś czasie, kiedy po raz drugi sprawa miała być już załatwiona a wyszło inaczej puściły mi nerwy. Nie zrobiłem wtedy w sumie nic strasznego ani chamskiego, ale usłyszałem,że nie spodziewała się tego po mnie,że jestem jak jej były i ona już nie chce...Byłem w szoku ,że jedno spięcie, gdzie w sytuacji nie do pozazdroszczenia puściły mi nerwy i dla niej od razu wszystko przekreślone...  Przepraszałem,tłumaczyłem i dostałem swoją "szansę". Kochałem tak bardzo,że odstawiłem na bok honor i zdecydowałem się czekać.Ograniczyliśmy spotkania do minimum, dopóki ona wszystkiego nie poukłada,ale mieliśmy regularny kontakt na gg. Później było różnie między nami,cały czas słyszałem,że jej zależy,że będziemy ze sobą, ale trzeba poczekać tyle,że dalej nic się nie zmieniało a do tego wszystkiego każda moja próba rozmowy na nasz temat  była odbierana jako atak na jej osobę albo wywieranie na niej presji. Im dłużej to trwało tym bardziej miałem wrażenie,że to tylko mi zależy na związku i że to tylko ja się staram,żeby między nami było lepiej. Po prawie 3-miesięcznej przerwie w spotkaniach,kiedy relacje układały się różnie,ale zazwyczaj nie za ciekawie spotkaliśmy się i było znów cudowanie i wszystko jak dawniej. Mówiła jak bardzo kocha itp.itd. Po kilku takich spotkaniach mimo wcześniejszych szumnych zapowiedzi to znów ja musiałem wyjść z inicjatywą rozmowy,która skończyła się kłótnią bo ja chciałem konkretów a ona "nie miała dnia". Parę dni później kiedy byliśmy umówieni na rozmowę,odwołała spotkanie i stwierdziła PRZEZ TEL. że ona już nie chce. Nie było jej nawet stać na to,żeby powiedzieć mi to w oczy i wytłumaczyć całej tej sytuacji. Później jeszcze się widzieliśmy bo chciałem wiedzieć dlaczego tak było, ale dostawałem idiotyczne wytłumaczenia.
Wnioski?

- Nie można na nikogo czekać i żyć nadzieją. Jeżeli ktoś Cię naprawdę kocha i chce z Tobą być -  to będzie bez względu na wszystko i nie będzie kazać Ci czekać.
- Jeżeli ktoś raz zostawi Cię nagle z błahego powodu to nie ma co się łudzić - zrobi to po raz kolejny.
- Szanuj siebie, wtedy druga osoba też będzie Cie szanować. Nie przepraszaj i nie proś po kilka raz - raz wystarczy. Przepraszamy, prosimy, czekamy w nadziei ,że ta druga osoba doceni to jak bardzo nam zależy, że w końcu coś zrozumie - BŁĄD - jeszcze głębiej w dupie nas będzie mieć.

Bardzo dużo wycierpiałem i równie dużo się nauczyłem. Nie popełniaj takich samych błędów i olej tego człowieka.I jeszcze jedno - napisałaś ,że była rozprawa o rozwód na którą ona się nie stawiła a później on przy Tobie składał pozew. Już to śmierdzi na kilometr bo w przypadku niestawiennictwa strony sąd odracza rozprawę na inny termin,nie trzeba składać kolejny raz pozwu.

5

Odp: nadzieja jest moja uwięzią, czy słusznie robie, że dalej wierze??

Kobiety i mężczyźni to straszni tchórze, jeśli idzie o mówienie 'nie zależy mi na Tobie', 'nie jesteś tą jedyną/jedynym'. Wolą wymyślić tonę wymówek ('przyszłaś do mnie tylko na piwo i bzykanko!') niż powiedzieć prawdę. Wykazałaś wystarczająco dużo cierpliwości, czekałaś bardzo długo. Jeśli on tego nie docenia- znajdź kogoś, kto to zrobi, a z tym panem daj sobie spokój.

6

Odp: nadzieja jest moja uwięzią, czy słusznie robie, że dalej wierze??

daj sobie z nim spokój szkoda marnować czas, nerwy na niego. znajdziesz sobie kogoś innego jakiegos normalnego faceta, bo z doświadczenia wiem że nic z takich związków nie wychodzi.
jeśli on z tobą nie chce byc z tak błahego powodu to zastanów się czy on cie kochał? no raczej nie, z reszta sam ci to powiedzial niestety... wiec nie zawracaj sobie nim głowy

7

Odp: nadzieja jest moja uwięzią, czy słusznie robie, że dalej wierze??

wstań z łóżka i wyjdź na spacer, zakończ wszystko w swojej głowie
skoro związek nie ma już szansy, to nie powinnaś robić sobie nadziei.
Jeśli chodzi o dawanie drugiej szansy, to nie każdy jest zdolny ją dawać

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » nadzieja jest moja uwięzią, czy słusznie robie, że dalej wierze??

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026