Hej. Jestem tu nowa. Chce się WAS poradzić. Otóż u mnie problem jest następujący. Jestem ze swoim mężczyzną 1,5 roku. Obydwoje mamy po 25 lat. Kochamy się- to pewne, jesteśmy zaręczeni i wszystko byłoby super gdyby nie fakt że ja ciągle odczuwam jakieś braki. Brakuje mi pocalunków, dotyku, skupienia się na mnie. To jest bardzo dobry wartościowy człowiek, mamy w życiu ten sam cel- stworzenie szczęśliwej rodziny, marzy nam się gromadka dzieci. No ale złości mnie to że na co dzień upominać się muszę o podstawowe rzeczy. Jest tak że przez pewnien okres jest ok, niczego mi nie brakuje, czuje się bardzo kochana, a za jakis czas muszę się prosić o wszystko. Jest mi przykro kiedy idąc spać On zamiast mnie przytulić abym zasnęła w jego ramionach, daje mi szybkiego buziaki na dobranoc i odwraca się plecami. Kiedy rano się budzi nie przytula mnie, nie robi nic w moim kierunku tylko wstaje, a mi brakuje chwil poświęconych tylko mnie. Mówi mi że mnie kocha i ja to wiem, ale ma problem z okazywaniem tych uczuć w taki sposób w jaki kobieta tego potrzebuje. Przez to że mam tego wszystkiego tak mało ja zaczynam go osaczać chyba, prosząc się o to, mając pretensje bo odczuwam braki i to jest takie zamknięte koło. Rozmowa? Rozmawiałam milion razy, słucha mnie ale wiem że boli go to ze narzekam na niego. Uważa że daje mi wystarczająco, że to ja nadwyraz dużo tego potrzebuje, ale ja się z tym nie zgadzam. Uważam że mam mało tego o czym pisze powyżej. On jest pewny mnie, jestem taka przewidywalna, zawsze na jego skinienie, skupiona przede wszystkim na nim, bez jakiś wybitnych zainteresowań. Gubię się już w tym wszystkim i nie wiem jak sobie poradzić. Pomożecie?
Podobne tematy
Witaj dobrawa. Może jest tak, że Twój narzeczony ma spadki i wzloty nastroju? Przez jakiś czas czuje się dobrze, jest pozytywny i wtedy nie ma problemu z okazywaniem uczuć - piszesz, że są okresy kiedy jest ok. Być może przeżywa nawroty lekkiej depresji? Jeżeli tak jest, to buziak na dobranoc świadczy o wielkim zaangażowaniu...
Czy zawsze tak było?
3 2010-09-13 16:22:05 Ostatnio edytowany przez dobrawa (2010-09-13 16:24:26)
Depresji to nie ma, jest to człowiek, który jest zadowolony ze swojego życia. U nas jest tak: wszystko jest dobrze, fajnie się dogadujemy, czuje się kochana (choć i w tym okresie chciałabym więcej uczucia, ale akceptuje ten niedosyt, bo wiem, że On taki jest), po czym jak w każdym związku następuje konflikt, ja jestem osobą wybuchową i jeśli w trakcie tego konfliktu zareaguje zbyt impulsywnie, lub powiem coś za dużo, co go zaboli to On się zamyka i uznaje że tylko ja jestem winna całej sytuacji, że powinnam kontrolować swoje zachowanie i teraz muszę ponieść konsekwencję, czyli czekać aż On na nowo się otworzy. I teraz też tak było, ale wyjaśniliśmy sobie wszystko wieczorem na spokojnie i niby ok, ale jest nadal taki niedostępny. Wkurza mnie to. Jest ze mną, spędzamy razem czas, a ja sie czuje jakby mnie tam nie było. Tak bardzo brakuje mi takiego szaleństwa, pożadania z jego strony. achh..
chm... widziałam już coś podobnego... sprawa dotyczyła mężczyzny z ogromnym bagażem bolesnych doświadczeń. Problem polegał na tym, że ktoś kiedyś zachwiał jego poczuciem własnej wartości do tego stopnia, że już nigdy w nią tak do końca nie uwierzył. Każdy konflikt, zwłaszcza z bliskimi, wywoływał w nim podświadomą agresję - w ten sposób bronił się przed wspomnieniem dawnego bólu.
no ja tez tak mialam....przed slubem mowil mi 200razy dziennie ze mnie kocha itd itd po slubie nie bylo gorzej tez okazywal uczucia i wogole.Az wkoncu kiedys ja sie wkurzylam bo ilez razy moge mu odpowiadac ze go kocham prawda?i to byl moj BIG BLAD i pewnego razu jak zapytal czy go kocham ja tak niechetnie, bez przekonania odp "noooooo" i wiecie co?? od tego momentu przez dokladnie 3 lata nie mowil mi ze mnie kocha...!!!!!!!! oczywiscie ze zapytaalam po jakims czasie dlaczego mi nie mowi? a on odpowiedzial ze mnie sie znudzilo sluchac tego wiec on przestal. Nawet nie wiecie ile razy prosilam zeby zaczal mi mowic takjak kiedys bo poporostu czulam sie wtedy wyjatkowo, taka doceniona i wogole....po paru dniach przestalam mu o tym przypominac, zachowywalam sie jak dotychczas i ....
Zaczal od nowa mowic o swoich uczuciach i to jest najpiekniejsze kiedy kobieta np.robiac obiad, smazac kotlety itp slyszy od swojego ukochanego ze jest wyjatkowa albo w najmniej oczekiwanym momecie facet powie "kocham cie"
Teraz tyle razy ile slysze KOCHAM CIE tyle samo razy odpowiadam z czuloscia i taka namietnoscia.Juz nigdy nie powiem ze "cos" mi mowi za duzo hehe
Dziewczyny pomocy. Nie wiem co myśleć. Jest mi przykro. Wczoraj mieliśmy rozmowę, która mnie zabolała. Do tej pory spotykaliśmy się poza weekendem, 2 dni w tygodniu, ja zawsze do niego przychodze, bo mam blisko z pracy. Prawda jest taka, że zdaje sobie sprawę że siedze mu troche na głowie, ale z drugiej strony kochając kogoś powinno się czerpać przyjemność ze spędzonego wspólnie czasu czyż nie? Wczoraj wieczorem powiedział mi że proponuje aby ograniczyć nasze spotkania i widywać się tylko sobota, niedziela i poniedziałek. Byłam w szoku, bo nie spodziewałam się tego. Powiedziałam że jest to dla mnie cios poniżej pasa na co on że przesadzam i zrobiło się nie przyjemnie. Powiedział, że siedze na dupie i nic nie robie i jestem księżniczka , bo oczekuje że on będzie siedział non stop przy mnie, podczas gdy on ma co robić, bo poza pracą i kursami ma pasje którą jest piłka nożna i chce się w tej materii realizować. Ja to rozumie, ale czuje się jakby wogóle mu nei zależało na mnie, na naszych spotkaniach. Niedawno się zaręczyliśmy a ja czuje że się oddalamy. Czuje się po wczorajszej rozmowie jakby mnie ktoś pożądnie w pysk szczelił. Płakałam wczoraj długo, bo poza tym że sprawił mi przykrość to powiedział prawdę, bo rzeczywiście siedze na dupie i poza pracą nie robie nic ciekawego, on jest całym moim życiem. Nie wiem co myśleć. Czy człowiek który kocha ucieka od spotkań z ukochaną? Czy to moje osaczenie mogło w nim spowodować niechęć do mnie? Czy ja go nudzę? Czuje się beznadziejna i niekochana. Jak sobie to poukładać. On jest spoko człowiekiem, wartościowym i uczciwym, ale swoją szczerością potrafi zranić na maxa. Zarzucił że myśle tylko o sobie, a ja na każdym kroku dostosowuje się do jego planów i wogóle do niego zeby mógł się realizować. I to ja czuje się że on myśli tylko o sobie. Mam wrażenie że kocha mnie wtedy gdy jestem grzeczna i godzę się na wszystko a w momencie gdy okaże swoje emocje w postaci niezadowolenia, czy focha to juz jest źle i muszę usłyszeć takie przykrości. Powiedzcie mi czy to moja wina, czy to że go tak osaczyłam i pokazałam że jest całym światem sprawiło że ma taki stosunek do mnie, czy po prostu on mnie nie kocha? Jak mam to odebrać co usłyszałam? Jak podejść do sprawy?
hej ![]()
daj mu troche luzu no i ty zacznij sie spełniać, wyskocz gdzieś z kumpelami czy coś zrób dla siebie. Bycie w związku nie oznacza ze macie być ze sobą związani łańcuchami ![]()
8 2010-09-15 10:40:41 Ostatnio edytowany przez dobrawa (2010-09-15 10:40:53)
Wydaje mi się, że nie stałam mu do tej pory na drodze w realizacji jego pasji, wręcz dostosowywałam się do jego wolnego czasu by nie musiał z niczego rezygnować. Czuje się tak źle, jest mi smutno. Nie widzę z jego strony większych starań, tylko wymagania bym była wyrozumiała i na wszystko się godziła. Jestem taka nijaka, nic nie robie ciekawego w życiu i go to chyba też nudzi i męczy... ![]()
aby poprawić te relację może zamiast krytykować zacznij go chwalić. kiedy cie przytuli powiedz np "mm jak ja lubię czuć te twoje mięśnie na sobie i czuć ten zapach Twój, uwielbiam jak mnie przytulasz" ...... dodatkowo, zajmij się czymś dla siebie zrób coś tylko dla siebie abyś czuła się piękna i wartościowa. np zacznij czytać książki zapisz się ja basen jogę czy na fitnes.
i nie dramatyzuj tak, facet to nie cały świat, cały świat to TY
Ja osobiście jestem bardzo bezkompromisowa w takich sprawach. Jeżeli ktoś mnie nie szanuje i ma wyłącznie wymagania, jeżeli wytyka mi w okrutny sposób moje wady, to wycofuję się z takiej relacji.
Oczywiście każdy ma inny poziom tolerancji na zranienia, ale pozostaje kwestia tego, jakim prawem ten człowiek Cię rani, skoro Ty robisz wszystko, aby przy tobie czuł się dobrze?
Mam nadzieję, że nie cierpisz na syndrom męczennicy i masz dość poczucia własnej wartości, aby coś z tym zrobić.
Prawda jest taka że jestem uległa i zawsze wyciągam rękę do zgody, z drugiej zaś strony częściej to ja burze relacje między nami i zdaje sobie sprawę, że bycie ze mną nie jest łatwe, bo nie należe do osób bezproblemowych tylko wręcz przeciwnie. Ogólnie to sobie nei radze ze sobą. W domu rodzinnym jest syf, nie lubie tam przebywać i jak tylko mogłam to uciekałam z tamtąd do mojego faceta bo tam było mi dobrze, ale On pewnie poczuł że ma mnie za dużo, że nawet nie musi się starać o mnie bo cały czas jestem w jego świecie. Próbuje juz od długiego czasu sobie to wszystko poukladać, zmienić cos w swoim życiu ale brak mi zaparcia i konsekwencji. Chciałabym przejść terpapie (jestem DDA) i ostatnio nawet dzwoniłam co nie było łatwe, ale godziny nie pasowały, bo pracuje i znowu lipa. Stoje w miejscu i się pogrążam.
Jak wy w ogóle spędzacie ze sobą czas (wtedy kiedy jest między wami dobrze)? Robicie coś razem, wychodzicie, spędzacie czas ze wspólnymi znajomymi? Czy po prostu siedzicie w domu?
I co Twój facet czerpie z tego związku?
Mam takie niejasne wrażenie, że on chyba naprawdę zaczyna się nudzić. Partner (niezależnie czy jest to facet czy kobieta), który się w stu procentach podporządkowuje i poza związkiem nie ma żadnego życia, a do tego regularnie wybucha rzeką pretensji, jest mało pociągający. Szczególnie jeśli ta druga osoba ma jakieś pasje i cele. Mam też inne wrażenie - że gdybyś zajęła się samą sobą, wyszła gdzieś z koleżanką, zapisała się na siłownie, słowem - zrobiła coś SAMA i dla siebie, BEZ NIEGO, pokazała mu, że NIE JEST CAŁYM TWOIM ŻYCIEM, być może nie musiałabyś się aż tak dopraszać czułości. Użalaniem się, fochami, pretensjami itd. raczej nie sprawisz żeby Cię bardziej kochał. Tak mi się wydaje...
13 2010-09-15 11:40:57 Ostatnio edytowany przez dobrawa (2010-09-15 11:41:28)
Jak spędzamy czas? Ja przychodze do niego po pracy. Jemy razem obiad, rozmawiamy, potem oglądamy tv lub posiedzimy na komputerze, czasem spacer, pichcimy coś w kuchni, raz na jakiś czas spotkanie ze znajomymi.
Ja wychodzę z koleżankami, nawet częściej niż On z kolegami, bo on swój wolny czas poświęca przede wszystkim na oglądanie lub uprawianie sportu. Rzeczywiście nie robię niczego co mogłoby mu imponować. I tak jak piszesz kendy napewno pretensjami nie sprawie by mnie bardziej kochał. Nie umie się jednak powstrzymać gdy coś mi się nie spodoba żeby tego nie powiedzieć. Może gdybym była bardziej zajęta nie miałabym czasu myśleć tyle i analizować. Z pewnością nie jestem wymarzoną partnerką dla niego, ale zaręczył się ze mną, a tera ja czuje że my bardziej się oddaliliśmy, a wydaje mi się się że te zaręczyny powinny nas zbliżyć. Wiem że jestem kłótliwa, problemowa, impulsywna i to napewno go nie przyciąga, ale gdybym czuła że jestem w jego życiu ważniejsza niż odczuwam że jest to teraz, gdyby się bardziej starał to pewnie łatwiej byłoby mi się zmienić. Nie chciałam nigdy go osaczać ale chyba tak jest bo widzę po nim zawsze stres jak mi coś mówi, co wiąże się z tym że sie np nie zobaczymy itp. Nie chce tego, chce zeby czuł się przy mnie szcześliwy, ale ja tez chce się tak czuć.
14 2010-09-15 12:00:35 Ostatnio edytowany przez mirabi (2010-09-15 12:02:51)
dobrawa mi się wydaje, że masz niskie poczucie wartości i dlatego ciągle potrzebujesz dowartościowania ze strony swojego narzeczonego. Ciągle i ciągle, a i tak zapewne to nie podwyższa na długo Twojej samooceny, tylko działa krótkotwale. Dlatego wciąż domagasz się tego dowartościowywania. Twoje problemy z dzieciństwa, bo wspomniałaś, że jesteś DDA teraz wychodza na światło dzienne, bo się z nimi nie uporałaś na terapii. Podejrzewam, ze odczuwasz wewnętrzną pustkę i dlatego potrzebujesz ciągłego dowartościowania, dlatego też uważasz, ze ciągle czegoś Ci brakuje. I nie dziwię się, że Twojego faceta to już może zacząć męczyć. Powinnaś teraz skupić się na sobie, pójść na jakąś terapię, żeby psycholog pomógł Ci to wszystko poukładać. Do tego może byc też tak, że Twój facet jest introwertykiem dlatego tak reaguje, że się w sobie zamyka i stąd to jego zachowanie. Najpierw uporaj się ze swoimi problemami, bo negatywne doświadczenia z dzieciństwa przejmują kontrolę nad Twoim życiem i będzie co raz gorzej.
Apropo pasji w związku to jako facet coś Ci powiem. Regularnie chodzę na piłkę z kolegami. W sezonie zimowym na hali, a reszta roku na świeżym powietrzu. Kobiety (żony, narzeczone, dziewczyny) facetów tam uczęszczających dzielą się na trzy kategorie. Pierwsza to taka, która zabrania. Chodzi taki facet na piłkę w systemie raz przyjdę, później dwa tygodnie nie i tak w kółko. Po jakimś czasie przestaje przychodzić. Druga grupa to taka, która kontroluje. Facet sobie przychodzi zawsze gdy gramy, ale zawsze ze swoją partnerką, która przesiaduje na ławce. Swoją drogą zawsze jak słyszę z ławki tekst takiej panny "Misiu kończcie już, zimno jest", to mam ochotę odpowiedzieć "to idź do domu"
No i trzecia grupa czyli te które cieszą się że facet ma pasję czy hobby, zwał jak zwał. I w tym czasie gdy on jest na tej piłce spotykają się z koleżanką albo robią same coś na co mają ochotę.
Nasuwa się pytanie która grupa jest najlepsza, a która najgorsza. Myślę że sama musisz sobie odpowiedzieć. Ja coś podpowiem. Większość kobiet nie lubi mężczyzn całkowicie uległych i pozbawionych zainteresować i pasji. Niestety często a nawet bardzo często kobiety są zaborcze. Wynika to z wielu przyczyn - właśnie wspomniana potrzeba dowartościowania, brak własnych znajomych i zainteresowań, chorobliwa zazdrość (na pewno mnie tam zdradza) i wiele innych. Nim się później taka obejrzy jej facet siedzi tylko z nią w domu i się na siebie patrzą. Albo przed tv spędzają razem czas. Dwa wyjścia są wtedy. Albo facet ma tak słaby charakter i jest tak uległy, że się podporządkuje i po jakimś czasie kobieta założy wątek na forum "mój facet nie ma zainteresowań i tylko by w domu siedział cały czas". Albo facet nie wytrzyma z kompletnego braku swobody i po prostu odejdzie. Do kogoś kto mu tę swobodę zagwarantuje. Normalny facet tak ma Dobrawo. Potrzebuje czasem odrobiny spokoju i czasu dla siebie. Jego sprawa jak go spędzi - czy w garażu naprawiając samochód, czy z kolegami na meczu czy może na rybach. Normalna kobieta też tego spokoju potrzebuje. Jeśli Ty masz tak, że tylko on i on i nic więcej, to powinnaś się nad sobą zastanowić, bo go zwyczajnie zamęczysz. Naprawdę nie spędzając ze sobą 100% czasu jesteśmy dla siebie bardziej atrakcyjni ![]()
Pozdrawiam
16 2010-09-15 13:09:50 Ostatnio edytowany przez dobrawa (2010-09-15 13:11:53)
Rafix bardzo mądrze piszesz.
Mój facet dokładnie tak jak Ty w sezonie zimowym gra na hali, a reszte roku na boisku. Poza tym duuużo czasu spędza na oglądaniu sportu w tv, mecze i inne dyscypliny, wiadomości, i inne.
Którą jestem grupą... do żadnej nie pasuje, bo ani nie zabraniam, ani nie kontroluje, ani też w 100% nie ciesze się jego pasją jeśli mam być szczera. Do jakiej więc należe? Chyba do takiej która na siłe próbuje sobie udowodnić, że może być ważniejsza CZASEM od tej piłki i manipuluje poprzez swoje zachowanie jego decyzje. Uwierz mi że nie chce żeby zrezygnował z tych pasji, ze swojego czasu, chodzi o to bym poczuła że On potrzebuje czasu ze mną i żeby wtedy poświęcił mi swoją uwagę, dał bliskość której tak bardzo potrzebuje i żeby mu te chwile sprawiały przyjmność, dały radość i żeby za nimi tęsknił. Do tej pory to ja ZAWSZE nalegałam na spotkania, inicjowałam je dlatego tak bardzo bym chciała zobaczyć że On ich pragnie a nie spotyka się bo ja tego chcę.
Ja mam znajomych, mam też możliwość spędzania czasu w innym sposób niż tylko z nim, ale jakoś mnie do tego nie ciągnie, żyje od spotkania z nim do spotkania. Nie chce mi się robić nic jak jestem sama (z pewnością ma na to wpływ sytuacja w moim domu, która zupełnie mnie demotywuje i zniechęca do wszystkiego i kiedy przebywam w domu dłużej to mam ochote z tamtąd uciec).
Jak mi wczoraj powiedział żebyśmy ogrniczyli nasze spotkania to naprawdę aż mi się gorąco zrobiło, poczułam się taka do niczego, nudna i beznadziejna, doszło do mnie że napewno męczy go moje towarzystwo co jest dla mnie ciosem, podczas gdy jego towarzystwo jest dla mnie niejlepszą opcją spędzania czasu. Kocham go bardzo. Poczułam się jakby przestało mu zależeć, mam wrażenie przepaści między nami. Znam swoje błędy ale prawda jest taka że nie tylko ja je popełniam. Potrzebuje jego wsparcia i bliskości a on w takich konfliktowych momentach NIGDY mnie nie przytula, zawsze się odwraca, a ja dążąc do jak najszybszego załgodzenia nieporozumienia zawsze wyciągam ręke do zgody niejednokrotnie poniżając się przy tym, bo On mnie odrzuca.
Ciężka praca przede mną...