a wy wierzycie w milosc po grob? czy macie tak jak ja?
Ja wierze, znam osobiście parę przykładów,
ale to ludzie „z dawnych czasów”
ja wierze chociaż w dzisiejszych czasach kiedy ludzi sie poznaje przez internet cieżej o taka miłósć
Nie jest to niemożliwe, aczkolwiek w dzisiejszych czasach to raczej rzadkość
Nie doświadczyłem i już pewnie nie doświadczę ani po grób, ani żadnej - ale wierzę, że jest.
Jak najbardziej wierzę, ale jest to rzadkie zjawisko, chyba coraz rzadsze.
Jak najbardziej wierzę, ale jest to rzadkie zjawisko, chyba coraz rzadsze.
Bo fundament budowania relacji nie istnieje.
Idziemy w kierunku indywidualnego zdziczenia.
W sumie jakie to ma znaczenie czy się w to wierzy, czy nie ? Nikt z nas nie wie jaki ma "termin przydatności do spożycia". Dla jednych "miłość po grób" będzie krótko, a dla innych bardzo długo. Chyba nie ma sensu sobie tym zawracać głowy. Dalekiej przyszłości się i tak nie przewidzi. Istotne jest jak się czujesz z drugą osobą tu i teraz, i to czy widzisz z nią jakąś wspólną przestrzeń do budowania relacji.
Powiedzenie „miłość aż po grób” oznacza miłość, która jest tak silna, że trwa przez całe życie i kończy się dopiero w chwili śmierci.... tak mi podpowiedział internet.
Więc jak najbardziej może istnieć, bo nie jest tożsama z przeżyciem całego życia z osobą, którą kochamy.
Młoda panna, która czekała na żołnierza, który z frontu już nie wrócił, może go kochać aż po grób, mimo że przeżyła życie z kimś innym... To też miłość aż po grób. I on ją do śmierci kochał, jak i ona jego.
Dalekiej przyszłości się i tak nie przewidzi. Istotne jest jak się czujesz z drugą osobą tu i teraz, i to czy widzisz z nią jakąś wspólną przestrzeń do budowania relacji.
Ładnie napisane
.
Sądzę, że wyłącznie takie podejście daje nam szansę na długą, satysfakcjonującą relację. Zakładanie czegoś w długiej perspektywie może się nie sprawdzić, bo nie wszystko jesteśmy w stanie z góry przewidzieć, wtedy samo życie zweryfikuje tok i sposób myślenia, jednak właściwe ustawienie sobie priorytetów, a potem skupianie sią na tym co jest tu i teraz buduje związek krok po kroku, dzień po dniu i wtedy idzie się do przodu.
Mam kuzynkę, która kilka lat temu została wdową, można odnieść wrażenie, że już nigdy z nikim się nie zwiąże, tak przynajmniej deklaruje na dzień dzisiejszy. I rzeczywiście skończyła budowę domu, którą rozpoczęli z nieżyjącym już mężem, skupiła się na wychowywaniu synów, na pracy, nawet nie daje sobie możliwości, aby jeszcze kogoś pokochać. W takim przypadku też można mówić o miłości po grób, choć moim zdaniem nie jest to coś, co nam służy.
Wasze odpowiedzi tylko potwierdzaja moje zdanie. w Mojej rodzinie byly takie historie milosci po grob, np prababci, ktorej maz polegl na polu chwaly, ona juz sie z nikim nie zwiazala, mimo ze miala do tego moralne prawo. do konca poszukiwala, gdzie spoczelo jego cialo. zmarla majac ok 100 lat.
zauwazylam, ze dzis ludzie sa egoistyczni, wygodni, relacje plytkie, telefony i internet nie wplynal dobrze na relacje.
powodem tego, ze sie wpakowalam w toksyczny zwiazek bylo moje naiwne i latwowierne podejscie, czym i jaka jest milosc, ze ludzie sa dobrzy. ocknelam sie z tego raz na zawsze, ale pozostalo mi, ze gdybym miala sie zwiazac to musialabym widziec prawdopodobienstwo dla potencjalnego zwiazku, ze wlasnie mogloby trwac az po grob. nie widze sensu, zeby co powiedzmy 3 lata zmieniac mezczyzne podobno mojego zycia. koniec koncow od 8 lat jestem sama. mozna do tego dorzucic strach przed bliskoscia, ale nad tym juz zaczelam pracowac. narazie zaczelam skupiac sie na sobie, tym bardziej, ze w momentach, w ktorych sie przelamalam (byly takie) doprowadzalo to za kazdym razem jedynie do rozczarowan (choc na szczescie na etapie poznawania, bo z niczym mi sie nie spieszy).
zwiazki odpuscilam sobie i to chyba juz na dobre. moim problemem jest rowniez to, ze od dziecka szybko sie przyzwyczajam do ludzi, np. gdy spedzalysmy ferie razem z kuzynka potrafilam tygodnie potem tesknic, tak samo mam ze zwierzetami. w relacje rowniez szybko sie wkrecam, szybko mi zalezy. to wszystko prowadzi tylko do kolejnych ran. natomiast skupienie sie na swoim rozwoju przynosi satysfakcje. oczywiscie nikt nie chcialby obudzic sie na starosc i byc samotnym, w moim przypadku raczej sie nic nie zmieni.
Nic z tego nie rozumiem.
W ciągu ostatnich 10 miesięcy założyłaś X tematów - chyba z 9, lub 10, i w każdym z nich był jakiś obiekt zainteresowania. Nie wnikam, czy ciągle ten sam, czy częściowo ten sam, czy może w każdym inny.
Jednak nijak się to nie ma do tego, o czym piszesz teraz, czyli do tego, że niby od 8 lat jesteś sama.
To albo w poprzednich wątkach kłamałaś, albo teraz mijasz się z prawdą.
13 2021-02-21 16:14:24 Ostatnio edytowany przez blueangel (2021-02-21 16:31:34)
Nic z tego nie rozumiem.
W ciągu ostatnich 10 miesięcy założyłaś X tematów - chyba z 9, lub 10, i w każdym z nich był jakiś obiekt zainteresowania. Nie wnikam, czy ciągle ten sam, czy częściowo ten sam, czy może w każdym inny.
Jednak nijak się to nie ma do tego, o czym piszesz teraz, czyli do tego, że niby od 8 lat jesteś sama.
To albo w poprzednich wątkach kłamałaś, albo teraz mijasz się z prawdą.
slucham? przeciez na tym forum zalozylam LACZNIE z 10 tematow, wraz z tym, w tym ogolne z ciekawosci, jak ten tu czy shittesty/ co sie zmienia po 40 (mam 30), dotyczace jakiegos mojego problemu (np zazdrosci z zwiazku sprzed 8 lat o byla, zeby sprawdzic czy byly podstawy, czy jednak nie i na przyszlosc nie popelniac tego bledu, choc z zazdroscia tez mam problem od dziecinstwa, poczawszy o d mamy, po przyjaciolke) 2 dotyczace obiektow (i jak w poscie powyzej juz napisalam byl to etap poznawania, nie zwiazku) i chyba raz pytalam tu o laser.
jesli mialam 8 tematow dotyczacych moich 8 zwiazkow, o przepraszam, nawet 9 czy 10 to mialo byc, w ciagu ostatnich 10 miesiecy bardzo prosze o nazwe tematow/linki??
bo jesli takowych 9-10 tematow nie ma to licze na przeprosiny od moderatorstwa forum. jak moderator moze zarzucac uzytkownikowi ot tak klamstwo?!
Proszę bardzo.
https://www.netkobiety.pl/search.php?ac … _id=401093
Przez wiele lat też moje związki to były same porażki, aż przyszedł ten dzień, gdzie spotkałam tego jedynego. To było już prawie 10 lat temu. Wydaje mi się, że teraz jak są te wszystkie aplikacje randkowe, to ciężko jest znaleźć kogoś uczciwego.
16 2021-02-24 14:27:32 Ostatnio edytowany przez niski_facet (2021-02-24 14:30:39)
Pytanie czy kiedykolwiek istniała? Od zawsze związki, małżeństwa to był raczej handel wymienny niż bezinteresowne uczucie. Zawsze jest warunek, będę cię kochać jeżeli: będziesz taki i taki, taka i taka itd.
Związki trwają przeważnie kilka lat bo ludzie się zmieniają. Te bardziej trwałe relacje to może gdy poznają się osoby po 40 bo wtedy to już umowny się - raczej niewiele się zmienia. Ale taka przeciętna osobą w wieku 20-40 lat co 5 lat jest zupełnie inną osobą, zmienia poglądy, pragnienia, plany na przyszłość.
Mnie tylko dziwi jeszcze czemu faceci tak chętnie się żenią i poświęcają swoje majątki dla kobiet. Ostatnio czytałem artykuł, gdzie facet przez covid stracił pracę i nie może jej znaleźć mimo iż szuka, ma dowody. Poszedł do sądu o obniżenie alimentów, a sąd go wyśmiał i odmówił. Brak możliwości odwołania. Teraz jego była żona jeszcze wysyła mu komornika bo od 6 miesięcy nie może znaleźć pracy. Tak bardzo się kochają, nawet po rozstaniu.
Panowie - jak ślub to tylko na starość (po 40) gdy ludzie się już tak nie zmieniają i są stali w pragnieniach. Obecnie nie widzę sensu brać ślubu w młodym wieku. Na początku nikt oczywiście nie planuje rozwodu, ale po 5 latach dwie osoby mogą być już zupełnie inne i się wypali. Takie życie
Artykuł nazywa się Alimenty w czasach koronawirusa. Na rozprawach rozgrywają się prawdziwe dramaty. Strona wp
To tak odnosnie miłości XXI wieku
Miłość to nie jest coś do wierzenia w to. Albo ma się zdolność do takiego uczucia i obdarzenia nim kogoś albo nie.
Zwiazki aż po grób to zupełnie inny temat. Można być w takim związku i bez miłości nawet.
Moze być miłość przez całe życie, a być razem nie mozna. Teraz niekoniecznie ludzie są bardziej płytcy, co nie chca być w związkach, które ich unieszczęśliwiają. a ze świat jest tak zbudowany, ze mają gdzie się ewakuować, to się dzieje.
wielu ludzi wiążą tylko dzieci i coraz więcej związków 50 latków sie rozpadnie jak wyfruną z gniazda.
to co kogoś uśzczęśliwia a co nie uszczęśliwia w związku to inny temat. na pewno tych w związkach bez miłości unieszczęśliwia więcej. Tą osobę która nie kocha unieszczęśliwia wiele- Ta która kocha ma szerszy margines tolerancji. Ale i tak ta nierównowaga podgryza taki związek.
wg mnie nie ma mowy o miłości bez dojrzałości mentalnej i duchowej. Wiec w młodości mamy zauroczenia, na bazie których moze powstać miłość- a nie miłość prawdziwą. ![]()
Miłość to nie jest coś do wierzenia w to. Albo ma się zdolność do takiego uczucia i obdarzenia nim kogoś albo nie.
Ładnie to napisałaś. Dodałbym tylko, że trzeba też umieć przyjąć takie uczucie.
Pozdrawiam!
Wierzę w miłość, bo widzę ją wszędzie wokół. Nie wierzę tylko w miłość skierowaną do mnie.
Wierzę w miłość, bo widzę ją wszędzie wokół. Nie wierzę tylko w miłość skierowaną do mnie.
Teraz to mnie rozbawiłaś,
I zaraz idę do konta popłakać.
Proszę bardzo.
https://www.netkobiety.pl/search.php?ac … _id=401093
no wlasnie. a zaraz dodam kolejny i pewnie o moim kolejnym wyimaginowanym zwiazku.
22 2021-02-27 22:35:49 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2021-02-27 22:54:00)
Ja tam wierzę w miłość do grobowej deski, chociaż takiej nie widziałam na oczy. Ale UFO też podobno nie widzieli, a już zaczynają akty prawne wojskowe konstruować na wypadek spotkania z tym ewenementem, więc coś jest na rzeczy ![]()
Dla mnie miłość do grobowej deski to bardziej uczucie niezależne od okoliczności i czasu. Można kogoś kochać do śmierci, a życie mieć ułożone z kimś innym i to w niczym nie koliduje ani jedno nie wyklucza drugiego. Dzisiaj mamy taką kulturę zawłaszczania sobie człowieka na własność. Jak on/ona jest moja, to znaczy że nie powinna z nikim innym żartować, śmiać się mieć wspomnień.. A tak nie powinno być. Miłość to akceptacja człowieka z jego pragnieniami, przeżyciami, z całym bagażem jego doświadczeń. Jeśli się kogoś kocha, to daje mu się wolność bo miłość to nie jest klatka. Ktoś kiedyś powiedział; "Kochasz? To puść wolno.. Jeśli odwzajemnia twoje uczucia, na pewno wróci".
Są czasem historie miłości które są ponad czasem, przetrwają wszystko, trwają naprawdę do śmierci, choć zdawałoby się, że ludzie nawet wierni sobie nie są
Tylko ich łączy to, czego inni nie potrafią zrozumieć. Dlatego oni przeżyją ze sobą wiele lat i umrą w sobie zakochani, a ci ktorzy stoją jak Cerber na straży swojego małżeństwa, nie potrafią się zrozumieć nawzajem i rozwodzą się wielokrotnie i umrą nie zaznawszy miłości.
Oczywiście nie polecam zdradzania się nawzajem jako metody na udane małżeństwo, ale tak mnie naszło...
Misinx napisał/a:Dalekiej przyszłości się i tak nie przewidzi. Istotne jest jak się czujesz z drugą osobą tu i teraz, i to czy widzisz z nią jakąś wspólną przestrzeń do budowania relacji.
Ładnie napisane
.
Sądzę, że wyłącznie takie podejście daje nam szansę na długą, satysfakcjonującą relację. Zakładanie czegoś w długiej perspektywie może się nie sprawdzić, bo nie wszystko jesteśmy w stanie z góry przewidzieć, wtedy samo życie zweryfikuje tok i sposób myślenia, jednak właściwe ustawienie sobie priorytetów, a potem skupianie sią na tym co jest tu i teraz buduje związek krok po kroku, dzień po dniu i wtedy idzie się do przodu.Mam kuzynkę, która kilka lat temu została wdową, można odnieść wrażenie, że już nigdy z nikim się nie zwiąże, tak przynajmniej deklaruje na dzień dzisiejszy. I rzeczywiście skończyła budowę domu, którą rozpoczęli z nieżyjącym już mężem, skupiła się na wychowywaniu synów, na pracy, nawet nie daje sobie możliwości, aby jeszcze kogoś pokochać. W takim przypadku też można mówić o miłości po grób, choć moim zdaniem nie jest to coś, co nam służy.
Ja to tylko w teorii jestem taki mądry
A jak przychodzi co do czego, to też mi się włącza "gdybanie" i wymyślanie różnych scenariuszy przyszłości.
no wlasnie. a zaraz dodam kolejny i pewnie o moim kolejnym wyimaginowanym zwiazku.
Nie napisałam, że Twoje związki są wyimaginowane, przeczytaj jeszcze raz mój post.
Napisałam o tym, że wcale nie jesteś od 8 lat sama - jak twierdziłaś - ponieważ z Twoich ostatnich tematów wynika, że byłaś w przynajmniej kilku relacjach w ostatnim czasie.
A skoro byłaś w kilku związkach, to nie byłaś przez 8 lat sama. To miałam na myśli.
25 2021-02-27 23:32:30 Ostatnio edytowany przez blueangel (2021-02-27 23:37:05)
blueangel napisał/a:no wlasnie. a zaraz dodam kolejny i pewnie o moim kolejnym wyimaginowanym zwiazku.
Nie napisałam, że Twoje związki są wyimaginowane, przeczytaj jeszcze raz mój post.
Napisałam o tym, że wcale nie jesteś od 8 lat sama - jak twierdziłaś - ponieważ z Twoich ostatnich tematów wynika, że byłaś w przynajmniej kilku relacjach w ostatnim czasie.
A skoro byłaś w kilku związkach, to nie byłaś przez 8 lat sama. To miałam na myśli.
no nie wiedzialam, ze np miesiac popisania i randka, dwie to juz zwiazek. wlasnie mnie uswiadomilas. przeciez mowilam, ze zakanczane na ETAPIE POZNAWANIA. hellooooooooo
Tak widziałam taką miłość do grobowej deski. Moi dziadkowie się kochali do końca, prawie 50 lat stażu małżeńskiego. Jak babcia umarła to dziadek odszedł w przeciągu miesiąca.
Teraz umarła matka kolegi. Wiem, że jego rodzice też byli takim kochającym się małżeństwem.
Wierzę, że jest więcej takich. Wśród znajomych też widzę udane wieloletnie związki. Nie widzę wielu rozwodów, raczej pojedyńcze przypadki.
Tak widziałam taką miłość do grobowej deski. Moi dziadkowie się kochali do końca, prawie 50 lat stażu małżeńskiego. Jak babcia umarła to dziadek odszedł w przeciągu miesiąca.
Kiedy babcia została wdową, było tuż po wojnie, moja mama miała wówczas 2 lata, zaś babcia była matką szóstki dzieci. Z odpowiedzialności za szwagierkę i jej dzieci ożenił się z nią młodszy brat mojego biologicznego dziadka. Można więc powiedzieć, że nie było to małżeństwo z miłości, ale z rozsądku. Niemniej ta miłość przyszła i była wielka aż do śmierci. Babcia nie była łatwą osobą, ale z jaką czułością i troską patrzył na nią mąż do ich późnej starości, to można tego życzyć każdej kobiecie. Ona była starsza o kilka lat, zmarła pierwsza, a kiedy nie było jej już na świecie, to pogodny, dobroduszny i optymistycznie na wszystko patrzący dziadek po prostu zgasł. Żal było patrzeć jak tęskni i jak bardzo brakuje mu jakiegokolwiek sensu życia. Kiedy odszedł był już zupełnie innym człowiekiem.
Moja matka chrzestna i jej mąż też są takim małżeństwem. Dziś są już starszymi osobami, ale świata poza sobą nie widzą. Zwracają się do siebie ciepło, z miłością, mówią o sobie nawzajem w ten sam sposób, widać, że się kochają i są dla siebie wszystkim. Już dziś boję się sytuacji, kiedy jedno z nich odejdzie, a drugie zostanie samo.
Ja to tylko w teorii jestem taki mądry
A jak przychodzi co do czego, to też mi się włącza "gdybanie" i wymyślanie różnych scenariuszy przyszłości.
Pokaż mi choć jedną osobę, która jest mądrzejsza w życiu niż w teorii, kiedy to odcinamy się od emocji. Ja chyba nie znam, siebie nie wyłączając
.
28 2021-03-05 09:10:54 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2021-03-05 16:16:18)
Wierzę w miłość po grób, a nawet poza grób. Chociaż nie z tych damsko-męskich, ale jest taka miłość w moim życiu. Jest człowiek który wiele lat po śmierci wciąż ma w moim sercu nienaruszalne miejsce.
Co do damsko-męskich miłości, to że związałam się z kimś innym po śmierci poprzednika, nie znaczy że ten poprzedni przestał być ważny i kiedykolwiek przestanie albo że stał się mniej ważny. To są po prostu osobne półki w sercu.
Misinx napisał/a:Ja to tylko w teorii jestem taki mądry
A jak przychodzi co do czego, to też mi się włącza "gdybanie" i wymyślanie różnych scenariuszy przyszłości.
Pokaż mi choć jedną osobę, która jest mądrzejsza w życiu niż w teorii, kiedy to odcinamy się od emocji. Ja chyba nie znam, siebie nie wyłączając
.
Też jestem z tych wielkich teoretyków ![]()