Witajcie.Jestem w trudnej sytuacji życiowej i szukam pomocy bo nie potrafię sobie z tym poradzić.Jestem 9 lat po ślubie i mamą czwórki wspaniałych dzieci.Mój mąż jest starszy ode mnie o 15 lat. Oczywiście walczyliśmy o tą miłość ze względu na brak akceptacji otoczenia. Jak to zwykle na początku bywa był cudowny, czarujący i z wielkim poczuciem humoru. Po ślubie z roku na rok było coraz gorzej.Wiem z zasady gdy coś się złego dzieje widzimy tylko tą ciemną stronę życia.Były też ulotne cudowne chwile jak np.narodziny naszych dzieci.Niestety dziś jest tylko źle.Kocham mojego męża ale on nie odwzajemnia moich uczuć.Zatracił się gdzieś po drodze naszej wspólnej ścieżki i nie potrafię zrozumieć gdzie popełniłam błąd.Zachowuje się jak bym dla niego nie istniała a jak już istnieje to tylko po to by słyszeć" zrób to nie rób tamtego". Nie całuje mnie ,nie przytula, nie pamiętam tez kiedy słyszałam słowo" KOCHAM".Kłótnie to nasza codzienność przeważnie na płaszczyźnie finansów.Słysze wtedy jaką to jestem niezdarą, idiotką i wiele przykrych słów.Próbowałam z nim o tym rozmawiać wiele razy" jak to kiedyś mnie kochał jak się wspieraliśmy jak bardzo mi źle".Niestety on za każdą razą zbywa mnie mówiąc że ta miłość to wielka bzdura i trzeba zarabiać pieniądze, że jest zmęczony i nie ma ochoty słuchać moich dyrdymałów.Powiedzcie same czy to coś złego być kochaną:( Nie wiem co począć jest mi coraz gorzej....zajmuje się domem, dziećmi i potrzebuję wsparcia bliskiej osoby.Nie wymagam od niego wiele mówię mu " tylko mnie kochaj".Wiele razy gdy się kłócimy,czuję jak gardło mi się zatyka a w głębi szepczę cicho " chcę rozwodu" ale nie potrafię powiedzieć tego głośno bo go po prostu " kocham".Powiedzcie czy to jest chora miłość?
Podobne tematy
A spotykasz się z przyjaciółmi,koleżankami ogólnie czy wychodzisz do ludzi?Czytając Twojego posta miałam wrażenie że Twoja rola w Twoim związku polega na byciu grzeczną córeczką tatusia.Należałoby to zmienić.Zacznij od tego ze nie pozwolisz więcej na to aby ktokolwiek Ciebie obrażał.Jesteś mamą czwórki dzieciaczków a to z pewnością jest powód do dumy.Powiem Ci ze ja też pochodzę z wielodzietnej rodziny mam dzis zal do mamy o to że zupelnie o sobie zapomniała.Nie potrafiła się bronić gdy mąż był dla niej nie dobry.Pozdrawiam.
Dziękuję Dario:) Niestety nie mam koleżanek i nie wychodzę do ludzi....tak jak mówisz jestem grzeczną żoną.To dla niego zerwałam wszelkie kontakty ze znajomymi.......a o kolegach to już mogę pomarzyć.......( jest zazdrośnikiem jakich mało)twierdzi, że on też nie ma znajomych więc po co mi przyjaciółki.....mam jedną ale mieszka daleko i kontaktujemy się telefonicznie.Na co dzień zajmuję się tylko dziećmi, bo twierdzi że taka jest moja rola,nawet nie odwiedzam rodziny.Był okres że podjęłam pracę i czułam że żyję.Poznałam wiele fajnych kobietek, niestety moja praca wymagała 12 godzinnym pobytem poza domem i nie mogłam poradzić sobie z pogodzeniem zawodu a opieką nad dziećmi.W końcu one są najważniejsze.Co do traktowania męża- było tak że ulegałam na jego obrazy i zawsze potulnie znosiłam jego obelgi wychodząc i płacząc gdzieś po cichutku.Później moje relacje się zmieniły i zaczęłam odpierać jego ataki-atakami ale bywa jeszcze gorzej.Masz rację całkowicie zapomniałam o sobie,chcę tylko jak najlepiej dla moich dzieci.Pochodzę z domu alkoholika i wiem co to trudne życie.Nie chcę aby moje dzieci żyły w stresie wysłuchując tatusia obelg i dziecinnego podejścia do życia.Bo czasami tak czuję jak byłby dużym dzieciakiem chcącym spełniać jego zachcianki.Najgorsze że nie potrafię tego zmienić. Chciałabym czuć w nim oparcie i bezpieczeństwo a jest zupełnie inaczej.Zastanawiam się każdego dnia " czy przyjdzie uśmiechnięty,czy będzie ze mną rozmawiać czy też jak zwykle będzie szukał zaczepki".Próbowałam już wszystkiego......rozmowy, wspólnych kolacji przy świecach,wakacji.Nic na niego nie działa.Myślę że on już nic do mnie nie czuje.Na pewno nie ma innej kobiety-wiem to na99% co mogłoby być przyczyną jego oziębłości.Widzi tylko pieniądze bo twierdzi, że zarabianie jest najważniejsze.Jak twierdzi są jego a ja potrafię je tylko " rozp......".Wydaję tylko na to co potrzebne dla domu , nawet nie pamiętam kiedy sobie coś kupiłam.Nie wiem może to już końcówka naszego pięknego małżeństwa do grobowej deski.Nie znam sposobu i lekarstwa na to całe zło.Ja okazuję mu czułość kiedy tylko nadarzy się okazja a on tak bezdusznie mnie odpycha.Zadaję sobie pytanie:" Czy walczyć aż zabraknie mi tchu,czy warto skoro on nie czuje tego samego,a może po prostu zakończyć to i powiedzieć Żegnaj po 9 latach???????"
Czytając twoją wypowidź myślałam że jesteś starsza, dopiero jak spojrzałam że masz 28 lat to pomyślałam jaka jesteś młoda, jeszcze wiele przed toba! Ty walczysz o związek,ale jak sie to mówi: do tanga trzeba dwojga. Skoro dla twojego męża najważniejsze są pieniądze to niesądze żeby się to kiedyś zmieniło...chyba że nagle zrozumie że gdzieś sie po drodze pogubił. Moze gdyby zrozumiał że może was stracić to wtedy by sie to zmieniło.
Co do pracy, to nie próbowałaś szukać jakiejś choćby na jakiś mały etat? Zawsze wtedy wyszłabyś do ludzi, poznałabyś kogoś. Zależy w jakim wieku są twoje dzieci, ale w czterech ścianach można zwariować ze swoimi myślami.
Napisz,jeśli będziesz miała chwilkę w jakim wieku są Twoje dzieci,czy mieszkasz w mieście czy na wsi -jeśli oczywiście możesz.
Wiesz,to tak jakbym czytała swoją własna historie-też pragnę kochać i być kochaną .Tylko że przyszedł w moim życiu taki okres że powiedziałam sobie -''Dosyć,nie będę już małą dziewczynką z wyciągniętymi rękami proszącą o miłość.Nie to nie spadaj baranie.''I zaczęła się moja droga ku wiedzy o mnie samej,o mojej roli jako kobiety i matki.Wiem jedno że warto się zmieniać aby mój syn nie traktował kiedyś w przyszłości swojej kobiety w taki sam sposób w jaki sposób była traktowana moja prababcia,mama i ja. Chcę kochać i być kochaną...
Witajcie:) Masz rację dantek czasami myślę że już świruję.......ogarniają mnie uczucia przygnębienia i braku sensu w życiu a tysiące myśli kłębi mi się po głowie.......:(Dręczy mnie to że ze wszystkim muszę sobie radzić sama....:((.Dario witam w klubie niekochanych.....bardzo wcześnie wyszłam za mąż bo w wieku 19 lat.Nie była to miłość z przymusu.Chcieliśmy wziąć ślub cywilny by postawić się światu( wiecie różnica 15 lat to powód do sprzeczności rodziny) Ja wywodzę się z domu alkoholika i chciałam w końcu wyrwać się z tego koszmaru a on wydawał się być dojrzałym,cudownym i odpowiedzialnym facetem w porównaniu do moich rówieśników.Gdy załatwialiśmy formalności okazało się że jestem w ciąży.No to co? To ślub kościelny bo jak przyjdzie dziecko to zaczną się wydatki......i tak mijały mi lata......raz było dobrze raz gorzej....ale trwaliśmy.Do dnia kiedy tak jak Ty Dario zaczęłam dorastać........dziś wiem że byłam młodą, głupią i szaleńczo zakochaną dziewczyną która tak naprawdę nie szukała męża tylko " ojca"- tej opieki i poczucia bezpieczeństwa jakiego nie dostałam od taty.Dzieci mam jeszcze małe ( 8,7,4,2 latka-trzy dziewczynki i chłopca) mieszkamy na wsi więc z pracą jest gorzej.......chociaż bardzo chciałabym ja podjąć to jednak nie mam wsparcia i opieki dla dzieci.Wtedy podjęłam tą pracę bo była zima o mój nie mam żadnej.Więc zamieniliśmy się rolami.Było ciężko ale zagryzałam zęby i radziłam sobie jak mogłam.Gdy on znalazł coś dorywczego na budowie( trwa to do dzisiaj) ja musiałam zrezygnować i zająć się dziećmi.Najgorzej jest z córeczką( 2 latką) bo nie mam co z nią zrobić.Dziewczynki i chłopiec chodzą do szkoły a mnie niestety nie stać na opiekunkę czy żłobek by iść do pracy.Fakt dostaję od męża skromne wypłaty co tydzień ale to wystarcza tylko na jedzenie......... i tak wleką się dzień za dniem.Jak taka monotonia.......jak dzień świstaka.Robię codziennie to samo......gotuję, sprzątam, piorę poświęcam każdą wolną chwilę dzieciom.On wychodzi rano,wraca wieczorem,siada do komputera i gada " jestem głodny" gdy ja odgrzewam mu obiad.Czasami sprawdza rachunki na co wydałam gdy dochodzi do sprzeczek na podłożu finansów.Z zasady mało co gada.......ogólnie z dziećmi.Później kąpie się, włącza film na kompie i kładzie się do łóżka.Ja borykam się z dziećmi jeśli jeszcze nie śpią.On warczy gdy mu przeszkadzają.Rano on wstaje o 5 siada do kompa( jaz zawsze)i budzi mnie słowami" wstawaj już 6 zrób mi śniadanie"........i nooooooooo resztę już znacie dzień zaczyna się na nowo......to jest okropne, to tak bardzo boli.Nie chcę umrzeć z taką świadomością poniżenia.Nawet gdy przychodzi niedziela nie potrafi być przy mnie.Umie tylko rozkazywać,przeklinać i drzeć papę na wszystko co mu się nie spodoba.Powiedzcie- jak zerwać jak powiedzieć, że ja już tak dłużej nie mogę.Kobiety w jego rodzinie tez były tak traktowane.Jak z 19 wieku.On pan władca-ona posłuszna kura domowa.
Spróbowałabym mu powiedzieć to co nam powiedziałaś.Może nie będzie trzęsienia ziemi.Warto spróbować.Oczywiście bez słów typu ''bo ty'',''to przez ciebie ''itp.Kiedyś umiałaś postawić się światu...
No właśnie powiem Ci, że próbowałam z nim rozmawiać niejednokrotnie......bezskutecznie.Opowiadając Wam moja historie ukryłam jeden bardzo ważny wątek.Trudno jest się do czegoś takiego przyznawać......ale nie znam już sposobu na poprawę naszych relacji.Mianowicie dochodziło do rękoczynów w naszym domu.Zaczęło się oczywiście niewinnie.......Sprzeczki jakieś szarpnięcia,popychanie,a w końcu były trzy poważniejsze sytuacje.Po trzecim uderzeniu(w zeszłym roku po jego powrocie z pracy w Niemczech) nie wytrzymałam i uciekłam z dziećmi ( prawie śpiącymi-były nieświadome co się stało)w nocy do szwagierki i wezwałam policje,która było widać niechętnie przeprowadziła interwencję,poszłam do lekarza na obdukcje.Później były przemyślenia....dlaczego ,co ja mu takiego zrobiłam,nigdy go nie zdradziłam byłam wierną i posłuszną żoną.Odwiedzał dzieci,pytał jak się czują.Po pewnym czasie nasze drogi się zeszły( powiedziałam że dam mu jeszcze jedną szansę)...... o dziwo od tamtego czasu nie podniósł na mnie ręki( chyba poczuł respekt bo mu się postawiłam)ale jego zachowanie........no właśnie.......pod dużym znakiem zapytania?????Tak jak mówisz Dario nigdy ale to nigdy nie używałam słów typu jakie napisałaś.Starałam się mówić co czuję dlaczego jest mi źle,że chcę być kochana.........ale on twierdzi ze to steki bzdur.Kiedyś puściłam mu film" poradnik miłosny" nie tylko o seksie ale jak poznać tą swoją połówkę jak odkryć w niej wartości.Wiecie co zrobił.......obejrzał,położył się do łóżka i bez słowa zasnął.Taki bez uczuć ,bezlitosny drań.Nigdy nie słyszałam "przepraszam- ja nie chciałem" nie umie również dziękować i powiedzieć słowa" proszę".
Wiem że najłatwiej byłoby popełnić samobójstwo w małżeństwie powiedzieć "żegnaj"........tylko jak żyć ze świadomością, że tak bardzo kogoś się kocha,że oddałaś wszystko co miałaś w życiu temu jedynemu.Może jestem głupia, może nie potrafię tak po prostu powiedzieć "cześć- było miło ale się skończyło"Co robić.........co robić?????:((((
A może skorzystajcie z pomocy specjalisty? Jakaś poradnia psychologiczna, która zajmuje się terapią małżeńską? Wiem, że mężczyznę jest trudno nakłonić do opowiadania komuś obcemu o swoich problemach, ale powiedz mu, że nie da się tak żyć jak obecnie żyjecie, płynie dzień za dniem bez szczęścia i miłości w znużeniu życiem i sobą, goniąc za czymś co jest mało istotne..
Masz rację Angel-niełatwo się poddać, kiedy kogoś się kocha. Więc próbuj, żebyś nigdy nie musiała powiedzieć sobie "za mało dla nas zrobiłam".
Dziękuję Liwio:) Niestety muszę przyznać że nawet za milion lat nie da się namówić na żadną poradnie czy specjalistów.Nie chcę mówić o tym że zrobiłam za mało wręcz przeciwnie czasami myślę że robię zbyt wiele dla naszego związku. Przedkładam już Go ponad wszystko,walczę każdego dnia,strzępię sobie język i nerwy by wykrzesać w nim to czym obdarzał mnie wcześniej.Biję się w pierś i szukam porad nawet w internecie.Nawet w rozmowach stosowałam różnego rodzaju podejścia.........i nic i nic........:(Siadając do neta w wolnej chwili i czytając Wasze porady.......uświadamiam sobie coraz bardziej jak mi źle.......jak walczę z czymś czego może nawet już nie ma........tracąc wiarę i nadzieję na lepsze jutro.Przez całe 9 lat poświęciłam się całą duszą jemu i dzieciom.Nigdy nawet przez chwilę nie pomyślałam o sobie.O tym że chciałabym się odprężyć od codzienności,pobyć sama i znaleść swoje wartości które on tak bezdusznie zabił.Może to czas by powiedzieć" DOŚĆ i trzasnąć ręką w stół".Moim całym światem są dzieci.Oprócz nich nie mam nic w życiu.To chyba już ten czas by całą miłość przelać na nich.Może jak stanę się oziębła i pokarze mu że mi nie zależy wtedy on zacznie walczyć o Naszą miłość.Może dopiero zacznie widzieć co traci.Jeśli będzie mu zależało tak samo jak mnie to zrobi wszystko by to naprawić.Dość bycia grzeczną i posłuszną kurą domową przybiegającą na każde słowo mężusia.
wiesz angel9 jestem żoną alkoholika-a więc terapia i takie tam (na terapie chodzę tylko ja bo mąż nie ma sobie nic do zarzucenia) i ktoś uzmysłowił mi że próbuję zrobić rzecz nie możliwą -zmienić drugiego człowieka.Bardzo chciałam aby mnie kochał tak jak ja rozumiałam że należy kochać- zresztą co będę przynudzać .Usłyszałam że należy odpuścić a jedyną rozsądną rzeczą jest podjęcie pracy nad sobą.Małymi kroczkami choćby stanięcie rano przed lustrem i powiedzenie samej sobie -dziś będę miała cudowny dzień bo dziś właśnie zrobię coś inaczej niż dotychczas np poproszę męża aby podał mi zupę albo inaczej uczeszę włosy.A, co...:) ![]()
Dario jesteś wspaniałą i dzielną kobietą.Wiesz masz rację zmienić drugiego człowieka jest wręcz niemożliwe i chyba czas zacząć myśleć nad sobą.........może to ze mną jest coś nie tak,może wyolbrzymiam coś co prawie już nie istnieje........nasza miłość.Ktoś powiedział jedną mądrą rzecz" nie ważne ile razy upadniesz,ważne jak się podniesiesz".Może czas się w końcu podnieść i powiedzieć sobie że ja w końcu też istnieje,też żyję,oddycham.A nie bezsensownie zatracać się w cierpieniu i myśleć kiedy mnie dostrzeże, kiedy zacznie kochać. Od dziś będę wstawać rano uśmiechać się do lustra i mówić sobie " że jestem mądrą, piękną kobietą zasługującą na szczęście".Dziękuję dziewczyny za wsparcie,za wiarę,DZIĘKUJĘ ZA TO ŻE JESTEŚCIE:)))))))
Witaj Angel.Teraz to ja już poznałam Twoją historię,bardzo podobną do mojej.Tysiące myśli przelatuje mi przez głowę,nie wiem czy zdążę wszystkie wyłapać.
Po pierwsze i co najważniejsze:NIE MOŻESZ TAK SIĘ DAĆ! Ja mam trójkę dzieci,Ty czwórkę,ale jesteś w lepszej sytuacji niż ja bo masz ślub i w razie czego nie zostaniesz bez niczego. Alimenty na dzieci i Ciebie.
Po drugie:Koniecznie znajdż w swojej okolicy terapię DDA(dorosłe dzieci alkoholików)Wiem coś o tym.Żyłam z alkoholikiem.Jeżdżę już rok czasu na terapię dla współuzależnionych i uwierz,pomaga naprawdę! Ty masz w domu przemoc fizyczną i psychiczną.Tak nie może być!
Ja Cię proszę,zapisz się na terapię! Zrozumiesz wiele i postawisz się!A wtedy on zobaczy i może zrozumie. Jeśli pozwoliłaś mu raz wrócić,bez żadnych warunków,bez zmiany,będzie tak samo cały czas,albo z czasem gorzej! Tak było u mnie.Terapia dała mi bardzo dużo.Zrozumiałam jak ma się zachowywać.Mój konkubent(17 lat starszy)przestał pić,bo dostał warunek.Ale i tak nadal gnębił mnie psychicznie.Ty też jak mówisz pochodzisz z rodziny alkoholowej,więc popełniasz błędy w stosunku do swojego męża.Masz prawo do miłości i na pewno ktoś by Ci ją dał. Bo tak się dzieje w najmniej oczekiwanym momencie(jak było u mnie) Ja też wreszcie powiedziałam DOŚĆ! Angel,takie życie,to nie życie! To chora miłość!
Nie możesz tylko Ty kochać i dawać z siebie wszystko.Albo Twój mąż to zrozumie i się nawróci,albo nie,ale to będzie jego strata. Jesteś młoda,zasługujesz na miłość i szacunek.Postaw się! Boże,jak ja bym chciała ci pomóc,bo wiem jak to jest ciężko. Ja właśnie się rozstałam. Muszę zacisnąć pasa. Ale mam księcia i wiem,że mnie uszczęśliwi. Zapisz się na terapię,dla siebie,skoro on nie chce.To będzie dla Ciebie. Trzymam kciuki! Choć wiem jak jest ciężko. Pozdrawiam.
Pytasz jeszcze czy powiedzieć żegnaj po 9 latach? Co to jest 9 lat w porównaniu do reszty życia? Jedna kobieta pisała,że liczyła i czekała na zmianę męża...I tak minęło 30 lat. Zmarnowała całe życie. I tak nikt za nikogo nie podejmie decyzji. Każdy musi podjąć ją sam.
15 2010-09-09 00:31:20 Ostatnio edytowany przez Sylwiamm2 (2010-09-09 00:32:08)
Angel9 zacznij myślec o sobie..może odnów kontakty które pozrywalas..zacznij wychodzic z domu...spotykac się z kimś..bo tak to bedziesz tylko siedziala w domu i słuchała jego wywodów..zrób coś dla siebie.. koleżanka wyżej ma rację..co to jest 9 lat w porównaniu do reszty życia..próbowałaś z nim rozmawiac..ale do tanga trzeba dwojga..na siłe nic nie zmienisz..sama..nie daj się poniżac dla niego bo jesteś wspaniałą wartościową kobietą
A chciec byc kochanym to nic złego w koncu to takie ważne w życiu...
Witajcie dziewczyny:) Wchodząc na ten portal i czytając różne historie załamanych kobiet i mężczyzn myślałam sobie cóż życie potrafi ze sobą nieść.Brak miłości,zazdrość,żądze ,brak wiary w siebie i nadziei że może być lepiej.Długo zwlekałam z napisaniem swego posta.Ale pomyślałam " a co mi tam -najwyżej nikt nie odpisze".On całe dnie w pracy,ja błąkam się po domu szukając szczęścia i pomyślałam że czas się komuś wygadać.Dziś widzę jak różne koleje losu potrafią zbliżyć do siebie ludzi.Niby każda z nas ma inny problem a zarazem jesteśmy tak podobne do siebie.Wszystkie szukamy jednego-MIŁOŚCI.Z dnia na dzień czytając Wasze podpowiedzi utwierdzam się w przekonaniu jak bardzo człowiek musi być zdeterminowany by wyżalać się prawie obcym osobom.Aczkolwiek zauważyłam ile błędów w życiu popełniam. I wiecie co macie 100% rację.Dzięki Wam codziennie odszukuje tą wiarę w siebie i przekonanie,że nadchodzi czas zmian,czas dorastania.W końcu nie jestem już tą niewinną nastolatką zabujaną po uszy w facecie który tak obdarowywał mnie swą miłością,a on z kolei nie jest już tym samym człowiekiem.
Beti dziękuję za rady,dziękuję że wspieracie mnie w tych trudnych chwilach.Pomyślę o terapii ale jakiejś z psychiatrą w tle........bo u mnie problem nie polega na alkoholu.Nie powiem że nie wypije sobie-bo wypije ale tylko gdy jest ku temu okazja.Nie jest alkoholikiem.Wszystkie te scesje w domu były" na trzeźwo" .Ja jestem córką alkoholika i nigdy nie pozwalam na jakieś libacje w domu,bo wiem co przeżyłam w dzieciństwie.Cieszę się niezmiernie że udało Ci się dokonać wyboru.
Sylwiamm masz rację może jak odnowię choć część kontaktów może się dowartościuje.I tak jak mówicie czym jest te 9 lat w porównaniu do całego życia.
Wiecie co odważę się.........Powiem co czuję ostatni już raz.Niech wie co traci.ODEJDĘ OD NIEGO!!!!
angel9 piszesz ""Dario jesteś wspaniałą i dzielną kobietą" wcale nie jestem ...Czytam posta beti35 i gratuluje jej odwagi .Ja mam jedno dziecko i wiele razy chciałam zacząć życie na własny rachunek ale bałam się że nie dam sobie rady.Teraz co prawda między mną a mężem jest dobrze,znajduje w nim cechy których wcześniej nie doceniałam,nie pije ,pracuje.W domu nie ma już tak napiętej atmosfery...
mam pytanie do beti35 o jakim księciu piszesz który to ma dać Ci szczęście?
Dario wejdź na profil Beti wtedy będziesz znała jej historię.Znalazła swego księcia z bajki który obdarza ją uczuciem na jakie zasługiwała.A Ty moja droga naprawdę jesteś wspaniała i dzielna. Tylko jeszcze o tym może nie wiesz.Spójrz na swoje posty i sama dostrzeżesz ilu już ludziom pomogłaś.I wierzę w to mocno że taka też jesteś w realu.Niezmiernie cieszy mnie fakt,że zaczęło się Tobie powodzić i doszliście do porozumienia.Trzymam kciuki za Was abyście razem trwali przez burze.
19 2010-09-09 13:44:07 Ostatnio edytowany przez beti35 (2010-09-09 13:51:34)
Witaj Angel. Cieszę się,że nabierasz siły do walki o siebie! Wiem,że Twój mąż nie jest alkoholikiem,ale pochodzisz z takiej rodziny i może nawet nie wiesz,jaki to ma wpływ na Twoje obecne życie i zachowanie w stosunku do męża! Dlatego tak żle dajesz się traktować. Bo to wszystko co miałaś w dzieciństwie zostało w Twojej głowie.
Próbuj walczyć o męża skoro go kochasz,ale nie swoim kosztem! Jeśli nie doceni walcz o siebie! Masz prawo być kochaną! Będę myśleć o Tobie i trzymać kciuki!
Witajcie dziewczyny:)Dziś mogę stanąć na nogi.Z uśmiechem na twarzy witam nowy dzień.Zaglądam w lustro i mówię sobie " jesteś dzielna,potrafisz"Małymi kroczkami odnajduję siebie samą.Mimo iż brakuje mi jeszcze odwagi na rozstanie z partnerem,zaczynam zauważać pewne zmiany w swym postępowaniu.Po woli ignoruję jego przytyki,nie zauważam jego wstrętnych uwag.Była taka piosenka " zamykam oczy i udaję że nie widzę-zatykam uszy i udaję że nie słyszę-zamykam serce i udaje że nie czuję" Postanowiłam że jeśli on mnie tak traktuje ja również będę się tak zachowywała wobec niego.Jestem chłodna,bez uczuć,odpowiadam byle jak,niech wie co to znaczy.Może to zauważy i będzie wiedział jak się czuje.Ostatnio spotkałam się ze swoją koleżanką.gadałyśmy godzinami........nawet nie wiecie jak mi pomogłyście.Z dnia na dzień będę szukał swojego szczęścia.I coraz bardziej zauważam jaka byłam zaślepiona jak bardzo walczyłam o nieodwzajemnioną miłość.Nie dbając o nic za wszelką cenę pragnęłam by mnie tylko kochał stawiając Go na piedestale i odrzucając wszelkie aspekty swoich potrzeb.Mówię sobie" dziś liczę się tylko ja i moje dzieci" a On niech wie co traci.Nie będę jego niewolnicą.Dziękuję dziewczyny:))))))))Ściskam Was gorąco w myślach.....:)
''Ostatnio spotkałam się ze swoją koleżanką.gadałyśmy godzinami........''musiało być super.My kobietki to tak chyba mamy -musimy przegadać problem i nagle wszystko wygląda lepiej.Pozdrawiam...
witaj. jeśli on twierdzi ze miłość to bzdura to co to jest za człowiek? każdy ma w życiu te złe chwile w których wątpi we wszystko ale to nie moze trwać wiecznie. nie pieniądze są podstawą związku,nie praca.nie mozna za nia tak podazac bo kiedys sie ockniemy gdy nie bedzie juz nikogo bliskiego przy nas i wtedy zdamy sobie sprawe ze nie zylismy tylko byliśmy.do tego dajda straszne wyrzuty sumienia że nie zdąrzyliśmy powiedzieć że kogoś kochamy" ŚPIESZMY KOCHAĆ SIE LUDZI BO TAK SZYBKO ODCHODZĄ" tymi słowami należy się kierować w życiu. ludzie w pogoni za pieniądzem zapominają żyć. a nie na tym polega zycie,siądz i wytłumacz mu to,jeśli to nie pomoże ja radziłabym chwilowe rozstanie,moze przemysli pare spraw i zda sobie sprawe z tego co robi,jak bardzo cie krzywdzil nie odwzajemniajac twoich uczuc. może to coś zmieni i zacznie traktować uczucia poważnie.życzę powodzenia i wytrwałości.pozdrawiam:)
Masz rację zranioneserce.......ja też zadaję sobie pytanie co to za człowiek,bez uczuć,osły i wyrafinowany pracoholik.Wiem że ma obawy co do utrzymania rodziny,bo pracuje sam na 6 osób i to jeszcze na czarno.Ale nie potrafi zrozumieć że w ten sposób próbuje mnie zranić sprawdzając codziennie rachunek po rachunku na co wydałam kasę.Czuję się jak jego niewolnica........a on widzi tylko ten swój świat pieniędzy...........Wczoraj przystawiał się do mnie bo miał ochotę się pokochać......ale ja nie potrafię......czuję odrazę bo wiem że chce zaspokoić tylko swoje żądze nie okazując przy tym żadnych uczuć.Powiedziałam mu że nie będę z nim uprawiała seksu dopóki nie pokarze, że mu naprawdę zależy na mnie.Nie chcę takiego pustego,zimnego drania który ma zbyt mocno wyimaginowany świat ego.Chciał się ze mną kochać a dzisiaj oberwało mi się za buraczki kupione do obiadu.Tego że wypala prawie dwie paki fajek dziennie to nie widzi a mnie wyzywa że kupiłam dodatek do obiadu jak wiem że nie ma kasy.
Tak Dario spotkanie z kumpelą było super,poczułam ulgę ale zarówno Wy jak i Ona nie podejmie decyzji za mnie.Motam się z myślami.Nie znam już sposobu by w końcu zaczął mnie kochać i przede wszystkim szanować.Same powiedzcie że to jest chore.Ja już sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć.Umalowałam się dla niego i ładnie ubrałam a on stwierdził że na pewno będę szukał pretekstu by wyjechać do miasta.To jest chore i debilne............:((((
Zasługujesz na to, aby być szanowaqną. On musi zacząć ciebie lepiej traktować. Kobiety mają takie samo prawo do samorealizacji jak mężczyźni. Angel9, zaproponuj aby w weekend został z dziećmi lub poszedł np. na plac zabaw. Ty potrzebujesz czasu dla siebie, nie tylko aby odpocząć i zrobić coś spokojnie, bez gwaru dzieci. W ciszy będzie łatwiej się tobie zastanowić, nad tym co dla ciebie jest naprawdę najważniejsze. Szukaj też radości w codziennych drobiazgach, ona zawsze gdzieś tam czeka i chce aby ktoś ją odkrył. Znajdź jakąś pasję wymagającą wychodzenia z domu, najlepiej bez dzieci. Może jest jakiś dom kultury niedaleko. Raz w tygodniu przecież mąż powinien zostać z dziećmi. Wiem jak trudno żyć bez miłości. Sama przechodzę kryzys. Wtedy trudno o entuzjazm w wykonywaniu codziennych obowiązków. Trzymaj się ciepło. Jesteś dzielna i taka młoda. Dasz radę. ![]()
Zawsze jak czytam historie młodych kobiet, którym życie nie szczędziło problemów i mężów- kretynów (za przeproszeniem), myślę sobie, jak ja bym chciała, żeby te "idiotki" i "kury domowe" wyszły z cienia, zaczęły w końcu żyć, i pokazały tym burakom, jak bardzo są wartościowe i jak bardzo nie zasługują na takie życie.
Obraża Cię, podnosi na Ciebie rękę, poniża... a on kim takim ważnym jest, że tak się zapytam? Super fajnym Johnym Deppem, za którym uganiają się kobiety pokroju Angeliny Jolie? Zachowanie Twojego męża i jego obraz, jaki nam przedstawiasz wzbudza politowanie, a czasami nawet śmiech. Jeszcze raz pytam- w czym Ty jesteś od niego gorsza. Co, lub kto daje mu prawo do chamstwa, wywyższania się i królowania w domu?
Nigdy, ale przenigdy nie daj się obrażać. Poznaj swoją wartość. Zacznij wychodzić do ludzi, zawieraj nowe znajomości, znajdź chwilę w ciągu dnia, żeby o siebie zadbać. Zobaczysz, że po pewnym czasie dostrzeżesz różnicę między Tobą a nim- zrozumiesz, że zwyczajnie nie dorasta Ci do pięt.
Pozdrawiam!
26 2010-09-16 08:30:07 Ostatnio edytowany przez angel9 (2010-09-16 08:32:28)
Kobiety jesteście niesamowite.......:) Tyle w was odwagi, tyle wartości........szczerze- ja jestem Angelina( ale nie Joli...hihi) On niestety w niczym nie przypomina żadnego Superowego bohatera.Masz 100% rację P&P on jest kretynem i wiem że nie zasługuje na mnie, ale jak wiele kobiet jak to nazwałaś " idiotek " i " kur domowych" nie potrafi wyjść z cienia.Nie obraziłaś nas tymi słowami bo popieram Twoje zdanie,ALE........żadna z Nas tak naprawdę nie potrafi sobie przetłumaczyć dlaczego tak się dzieję.My widzimy że jest źle, że Nas krzywdzą i poniżają........uwierz mi codziennie zatapiam się w myślach i kłębiących się uczuciach zadając sobie pytanie......DLACZEGO z nim jestem,DLACZEGO go kocham i choćbym nie wiadomo ile czasu szukała odpowiedzi to i tak nie potrafię jej znaleść.Kobiety które to przechodzą doskonale mnie rozumieją.Chyba te zmiany zbyt mocno przesłania fakt że chciałybyśmy aby było jak dawniej.....aby nas kochali i szanowali......i wiem że bezsensownie łudzimy się że tak się stanie.Sama już nie wiem,nic nie rozumiem.......DLACZEGO TO ŻYCIE MUSI BYĆ TAKIE SKOMPLIKOWANE.....wierzcie mi aż dusza wydziera mi się z piersi i krzyczy" MAM DOŚĆ, MAM CHOLERNIE DOŚĆ TEGO WSZYSTKIEGO"
Dziękuję Wam kochane za wsparcie jakim mnie obdarzacie nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy.....gdyby nie to forum i wy nadal uważałabym i oszukiwała siebie ze jest wszystko dobrze,że on się zmieni i będziemy żyli w szczęściu i w miłości.To Wy pokazujecie mi prawdziwą stronę medalu.........tą którą tak naprawdę boję się dostrzec....DZIĘKUJĘ WAM:)
Kolejny dzień refleksji......bicia się z własnymi uczuciami i przeżywania samotności w miłości.Dni,tygodnie.....płyną bezsensownie i nawet nie wiem dokąd podążam....:( Ostatnio ten zapatrzony w siebie egoista oznajmił mi że jego pracodawca u którego pracuje na czarno wyjeżdża za granice pozbawiając Go tym samym pracy....... a mnie przerasta świadomość że znowu zostaniemy bez dochodu,że znowu całymi dniami będzie siedział w domu przed komputerem czekając aż jakaś okazja spadnie mu na głowę.Od czasu kiedy w zeszłym roku stracił pracę w firmie w której pracował 15 lat pogubił się i nie może normalnie znaleźć pracy na umowę.Nie jest wybitnie wykształcony i jego wiek przerasta oczekiwania potencjalnych pracodawców.Chciałabym się wybić z tego bagna ale nie wiem jak.Myślałam o założeniu własnej firmy i odizolowaniu się od jego kasy.....ale nie wiem jak to zrobić ,jak się usamodzielnić.Co chciałabym robić.Codziennie siedzę sama z dziećmi w domu i mam spokój do czasu aż On nie wraca i nie zaczyna tych swoich kompleksów wyrzucać na światło dzienne.Praktycznie nie mam nic poza czwórką dzieci i zadłużonym mieszkaniem.Nie mogę pójść do pracy ze względu na małe dzieci.To wszystko mnie przerasta,to tak bardzo boli.Widzę przed sobą jeden wielki mur oddzielający mnie od świata którego nie mogę przebić.Co zrobić by odnaleść sens w życiu........:(
Angel9, po pierwsze chcę Ci powiedzieć,jak bardzo Cię podziwiam, mimo młodego wieku masz już za sobą tak wiele trudnych doświadczeń. Nie mam swojej rodziny,ale nieraz słucham koleżanek, które mają po 1 dziecku i kochających mężów, wspierające rodziny, dziadków, ciocie itp. i one narzekają, jak to im trudne. A Ty jesteś sama z 4 dzieci - i radzisz sobie, to znaczy, że jesteś niesamowicie silną osobą, choć sama tego może nie widzisz. Niejedna kobieta już dawno by popadła w depresję, a Ty zaczynasz myśleć, widzisz, że nie chcesz tak dalej żyć. Wiem, że jesteś w bardzo trudnej sytuacji, ale rozejrzyj się, może uda Ci się znaleźć jakąś pracę, coś może co będziesz mogła robić w domu, naprawdę powinnaś mieć jakieś swoje pieniądze, to co Twój mąż wyprawia to jest CHORE, jak można wyrzucać żonie, że kupiła buraczki do obiadu??? Jesteś od niego kompletnie zależna, to straszne.
Czy nie masz możliwości, żeby ktoś z rodziny zajął się dziećmi choćby na kilka godzin tygodniowo? Pamiętaj, że jesteś wartościową osobą i jak najbardziej, to jest podstawowa ludzka potrzeba, żeby być szanowaną i kochaną. Oczywiście, rozumiem, że mężowi też jest trudno, ale to nie jest wytłumaczenie, żeby się wyładowywać na Tobie. Już raz znalazłaś siłę, żeby odejść od niego. Teraz on nie ma pracy, nie pozwól żeby ściągnął i Ciebie na dół. Może jeszcze od razu nie odchodź, ale poszukaj wsparcia, rozejrzyj się za pracą, odnów kontakty z rodziną czy przyjaciółmi, zebyś miała wsparcie w trudnych momentach. Pozdrawiam Cię serdecznie ![]()
No cóż.......:( Bardzo ale to bardzo dziękuję Ci Elede za takie słowa otuchy....nawet nie wiesz jak podniosłaś mnie na duchu....:) Ja też nie raz popadałam w kompleksy,depresje i dzięki mojemu tatusiowi i mężusiowi mam nerwicę z którą trudno mi żyć bo trzęsą mi się ręce( nawet herbatę mi trudno posłodzić czasami) a każda sytuacja z podniesionym tonem głosu kończy się na dygotaniu całego ciała którego nie mogę opanować i zatykaniu się gardła.Lecz bardzo szybko staram się wyjść z tego stanu, bo wiem że dla dzieci muszę być silna.Dziś tylko dla nich żyję.......nie wiem co by było gdyby nie one.Nie jestem aż taka wspaniała i wartościowa jak piszesz ale bardzo mi zależy by normalnie żyć.Wczoraj On zaczął przeglądać oferty pracy za granicą.Nie wiem co planuje.......co myśli, nic mi nie mówi.Tu na czarno kończy pracę a co będzie dalej........nie wiem!!Może będzie lepiej jak uda mu się wyjechać,odpocznę,zrelaksuje się, ale z drugiej strony przeraża mnie fakt życia bez jakichkolwiek dochodów i co najgorsze powtórzy się sytuacja z zeszłego roku kiedy wrócił z Niemczech i zostałam pobita za głupie zdjęcie.:((((.Na dzień dzisiejszy mam jedyne 690 rodzinnego wraz z zasiłkiem na synka bo ma astmę.Co do mojej pracy choć bardzo bym chciała nie mogę żadnej podjąć bo w rodzinie każdy pracuje,mama jest zbyt schorowaną kobietą na pilnowanie dzieci, a ojciec.......no cóż jest blisko i zagląda czasami do nas ale lubi tez zajrzeć do kieliszka więc pod żadnym pozorem nie zostawiłabym mu dzieci.Koleżanka z którą się kumpluje też niestety pracuje.Na opiekunkę mnie nie stać bo do czwórki nikt nie przyjdzie.....może bym znalazła opiekę dla mojej dwulatki ale reszta dzieci kończy już o 12:00 w południe lekcje więc nie dostanę takiej pracy by się wyrobić do tego czasu.Nie wiem już co robić.......wierzcie mi to nie jest życie to jest codzienna wegetacja i przeciąganie z dnia na dzień.Ja już nawet rano nie wstaję z chęcią życia,wręcz przeciwnie czuję ogromną złość w sobie że noc się skończyła i muszę na nowo borykać się z problemami.Nie tylko z rodzinnymi ale na każdym podłożu muszę radzić sobie sama.Z lekarzami ( bo 2 najmłodszych ma astmę,z córeczką która moczy się po nocach i muszę biegać po lekarzach,a teraz na dodatek dowiedziałam się że najstarsza ma dużą ślepotę na lewe oczko i muszę kupić jej okulary)do tego dochodzi bieganie za prezesem spółdzielni bo rodzice zostawili mi zadłużone mieszkanie i muszę wyjść jakoś z tych długów by nie zrobili mi eksmisji.Poza tym muszę jak każdy z nas borykać się z rachunkami na które zawsze brakuje kasy,pilnować każdego terminu.Za wszystkim biegam sama dosłownie sama.......mój przez okres 9 lat potrafił iść raz tylko z rachunkiem do banku i to jeszcze musiałam wytłumaczyć mu co i jak.Całe życie miał wszystko wykładane na tacę.Śniadanka do pracy,papieroski,obiadki,czyste ubrania.A gdy wraca do domu twierdzi ze jest bardzo zmęczony bo ON PRACOWAŁ..........cholera jasna........przepraszam ale musiałam.Powiem Wam szczerze że gdyby czasami doszło do rozwodu to chyba nigdy nie byłabym gotowa na nowy związek.Do diabła z tymi wszystkimi fagasami.Potrafią tylko rządzić i rozkazywać......." wielcy panowie" ( ale chyba swoich gaci)Nie chcę już nikogo ..........chcę tylko żyć z moimi dziećmi w ciszy i spokoju ciesząc się z każdego dnia, z ich osiągnięć i uśmiechów na twarzyczkach.Bo to jest dla mnie największa nagroda w ciężkim małżeństwie.
"Zobaczysz, że po pewnym czasie dostrzeżesz różnicę między Tobą a nim- zrozumiesz, że zwyczajnie nie dorasta Ci do pięt."-bardzo dobrze powiedziane...
Tak Dario:) Płacze.......... ale dziś to widzę "On nie dorasta mi do pięt......"To takie przykre......to wszystko jest chore,bezsensowne.......to wszystko nie ma sensu.....mam już dość:((((((((((
Witajcie:)))
Dziewczyny z forum doradziły mi przeczytać książkę " Dlaczego faceci kochają zołzy" ......jeśli jeszcze któraś z Was nie czytała to gorąco polecam.....a te które czytały wiedzą akie aspekty są wyznacznikami naszego życia......
Dziś mówię sobie" będę zołzą" nie dam sobą pomiatać......już dość cierpienia.....życie jest jedno i nie mam zamiaru Go zniszczyć.......Nie będą już " miłą dziewczynką" która biegnie na każde zawołanie.
Zaczynam wszystko od nowa....zaczynam żyć:))))))))Będę patrzeć optymistycznie na każdy nadchodzący dzień:))))
Dziękuję Wam że jesteście:))))
Czytałam.Polecam książkę "Mężczyzna od A do Z".Zwłaszcza dwa zdania mnie powaliły .
"Kobieta która jest kochająca,wierna,szanująca,wspierająca,bez wyjątkowych obrazów samej siebie w wyobrażni wzrokowca pozostanie kobietą niedostrzeganą i bardzo niedowartościowaną pomimo swojego ogromnego zaangażowania"
Myślę że trudni jest kochać mężczyżnie kobietę smutną, zalęknioną , z pochyloną głową ,ciągle narzekającą itp...A taką kobietą byłam,taki tworzyłam obraz ...
Dziś czytam "Biegnąca z wilkami" To jest książka którą naprawdę warto przeczytać;)Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.
Dziękuję Dario za wsparcie:))) Na pewno nie omieszkam ominąć książek które mi poleciłaś....przeczytam na pewno:))))
Witajcie:) Emocje wracają ja bumerang.........:( Jeden dzień uśmiech na twarzy, na drugi łzy na policzkach....mętlik w głowie i tysiące myśli przebiegające jak huragan..
Ktoś powiedział że " co nas nie zabije to nas wzmocni" a ja zadaję sobie pytanie ile razy można się wzmacniać jak partner wciąż zabija Nasze uczucie.Ja wyszukiwać wartości w drugim człowieku gdy On niweluje miłość.
W moich oczach mój mąż jest jak bumerang.....gdy jest przy mnie jakaś iskierka miłości się tli......pod tym zwględem zauważyłam dużą poprawę....zaczął przytulać i zauważać( nawet rozmowy nie są już tak spiętrzone) ale gdy tylko bumerang odlatuje(wyjeżdża do pracy)......zabiera ze sobą uczucia.....jak bym dla niego nie istniała:(
Nie pisze, nie dzwoni, nie interesuje się co w domu......to takie przykre.....:(Nie wymagam od niego by 24 na dobę wisiał na telefonie ale żeby powiedział dzień dobry czy dobranoc.......
Nie wiem co już o tym wszystkim myśleć.......:((
angel9 - napiszę teraz co mi przyszło na myśl po przeczytaniu całego postu - najwyżej dziewczyny mnie linczują - ale to moje subiektywne przemyślenia)
Co do stwierdzeń i rad "wlcz o siebie odejdź" - myślę że walczyć , odejść może osoba taka jak np. ja - wykształcona, pracująca u znajomych (bez strachu o utratę pracy) jedno odchowane dziecko, swoje mieszkanie, kochający wspierający rodzice, świetny brat - ja mogłabym odejść bez obaw o jutro, ale ty (nie gniewaj się) bez pracy (doświadczenia) z 4 dzieci (jedno malutkie) bez wsparcia rodziców - odejśc i co dalej dom samotnej matki, dom rodzinny (gdzie jest alkohol) alimenty - on pracuje na czarno - to co da pomoc społeczna to naprawdę mało - patrząc na twoją sytuację nie dziwię się że nie możesz wyrwać się z takiego małżeństwa jak to mówią "jesteś odpowiedzialną kobietą i matką" i niestety bardzo wiele kobiet całe lata lub życie tak żyją bo nie mają specjalnie wyjścia - żeby móc odejść trzeba mieć jakieś zaplecze ekonomiczne wsparcie psychologiczne - a tak porywasz się z motyką na śłońce - znałam taką co tak odeszła (podobna historia do twojej - też 3 dzieci itd...) wróciła po pewnym czasie i było dużo gorzej bo On wiedział nie odejdzie bo nie ma gdzie i jak - ta pewność dała mu jeszcze większą "władzę"
Co do twojego męża - to tak (całkiem nie akceptuję i nie rozumiem bicia)ale poza tym jak ja widzę twojego ślubnego - z pracą dziś różnie, kokosów nie płacą, w budowlance często przestoje zimowe - a on budowlanka to ciężka fizyczna praca, nie najmłodszy, 6 osób na utrzymaniu, dom, ty nie mogąca iść do pracy bo małe dziecko, on jedyny żywiciel - i wraca do domu z tą całą świadomością a ty zaczynasz wyskakiwać z tekstami o czułości, miłości, romantyźmie - i on się buntuje myśli bujasz w obłokach a ja muszę nas utrzymać. To nie jest usprawiedliwienie tylko próba ukierunkowanie twojego myślenia na to jak on może to odbierać. Nie wiem czy tak jest ale tak mi się to wszystko poskładało. Dlatego wiem uwież że masz dość bycia "kurą domową" a do tego bez słów uznania i uczucia, ale może warto popracować nad waszym życiem.
Z jednej strony rozumiem ciebie (miałam podobnie)a z drugiej patrząc trzeźwo i chłodno na jego zachowanie też w pewnym sensie go rozumiem.
Atinasarz dziękuję za opisanie swojego poglądu na sprawę.Nie mam za co się obrażać bo to przecież szczera prawda......bez pracy wykształcenia i czwórką dzieci.Wiem co masz na myśli stawiając racje mojego męża.W pełni się z Tobą zgadzam bo ja tez nie jestem jakiś tam samolubem i nie wymagam by kochał mnie 24 na dobę.Patrzę obiektywnie i potrafię postawić się w jego sytuacji bo wiem że nie jest mu łatwo.Mówię mu non stop jak mi go żal ze pracuje tak ciężko jak musi zmagać się z pogodą gdy pracują na zewnątrz w mroźny czy upalny dzień. Codziennie podnoszę Go na duchu próbując dodawać mu sił.Ale chciałabym by moje obowiązki tez były docenione.W końcu mamy czwórkę małych dzieci......to ja szykuje je do szkoły,sprzątam,gotuję,piorę,odrabiam z dziećmi lekcje,bawię się z nimi,dbam o każdy urzędowy szczegół czy rachunki,a gdy wyczerpana kładę się do łóżka mam swoje 5 minut na przeczytanie książki.....i to tyle z dnia dla mnie.Tak jest codziennie..przy czwórce szkrabów jest co robić więc dlaczego on nie potrafi tego dostrzec.W weekendy śpi albo ogląda telewizję bo twierdzi że musi odpocząć.Ok każdemu się należy ale jego godziny pracy kończą się po 10 godzinach a moje po 18.... wstaję o 5 rano a kładę się o 23....i gdzie tu sprawiedliwość.
Przecież to chyba nic złego chcieć być kochaną i docenianą.
Co do odejścia.....na pewno nie postąpiła bym jak ta którą znałaś.......ja nie cofam się wstecz jak coś postanowię to idę do przodu a jestem w o tyle dobrej sytuacji że mieszkam w mieszkaniu po mamie więc nie musiałabym włóczyć się dziećmi po świecie.
I tak jak piszesz ja nie chcę już tak żyć......w toksycznym związku gdzie nie ma uczucia,szacunku i bezpieczeństwa.Wiesz jak ja się czuję gdy wyjeżdża do pracy i nie dzwoni przez kilka dni a później zachowuje się jak kumpel z podwórka.....tekstem" no cześć co słychać"i nie wiem czy to z grzeczności bo nawet za bardzo go to nie interesuje co tak naprawdę się u nas dzieje bo gdy zaczynam opowiadać po pewnym czasie kwituje rozmowę że np.musi się wykąpać bo wrócił z pracy albo zjeść kolację( dodam ze teraz pracuje w delegacji i wraca na weekendy.) No to sorry ale coś jest nie tak.Nie potrafię już go zrozumieć i jego toku myślenia.
Czytam Twoją historię i łzy kapią mi jak groszek...Jest we mnie jeszcze tyle emocji i żalu,nawet nie wiesz jak bardzo rozumiem co czujesz.Przeczytaj moją historię-to tylko wycinek mojego zycia z NIM.Ja odeszłam.Też chciałam być kochana i chciałam jedynie żeby on się zmienił.Sądziłam,że jestem silna,ale w tym związku zostałam tak bardzo stłamszona,że traciłam zmysły.Byłam jak maszyna,robot kuchenny...To nie była miłość,to uzależnienie.Cały dzień funkcjonujesz na adrenalinie(dobrze zrobiłam,nie dobrze,to muszę..i jeszcze to..)Jak na haju.A on zwolnił się ze wszystkiego,bo chodził do pracy(biedny,jeden na świecie miał dzieci i kobietę na urlopie wychowawczym).Były dni,że mój prysznic trwał 2 min.,bo dziecko,bo jego koszule do prasowania,bo obiad...I znikałam,znikałam...Też postanowiłam być obojętna,ale to nie zdało egzaminu...Jemu to wisiało,a ja potem czułam się okropnie-bo to nie miłość to manipulacja.Nie zmusisz nikogo do miłości.Albo to się czuje,albo...Schemat był jeden:buzi,kopa,buzi,kopa.
Nie zasługujesz na coś takiego!!!Urodziłaś mu dzieci,dbasz o nie.Jesteś młoda,życie przelatuje Ci między palcami,a jest chwilą.Nie umiem Ci doradzić jednoznacznie,myślę,że sama dojrzejesz do właściwej decyzji...Gorąco pozdrawiam
Witaj pepa....:)
To takie przykre czytałam Twoją historię i masz rację mogłybyśmy porozumieć się bez słów.Poza małymi szczegółami przeżyłyśmy i czujemy to samo.Doskonale Cie rozumiem jak piszesz o kąpieli zrobieniu tego czy tego.Ja dokładnie tka to przechodzę.Pepa wiem że już zaczęłam dojrzewać i dostrzegać wielkie minusy tego co mnie spotkało w związku ale jakoś nie mogę dojrzeć do rozwodu.
Były już próby.......pewnego wieczoru powiedziałam mu że chcę odejść i żądam rozwodu.......On na to jak na lato powiedział ze stoickim spokojem " dobrze ja nie będę stawał Ci na drodze,rób jak uważasz" a we mnie aż się zagotowało.Cholera jasna to małżeństwo nic dla niego nie znaczyło.Te 9 lat to dla niego jakby jeden dzień.No to cześć na razie.Ale oczywiście nastał nowy dzień....a ja czułam potworną pustkę że tak po prostu zakończymy to co nas łączyło.No i znowu chwila rozmów czułości.......i ? nadal trwamy....
Tak jak mówisz jest jeden schemat: buzi kopa.....
Najgorsze jest właśnie to ze czuję jak uciekają mi dni tygodnie miesiące a ja nadal wegetuję.......żyję jak roślina która za wszelką cenę potrzebuje wody......:(
Pozdrawiam:)
Witam wszystkich
zaczelam czytac historie wszystkich kobiet, samotnych, porzuconych nieszczesliwych, takich jak ja.
Jestem mezatka od 3 lat.Moj maz nie jest polakiem.Kiedy go poznalam zakochalam sie od pierwszego wejrzenia, pierwszego usmiechu.
bylo cudownie wspolne dni, wspolne spedzanie czasu wszystko bylo takie wspaniale kolorowe cieszylam sie na kazd chwile spedzona z nim.Niestety po slubie sie wszystko zmienil moj maz sie straznie zmienil
przestal byc czuly opiekowac sie mna stal sie taki inny.z roku na rok jest coraz gorzej ciagle sie ze mna sprzecza, krzyczy na mnie wogole sie mna nie interesuje tylko internet czaty feecbooki a jak zostalam odlozona na bok jak nie potrzebny przedmiot.Ciagle mi tylko ubliza mowi ze mnie nie kocha ze ma mnie dosc , a ja umieram z milosc do niego.Nie wiem co mam juz robic czuje sie taka samotna nie mam w nikim oparcia, nadodatek nie mieszkam w Polsce tylko W Anglii wiec nie mam kontaktu z rodzina tak jak bym chciala....prosze pomozcie mi